wtorek, 4 czerwca 2013

Do you speak English?

Moja przygoda z językiem angielskim zaczęła się w czwartej klasie szkoły podstawowej, czyli prawie 13 lat temu. Wiadomo, jak to było. W podstawówce miałam do czynienia raczej z zabawami, prostymi słówkami, podstawowymi zwrotami, najłatwiejszymi czasami i konstrukcjami. W gimnazjum nauka tego języka była już bardziej zaawansowana i muszę przyznać, że to chyba w tej placówce oświatowej nauczyłam się najwięcej. W liceum trafiła mi się okropna nauczycielka, która nie uczyła nie nic nie tłumaczyła, tylko wymagała. Jednak wystarczyło nauczyć się na pamięć rozwiązań zadań z ćwiczeń, aby dostać satysfakcjonującą ocenę ze sprawdzianu, więc nikt tak bardzo nie narzekał. Na studiach miałam przyjemność mieć zajęcia z przesympatycznym magistrem, który każdemu potrafił wszystko wytłumaczyć "jak krowie na miedzy" i chyba to zachęciło mnie do robienia czegokolwiek na tych zajęciach.

Jednak to wszystko to jedno wielkie nic w porównaniu z tym, czego nauczyłam się, korzystając z portalu społecznościowego, jakim jest Twitter. "We believe in music" podobno i to dzięki muzyce, której słucham, poznałam ludzi z całego świata. Umiem się z nimi dogadać, nie mam większych problemów ze zrozumieniem, co do mnie piszą. Może za wyjątkiem kolegi Egipcjanina, studiującego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, który czasem używa takiego niszowego slangu amerykańskiego, że totalnie nie wiem, o co mu chodzi. Ale i tak po jakimś czasie udaje mi się rozszyfrować jako-takie znaczenie.

Nie uważam, że jestem jakimś językowym geniuszem, bo wcale nie jestem. Co z tego, że umiem pisać w języku angielskim i rozumiem, co inni do mnie piszą, skoro będą w Anglii chodziłam skonfundowana bo: 1) to było dla mnie coś nowego, gdy wszyscy mówili w innym niż mój rodzimy język i 2) nie rozumiałam jakichś 70% słów wypowiadanych w moim kierunku. Aczkolwiek w tym momencie jestem w stanie dogadać się w sytuacjach kryzysowych - na lotnisku; gdy zgubię się w mieście; gdy muszę odebrać siostrzenicę po pierwszym dniu szkoły i dowiedzieć się od jej nauczycielki o paru rzeczach; pogadać sobie na niezobowiązujące tematy z muzykami po koncercie. Czasami tak sobie siedzę i rozmyślam: "Dlaczego nie urodziłam się w jakimś anglojęzycznym kraju? Life would be easier".

Ostatnio z tego wszystkiego zaczęłam tez czytać książki po angielsku. W sumie to tylko dlatego, że nie mogłam znaleźć ich polskich przekładów, ale liczy się to, co robię, a nie dlaczego to robię, prawda?

104 komentarze:

  1. Ja też jestem z angielskim za pan brat. Kiedy w podstawówce zaczynałam się go uczyć, uwiódł mnie. W gimnazjum miałam bardzo fajnych nauczycieli, w liceum, trochę mniej. Przez dwa lata babka, umiejąca nie więcej ode mnie, a dopiero w ostatniej kobieta, która... Mimo wszystko nie zauważyła moich starań i dała mi niską ocenę. Ustna mnie jednak nie zawiodła, dałam z siebie wszystko.. No i chciałabym gdzieś jechać za granicę, żeby zobaczyć, jak to mówienie mi idzie i gadanie z innymi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi mówienie nie idzie, bo to trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć, a niestety tego się u mnie nigdy w żadnej szkole nie praktykowało...

