sobota, 12 kwietnia 2014

Gdzie jest granica?

Długo zastanawiałam się, czy jest sens pisać o tej przygodzie, znajomości. W końcu stwierdziłam, że co mi szkodzi, nawet jeśli to ja wyjdę na tą złą*, ale chamstwo trzeba zwalczać chamstwem. Czasem o niektórych rzeczach trzeba się wygadać, żeby przestały męczyć w najmniej odpowiednich momentach. Zdaję sobie sprawę, że wyszło trochę długo, ale śmiało czytajcie i zobaczcie, jak zachowuje się prawdziwa przyjaciółka.

W listopadzie 2011 roku na pewnym portalu społecznościowym poznałam Blondynkę. Dobrze nam się gadało, miałyśmy wspólne tematy, nie tylko muzyczne. Kilka miesięcy później byłam w Warszawie, więc miałyśmy okazję się spotkać. Już wtedy pożyczyłam jej kilka złotych, bo brakowało jej do biletu powrotnego**. Któregoś razu dostałam w przesyłce świątecznej z radia płytę jej ulubionego zespołu – T***, a że mi on był obojętny, to przy okazji którejś rozmowy, umówiłyśmy się na zamianę płyt. Blondynka nie miała żadnej interesującej mnie na zbyciu, więc poszłam na ugodę i powiedziałam, że jak jakąś będzie miała, to mi odda, a ja tymczasem dam jej tę. Zapomniałam ją wziąć do Warszawy, jak jechałam na koncert i miałyśmy się spotkać, ale wysłałam ją chyba następnego dnia po powrocie. Później bardzo często wymieniałyśmy wiadomości i jak Blondynka dowiedziała się, że O. – jej kolejny z miliona najukochańszych zespołów przyjeżdża do mojego miasta na koncert, to od razu wprosiła się do mnie na obiad i nocleg. Kupiłam jej też przy okazji bilet na koncert, bo byłam w sklepie. "Oddam ci, jak przyjadę", usłyszałam, a chwilę później dodała: "Możesz mi zamówić i zapłacić za busa? Bo nie mam w pracy dostępu do neta". Nie miałam nic nie koncie, więc nie mogłam. Całe szczęście. Przyjechała, zabrałam ją z dworca, zjadłyśmy u mnie obiad, pojechałyśmy na koncert, wróciłyśmy do mnie na noc. Mama musiała się zerwać z łóżka po czwartej, żeby zawieźć Blondynkę na busa, bo nie miałyśmy żadnego autobusu miejskiego (za wcześnie na dzienne, za późno na nocne). A propos oddania mi pieniędzy za bilet, w ostatniej chwili zanim wysiadła z samochodu, powiedziała: "nie dostałam jeszcze wypłaty, więc oddam ci za parę dni, jak przyjedziesz na Ursynalia". Ani dziękuję za obiad, nocleg, za podwózkę na busa, za to, że wcześniej kupiłaś mi bilet. Oczywiście, nawet wtedy obiecanych pieniędzy nie dostałam. Blondynka była słodka i milusia jak zawsze, zapewniając, że prześle mi je na konto, a godzinę później poszła z siostrą w pogo i zostawiła mnie samą na cały koncert, mówiąc do mnie: "zadzwoń do mnie po koncercie, to się znajdziemy". Zadzwoniłam, bo jakie miałam wyjście, skoro ona nigdy nie ma kasy na koncie, a musiałam znaleźć kogoś znajomego, bo obawiałam się sama włóczyć po stolicy.

Jakoś do kwietnia ubiegłego roku w dalszym ciągu rozmawiałyśmy ze sobą, gdy obie jednocześnie byłyśmy online, a ja zapomniałam o poprzednich wydarzeniach. W maju Blondynka przypomniała sobie o mnie, bo musiała przyjechać do mojego miasta na kolejny koncert jej kolejnego najukochańszego zespołu – TS. Przesiedziałam z nią cały wieczór i noc po koncercie na dworcu, nie mrużąc oka. Żadnego dziękuję, tylko "do zobaczenia na Ursynaliach!". Miałam się tam pojawić, ale w końcu okazało się, że nie mam noclegu i nie posiadam towarzystwa, żeby zostać na noc na dworcu, więc poddałam się. Wiecie, kiedy Blondynka zaproponowała mi nocleg (mieszka w domku jednorodzinnym i ma pokój wyłącznie do swojej dyspozycji)? Jak ogłosiłam, że mam karnet na sprzedaż i wiedziała, że nie zmienię już zdania. Mogła się bez problemu zrewanżować za to, że przenocowałam ją rok temu albo połazić ze mną nocą po Warszawie czy posiedzieć na dworcu tak, jak ja zrobiłam to wcześniej. Ale po co?

