niedziela, 23 kwietnia 2017

Maniaczka kosmetyczna

Moja mama to specyficzna osoba. Ma różne swoje dziwactwa i przyzwyczajenia, od których nie potrafi odstąpić. Nikt nie potrafi przemówić jej do rozsądku i we wszystkim musi zawsze mieć rację. Lubi oszczędzać, ale też lubi kupować. Niestety to dostałam od niej w genach. W gratisie.

Lubię kupować, jednocześnie oszczędzając. Dotyczy to w szczególności kosmetyków. Mama jest konsultantką Avonu i Yves Rocher, więc zawsze kosmetyków tych marek było u mnie pod dostatkiem. I nadal jest. Otwieram szafkę i dosłownie wysypuje mi się na podłogę dwadzieścia kilka żeli pod prysznic czy płynów do kąpieli, kilkanaście szamponów, odżywki i maski do włosów. Dezodoranty i kremy są pochowane po pudełkach. Szukam balsamu do ciała i pada pytanie: który chcesz? Weź sobie kilka. My jeszcze mamy sporo. Mama kupuje mnóstwo kosmetyków na promocjach z przeświadczeniem, że przecież się je zużyje i że lepiej mieć coś w zapasie niż w pewnym momencie nie mieć się w czym wykąpać. Ma poniekąd rację, bo w mojej przyjaciółce denerwuje mnie to, że wykończy żel pod prysznic, krem do rąk i natychmiast potrzebuje lecieć do sklepu, bo nie ma nic w zapasie. Wszystko zużyje do zera i dopiero idzie na zakupy. Ja jednak wolę mieć zapas na czarną godzinę. Także...

Uwielbiam kupować kosmetyki. Choć raczej nie te kolorowe do makijażu, bo zwyczajnie się nie maluję (ale jak już to zrobię, to dostaję miliony  komplementów od wszystkich wokół, typu: "jakie ty masz kurwa zajebiście długie rzęsy, nie mogę się na ciebie napatrzeć"; ach ten K, romantyk), bo nie chce mi się. Gdy nakładam make-up, to musi być jakaś wielka okazja, typu: niespontaniczna, ale zaplanowana sobota z cyklu "siedzimy i pijemy", niedzielny dłuższy wypad do większego sklepu/IKEI/centrum/Eindhoven/etc, odwiedziny czyjeś bądź u kogoś.

Chcesz zobaczyć, co trzymam na półce w szafie i w kartonie, bo nie mam tyle miejsca, żeby to wszystko ustawić na widoku? No to zapraszam na wycieczkę. PS Nie wszystkie jeszcze miałam okazję przetestować, więc wypowiem się jedynie na temat niektórych, które używa(ła)m. Minęło trochę czasu od wtedy, gdy robiłam zdjęcia, w międzyczasie coś wykorzystałam, coś więcej dokupiłam, więc nie wszystkie wspomniane kosmetyki zostały ujęte na obrazkach.


Nie mogę się oprzeć, gdy widzę jakieś fajne kosmetyki w promocji. Przepięknie pachnące żele pod prysznic – to w szczególności. Tłumaczę to sobie tym, że przecież prysznic biorę codziennie (albo i dwa razy dziennie), więc szybko się zużyje. Dlatego...

na górze od lewej: płyn do higieny intymnej Ziaja | Ziaja | Fa 3x | Avon;
na dole od lewej: Isana | Avon | cukrowy peeling Perfecta | peeling Joanna 2x

To tylko część. Mam jeszcze kilka, ale nie w oryginalnych opakowaniach. Mam też parę, które dokupiłam całkiem ostatnio (m.in. Palmolive Aroma Sensations Feel Glamorous czy Feel the Massage; po 1€, także ten...). Z większych przelane w mniejsze, bo poręczniejsze. Najbardziej lubię żele pod prysznic Fa, Palmolive i z Avonu. Peelingi z Joanny (i z Farmony!) też są świetne. Jagodowa muffinka z Perfecty też całkiem nieźle się spisuje, ale nie zaliczę jej do ulubieńców. I płyny do higieny intymnej z Ziaji.

od lewej: Dove 3x | The Face Shop | AA | Avon


Jak nie lubię żeli po prysznic Dove, tak kocham ich balsamy do ciała. Najpiękniejszy to ten o zapachu granatu (trzeci od lewej), ale niestety jest... chłodzący, czyli do użytku tylko latem. Ale to nic. Znalazłam specjalną wersję zimową, bardziej nawilżającą, a jeszcze piękniejszy jest kokosowo-jaśminowy. Z braku laku wzięłam ostatnio warm vanilla &shea butter. Z AA o zapachu orchidei złapałam, bo Dove'y są na wykończeniu, a zapomniałam, że mam jeszcze z zestawu z Avonu i różany z The Face Shop.

na górze od lewej: lakier do włosów Syoss | mgiełka ułatwiająca rozczesywanie Avon | spray termoochronny Avon | Syoss | fioletowy szampon Joanna | Garnier Frutis | Dove Oxygen & Moisture;
na dole od lewej: maska Biovax | odżywki: Garnier Fructis | Isana | Schwarzkopf | Dove
Szampony Garnier Fructis są dla mnie najlepsze, ale akurat nie ten cytrynowo-miętowy (choć przynajmniej ładnie pachnie). Syoss również, a był w promocji 1+1 w ramach tej marki, więc wzięłam też lakier. Kiedyś miałam próbkę tej odżywki Dove i była super, a że jakiś czas temu w Kruidvacie była promocja na produkty Dove 1+1, to postanowiłam sprawdzić i szampon. Fioletowy szampon i odżywka do włosów blond, żeby były blond, a nie żółtawe. Maskę na włosy też trzeba czasem nałożyć, a jak je wyprostuję przy użyciu sprayu termoochronnego, to może i przydałoby się utrwalić lakierem. Ostatnio dostałam też od współlokatorki do wypróbowania szampon i odżywkę z Andrelon z  keratyną. Sam(a) rozumiesz...