      Usuń
    2. Ja prawie przez 10 lat jeździłam na dodatkowe lekcje, gdzie w zasadzie tylko mówiłam, czytałam na głos, żeby właśnie nauczyć się porozumiewać z innymi i chciałabym siebie przetestować, ale z drugiej strony boję się, że nie będę niczego rozumiała, czy coś :D

      Usuń
    3. No to trochę inaczej :) Już w przedbiegach wypadasz lepiej niż ja, także powinnaś sobie poradzić lepiej ode mnie. Tylko trzeba znaleźć obiekt testu?

      Usuń
    4. Ciekawe, kto by się zgodził na takie testy ^^ Z tymi, którzy w moim otoczeniu znają angielski, to się gada po polsku :D choć często ostatnio wchodzę na omegle.com bo tam sobie można pogadać ^^

      Usuń
    5. Nie chciałam proponować Ci rozmowy po angielsku z tymi, którzy znają polski, bo wiem, jak to jest.
      Omegle mogą być niezłym rozwiązaniem, bo zawsze chyba można się nagle wyłączyć, jeśli jakaś rozmowa pójdzie nie po Twojej myśli xD

      Usuń
    6. Każdy po chwili zacznie się śmiać, nie zrozumie... I tyle z tego.
      No to jest podstawa, jak większość pyta wprost o seks, albo inni od razu się rozłączają jak powiesz, że jesteś z Polski, kilkukrotnie mi się zdarzyło :D

      Usuń
    7. Albo zrozumie o odpowie po polsku, bo łatwiej.
      Ejjj... Co ta Polska w sobie ma, że niektórzy ludzie nie chcą mieć z nami nic wspólnego? o.O

      Usuń
    8. Chyba biorą nas za ludzi z epoki kamienia łupanego, pewnie sądzą, że nie ma o czym z nami gadać. Mimo, że kilka(naście) razy mi się to zdarzyło, za każdym kolejnym razem też dziwnie się czuję.
      To jest najśmieszniejsze, że niektórzy rozumieją co się do nich mówi, ale nie umieją już odpowiedzieć :D

      Usuń
    9. Albo że się z nami nie dogadają? Nie wiem, nie rozumiem tego "fenomenu".
      Ja umiałabym odpowiedzieć, ale nie tak od razu XD

      Usuń
    10. Też tego nie rozumiem, ale właściwie chyba nie chcę. Marta mówiła u siebie na blogu o jakimś penpalu, i się zarejestrowałam, ale w zasadzie nie ogarniam o co tam chodzi :D

      Zależy od tego, co powiedzą. Bo jak mi ktoś zada łatwe pytanie, to luz, ale jak zapomnę języka w gębie to pies pogrzebany :D

      Usuń
    11. Pierwsze słyszę o tym penpalu... Ale pewnie za jakiś czas wszystko ogarniesz :-)

      Usuń
    12. Pamiętam, jak w podstawówce szalałam za jakimś dziecięcym, angielskim zespołem. I ściągałam, drukowałam wywiady po angielsku i godzinami siedziałam ze słownikiem w ręku i tłumaczyłam. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatkę...
      A ja sie zastanawiam, dlaczego mam w klasie, a właściwie - miałam - ludzi, którzy nie chcieli się angielskiego uczyć i uważali, że to niepotrzebne...

      Usuń
    13. Ale to takie urocze zachowanie, ojej ♥
      Żebyś Ty wiedziała, co ja mam za ludzi na studiach. Nie jestem wcale geniuszem z angielskiego, ale jak za transformację zdań(gdzie trzeba było zmienić rzeczownik+przymiotnik na przysłówek+czasownik i szyk zdania) dostałam piąteczkę, a ludzie mieli po 7% lub po 0% to ja przepraszam :(

      Usuń
    14. No urocze. I później chodziłam od mamy, do taty, do babci i się chwaliłam, że patrzcie, przetłumaczyłam! Pani mi sprawdzała, błędy poprawiałam... A teraz czasem znajdę jakiegoś fan ficka i nadal tłumaczę :)

      Wiem, o czym mowa. Na maturze rozszerzonej to miałam, boże, ja to cholerstwo dopiero rozgryzałam po dziesięciu zdaniach, kiedy wtykałam się w ten tryb myślenia. Ale ja tam lubię takie zagwozdki. No cóż, jak ludzie chcą być idiotami, nie zabronimy im, a jedynie można się pośmiać :D

      Usuń
    15. A oni i tak nie wiedzieli, o co chodzi i Cię tylko chwalili, żebyś nie posmutniała ;DD

      Niee, to znaczy może i tak, ale u nas to był level veeery easy z tymi przekształceniami, bo mając np. "slow growth" trzeba było zamienić w zdaniu na "... grew slowly" w odpowiednim czasie. W liceum nigdy tych transformacji nie rozumiałam.

