wtorek, 20 listopada 2012

Little ball of fur

Wiecie, jak to jest, gdy od kiedy tylko pamiętacie, pragnęliście mieć w domu jakiś puchate zwierzątko, najlepiej kota, a rodzice zawsze byli przeciwni? Bo trzeba się będzie nim zajmować, bo nikt nie będzie po nim sprzątał, bo to tylko kłopot. A wtem nagle, ni stąd, ni zowąd, jedne odwiedziny u dalekiej cioci i macie śliczną szarą puchatą kocią kulkę, którą musicie wziąć ze sobą do domu, bo babcia jej nie chce.

Pamiętam jej kocie nieporadne początki w naszym mieszkaniu: chodziła, nie wiedziała, co ze sobą zrobić, kładła się na chodniku w przedpokoju i spała; nie umiała miauczeć ani wydać z siebie żadnego innego dźwięku; strasznie plątała się pod nogami, nie mogąc znaleźć sobie miejsca.

Dzisiaj mija rok, od dnia, kiedy Kota zamieszkała z nami. Sama otwiera sobie drzwi, jak chce gdzieś sobie pójść; pcha się na kolana lub na ramiona w najmniej odpowiednich momentach; pije wodę z nieswojego garnka; gdy tylko ktoś pojawi się w kuchni, od razu tam leci, bo może akurat dostanie jakiś dodatkowy posiłek w ciągu dnia; zabiera sobie plastikowe zakrętki od butelek pozostawionych gdziekolwiek, gania za nimi po całym mieszkaniu, żeby w końcu skończyły pod zamrażarką, gdzie nikt po nie nie sięgnie; wyjmuje sobie swetry z szafy, żeby ją otworzyć.

Nawet teraz, jak to piszę, Kota leży na łóżku siostry i patrzy się na mnie z przechylonym łebkiem, jakby wiedziała, że coś skrobię na klawiaturze akurat o niej. Niby to był tylko rok, 366 dni, ale tak niesamowicie się do niej przyzwyczaiłam i przywiązałam, że już nie pamiętam, jak to było w czasach bez niej.

64 komentarze:

  1. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak to jest, bo odkąd pamiętam, mieliśmy w domu/na podwórzu i koty, i psa.
    Teraz niestety został mi tylko pies (którego zdjęcie zamieściłam ostatnio ^^), ale pewnie rodzice postarają się o jakiegoś kociaka, bo uważają, że w gospodarstwie nie może go nie być.
    To macie rocznicę! Świętujcie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z mieszkaniem w domku jest inaczej niż w mieszkaniu. Ale na wsi też nie wyobrażam sobie gospodarstwa bez takich "podstawowych" zwierzaczków, jak kot i pies.
      Widziałam i stwierdzam, że Twój pies wygląda przytulaśnie :D

      Usuń
    2. W domu zdecydowanie łatwiej mieć zwierzaka, w razie czego wystarczy wypuścić na podwórko. :)
      Teraz jest trochę większa, to zdjęcie ma już ładnych parę lat, ale wciąż jest przytulaśna. A to poszczeka na jeże, a to z listonoszem się pobawi, a to ucieknie i trzeba jej szukać po całej okolicy... ^^

      Usuń
    3. U mnie to ciężko byłoby ją wypuścić, bo skąd mam wiedzieć, kiedy łaskawie zechciałaby sobie wrócić do domu, prawda?

      Ona ma fajne puchate uszy XD Ale znajduje się bez większych problemów, mam nadzieję?

      Usuń
  2. Kota jest prześliczna! :D
    Dom bez takiego sierściucha (a najlepiej i kilku) nie jest prawdziwym domem... przynajmniej moim zdaniem.
    Koty zaczęły towarzyszyć jak miałam pięć czy sześć lat. Rodzinka jakaś specjalnie entuzjastyczna nie była, ale dziś nie wyobrażają sobie życia bez jakiejś miauczącej, wiecznie domagającej się czegoś do jedzenia istotki. Nawet moja babcia, która jeszcze parę lat temu odganiała od siebie każdego kota, teraz lubi przesiadywać w pobliżu mojej kocicy - i jakoś tak przypadkiem ta ręka spada na futro... ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplement z imieniu Koty :D
      Do wszystkiego chyba można się przyzwyczaić. A do kota łatwiej się przyzwyczaić niż do psa, bo przynajmniej nie trzeba z nim wychodzić na spacery ;) U mnie teraz już nikt nie żałuję, że mała zamieszkała z nami, mimo że na początku było mnóstwo żali i skarg.

      Usuń
    2. Pogłaszczesz ją ode mnie? ^^
      Kot a pies to zupełnie inna bajka... Chociaż w obu przypadkach nieraz wystarczy jeden rzut oka w te oczy i już nie można się oderwać... ;)

      Usuń
    3. OK! Zaraz do niej pójdę :)
      Niby inna, ale z kotem jest trochę mniej problemów, tak na pierwszy rzut oka.

