wtorek, 8 października 2013

Październikowy sen

Październik to drugi "studencki" miesiąc w roku. Na pierwszym miejscu bezapelacyjnie króluje maj. W wakacje Lublin wymiera – to studenci nadają mojemu miastu ten klimat. Kiedyś słyszałam, że studenci stanowią prawie 25% mieszkańców tego miasta (dane na ostatni dzień czerwca roku 2010). W październiku wszystko wraca do normy. Autobusy i trolejbusy szybciej się zapełniają, a zostają prawie puste, gdy miną strategiczne przyuczelniane przystanki. Na ulicach jest gwarniej, bardziej tłoczno, słychać szumy i śmiechy. Kluby się ożywiają, cykliczne imprezy, które zostały zawieszone na wakacje, powracają do życia. Ruszają jesienne trasy koncertowe polskich zespołów i wykonawców.


W ostatnich latach zaczęłam lubić październik. Bez jakiegoś konkretniejszego powodu. To taki jesienny miesiąc: lato minęło, do zimy pozostało jeszcze trochę czasu. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce różnie to bywa. Robi się chłodniej, złociściej w parkach. [Nawet słyszałam, że w końcu mają otworzyć Ogród Saski po dwuletniej rewitalizacji, yay!~] Drzewa pomału zaczynają gubić liście. Stopniowo kończą się uciążliwe remonty prawie głównych ulic. Rocktober, prawda? Miesiąc muzycznych emocji.

Jest to też mój ostatni październik jako studentki. Zaczyna mnie to przerażać. Jednak nie sama konieczność pisania pracy magisterskiej – poradziłam sobie z pracą dyplomową, to teraz nie dam rady? Grunt to polubić swój temat, a później jest tylko łatwiej. Bardziej martwi mnie perspektywa pracy, a właściwie jej szukania. Moje województwo boryka się z problemem jednej z najwyższych wartości stóp bezrobocia w kraju, a jak wiadomo – jedną z najbardziej zagrożonych grup jest młodzież po ukończeniu studiów, która dopiero wchodzi na rynek pracy. Nie posiadając żadnego doświadczenia zawodowego i mając słabe perspektywy na jego zdobycie, ciężko zachęcić i przekonać przyszłego pracodawcę do swojej osoby. Wcale się nie zdziwię, jeśli z tytułem magistra skończę jako kelnerka. Albo jako kasjerka w Biedronce/Tesco/E.Leclercu (niepotrzebne skreślić)... We'll see.

64 komentarze:

  1. Ja jestem praktycznie na początku tej studenckiej drogi bo jestem na 2 roku więc przede mną jeszcze kilka październików które sama ostatnio polubiłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę Ci zazdroszczę :P

      Usuń
    2. Faktycznie jeszcze wiele przede mną i to mnie cieszy.

      Usuń
    3. Ale z drugiej strony, nie jestem pewna, czy chciałoby mi się jeszcze raz przechodzić przez to wszystko.

      Usuń
  2. Od czegoś trzeba zacząć:) Ja Ci tylko odradzam call center :) Z kelnerki zawsze możesz awansować na kierownika, ewentualnie będąc kelnerką na pewno nawiążesz nowe znajomości, które zawsze pomagają przy zdobyciu nowej pracy :P jeszcze jak będziesz pracować jako kelnerka w restauracji, gdzie jadają jacyś biznesmeni :P I przede wszystkim nie przestawać szukać. Mi się łatwo mówi, bo przede mną jeszcze dwa lata, ale też umieram ze strachu ;)
    Czyli w skrócie mówiąc, jak lato to Władysławowo, jak jesień to Lublin? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chyba mam problem, bo widzę po ludziach, że się w ogóle na kelnerkę nie nadaję. O call center już słyszałam niepochlebne opinie i od znajomych, i od pani magister od różnych ćwiczeń....
      W sumie dobrze to podsumowałaś. I jak maj, to też Lublin ;P