      Usuń
  2. Uwielbiam angielski!!:-)
    I też żałuję, że nie urodziłam się w jakimś anglojęzycznym kraju :( Chciałabym kiedyś w takowym mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już zamieszkać nie chcę, bo niestety z moim mówieniem po angielsku nie jest na tyle dobrze :))

      Usuń
    2. Wlasnie bys sie nauczyla;)

      Usuń
    3. Jakbym nie miała w ogóle żadnego wyjścia, to pewnie tak.

      Usuń
    4. Łatwiej nauczyc sie angielskiego przebywajac wsrod anglikow

      Usuń
    5. Nie powiedziałam, że nie :)

      Usuń
  3. mój ulubiony język <3 warto go poznawać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba warto poznawać każdy język, nie tylko angielski :)

      Usuń
    2. ja chcę poznać wiele innych, ale wiesz, na razie mam chęci ;D

      Usuń
    3. Jak tak, to rozumiem :D

      Usuń
  4. Ja uczę się angielskiego od przedszkola i nic. Nawet zdałam go na maturze ale to chyba był jakiś cud. Rozumiem, mało a wręcz mniej niż mało. Za to niemieckiego uczyłam się jako dodatkowego od gimnazjum (a wiemy jak wygladają lekcje dodatkowe ;D) i raczej zawsze było to dla mnie jedno wielkie "jhfvebnvcfjmvhdnjhajhitla" ale od momentu kiedy tu mieszkam nauczyłam się go w stopniu bardzo dobrym (potrzebowałam na to 16 miesięcy od minimum do poziomu bardzo dobrego). Fakt faktem czasem nie zrozumiem rosjanina czy turasa mówiącego do mnie coś co przypomina niemiecki ale jest dobrze. Ale sądze że gdybym pojechała do Szwajcarii to nawet tam jakoś bym się dogadała - a wiadomo tam jest inny nimeiecki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do lekcji dodatkowych to zależy. Bo jeśli ktoś chodzi na kurs i płaci za to fortunę, to chcąc czy nie chcąc, musi się uczyć danego języka, bo przecież zapłacił. A jeśli są to jakieś dodatkowe zajęcia w szkole po lekcjach, płatne jakieś grosze, to inna sprawa, bo wtedy nie jest szkoda tych pieniędzy. Sama ani w tym, ani w tym nie uczestniczyłam, ale słyszałam od znajomych :)
      Podziwiam Cię! Chciałabym się nauczyć dość porządnie jakiegoś języka, ale nie chciałabym tak zostać rzucona od razu na głęboką wodę...

      Usuń
  5. Z mówieniem u mnie dobrze, bo mama mieszka w USA i kiedyś często gawędziłyśmy w tym języku telefonicznie, pisanie ćwiczę na zagranicznych forach. Jestem rozumiana, więc chyba wielkiej tragedii nie ma :P
    English is okay :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kuzynka mieszkała w USA, teraz w UK, ale nie chcemy ze sobą gadać po angielsku :P

      Usuń
    2. Myślisz, że ja chciałam? Byłam zmuszana :P

      Usuń
    3. Nieee? Faktycznie myślałam, że kierowała Tobą chęć, a nie że byłaś zmuszana. Mnie nikt nie zmusza, ale już sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle ;P

      Usuń
    4. Taka sztuczna sytuacja? Litości! Mama to mama, a nie Pani z Ameryki brylująca perfekcyjnym akcentem :P Jak podrosłam, to się zbuntowałam :D

