niedziela, 15 grudnia 2013

Ominąć święta?

Jakby to było, gdyby tak w tym roku ominąć święta? Nie kupować ani nie stroić drzewka, nie ozdabiać mieszkania ani domu żadnymi ozdobami, światełkami? Pominąć zbędne stresujące przygotowania, w tym sprzątanie, pieczenie ciast, gotowanie? Nie spotkać się z rodziną na tradycyjnej kolacji wigilijnej ani w kolejne dni świąt? Uniknąć niepotrzebnych kłótni o politykę i kościół? Nie dać/nie dostać prezentów, które są kupowane tylko po to, żeby były, a nie dlatego, że są potrzebne? Nie wysyłać uroczych świątecznych kartek i nie składać nie do końca szczerych życzeń osobiście bądź poprzez telefon? Zamiast tego wydać tylko połowę pieniędzy i wybrać się na tydzień na Karaiby.

Tak właśnie postanowili zrobić Luther i Nora Krankowie w powieści "Ominąć święta" autorstwa Johna Grishama (przeniesionej na ekrany kin i telewizorów jako "Święta Last Minute", ang. "Christmas with the Kranks"), gdy ich jedyna córka miesiąc przed świętami wyjeżdża na rok do Peru jako wolontariuszka Korpusu Pokoju. Jak to w komedii bywa, nie wszystko idzie zgodnie z planem – sąsiedzi są zbyt natarczywi, koledzy z pracy Luthera nie podchodzą do pomysłu zbyt entuzjastycznie, wydatki, które były ponoszone co roku w okresie świątecznym same się napraszają, a czarę goryczy przelewa telefon od Blair z przemiłą wiadomością. Nie chcę opowiadać zakończenia, aczkolwiek powinniście domyślić, jak to się skończy. Niemniej polecam zarówno książkę, jak i film, mimo że wyczytałam, iż adaptacja filmowa ma niewykorzystany potencjał i jest "bardzo przeciętna, średnio śmieszna i mało porywająca", z czym się nie zgadzam.

Czasem naprawdę mam ochotę, żeby w danym roku ominąć święta. Nie wypisywać i nie wysyłać na siłę kartek. Nie składać sobie telefonicznie życzeń świąteczno-noworocznych. Nie sprzątać całego mieszkania naraz, dogłębnie, na szybko, bo tak trzeba. Przeżyć te kilka dni świąt bezstresowo, bez spotykania się z rodziną, bez niepotrzebnych, bezsensownych kłótni. Spędzić je jak każdy zwykły dzień – z gorącą herbatą w towarzystwie książki i laptopa z koteczką śpiącą gdzieś w pobliżu. W spokoju.

Ale z drugiej strony... to jedynie 3 dni świąt, podczas których spotykam się z tą częścią rodziny. Widujemy się wtedy w tym samym gronie niezmiennie (choć z małymi wyjątkami) od dobrych kilkunastu lat. I w sumie jakoś bardzo mi to nie przeszkadza, więc niech tak zostanie przez najbliższe kilka(naście) lat.

68 komentarzy:

  1. Ja akurat lubię święta. Nie te komercyjne, które od października siłą rzeczy musiały się znudzić ale te domowe - kolędowanie z całą najbliższą rodziną, to, że możemy być razem i pieczemy wspólnie ciasteczka. Takie święta lubię!:)

    A książkę przeczytam z miłą chęcią - już napisałam cioci i wieczorem zabieram się do czytania.
    Wesołych świąt! :)

    taka-se-nazwa.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak... Gdyby święta w centrach handlowych zaczynały się jakoś w okolicach grudnia, to byłyby fajnym dodatkiem, ale niestety trzeba się wylansować wcześniej ;)
      Daj znać, czy podobała Ci się książka! :)

      Usuń
  2. Ja też lubię święta, nawet jeśli w większości wypadków media trąbią o nich od listopada - jejciu, raz do roku są, to dlaczego nie można pocieszyć się już od listopada? Zawsze jak się na coś czeka, czegoś wyczekuje, to czas automatycznie pędzi szybciej i ja już nie mogę się doczekać piątku, żeby wrócić do domu, ubrać choinkę i czuć tą magię <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jeszcze na co się czeka, bo właśnie czasem, jak na coś czekam, to mi się okropnie dłuży :D Ale nie ma śniegu, więc to nie będą takie pełnowymiarowe święta. Chyba że jeszcze zdąży popadać przez najbliższy tydzień.