na górze od lewej: tonik Hema | tonik Garnier | płyn micelarny Nivea | płatki do demakijażu Hema | dwufazowy płyn do demakijażu Avon | żel do twarzy Ziaja | Kruidvat;
na dole od lewej: tonik Avon 2x | maseczka Avon | peeling Lirene | peeling Soraya
Na żel do mycia twarzy z Ziaji z liśćmi manuka trafiłam przez przypadek, gdy koleżanka zostawiła mi pół buteleczki, bo nie chciała jej tachać ze sobą do Polski, a szkoda jej było wyrzucać i... przepadłam. Nie dość, że pięknie pachnie, to jeszcze jest dla mnie idealny. Zamiennie z najzwyklejszym najtańszym żelem do twarzy z Kruidvatu. (Otatnio dokupiłam jeszcze jakiś z Garniera i z Sorayi). Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z Avonu strasznie szczypie. Płatki do demakijażu są moim kolejnym przypadkowym, ale jakże trafionym zakupem. Płyn micelarny z Nivei – bardzo fajny. Cztery toniki (aktualnie 2 – ten z Hemy okropnie  podrażniał mi skórę, więc się go pozbyłam i ponownie kupiłam niebieski z Garniera, bo bez niego miałam strasznie wysuszoną twarz). Peeling z Sorayi jest milion razy lepszy niż z Lirene, a o co najmniej połowę tańszy.

maski do twarzy i plastry oczyszczające na nos
Tych produktów chyba nie muszę komentować. Przynajmniej tych z lewej strony – animal face sheet masks, prosto z Korei. Nie znalazłam jeszcze idealnej maseczki do twarzy, więc próbuję różnych. Ostatnio jednak próbowałam się nawilżyć tą z Perfecty i jedynie, co otrzymałam, to zaczerwieniona i wysuszona twarz, więc podziękuję za kolejny taki raz :) Ciekawe są multi-maski z AA. Przepadłam też w maseczkach z 7th Heaven. Użyłam czekoladową (najlepsza na świecie!), kokosową i z olejkiem  arganowym. Mam jeszcze truskawkową na kiedyś. Plastry oczyszczające na nos z Dermopharmy są średnie; lepiej na mnie działają jakieś tańsze z Superpharmu (nie pamiętam firmy...) albo z Actiona.

na górze od lewej: kremy do rąk: Isana | Evree | Avon | krem do stóp No 36;
na dole od lewej: kremy do twarzy: Nivea | Ziaja | (na noc) Hema | Nivea Soft
Na co dzień używam kremu matująco-nawilżającego Nivea (na zmianę z >nawilżającym z łopianem od Garniera<), na noc znalazłam jakiś tani w Hemie i też jest dobry. Krem oliwkowy z Ziaji jest dla mnie za tłusty, ale być może sprawdzi się kiedyś w jakieś bardzo mroźne poranki. Nivea Soft ratował mnie w podbramkowych sytuacjach, gdy miałam przesuszoną skórę, a ostatnio zaczął tylko to pogarszać :) Więc smaruję nim przesuszone dłonie, na co dalej, o dziwo, działa. Niedawno zaopatrzyłam się z krem z aloesem z Ziaji, ale nie zdążyłam go jeszcze wypróbować. Kremy do rąk nieważne jakie, byleby były, bo mam wysuszone łapki z powodu zbyt częstego mycia ich w pracy i zbyt częstego zmywania naczyń na hotelu. Z Isany fajny, bo z gliceryną, z Evree przecudownie pachnie, a z Avonu intensywnie odbudowuje. Krem do stóp zakupiłam jakikolwiek, który był w promocji. Z Primarku znalazłam też żel chłodzący do stóp, który średnio chłodzi, ale przynajmniej odświeża.

Avon 4x | Adidas 2x | Lady Speed Stick 3x
Uwielbiam mgiełki z Avonu! Moją największą miłością kiedyś była truskawka z guawą i czereśnia z gałką muszkatołową. Od wtedy połowę zapachów wycofano, część zmodyfikowano, dodano nowe. Aktualnie mam: truskawka z białą czekoladą, kwiat jabłoni, woda kokosowa i karambola. Adidas i Dove to dwie marki dezodorantów, które wybieram najczęściej, choć ostatnio przerzuciłam się na antyperspiranty Lady Speed Stick: w kulce, w kremie czy w żelu. Perfumy z Avonu Summer White Sunset zakupione dawno temu – wtedy mi się ogromnie podobały, teraz doszłam do wniosku, że zwykłe Summer White są delikatniejsze i bardziej do mnie pasują. Za to w Polsce zostawiłam moje przeukochane Slip Into. Również z Avonu :( Z Primarku skusiłam się ostatnio na dwa nowe zapachy perfum: mango i papaja.


Koreańska pasta do zębów o smaku grapefruita. Z pompką. Musiałam ją kupić. Poza tym w 99% stawiam na pasty Colgate, różne, różniaste, ale jednak zawsze Colgate. Szczoteczki też zazwyczaj wybierałam od nich, teraz zakupiłam Oral-B, zobaczymy. I płyn do płukania jamy ustnej Listerine o smaku zielonej herbaty. Koreański, aczkolwiek w Polsce też już je widziałam. Tak przy okazji, uroczą mam nakładkę na szczoteczkę, prawda? :)