      Usuń
    5. No niby tak. Ale zawsze to jakiś kontakt z obcym językiem. Nieważne czy w postaci mamy, która zna go tylko dobrze, czy rodowitego Amerykanina ;D

      Usuń
    6. Z rodowitymi Amerykanami też rozmawiałam, fajnie szło :D

      Usuń
    7. W sumie mąż mojej kuzynki jest ze Stanów i też czasem zdarzało mi się z nim rozmawiać, ale nie tak całkiem na poważnie ;D

      Usuń
  6. Najważniejsze to umieć się dogadać :)
    Ja angielskiego uczę się w sumie od zerówki [haha], ale tak "na serio" to naukę tego języka rozpoczęłam w gimnazjum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie. Czasem wystarczą najprostsze czasy i podstawowe słownictwo, a i tak się da jakoś dogadać :)

      Usuń
  7. Grunt to się dogadać. ^^ Swoją drogą, kiedy ja byłam w Anglii spotkałam całą masę ludzi mówiących po polsku, a rodowici Anglicy znali wiele polskich słów, w tym popularne słowo na k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polaków też spotkałam, a raczej tylko słyszałam. Spacerując po parku w Londynie, mogłam naliczyć kilkanaście różnych języków, które było zewsząd słychać. I całkiem możliwe, ze Anglicy znają już niektóre polskie słowa. Przecież wielu Polaków nawiedza Anglię :)

      Usuń
    2. Londyn jest wielokulturowy i właśnie między innymi to sprawiło, że tak bardzo mi się spodobał. :)

      Usuń
    3. Ja już nawet w Warszawie czuję zbyt wielokulturowo XD

      Usuń
    4. W Warszawie byłam tylko raz i dziękuję, już tam nie wrócę. :)

      Usuń
    5. A ja wręcz przeciwnie. Nie mam daleko, a fajne koncerty tam mają ;)

      Usuń
  8. Uwielbiam czytać posty dotyczące tego, jak ktoś się uczył języka! :D Moja przygoda z angielskim rozpoczęła się w 4 klasie podstawówki. Nauczycielka była jako taka, ale nauczyła. Na koniec zawsze miałam 6. W gimnazjum trafiłam na rewelacyjną nauczycielkę! Nauczyła mnie naprawdę wielu rzeczy z angielskiego, ale i wiary w siebie. Dzięki niej właściwie teraz znam jako tako angielski. Nigdy nie miałam lepszej nauczycielki/lepszego nauczyciela niż ona! Teraz w liceum... Nauczycielka jest nie za fajna. Ciągle gada o chorobach i zarazkach, traktuje nas jak idiotów i niezbyt potrafi uczyć. Boję się, że przy niej się uwstecznię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie tak trafiłam w liceum, ale mam nadzieję, że u Ciebie będzie inaczej! Wystarczy się tylko trochę przyłożyć, czego mi się nie chciało zrobić parę lat temu...

      Usuń
  9. Ja zdawałam teraz niemiecki na maturze i miałam roczną przerwę z angielskim, z którym przestałam sobie radzić od 2. klasy gimnazjum - uczyła mnie wtedy Ukrainka. Jednak postanowiłam przemóc się i sama popracować w wakacje. Uznałam, że na studiach lepiej wziąć lektorat z angielskiego, zwłaszcza że kursy językowe są bardzo drogie, niż z niemieckiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno angielski jest bardziej przydatny niż niemiecki, jednak to od Ciebie zależy, co wolisz. W każdym bądź razie, życzę powodzenia w te wakacje :)