      Usuń
    2. Muszę Cię zmartwić - śniegu podobno ma nie być :(

      Usuń
    3. Smuteczek :( Gdzieś mi się dopiero przewinęła taka informacja, ale nie przyjmowałam jej do wiadomości, póki nie przeczytałam tego komentarza od Ciebie :(

      Usuń
    4. Masakra jakaś, co to za święta bez śniegu :(

      Usuń
    5. Powinien być ten śnieg chociażby na Wigilię, święta, na Sylwestra i na Nowy Rok. Więcej nie musi leżeć :P

      Usuń
    6. Niechże rano w Wigilię spadnie, i w drugi dzień świąt stopnieje i już może nie być, no ale kuuurde :P

      Usuń
    7. Nie! Jeszce musi być na Sylwestra i na Nowy Rok XD

      Usuń
    8. Nie jestem aż tak wymagająca, wolę żeby chociaż w Wigilię nas łaskawie zastał XD

      Usuń
    9. Geeez, JESZCZE tam miało być, oczywiście XD
      I co? Nie było śniegu. Ani w Wigilię, ani później. Ale na sylwestra i Nowy Rok są jeszcze jakieś małe szanse xD

      Usuń
  3. Obejrzałam wczoraj "Love actually" (z Twojego polecenia!) i teraz zapodałaś kolejny film, no chyba się skuszę! ;) Chyba fajnie byłoby ominąć święta. Ale.. po co? :D

    Tak, to była taka ruchowa integracja :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, ominięcie świąt byłoby wspaniałym pomysłem - te wszystkie rodzinne spotkania, zamieszania etc. to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś będzie taka okazja?

      Usuń
  5. Mimo wszystko, wszelkiemu zamieszaniu, chwilami napiętej nieraz zabawnej atmosferze wolę, żeby pozostało tak jak jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często tak jest, że aby było lepiej, najpierw musi być trochę stresu, zabiegania, co się akurat odnosi do świąt ^^ A jak się przetrwa te całe przygotowania, to później od razu jest lżej.

      Usuń
    2. Bardzo lubię czas przygotowań mimo, że nie zawsze jest najlepiej, po tym wszystkim miło jest usiąść przy stole w wigilijny wieczór, rozkoszować się zapachem świąt :)

      Rodzice na pewno nie powiedzą, że czegoś potrzebują, samemu najlepiej się domyśleć... Marne szanse są na zdobycie biletu, wiem o tym, ale spróbować można :)
      Mam nadzieję, że wigilia klasowa będzie w luźniejszym klimacie niż rok temu i jakoś ze spokojem wymyślę sensowne życzenia dla każdego :D
      Dziękuję bardzo :)

      Usuń
    3. Ja lubię sprzątać, o ile nikt mnie nie pogania ani nie pospiesza, czego niestety w przygotowaniach przedświątecznych nie da się uniknąć ;|

      To może sama zerknij, czy mamie się nie kończy jakiś krem, pomadka albo inny kosmetyk, tacie jakaś pianka do golenia, dezodorant czy coś innego? Co Ty na to? :D Nie powiedziałabym, że takie marne, bo jeśli wymyślisz coś niebanalnego, to będziesz miała duże szanse :) A skoro już wiesz, że przydałby Ci się ten karnet, to możesz pomału zacząć myśleć i po czerwca wymyślisz coś fajnego :) Laurka czy wiersz w formie mailowej, jeśli fajnie napiszesz/namalujesz powinna przekonać Radka Nałęcza :D

      Usuń
    4. Czasami jak mnie najdzie to też potrafię sama z siebie zrobić porządki. :)
      Co do prezentów to sprawy tak się poukładały, że już nie mam z nimi problemu :) Nagle twoje ostatnie zdanie sprawiło, że zaczęłam pozytywnie myśleć i może nie wszystko stracone! :) Jak tylko wpadnę na dobry pomysł to spróbuję coś zrobić (napisać). Bo jeśli będę siedzieć to na pewno nic to mi nie da. Myślisz, że jeden wierszyk załatwiłby mi ten karnet? :D