W czerwcu ubiegłego roku znowu zaczęłam robić bransoletki z muliny i Blondynka zamówiła sobie 3 sztuki, mówiąc: "za parę dni jadę na Open'era, więc kasę prześlę ci, jak wrócę". Jak wróciła, to czekała do wypłaty, bo wydała wszystko, co miała. Prosiłam, by wysłała mi pieniądze od razu, jak je będzie miała, bo wyjeżdżałam i chciałam wcześniej dostać przelew. Trzy tygodnie później zapytałam się, o co chodzi. "Ale jak to nie dostałaś przelewu? Przecież siostra wysyłała pod koniec lipca. Widocznie musiało jej się coś zepsuć i nie doszedł. Przekażę jej, wyśle dziś lub jutro". Nie wysłała. Moja prośba o screen z konta internetowego z uwzględnieniem przelewu została zignorowana, tak samo jak kolejne. We wrześniu z wielkim wyrzutem napisała, że zrobiła przelew za bransoletki. W międzyczasie była na co najmniej kilkunastu koncertach i festiwalach, a mimo to zaległego długu ani płyty w dalszym ciągu mi nie oddała. Pod koniec listopada postanowiłam się publicznie**** upomnieć o zwrot pieniędzy za tamten bilet na koncert i o płytę, po tym, jak Blondynka się pochwaliła, że właśnie wydała prawie 300 zł na bilet na koncert jej kolejnego najukochańszego zespołu – S. Nie dostałam odpowiedzi ani na tego tweeta, pomimo że Blondynka pisała później ze znajomą, więc następnego dnia powtórzyłam zapytanie. Znowu brak reakcji. Trzeci tweet dnia trzeciego i dowiaduję się, że cały dzień nie miała dostępu do neta. Tyle, że ja pisałam wczoraj i przedwczoraj. "Nie miałam czasu", pisała. A z koleżanką o Orlando Bloomie to był czas poplotkować na tym samym portalu. Gdy napisałam, żeby nie ściemniała, zaczęła pisać do mnie prywatnie, nie publicznie, jak do tej pory. Czyżby nie chciała, żeby inni się o tym dowiedzieli o tym, jaka to ona jest uczciwa? Usłyszałam od niej, że panikuję, upominając się o zwrot pieniędzy po półtora roku, a poza tym ona dopiero od niedawna pracuje***** i dopiero teraz może pooddawać długi. Hohoho, widocznie tyle niespodziewanych wydatków na bilety na koncerty miała w tym czasie, że nie mogła oddać mi kilkudziesięciu złotych. Dziwnym trafem, przez cały ostatni rok nie wygrała żadnej płyty, która mogłaby mnie choć trochę zainteresować, a te które mogłyby to zdziałać, jakimś cudem nigdy do niej nie doszły, więc już w której kolejnej wiadomości dodała: "a co do płyty, to nie sądziłam, że prezenty się zwraca". Moja frustracja zbliżała się do granicznego poziomu i odpisałam, że bez problemu znajdę jej naszą rozmowę, w której umawiałyśmy się na wymianę płyty, a nie że ja jej daję ją w prezencie. "Nie kłopocz się", przeczytałam w wiadomości prywatnej. Jak to miło z twojej strony, że nie chcesz zawracać mi głowy, pomyślałam.

Czas leciał, Blondynka ściemniała, że odda mi pieniądze po wypłacie, później twierdziła, że ma dużo wydatków (mieszka w rodzicami i nie musi płacić żadnych rachunków, oprócz tego za swój telefon, ale przecież... koncerty w całej Polsce i te w Berlinie czy Londynie), później że wyjeżdża, że poprosi mamę/siostrę, żeby to zrobiły, że ma sesję i nie ma czasu, że się źle czuje, że wysłała płytę, której nigdy miałam nie dostać (nie pokazała mi potwierdzenia nadania przesyłki; śmiem twierdzić, że jej po prostu nie wysłała, bo to przecież jej najukochańszy zespół i jak miałaby się pozbyć tej płyty?); pytała się, jaką z dwóch chcę do wyboru, w końcu po miesiącu wysłała tę drugą z przemiłą karteczkę, że tamtej nie mogła znaleźć i żebym zapoznała się z taką muzyką. Tak się składa, że nie lubię tego zespołu, o czym wiedziała. Przy okazji jej wizyty na poczcie, też nie obeszło się bez kompromitacji, bo napisała mi smsa, żebym natychmiast podała jej swój adres, bo jest na poczcie. Pójść wysłać przesyłkę bez adresu? Brawo. Na przelew czekałam kolejny miesiąc. I tydzień, bo nie dostała wypłaty wtedy, kiedy powinna, później nie miała czasu i jakoś się tak złożyło. Z wielką łaską wysłała mi potwierdzenie przelewu i... zablokowała mnie na twitterze. A po tym, jak jej publicznie podziękowałam na FB za chęć poszerzenie mojego gustu muzycznego, ale źle trafiła, bo nie lubię tego zespołu, miałam dostać inną płytę, że zrobiła interes życia, bo dostała płytę najukochańszego zespołu, a oddała mi coś, co ani jej, ani mi się nie przyda, zablokowała mnie i tutaj. Bez żadnego proszę, dziękuję. Szalona. Dorosła 25-letnia kobieta, która udaje miłą, kochaną, przyjazną, pożycza pieniądze, nie oddaje, a później ma pretensje, jak się ktoś upomni o to, co mu się należy. I to właśnie ja wyszłam na tą złą, bo miałam czelność upominać się o coś, co należy do mnie. Hejjj, jestem uczciwa w stosunku do ciebie, to oczekuję tego również w drugą stronę. Jeśli zawsze ty mnie prosisz różne rzeczy, których oczekujesz natychmiast, to i ja mam prawo się czegoś domagać. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało, że to działa w ten sposób :-) To niby tylko kilkadziesiąt złotych, ale nie jestem pierwszą wykorzystaną przez Blondynkę osobą, o czym dowiedziałam się później, a podejrzewam, że również nieostatnią, także ten.