      Usuń
  10. Też czasem wydaje mi się, że fajnie byłoby urodzić się gdzieś indziej. W sumie wiesz co, w Polsce wszystko jest gorsze.
    Najbardziej podoba mi się australijski akcent <3 Jest po prostu boski. Kojarzysz?
    Też mam Twittera i gadam tam po angielsku (i hiszpańsku, kocham ten język!) ale kiedy raz w autobusie zaczepił mnie jakiś obcokrajowiec, doslownie.. język mi skołowaciał i nie byłam w stanie wyjaśnić mu najprostszych rzeczy! Myślę, że trzeba się do tego najpierw przyzwyczaić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak sobie teraz myślę, że niby Polska jest gorsza niż wiele innych państw pod wieloma względami, ale jednak jest też dużo miejsc jeszcze gorszych niż Polska, także... chyba wcale nie powinno być nam tak źle.
      Jak ktoś do mnie zaczyna niespodziewanie mówić po angielsku, to też jestem zaskoczona i muszę najpierw mieć chwilę na zastanowienie się, o co w ogóle chodzi ^^

      Usuń
  11. Moja niestety zaczęła się późno, bo trzy lata temu. Z czego wiadomo, w szkole się wiele nie nauczę... tak więc jeżyk kuleje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdawałaś właśnie angielski na maturze, czy jakiś inny język?

      Usuń
    2. I ten i ten ;) ale angielski był moim dodatkowym, więc nawet mogłam go sobie oblać :)

      Usuń
    3. W porządku, rozumiem :)

      Usuń
  12. Wiadomo, że praktyka angielskiego uczy najlepiej.

    Ja sam, póki co, mówię "kali jeść, kali spać", ale już we wrześniu wybieram się na kurs w Empik School

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miłej "zabawy" na kursie, w takim razie :)

      Usuń
  13. Ja to bym chciała mówić perfekcyjnie po angielsku, bo jakby nie było, to ten język otwiera wiele drzwi i daje sporo możliwości w kontaktach z ludźmi z całego świata:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała :P Może nie tak perfekcyjnie od razu. "Dobrze" by mnie zadowalało.

      Usuń
  14. Cóż, po angielsku całkiem nieźle piszę i mówię, ale słuchanie idzie mi marnie... ale fakt jest taki, że język codzienny jest zupełnie inny od tego, jakim rozmawia się na lekcjach, więc cóż... Kiedyś będziemy mówić niczym native speakers ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze słuchaniem trzeba się posłuchać, bo niestety nie każdy mówi wyraźnie. Nawet Polaków ciężko czasem zrozumieć, jak sobie coś burczą pod nosem PO POLSKU.

      Usuń
  15. Moją historię związaną z językiem angielskim znasz więc wiesz jaką mam sytuację. Mam nadzieję, że na studiach zacznę tego języka uczyć się tak na serio. W liceum trochę zaległości nadrobiłam, ale i tak czuję, że jeszcze sporo przede mną. Po anielsku lubię jedynie pisać, bo do mówienia się po prostu zmuszam, choć generalnie daję radę. I od zawsze marzę o tym, aby nauczyć się hiszpańskiego. Wydaje mi się, że ten język lepiej by do mnie pasował. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam i życzę Ci, żeby na studiach z angielskim trafiła tak, jak ja. Chyba, że będziesz miała do wyboru lektorat z hiszpańskiego? Na niektórych uczelniach są :)

      Usuń
  16. oj tam... język Polski to jeden z najtrudniejszych języków na świecie a Ty go znasz i nie tylko... nie masz co narzekać!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja łapię słowa z piosenek, a angielski ogólnie bardzo lubię. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze z filmów - jak jakieś słówko mnie dopadnie, to muszę sprawdzić, co znaczy, bo nie da mi spokoju...

      Usuń
  18. ja się językowo dzięki moim erasmo rozwinęłam <3 co prawda moja gramatyka kuleje, ale skoro potrafię się porozumieć, to chyba najważniejsze ;)
    a jakie książki czytasz? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno zwykli Anglicy czy Amerykanie nie używają jakichś wymyślnych czasów, tylko mówią jak najprościej. Nie tylko do obcokrajowców, ale też do siebie :P
      Na razie przeczytałam "The Fault In Our Stars" Johna Greena. Mam w planach "Looking For Alaska" tego autora i coś jeszcze innego, ale nie pamiętam w tej chwili co :D