      Usuń
    5. Dobrze wyszło z tymi prezentami, w takim razie ;)
      Możesz pomyśleć nad czymś kreatywniejszym niż wierszyk :D Jak wygrałam u Radka bilety na koncert Green Day'a, to zrobiłam bransoletki z muliny (jedną z napisem "Green Day", drugą z napisem "Oh Love", wysłałam mu ich zdjęcie i dopisałam historię, jak poznałam ten zespół. On zwraca uwagę na takie mniej spotykane rzeczy - rzadko dzwoni do osób, które mu po prostu napiszą, że bardzo chcą płytę/bilet na koncert; woli, jak go ktoś czymś zaciekawi, zaintryguje, napisze coś zagadkowego, coś żeby się mógł rozmarzyć :)

      Usuń
    6. W sumie nic dziwnego. Bardziej zwracamy uwagę na coś niezwykłego, niebanalnego. Chętnych zawsze jest mnóstwo, a żeby coś zrobić to już inna bajka. Niech tylko wpadnę na dobry pomysł... :D

      Usuń
    7. Zawsze to jakaś nowość, nie? :P Ale jak prezenterzy dzwonią do niektórych to mam wrażenie, że Ci słuchacze, będąc na antenie, czują się jak na skazaniu - żadnych emocji, żadnego uśmiechu, tylko powaga i odpowiadanie półsłówkami, a podobno w smsie tak im zależało na wygranej :(

      Usuń
    8. Być może nie każdy umie okazywać swoją radość na antenie :D Albo po prostu wzięli udział w danym konkursie a może wcale im nie zależało? Szkoda, że niektórzy odbierają szansę na nagrodę tym, którym naprawdę zależy...

      Usuń
    9. Może i tak, ale wtedy żałuję, że nie wygrał ktoś, kogo uśmiech i mnie by rozradował. Jeśli słyszę, że ktoś się uśmiecha od ucha do ucha, to już wcale nie jest mi szkoda, jeśli też bardzo chciałam wygrać akurat tę płytę ;)

      Usuń
  6. Oglądałam ten film :) Często leci w święta :) Jest całkiem niezły, zwłaszcza jak poszli na solarium :D Pamiętam zakończenie, ale cały czas dziwiła mnie reakcja sąsiadów :P Nie wiem jak jest w Stanach ale u nas w Polsce pewnie skończyłoby się tylko na obgadywaniu. Słyszałam nawet o kilku przypadkach, że ludzie na święta wyjeżdżali do ciepłych krajów :)
    I ominąć święta mówisz? Ja bym nie chciała :) Jestem zbytnim żarłokiem, żebym mogła sobie pozwolić na odmówienie sobie świątecznych potraw. Nie lubię tylko łamania się opłatkiem, modlitwy i pasterki - czyli typowo religijnych aspektów świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo zdziwiłam się reakcją sąsiadów, ale zauważ, że film ma prawie 10 lat i jeszcze parę lat temu ludzie bardziej znali swoich sąsiadów i się nimi interesowali (nie tylko w Stanach, ale też i w Polsce). Po drugie, w Stanach jest większa zażyłość sąsiedzka - np. ten konkurs na najładniej udekorowaną ulicę - wszyscy musieli się zmówić, dogadać. U nas czegoś takiego nie ma. Ewentualnie miasta rywalizują między sobą, ale to co innego. Po trzecie, Krankowie zawsze wydawali świąteczną kolację, więc byli głównymi organizatorami i zapraszali wszystkich na święta, więc może raz Ci sąsiedzi postanowili zrobić to zamiast nich. Co powiesz na moją interpretację? :D

      Usuń
    2. Że dawno nie widziałam tego filmu :P I nie pamiętam zbyt dużo szczegółów :P
      Zastanawia mnie tylko właśnie to, że napisałaś, że 10 lat temu sąsiedzi bardziej się sobą interesowali. Próbuję to sobie przypomnieć ;) Ale czy ja wiem czy interesowali się bardziej :P