      Usuń
    4. Prośba spełniona? ;)
      Swoją drogą - w Twoim wpisie rzuciły mi się w oczy słowa o otwieraniu drzwi... Moja kocica też szybko na to wpadła, za to pan płci przeciwnej kompletnie nie daje sobie z nimi rady. Nawet jak są uchylone to nie wpadnie na to, żeby pociągnąć lekko łapką i umożliwić sobie przejście... Miauczenie jest łatwiejsze :D.

      Usuń
    5. Pewnie, że tak!

      Na (nie)szczęście Kota nie radzi sobie z drzwiami do mojego pokoju przynajmniej jeśli ona wejść do środka, bo te drzwi akurat otwierają się na zewnątrz ;)

      Usuń
  3. Do takich małych zwierzaków najłatwiej się przyzwyczaić - ja mojego psa mam od kwietnia, a czuję jakby była z nami od zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że z tymi większymi byłoby tak samo. Żeby tylko były :)

      Usuń
  4. zachowuje się dokładnie jak moja kicia :-)
    czytałam kiedyś, że koty swoją wdzięczność wobec opieki właściciela okazują przynosząc im jakieś "przysmaki'. no i rzeczywiście, przekonałam się o tym kiedy dwa razy znalazłam mysz pod drzwiami :d Twoja kicia też to praktykuje? :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja młoda nie wychodzi na dwór, bo mieszkamy w bloku i nie miałaby, jak sama wracać, ale jak jeździmy do babci na wieś, to jak tylko wybiegnie na dwór, to zaraz wraca z jakąś myszą w pyszczku :D

      Usuń
    2. teraz mieszkam we Wrocławiu, chciałabym mieć kota w mieszkaniu, ale właśnie obawiam się, że nie będzie on miał wystarczająco dużo swobody.
      ja nawet kiedyś dostałam pięknego, martwego ptaka :d

      Usuń
    3. Kota jakoś na to nie narzeka. Starczy jej tego szaleństwa, kiedy jesteśmy na wsi, bo wtedy tylko biega po dworze i nie ma nawet czasu na spanie. A ptaki to jeszcze chyba nie ten level u niej ;P

      Usuń
    4. właśnie w ten weekend jestem w domu rodzinnym i moja kicia zdecydowanie chciała mojego zawału, skacząc o 3 w nocy na klamkę, otwierając sobie drzwi mojego pokoju i żądając miejsca na poduszce. :d
      spokojnie, przyjdzie czas i na ptaki ;d

      Usuń
    5. Serdecznie współczuję... Moja jeszcze lubi od godziny 6 rano siedzieć pod drzwiami do mojego pokoju i miauczeć na cały głos.
      Na razie ptaki są chyba dla niej zbyt niedostępne, chociaż już ostatnio polowała na hodowlane gołębie wujka :D

      Usuń
  5. zazdroszczę Koty, bo moja mama się stanowczo nie zgadza i gdybym jej kota przyniosła, to najpierw wyleciałabym ja, a potem kot.
    a Twoja Kota w dodatku jest taka piękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też mama była zawsze najbardziej przeciw, do czasu, kiedy pojechaliśmy do cioci, wzięliśmy od niej małego kotka dla babci, a babcia powiedziała, ze go nie chce, bo jest za mały, musiałby mieszkać z nimi w domu, a nie w oborze/stodole, bo zbliża się zima etc. Zgadnij, kto wymyślił, że zabieramy małą z nami do domu? Właśnie MAMA, po której nikt by się tego nie spodziewał :P

      Usuń
    2. no to pięknie :D ale moja chyba by się nie dała narwać na takie coś, a szkoda...

      Usuń
    3. będę mieć nadzieję zatem:D chociaż większe są szanse, że się wyprowadzę na swoje i wtedy dopiero będę mieć kota:P

      Usuń
    4. Ta druga opcja wcale nie jest taka zła, oprócz tego, że musisz jeszcze trochę na nią poczekać ;)

      Usuń
    5. jest szansa, że już w przyszłym roku mi się uda, także - trzymaj kciuki ;)

      Usuń
    6. W porządku! I pamiętaj, żeby wtedy się mi pochwalić zwierzaczkiem :D

      Usuń
    7. na pewno się pochwalę:D

      Usuń
  6. Twój kot ma na imię Kota?!?! Nie wierzę!
    Mój kot TEŻ, i zawsze ludzie patrzą się jak na idiotę, kiedy mówię jak się wabi ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem: i tak, i nie. Tak, bo ja do niej mówię Kota albo wszelkimi innymi pojęciami, jakimi tylko można nazwać kota płci żeńskiej - Kotka, Kocica, Kocurka itp. Ale nie, bo ona ma oficjalnie inne imię, które wymyślił jej tata, a mi się ono bardzo nie podoba i do niej nie pasuje :C

      Usuń
    2. Ale i tak jesteś pierwszą osobą, która w ten sposób odmienia słowo 'Kot', więc i tak szacun dla Ciebie :D

      Usuń
    3. Naprawdę? :D Przejęłam to od kuzynki, która miała kiedyś kocicę i nazywała ją właśnie Kotą.