      Usuń
    2. no właśnie :d więc się tym nie przejmuję :D
      nie słyszałam nigdy o tym panu ;p warto nadrabiać to niedopatrzenie? :) bo już robię listę książek na 'po sesji' ;p

      Usuń
    3. Moje znajome na Twitterze zachwalały jego twórczość, a że nie miałam co robić, to się skusiłam i po tej jednej książce stwierdzam, że nie żałuję, ale wiem, że nie wszystkim może się ona spodobać. Zobacz sobie o czym jest i sama zdecyduj :P http://lubimyczytac.pl/ksiazka/162306/gwiazd-naszych-wina

      Usuń
  19. Zazdroszczę możliwości pobytu w Anglii! Chciałabym tam wyjechać, właśnie żeby np podszkolić język i szukam właśnie jakiś stron, na których można rozpocząć korespondencje z obcokrajowcami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz czego zazdrościć, bo wcale się tam dobrze nie bawiłam, niestety ;)
      Ostatnio modny jest postcrossing, ale to raczej tylko kartki na wymianę, a nie taka prawdziwa dłuższa korespondencja. Albo Twitter? Nic więcej nie przychodzi mi do głowy :C

      Usuń
  20. Więcej nauczyły mnie filmy, muzyka i omegle niż szkoła, jeśli chodzi o angielski :D Ale ja jestem z tego głupiego rocznika, który od pierwszej klasy podstawówki ma niemiecki, także germanizuję się dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że to nie zależy od rocznika, tylko od konkretnej części Polski lub od danej szkoły. Ale... jak można uczyć się jakiegoś języka od pierwszej klasy podstawówki, skoro wtedy się dopiero zaczyna uczyć pisać? o.O To jest tylko na zasadzie słuchania i mówienia?

      Usuń
    2. Się wtrącę. Ja się od pierwszej podstawówki angielskiego. Ale to było raczej liczenie do dziesięciu, owoce, zwierzątka po obrazkach, lepiej maluchy się uczą i zapamiętują, niż starsi ^^

      Usuń
    3. Lu, lubię, jak się wtrącasz :D
      Słyszałam, że młodsze dzieci łatwiej zapamiętują różne rzeczy, ale dla mnie to jest trochę niepojęte. Tak bez pisania XD

      Usuń
  21. Co tam truskawki... Po prostu owoce! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Swojego czasu swoją przyszłość wiązałam z angielskim, bo cóż, ciężko zaprzeczyć, ze ten język kocham i najchętniej używałabym zamiast polskiego(ba, ile razy zdarzyło mi się zapomnieć jak powiedzieć jakiś zwrot po Polsku, a za to po angielsku jak najbardziej?)
    I zgadzam się co do twittera(chociaż na mnie większy wpływ miał tumblr, gdzie moją przyjaciółką jest rodowita amerykanka i gadamy sobie całkiem często. Lpeszy trening od jakiejkolwiek lekcji angielskiego.) Nie używałam tego cacka(twittera) długo, ale jak zaczęłam, to dopiero uświadomiłam sobie, jak bardzo mój angielski "potoczny" kuleje. Ale jest coraz lepiej, ludzie czasami mnie poprawiają ale tylko się uczę więcej dzięki temu :)
    A książki czytam po angielsku od drugiej klasy gimnazjum, czyli olaboga, już ponad cztery lata z dużym hakiem. Tylko co ciekawe wchodząc do gimnazjum umiałam się ledwo przedstawić, a rok później czytałam biegle książki w tym języku i - co jeszcze dziwniejsze - przekładałam je na język polski, co z resztą robię do tej pory. Dory język, dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tumblra też mam, ale tylko do przeglądania zdjęć. Na Twitterze zdecydowanie więcej piszę i rozmawiam z innymi.
      Trochę żałuję, że za czytanie po angielsku wzięłam się dopiero teraz, ale, jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Za przekłady się nie biorę, bo nie umiałabym oddać tego tak ładnie, jak to brzmi po angielsku :D

      Usuń
  23. Chciałabym się umieć dogadać w kryzysowej sytuacji, ho ho. Daleko mi do tego. ;p

    dziecie-kwiatu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzeba ćwiczyć i się starać :D