      Usuń
    3. Teraz społeczeństwo coraz bardziej chroni swoją prywatność i nie pozwala zbyt ingerować w swoje życie. Porównaj sobie życie na wsi, gdzie wszyscy wszystkich znają, o wszystkim wiedzą i życie w bloku w dużym mieście, gdzie każdy jest zaganiany i jedyne, co go łączy z sąsiadami to "dzień dobry". Wiadomo, że nie we wszystkich miastach/krajach tak jest, ale jest to ogólnie zauważalna tendencja :)

      Usuń
    4. Ja właśnie mieszkam na wsi, ale z tego co mi opowiadały koleżanki z miasta, to tam się sąsiadów też obgaduje :P

      Usuń
    5. Nie chodzi mi o samo obgadywanie, ale o utrzymywanie koleżeńskich/przyjacielskich stosunków. Wątpię, żeby ludzie miastowi przychodzili do sąsiadów z naprzeciwka na herbatkę, a na wsi to raczej norma.

      Usuń
    6. Może zależy na jakiej wsi ;) Chociaż ja to mam takich sąsiadów, że pożal się boże :P
      Chciałabym tak sobie móc chodzić na herbatkę nawet i na drugi koniec wsi, ale nie bardzo jest do kogo ;)

      Usuń
    7. W sumie faktycznie różnie to bywa w różnych miejscach Polski.

      Usuń
  7. No tak, tak, ale to taka tradycja. Ja sobie nie wyobrażam, żeby je ominąć :")

    Love actually świetne. chcesz coś jeszcze polecić? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja tam lubię jak wszyscy się stresują, sprzątają na ostatnią chwilę. :D Może to wydawać się głupie, ale mnie to zawsze śmieszy. Bo ja nie wiem, czym tu się stresować. Tym, że ciasto nie wyjdzie? No kurcze, zdarza się. A nawet jak nie wyjdzie takie jak być powinno to i tak się je jakoś zje. Przecież się nie zmarnuje. :D I mimo wszystko świąt nie chciałabym ominąć, bo są urocze, bo oznaczają jakąś zmianę w życiu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... Przecież wszystko musi być perfekcyjnie, trzeba się pokazać, jak to my wystawnie ucztujemy, mimo że świętujemy jedynie w gronie najbliższej rodziny :P Już od paru lat dziwię się po co u mnie w mieszkaniu zawsze tak gruntownie się sprząta, skoro co roku jeździmy na Wigilię i na święta do babci, a do nas nikt nie przychodzi o__O Ze zmianą w życiu bardziej mi się kojarzy Sylwester i Nowy Rok, tak szczerze mówiąc ;P

      Usuń
    2. Kochana, mi się w tym czasie wszystko kojarzy ze zmianą w życiu więc może dlatego tak napisałam. :DD Sprzątanie to chyba już część tradycji. Zawsze wszystko musi być dopięte na ostatni guzik i to nic, że wyjeżdżamy bądź święta spędzamy w tym samym gronie bliskich. Musi być czystko i z mamą nie ma co się na ten temat kłócić. :DD

      Usuń
    3. W sumie Ty od maja masz non stop jakieś zmiany - matura, praca, przeprowadzka, studia, znowu praca :P
      To nie to, że ja nie lubię sprzątać, bo akurat lubię- można wtedy fajnie spędzić czas (jak to brzmi? XD), znaleźć jakieś zapomniane rzeczy, wyrzucić te zbędne, ale nie lubię tego robić na szybko, w pośpiechu, wszystkiego naraz ;|

      Usuń
    4. No weź, masakra u mnie z tym! W tym roku cały czas coś się dzieje. Nie ogarniam. :D

      U mnie to zależy. Czasami lubię robić kilka rzeczy jednocześnie, bo wtedy szybko można zauważyć efekt. Tylko zwykle też nie jest on taki fajny jak po takim wolniejszym sprzątaniu. Kiedy mogę sobie spokojnie wszystko ładnie układać na półce i zastanawiać się nad tym, czy figurkę postawić z prawej czy z lewej strony. :D

      Usuń
    5. Ale to chyba lepiej, że tyle się u Ciebie dzieje teraz, jak jesteś młoda i silna, niż za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat :D