      Usuń
    2. No czyli na zimę tylko trzeba się gdzieś zakoczować w jakiejś niedźwiedziej jamie i przespać tą porę roku najlepiej :P Nienawidzę zimy. Nienawidzę zimna przede wszystkim :P
      A czemu nie nadajesz się na kelnerkę? :)

      Usuń
    3. Zimę też w sumie lubię, jeśli tylko nie jest -20st. w dzień. Chciałabym kiedyś zimą wybrać się w góry, więc może tam znajdę kolejne swoje "miejsce" ;P
      Po prostu, jak jestem gdzieś w pubie/restauracji/whatever i patrzę na kelnerki, to nie widzę się w tej pracy :)

      Usuń
    4. Ale co takiego w nich widzisz, czego nie lubisz? Tego że muszą być przesadnie miłe, służalcze? :P Ja bym już wolała być kelnerką niż przez telefon namawiać starszych ludzi na abonament :P Ale kelnerki znowu nie mają tak elastycznego grafiku pracy.
      Ciacho też coś jakiś czas temu wspominał żeby w ferie jechać w góry ale potem stwierdził, że pewnie i tak byśmy się nie ruszali z domku, bo za zimno by było żeby gdziekolwiek chodzić a po górach już by nam się na pewno nie chciało. Ewentualnie mogę się dać namówić, jak by był ładny widok z okna xD

      Usuń
    5. Służalczością bym tego na pewno nie nazwała - bardziej chodzi mi o to, że muszą wszystko robić szybko, jak jest ruch i niezbyt limitowany czas pracy.
      Zimą to raczej po górach się nie chodzi samodzielnie, ewentualnie wchodzi w grę jazda na nartach czy snowboardzie lub spacer po miasteczku ;)

      Usuń
  3. Z pracą magisterską na pewno sobie poradzisz, ale z pracą czasami jest ciężej - dlatego osobiście wybrałam technikum, żeby mieć już jakiekolwiek praktyki etc. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wybierałam liceum, to ja w ogóle nie myślałam o tym, co będzie za jakieś 8 lat...

      Usuń
  4. Rocktober... Fest Party w listopadzie? :D

    Łódź też się trochę zmienia w czasie roku akademickiego, ale tu ogólnie zawsze jest ruch...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakże! :D

      Byłam w Łodzi w czerwcu, ale kursowałam tylko pomiędzy Dworcem PKP a Atlas Areną, więc nie umiem obiektywnie potwierdzić :(

      Usuń
    2. Jedziesz? ;)

      Prawdopodobnie kursowałaś z Kaliskiego do Areny - hahaha, chwilka drogi spacerkiem :D

      Usuń
    3. Pewnie, że jadę :P Jestem na etapie namówienia kolegi, że RFP jest lepszą opcją niż jego zajęcia z panią dziekan i mam nadzieję, że mi się uda, bo nie uśmiecha mi się później samotne siedzenie na dworcu.

      Tak, oczywiście, chodziło mi o Kaliską i tak, wiem, że to nie jest daleko... xD

      Usuń
    4. Ja też jadę! ;)

      hahahahaa tak myślałam :D

      Usuń
    5. Być może jakoś się tam zobaczymy/spotkamy! :D

      Usuń
  5. Dzisiaj nucę tę samą piosenkę. ;)
    Podobno żadna praca nie hańbi... Ale nie martw się na zapas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My weakness is that I care too much ;__;

      Usuń
    2. Głowa do góry! I tak wszyscy umrzemy. :D

      Usuń
    3. Zawsze w takich momentach przypomina mi się cytat ekonomisty J.M. Keynesa: "In the long run we are all dead" :D

      Usuń
    4. Och, Keynes. Swojego czasu nasłuchałam się o nim na makroekonomii. :)

      Usuń
    5. Z racji kierunku, który studiuję, słyszę o nim średnio raz na tydzień, eh :P