0/10 would not recommend. Mogę sobie teraz żałować, że dałam jej się w ten sposób wykorzystać, ale chyba jednak czegoś się nauczyłam. Właśnie podobno "człowiek uczy się na błędach", a po tej przygodzie nie zamierzam więcej popełnić kolejnego takiego błędu. Zobaczymy, jak mi wyjdzie, ale w pewnym sensie... wiem czego się spodziewać po tych zbyt miłych, zbyt potrzebujących ludziach? Ale wiecie, jaką poczułam ulgę, kiedy mnie wszędzie poblokowała i wiem, że nie muszę jej nigdzie oglądać ani z nią rozmawiać, ani nic? :D


Ktoś ma pomysł na fajny, chwytliwy, inny morał wynikający z załączonej historii? Jestem otwarta na wszelkie propozycje, ale również i na krytykę skierowaną w moim kierunku :-)





* Ironia taka.
** Swoją drogą, ciekawe, kto wybiera się na spotkanie z kimkolwiek bez pieniędzy albo zapasowego biletu powrotnego?
*** Raczej – jednego ze stu najukochańszych, bo ona jest oddaną fanką mnóstwa zespołów. + Nazwy zespołów zastąpiłam skrótami, żeby nie było.
**** Skoro ignoruje moje prywatne wiadomości, to może przejmie się publicznymi, które widzą wszyscy?
***** Blondynka pracuje co najmniej od kwietnia 2013 roku, więc faktycznie niedawno; w 2012 roku też pracowała dorywczo kilka miesięcy.

54 komentarze:

  1. BOŻE, CO ZA LUDZIE :O ja też mam książkę mojej koleżanki od gimnazjum, ale ona o tym wie (albo zapomniała xD) i to taka książka, którą wiem, że mnie nie zabije, że trzymam. staram się nie pożyczać kasy ani komuś ani od nikogo, są jednak osoby, którym ufam w 100% i np. ostatnio pożyczyłam kumplowi, bo wiem, że mi odda. Ale to, co zrobiła panna, którą opisałaś, przechodzi wszelkie granice. Skąd się tacy ludzie biorą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Denerwują mnie tacy ludzie. Chociaż sama nigdy nie dałam się naciąć kasowo to niestety kiedyś dosyć mocno przejechałam się na przyjaźni. Może nie zerwałam z tą osobą całkiem kontaktów ale jednak ograniczamy nasze spotkania do minimum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby wszystko wyszło prawie na zero, bo oddała mi i pieniądze, i płytę, ale ile się na to naczekałam i na nią nadenerwowałam, to moje ;| W tym przypadku akurat mi się "poszczęściło", jeśli mogę o tym tak powiedzieć, bo to ona zerwała ze mną kontakt.

      Usuń
  3. Nie wydaje mi się, żebyś ty miała sobie coś do zarzucenia..to tamta dziewczyna zachowuje się po prostu niedojrzale, jak totalne dziecko, które nie umie przyznać się do błędu, pokornie, porozmawiać chociaż, wyjaśnić, przeprosić. Woli "tupnąć nóżką" i "ukarać cię" ( XD) usunięciem czy tam blokowaniem na portalach. Tak nie zachowuje się dorosły człowiek, to trochę taki śmiech przez łzy aż. No dla mnie takie zachowanie bywa po prostu komiczne. W ogóle, nie od parady powstało powiedzenie "kochajmy się jak bracia, ale liczmy się jak Żydzi"- i czasem trzeba się tego trzymać. Bo potem tak wychodzi.
    Ale warto i tak nowych ludzi poznawać etc.- nie warto przez jedną osobę po prostu zniechęcać się do reszty:) Bo jest dużo fajnych, dojrzałych ludzi. Ot, taka konkluzja na koniec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie usunięcie ze znajomych to dla mnie taak kara, że eh :') Nie znałam wcześniej tego powiedzenia, ale chyba muszę zacząć się do niego stosować. Częściej niż czasami ;)
      Wiadomo, że nie zamknę się w czterech ścianach, po prostu... nigdy nikomu już nic nie pożyczę czegoś ważnego, jeśli nie będę miała 100% gwarancji, że mi oddadzą? Tylko że w tym przypadku chyba też miałam taką gwarancję.