      Jak musisz zrobić wszystko naraz, to efekt nie jest zazwyczaj zadowalający, bo robi się to "po łebkach", byle szybciej skończyć. Ale czasem jednak trzeba niektóre rzeczy posprzątać na szybko :<

      Usuń
    6. Wiesz, co? Podejrzewam, że za kilkanaście lat też tyle się będzie działo. Taki już mam charakter. Nie lubię przesadnej stagnacji. ;)

      Może zacznijmy od tego, że niektórych rzeczy wolno się sprzątać nie da, bo się po prostu nie chce. :D

      Usuń
    7. No dobra, ale teoretyczne czas studiów to tzw. "czas szaleństw", więc tak mówię :P

      Usuń
    8. No temu akurat zaprzeczyć nie mogę. :D

      Usuń
    9. Mówisz, że już wiesz coś na ten temat? :P

      Usuń
  9. Świątecznych! :D Zaraz obczaję, czy mam, pewnie nie, to założę, ja wszędzie zakładam:O

    OdpowiedzUsuń
  10. Też się kiedyś nad tym zastanawiałam. U mnie święta nie wyglądają jakoś "wspaniale", wigilię spędzam z rodzicami, a drugi dzień świąt z dziadkami. Nie widuję się z żadną inną częścią rodziny, nie ma takiej możliwości, bo każdy zajęty jest własnymi sprawami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi nigdy by mi nie zrobili takiej krzywdy różowym kolorem xD ostatnim razem, gdy wyjeżdżałam i mieli malować, to na ich pytanie powiedziałam, że chcę zielony właśnie, taki ładny, żywy, aby wesoło i ciepło było. Ja wracam, a tu wyblakły niebieski, taki paskudny. No do dziś im nie wybaczyłam. Dlatego teraz zamierzam sama sobie iść i kupić farbę ;D
      Dokładnie, trochę wyrzucę, inne pewnie inaczej ułożę, dokupię kilka akcesoriów, aby przyjemniej było. : )

      Usuń
    2. Moja część rodziny mieszka bardzo blisko siebie, więc podejrzewam, że być może tylko dlatego spędzamy wspólnie święta. Gdyby dzieliła nas większa odległość, mogłoby być całkiem inaczej.

      Usuń
  11. Ja mogłabym święta przeżyć w wersji rar - ciastka korzenne, najbliższe mi osoby i lampki choinkowe, do ktorych mam sentyment. Wielkie spotkania rodzinne przygnębiają mnie
    Wychodzę z założenia że z rodzina to najlepiej na zdjęciach się wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak fajnie to określiłaś! :D W zasadzie to ja nie przepadam jakoś za tradycyjnym świątecznym makowcem, ale pierniczki i inne nieświąteczne ciacha bez problemu pochłonę :D

      Co do tego, że najlepiej się wychodzi z rodziną na zdjęciach, to jeszcze zależy z którymi jej członkami i w jakich okolicznościach ;)

      Usuń
    2. Załóżmy, że jest to moja osobista, przeklęta rodzina. A z nimi, to nawet do zdjęć nie lubię pozować. Nie mówię tu o najbliższej, ale tej, którą się odwiedza na święta. Istna tortura.

      Usuń
    3. Dobra, w porządku. Nie wiem, jaka jest Twoja sytuacja rodzinna, więc pozwól, że zamilknę na ten temat ;) Też mam takiego pewnego brata ciotecznego, który jest okropny, bo zawsze jak przyjeżdża nas odwiedzić, to musi pokazać, jakim to on jest królem, o ile lepszy jest od każdego itd.

      Usuń
  12. Nie rozumiem, jak mogłabyś chcieć tak po prostu odrzucić całą tą magię związaną ze świętami! Fakt, że jest pełno zamieszania, ale właśnie to jest w tym najfajniejsze. Pod kołdrą będziesz mogła się schować w pozostałe dni roku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy lubią zamieszanie. "Pozytywne" jeszcze jestem w stanie przeżyć, ale też nie bez szkód :P