      Usuń
    4. czyli jest nas więcej. Chwała, więc wszystkim Kotom (choć w ten odmianie i kot i kota brzmią tak samo..) :D

      Usuń
    5. Może inni też tak odmieniają to słowo, tylko my jeszcze o tym nie wiemy ;)

      Usuń
  7. Moja mama też była przeciwna trzymaniu zwierząt w domu. Oczywiście do czasu gdy ciocia nie przywiozła nam małego psiaka, bo u nich zostać nie mógł. :D I nawet sama mu imię wymyśliła. Co te zwierzaki robią z ludźmi... ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem nawet zwierzaki bardziej potrafią opętać osoby dorosłe, które były najbardziej im przeciwne, niż nas :D

      Usuń
  8. Pięknie napisane... z tej notki bije miłość w czystej postaci :) To naprawdę cudowne, kiedy z zahukanego zwierzaczka robi się pewny siebie członek rodzinki :D Przechodziłam to kilkakrotnie, za każdym razem będąc równie wzruszona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy do czynienia z czymś takim po raz pierwszy, bo papużek tu nie wliczam, ale to było takie słodkie :D

      Usuń
  9. Od zawsze marzyłam o kocie i nadal marzę. Moi rodzice nawet nie chcą o tym słyszeć. No cóż, musze jeszcze trochę poczekać, nieprędko się wyprowadzę z domu ;)
    I to prawda, pięknie napisane. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi też nie chcieli o tym słyszeć. Do czasu :)

      Usuń
  10. Też tak mam - hoduję tego mojego kocura w domu już nieco ponad dwa lata i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go tutaj nie być. Jeszcze teraz pamiętam, jaki był malutki, kiedy go przyniosłyśmy do domu, jak drugiego dnia pobytu zaczął mruczeć i jak się potem słodko bawił czym popadnie. Nawet teraz tak ma - nie potrzebuje żadnych kocich zabawek z zoologicznego, wystarczy szeleszcząca folia zwinięta w kulkę, albo krótki plastikowy patyczek do podpierania małych storczyków. Obsesyjnie przesiaduje na kolanach albo u mnie, albo u mamy, a jak nie, to w torbie na laptopa (ledwo się tam mieści!). I zawsze czeka pod drzwiami, jak tylko usłyszy, że któraś z nas wraca do domu. I natrętnie żebrze o żarcie ze stołu. ^^
    Ech, o kotach to można godzinami, koty są wspaniałe, cudowne i w ogóle. A ta Twoja kota to śliczna jest, taka dostojna. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się wydaje, że swojego rudaska masz od zawsze, serio :D
      W ogóle: jak to dobrze spotkać kogoś, kto też uwielbia koty i można gadać, gadać, i dalej ma się jeszcze milion śmiesznych sytuacji do opowiedzenia o tych słodziakach.
      Dostojna, powiadasz. Ja dalej mam przed oczami sytuację sprzed paru miesięcy, kiedy Kota siedziała w łazience i wylała wodę z miski z praniem... Jak przyszłam ją uratować, to się jeszcze tak widowiskowo poślizgnęła i dziwnie na mnie popatrzyła, leżąc w tej zalanej łazience ♥

      Usuń
    2. Ooo tak, o kotach to można gadać bez końca, to jest temat rzeka i zawsze znajdzie się jeszcze kilka wesołych historii do opowiedzenia.
      Ano, dostojnie, właśnie tak wygląda! Może to taki kamuflaż jest, żeby ciapowatość ukryć, ot co! Swoją drogą, mojemu Panu Skoczysławowi też się taki przygody zdarzają, kiedyś wpadł swoim zacnym tyłkiem do wanny pełnej wody i był potem wielce niezadowolony. A o tym, jak kilka razy musiałam schodzić po niego na dół, bo idiota wypadł z okna, to już nie będę mówić (na szczęście to tylko pierwsze piętro, więc nic mu się nie stało). :P