      Usuń
  6. ja bardzo lubię październik :) aczkolwiek kiedy studenci wracają do miasta i znowu zapychają MPK - tego bardzo nie lubię :P
    a o szukaniu pracy staram się na razie nie myślec, za to zapycham CV czym się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwila moment, STUDENTKO ;P

      Usuń
    2. noo, tak :P ale ja tu mieszkam od urodzenia :D a inni przyjeżdżają w październiku :P

      Usuń
    3. No to było od razu, że chodzi Ci o przyjezdnych studentów... ;)

      Usuń
    4. taki skrót myślowy, wybacz :D

      Usuń
    5. Nic się nie stało. Jakoś się w końcu dogadałyśmy ;d

      Usuń
  7. Chciałam kiedyś studiować w Lublinie, Ech, szczeniackie marzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, od razu szczeniackie. Czyżby przez Twój ulubiony zespół? :D

      Usuń
    2. Było coś jeszcze, o czym mogłabym się od Ciebie dowiedzieć? :> Podobno Lublin to bardzo ładne miasto - co do zamku i starówki, to mogę przyznać rację, ale nie wiem, czy znalazłabym jeszcze jakieś supersuper miejsca.

      Usuń
    3. Nie chodzi o jakiś wybrane atrakcje. Byłam w Lublinie, to miasto ma w sobie tyle uroku, swojskości, a nawet zieleni (pod tym względem bije mój Kraków na głowę), że to trudno opisać. Ot, przypadł mi do gustu tamtejszy klimat :)

      Usuń
  8. pieknie !:) w pazdzierniku jest pieknie to taka cisza przed... śniegiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie taka cisza od razu, bo... wieje :P

      Usuń
  9. Trzymam kciuki, żeby z pracą "po" jednak nie było tak ciężko, chociaż o własną obawiam się już teraz... ale tak to jest, jak się zachciało czegoś "humanistycznego" - ekonomia daje jednak większe szanse, a kto wie, może i w lublińskich warunkach znajdziesz coś idealnego ;).
    Na jaki temat pisałaś licencjat/piszesz magisterkę? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy wokół mi mówią, że dobrze, że wybrałam ekonomię, bo jest przyszłościowa, a wykładowcy mówią, że na rynku jest nadwyżka ekonomistów, więc będzie ciężko z pracą... Eh, ile ludzi, tyle opinii :P

      Licencjat pisałam o zróżnicowaniu kapitału ludzkiego w Polsce, magisterkę piszę o wpływie kapitału ludzkiego na rozwój regionalny ;)

      Usuń
    2. Przestałam się orientować w tych tematach, ale z tego co pamiętam o ekonomii też słyszałam sprzeczne opinie, pozytywy za to głównie o finansach i rachunkowości.

      Czyli podobne klimaty :).

      Usuń
    3. To, że finanse są "lepsze" niż ekonomia, to też wiem, ale są przy okazji o wiele trudniejsze, eh :)

      Chciałam, żeby były powiązane, ale teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to aby nie gorzej, bo praktycznie wszystko już ujęłam w licencjacie...

      Usuń
  10. Ostatnio dostrzegam piękną prawdziwą jesień. Gdy wychodziłam w piątek ze swojej szkoły czułam nie tylko wolność z racji nadchodzącego weekendu, ale podmuch ciepłego wiatru i do tego żółte liście, które po kolei, jeden za drugim opadały na ziemię.
    Faktycznie w Polsce bardzo ciężko z pracą. Teraz już nawet ludzie wykształceni i doświadczeni mają z nią problem, a co dopiero osoby świeżo po studiach. Można spytać co studiujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słoneczna jesień jest bardzo ładna. Chociaż nawet i deszczowa może być klimatyczna, o ile tylko nie pada zbyt często.
      Pewnie, że można zapytać. Studiuję ekonomię :)