      Usuń
  13. - zwycięski aleksandryt - poległam. Uwielbiam niektóre nazwy kolorów, ten kto je wymyśla musi mieć bujną wyobraźnię xD Ja mam teraz według mnie pomarańczowy, według mamy - brzoskwiniowy. Różnicy nie widzę, ale ona się ze mnie kłóci. W każdym razie z żalem żegnam ten kolor, mając na uwadze ten róż, który mnie czeka... Wiesz co, nie wiem jeszcze. Chciałabym jakiś żywy kolor, żeby nie był mdły. Mocny, żywy kolor. Jak się już przeprowadzę, to dopiero będę latać po sklepach i szukać ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. Też się czasem zastanawiam, jakby to było, gdyby nie obchodzić świąt, ale nie wyobrażam sobie, żeby nie było choinki, ozdób, Last Christmas, Kevina, prezentów, rodzinnych spotkań i tak dalej. To po prostu musi być. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja tam sobie umiem to wyobrazić :P

      Usuń
  15. Dla mnie to pomarańczowy, ale pewnie każdy inaczej nazwie ten sam kolor ; ) O kurcze, pieczarkowa jesień, jagodowe lato... litości haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację, ale niektóre nazwy mnie rozbrajają :D Chociaż ja nie wybrałabym farby przez wzgląd na nazwę chyba, bardziej dopasowywałabym ją "na oko" do mebli xD

      Usuń
  16. ja sobie nie wyobrażam braku świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O, ja rokrocznie święta omijam jak tylko mogę. Nie lubię, zwyczajnie nie lubię tego wszystkiego, strasznie mnie to wkurza i męczy. Nic na to nie poradzę, że nie widzę niczego magicznego w świętach, w świątecznych ozdobach wiszących w sklepowych wystawach od początku listopada, w tych cholernych kolędach granych w radiu po kilka razy dziennie, w tych okropnych kolejkach w księgarniach, bo nagle wszyscy prezenty kupują, w tej całej atmosferze, która powinna być przyjemna i rodzinna (chociaż tak naprawdę jest czasem cholernie fałszywa, bo przecież wypada być miłym, nieważne, że przez resztę roku żremy się jak kot z psem), a tak naprawdę jest pełna napięcia, bo przecież trzeba się pokazać, trzeba to upiec i tamto ugotować, i dobre wrażenie zrobić. A jeszcze bardziej nie cierpię tych wszystkich zdziwionych spojrzeń i tych wszystkich „jak można nie lubić świąt” — no, psiamać, można. Ja wierząca nie jestem, więc strona religijna świąt kompletnie mnie nie dotyczy (a podobno właśnie o tę religijną stronę chodzi, prawda? no, właśnie), a w komercyjnej zabawie, nastawionej tylko na udawanie to ja nie mam ochoty brać udziału. I tak się składa, że mam też świetną wymówkę, żeby tych świąt nie lubić, więc jak mnie ktoś znowu zacznie napastować z tą swoją litanią o tym, jakie to święta nie są wspaniałe, to mu po prostu wyskoczę z takim argumentem, że go z butów wyrwie (nieważne, że mnie to wcale nie rusza, ważne, że mogę komuś usta zamknąć i spokój wreszcie mieć, złym człowiekiem jestem, naprawdę). Byle do nowego roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zwróciłaś uwagę na element religijny tych świąt, bo przecież od tego wszystko się zaczęło... Ale jak widać wszystko ewoluuje, więc kto by się teraz przejmował religią, skoro w tych czasach przede wszystkim trzeba pokazać sąsiadom, jak to się da bogato przystroić mieszkanie/dom, jakie to drogie prezenty kupuje się bliskim i inne takie.

      Usuń
  18. Dla mnie święta to przede wszystkim wolne, taki luz-blues :) W domu myślą podobnie, więc tylko się opierniczamy. Życzenia składam jedynie tym, których lubię naprawdę i jest git. Już dawno przestałam przejmować się grą pozorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dla mnie właśnie żaden luz... Przynajmniej na kilka dni przed świętami, bo później jest lepiej :)

      Usuń
  19. Lubię ten film. Wracam co roku do świątecznych filmów, może dlatego, że na kilka chwil odzyskuję świąteczny klimat.
    Co do świąt, to życzę aby były radosne i pełne miłości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W filmach przynajmniej jest śnieg, a nie tak jak u nas ostatnio :) Dziękuję za życzenia!

      Usuń