      Usuń
    3. Ona chyba tak tylko wychodzi na zdjęciach... Ojoj, Kota raz mało w toalecie nie wylądowała, bo się rozpędziła i poślizgnęła na desce, bo chciała się dobrać do worka z jedzeniem... "Jakie tam bezpieczeństwo, jedzenie ważniejsze". U mnie okna nie mogą być pootwierane, bo Kota ma jakieś parcie na zewnątrz, a że mieszkamy na parterze, to nic by jej się nie stało, jakby wypadła (przynajmniej z mojego okna, bo balkon to już inna sprawa) i by jeszcze sobie gdzieś polazła -,-

      Usuń
  11. Moja kotka dzisiaj chciała mnie praktycznie zjeść swoim spojrzeniem albo mi się tylko tak wydawało..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdopodobniej jej nie nakarmiłaś :D

      Usuń
    2. Nie, to było zaraz jak zjadła pół puszki Whiskas :D

      Usuń
    3. Jeśli nie chodzi o jedzenie, to może o przytulanie/głaskanie? Nie wiem, jakie mogą być inne możliwości ;/

      Usuń
  12. A ja bardzo lubię takie zachowania zwierząt, kiedy są do nas tak przywiązane, że chcą być wszędzie tam gdzie my. Jak dla mnie to jest urocze i bardzo brakuje mi jakiegoś zwierzaka w domu plątającego się pod nogami.

    Kotka chyba bardzo lubi Twoje notatki. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówiłam Ci, że najprawdopodobniej to tylko kwestia czasu, żeby twoja mam zgodziła się na nowego zwierzaczka. Chyba że może chodzi jej o to, że od przyszłego października wyjedziesz na studia i nie będzie się miał nim kto zajmować?

      Ona zawsze się kładzie i prosi o uwagę, jak ja się muszę uczyć, albo jak się zajmę czymś produktywnym...

      Usuń
  13. ja też już nie pamiętam jak to jest bez Luny :)
    moja suczka każdej nocy śpi ze mną i nie wyobraża sobie że połowa łóżka miałaby nie należeć do niej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę (nie tylko na swoim przykładzie), ze do zwierząt bardzo łatwo można się przyzwyczaić.

      Usuń
    2. Z jednej strony jest to fajne, z drugiej - nie do końca.

      Usuń
  14. Ja mam psa, lenia, któremu się ruszyć nie chce, jak wołam, żeby mi się sunęła, bo chcę przejść :D

    a kotka miałam, ale uciekł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kota reaguje na wołanie tylko, jak jest głodna albo chętna do głaskania, a tak to też raczej się nie rusza z drogi.

      Usuń
    2. Jest raczej mniejsza gabarytowo, to jakoś się da przejść, a ja moją Sonię nogą tykam, mówię, 'rusz się', nic. No to ponaglam nogą i łaskawie rusza cztery litery. Ale jak była mała to chętnie się bawiłyśmy, a teraz to raczej taki klocur z niej, że jak się połozy, to się nie ruszy xD

      Usuń
    3. Bo tak już jest, że wszystko, co dorosłe, to mniej ruchliwe i skore do zabawy :D

      Usuń
  15. Nigdy nie musiałam prosić rodziców o zwierzaka. Jak byłam bardzo mała, to miałam chomika, potem parę kotów, ale nawet ich nie pamiętam (pewnie dlatego, że nie lubię kotów :D), kilka psów, żółwia, no i znów kilka chomików (na spółkę z kuzynkami XD) i psów. Teraz mam jednego i jest cudaśny. Też sobie nie wyobrażam, że mogłoby go nie być. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz fajnych rodziców. Przynajmniej pod tym względem.
      Tak w ogóle to dobrze mieć zwierzaka w dość młodym wieku, bo wtedy można zacząć uczyć się czymś/kimś opiekować :)

      Usuń
  16. Szczerze mówiąc nie znam tego uczucia, które opisałaś na początku notki :) nigdy nie było w naszej rodzinie zwierzaka - trójka dzieci zdecydowanie wystarczała moim rodzicom, także teraz i mi wystarczy moje rodzeństwo, po którym często muszę sprzątać, w niedzielę prasować im rzeczy itd.
    Ale jako milosniczka gadów, płazów i ryb, niewykluczone, że kiedyś sobie któreśz nich nabedę (marzę o pytonie^^).
    A Twoja kotka oczywiście jest przepiękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim rodzicom chyba też trójka dzieci wystarczała, ale nam chyba nie ;)
      Ja wolę jednak jakieś futrzaste zwierzątka.

      Usuń
  17. Po pierwsze - fajne imię, Kota. Serio :D Zawsze ludzie wymyślają jakieś cuda niewidy, ale ja miałam dwa koty i żadnego nie przyzwyczaiłam do imienia innego niż... Kot :)
    Te zwierzęta są cudowne. Nie będę się rozpisywać, bo widzę, że dobrze to wiesz, a żadne słowa jednak dobrze tego nie określą.
    Pozdrawiam Ciebie i Kotę :)

    OdpowiedzUsuń