      Usuń
  24. Moja nauczycielka od angielskiego, którą kocham całym sercem, zawsze powtarzała, żeby czytać po angielsku. Podobno to strasznie dużo daje.
    Będąc w Anglii słyszałam takie deformacje tego języka, slogany i gwary, że czasem to bardziej przypominało jakiś arabski, a nie angielski :d
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie - faktycznie coś daje. Wiadomo, że nie sprawdzam każdego nieznanego słówka, bo byłoby to bez sensu, a i bez tego łapię sens zdań, ale czasem jakieś słówko mnie na tyle zaciekawi, że po prostu MUSZĘ zobaczyć, co to w ogóle jest.
      A jeszcze na dodatek, Ci, którzy posługują się tym językiem na co dzień mówią szybko i niewyraźnie :D

      Usuń
  25. Czytanie ksiazek po angielsku to swietny pomysl, bo bardzo wzbogaca jezyk. JA od paru lat nie czytuje juz przekladow, bo po prostu mnie draznia. Jestem zdania, ze sa ksiazki, ktore w naszym rodzimym jezyku nie mialyby po prostu takiego samego wydzwieku jak w oryginale. I strasznie wspolczuje ludziom, ktorzy nie znaja angielskiego w stopniu zezwalajacym na czytanie oryginalow ksiazek, bo traca strasznie wiele przez bardzo czesto sie zdarzajace niekompetentne tlumaczenia. To pewnie dlatego, ze polski jest od angielskiego tak strasznie odmienny - angielski jest jezykiem nieskomplikowanym, ktory nie lubi niedopowiedzen. PRzekonalam sie o tym piszac wypracowania na angielski (a moj angielski wygladal w liceum troche inaczej, bo zupelnie jak polski - literatura anglojezyczna, analizy wierszy i tym podobne). Gdy staralam sie stworzyc nieslychane jezykowe konstrukcje, takie, jakich oczekiwano by ode mnie na polskim, ocena nigdy nie byla satysfakcjonujaca, a i ja jeszcze dostawalam opieprz przy okazji. KLuczem do sukcesu bylo pisanie w sposob klarowny i nieskomplikowany, a rownoczesnie ciekawy i barwny. To swietna zabawa jak juz sie dojdzie do takiej wprawy :)

    POlecam Ci jeszcze ogladanie filmow i seriali z angielskimi napisami, to tez swietna sprawa, bo nie tylko wzbogaca slownictwo jak ksiazki, ale i uczy wymowy.
    Jesli chodzi o twitterowe znajomosci, mysle, ze to swietna sprawa dla poszerzania Twoich horyzontow, bo to super, ze masz teraz znajomych z calego swiata, ale jako fanatyczka jezykowej poprawnosci w angielskim (nie ma nic denerwujacego mnie bardziej niz kaleczenie tego pieknego jezyka skrotami i slangiem), nie jestem pewna czy to odpowiedni sposob na rozwijanie zdolnosci jezykowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na razie zostaję przy polskich przekładach książek, a te angielskie czytam tak tylko rekreacyjnie. Nigdy nie słyszałam o tym, co piszesz (że wypracowania powinny być napisane jak najprościej) i nigdy w życiu bym na to nie wpadła o.O
      Oglądam, oglądam seriale/filmy z angielskimi napisami. Nie tak non stop, bo nie zawsze mi się chce, ale staram się :D
      Niektóre skróty naprawdę mnie irytują, tym bardziej jeśli są nadużywane przez niektóre osoby, ale... cóż im zrobię? Ale slangowe zwroty też dobrze znać, żeby się dogadać w dość luźnym towarzystwie za granicą ;)

      Usuń
    2. Mam w zanadrzu pomysł na post na ten temat - jak odmienny jest angielski od polskiego jeśli chodzi o pisanie dłuższych wypowiedzi. Zainspirował mnie do tego świetny artykuł Orwella - "Politics and the English Language". Bardzo polecam :)

      Usuń
    3. Widzę, że masz doświadczenie na tym polu, więc z chęcią bym o tym przeczytała.
      Znalazłam artykuł, dodałam do zakładek i postaram się przeczytać w najbliższym czasie, bo niestety dziś już nie dam rady.