      Usuń
    2. Co prawda jestem dopiero w drugiej klasie liceum, ale też już myślałam o ekonomii, jednak coś mi się wydaję, że skończę (o ile mi się to uda, matura 2015 ma być inna, trudniejsza) na innym kierunku, choćby dlatego, że przedmioty rozszerzone wzięłam inne niż wcześniej sobie planowałam. Kobieta niezdecydowaną jest. :)

      Usuń
    3. Za moich czasów na ekonomię wystarczył język obcy nowożytny + jeden przedmiot do wyboru spośród: matematyki, geografii i historii. Teraz matma jest obowiązkowa, więc w sumie nie wiem, jakie są wymagania ;P A jakie przedmioty wybrałaś na maturę, jeśli można wiedzieć?

      Usuń
    4. Zgodnie z tym, że od samego gimnazjum idę narzuconym nowym programem nauczania to zmieniają się zasady, test gimnazjalny był inny niż zwykle, a teraz jeszcze nowa matura 2015, nawet nauczyciele do końca nie wiedzą jak to będzie wyglądało. Wiem jedynie, że nie będzie prezentacji pracy z wybranego tematu z polskiego tak jak wcześniej, ale losowanie pytań i odpowiadanie przed samą komisją.
      Mam rozszerzoną matematykę, fizykę i angielski. Z tych przedmiotów muszę wybrać przynajmniej jeden, z którego będę pisała egzamin. O tyle dobrze, że on nie świadczy o zdaniu matury :) Trochę takie pogmatwane...

      Usuń
    5. Faktycznie trochę skomplikowane... Ale prezentacja z polskiego jest bezsensowna, więc w sumie dobrze, że ją w końcu zlikwidowali. Tylko szkoda, że akurat na Ciebie trafia pierwszy rok z kolejną "nową" maturą :(

      Usuń
  11. Też lubię październik. Jest piękny i wszystko jest już miarę ogarnięte po wrześniu. No, dla tych co chodzą do szkoły, bo dla studentów dopiero się zaczyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja niekoniecznie jestem ogarnięta w sprawie zajęć. Ba, dalej nie mogę zapamiętać mojego planu, co, kiedy, w którym tygodniu, z kim i gdzie mam, ale mam nadzieję, że to kwestia kilku przyszłych dni.

      Usuń
  12. Grunt to się nie poddawać. W końcu znajdziesz pracę. A ostatni rok studiów? Życzę, aby był najlepszy z wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie się nie poddaję, ale zobaczymy, jak to będzie po studiach.

      Usuń
  13. Trzymam kciuki, wszystko się uda, zobaczysz. Poznań w wakacje jest pusty, aż smutno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że mnie wspieracie. Kiedyś słyszałam, że Lublin i Poznań to dwa miasta, w których jest najwięcej studentów w przeliczeniu na stu mieszkańców :D

      Usuń
    2. Niestety! Wczoraj nie mogłam wejść do tramwaju, bo za tłoczno.

      Usuń
    3. Niestety? Ja tam lubię, jak coś się dzieje (jak są studenci, to się powinno dziać), a tłok w autobusach nie jest mi straszny, bo na uczelnie jadę tylko kwadrans ;)

      Usuń
  14. Nie martw się kochana. Zawsze przecież można gdzieś wyjechać na jakiś czas, żeby trochę zarobić. Jakoś to będzie. Najważniejsze, żebyś przetrwała ostatni rok studiów. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyżej się zawinę z Tobą nad morze do pracy na wakacje ;D

      Usuń
  15. Mam nadzieję, że i ja sobie poradzę jak przyjdzie na to pora ;D bo w Ciebie nie śmiem wątpić :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałabym, że raczej odwrotnie - z tego, co Cię obserwuję na blogu, to Ty jesteś dość dorosła jak na swój wiek (porównując z innymi znanymi mi osobami w Twoim wieku), więc szybciej dasz radę coś ogarnąć niż ja :D

      Usuń