      Usuń
  26. Angielski to mój drugi ulubiony język, trochę czasem miewam wątpliwości, czy go umiem czy nie, ale dogadać się - dogadam bez problemu. Jedynie czasem teoretycznie czegoś nie ogarniam, ale w praktyce na lajcie. :) Anglicy mają fajny akcent, strasznie lubię to przeciąganie i to ich helooooł. :)

    Dokładnie, jak napisała Dani_California - oglądanie filmów i seriali z angielskimi napisami albo po angielsku i z polskimi napisami to coś świetnego. Od razu konstrukcje i wszystkie skróty, slangi wchodzą do głowy i się je momentalnie zapamiętuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakładam, że pierwszym ulubionym nie jest polski? :D

      Usuń
    2. Nie. :) Polski lubię, ale jakoś tak zupełnie inaczej do niego podchodzę :D. Pierwszy ulubiony to włoski, strasznie, strasznie. :)

      Usuń
    3. Mogę się pochwalić, że nawet znam parę słów po włosku :D

      Usuń
    4. Nic nadzwyczajnego - cyfry/liczby, dzień dobry i tym podobne podstawowe zwroty :D

      Usuń
  27. Ale zobacz - żyjąc w Polsce, znasz również piękny język! A to, że życie byłoby łatwiejsze... czy ja wiem? Właśnie kończę naukę na profilu dwujęzycznym - jestem mega zadowolona z mojej nauczycielki, która jest cudowną kobietą i nawet dała każdej osobie z mojej grupy po anglojęzycznej książce. Ja mam Dumę i uprzedzenie w pięknej oprawie :) Mam nadzieję, że kiedyś będę w stanie czytać książki w wielu językach, nie tylko angielskim... choć i z tym bywa problem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A polski jest podobno jednym z najtrudniejszych języków, o ile nie najtrudniejszym. Tak się chyba mówi, ze życie byłoby łatwiejsze, że byłoby lepiej. tak naprawdę nic nie wiadomo. Jest szansa, że wtedy byłoby jeszcze gorzej niż teraz, ale nie da się tego przewidzieć ;)
      I tego Ci życzę! Żebyś kiedyś mogła się chwalić umiejętnością czytania w wielu różnych językach (i rozumienia tego :-)).

      Usuń
    2. Właśnie :) Więc chwalmy się polskim! To prawda... The grass is always greener on the other side of the fence. A warto docenić to, co się ma, w jakiej jest się sytuacji... zwłaszcza jeśli nie jest źle.
      Dziękuję - życzę tego samego :) No właśnie, tu pies pogrzebany! :P Rozumienie...

      Usuń
    3. Sama wiesz, jak ciężko się docenia to, co się ma. Najczęściej dopiero zauważamy to, jak już stracimy. *odpukać w niemalowane na wszelki wypadek*
      Nawet jeśli się rozumie co któreś słowo, to można złapać sens zdania. A później może być tylko lepiej :)

      Usuń
  28. Od zawsze wyrzucam losowi, czemu nie urodziłam się w jakimś anglo- albo niemieckojęzycznym kraju albo chociaż w dwujęzycznej rodzinie. Miałabym już na kącie opanowanie czterech języków i życie byłoby prostsze. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka mojej siostry ciotecznej ma 5,5 roku, a mówi i po polsku, i po angielsku, bo ma tatę Amerykanina eh... :(

      Usuń
    2. Takim to tylko zazdrościć. ;) Chociaż nauka języka jest dla mnie pewnego rodzaju rozrywką, to jednak przyjemnie byłoby go mieć jako swój native.

      Usuń
    3. Słyszałam, że Ci, których pierwszym językiem jest angielski mają mniej motywacji do nauki wszelkich innych języków obcych, więc może to faktycznie lepiej dla nas? :)

      Usuń