      Usuń
    2. No, normalnie tak ukarana musisz niesamowicie cierpieć XD
      Bo jednak czasem zapominamy, że przez kasę..rozpadają się nawet najtrwalsze pozornie więzi. Gdy zrodzą się nieporozumienia, dlatego lepiej im zapobiec po prostu zawczasu:)
      No tak, rozumiem. Wiesz...życie to rachunek prawdopoobieństwa, tu nigdy nie ma 100%...

      Usuń
    3. Okropnie! :(( Nie będę widziała, jak Blondynka podnieca się kolejnymi ogłaszanymi koncertami, w których musi wziąć udział na 100% ;)
      I tu się z Tobą nie do końca zgodzę, bo nie we wszystkich przypadkach. Z przyjaciółką, którą znam ponad 10 lat nigdy nie miałyśmy żadnego problemu z pożyczaniem i oddawaniem sobie pieniędzy, jak któraś była w potrzebie. I dalej nie mamy :) Niektórzy ludzie są chyba po prostu podatni na magię pieniądza i konieczność ich posiadania, no matter what.

      Usuń
    4. To dopiero drastyczne odcięcie od najważniejszych informacji ze świata! Smuteczek!
      Wiesz, ja nie mówię o takich ludziach, tylko o takich no,...jeszcze nie sprawdzonych. Z tym, że ja nie powinienem się wymądrzać, bo ja każdemu potrafię kasę pożyczyć a potem mi się głupio nawet upomnieć, także tego XD
      I też nie pisałem chyba że z każdym, tylko że czasem przez tą kasę te więzi się rozpadają XD
      Hm...ale to też prawda. Kwestia jakiejś mentalności po prostu.

      Usuń
    5. Żebyś wiedział... Bo przecież informacje z portali muzycznych nie są najeżoną takimi emocjami, w jaki ubierają te informacje same zainteresowane nimi osoby. Już kończę te dziwne wywody, bo zaraz na serio wyjdzie, że żałuję, że mnie wszędzie poblokowała ;)
      W porządku, rozumiem. Też tak miałam, że wstydziłam się upominać o niektóre rzeczy, dalej nie we wszystkich przypadkach to robię, bo pożyczone rzeczy nie są mi zbyt potrzebne albo coś takiego, ale w tej konkretnej sytuacji stwierdziłam, że heeeej, nie można być całe życie miłą i potulną, tym bardziej jeśli ktoś mi kłamie w żywe oczy, miarka się przebrała i cóż... kończę właśnie w taki sposób ;)
      No dobra, zwracam honor. Nie z każdym, a z niektórymi, ale tak mi się podłapało temat. Przepraszam :)

      Usuń
    6. No, może i wyjść XD
      Nie no jasne, człowiek powinien się upominać..ale właśnie różnie wychodzi.
      Nie ma za co:)

      Usuń
    7. Widocznie jesteś za dobrze wychowany, żeby się o coś upominać :)

      Usuń
  4. Co mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że ludzie to jednak dzicy są niektórzy :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dzicy", żeby nie powiedzieć inaczej :P

      Usuń
    2. No właśnie stwierdziłam, że może nie będę używała tego, co ciśnie mi się dosłownie na usta :P bo na pewno jest to coś bardziej niecenzuralnego :D

      Usuń
    3. Już jej napisałam, co o niej myślę (nie używając żadnych niecenzuralnych słów, brawo ja), także Ty nie musisz się wypowiadać, bo jeszcze Cię znajdzie i znienawidzi od pierwszego wejrzenia xD

      Usuń
  5. Czytałam, czytałam i wiedziałam, że tak się to skończy. Niestety, ludzie są interesowni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, też to wyczułam! :((( niestety, lata doświadczeń z ludźmi..

      Usuń
    2. Niestety, ale wiem, że nie wszyscy są tacy, bo ta laska była akurat pierwszą, ale zarazem chyba najbardziej interesowną istotą, jaką poznałam ;)

      Usuń
  6. i jeździj tak człowieku w górę i w dół do stopki z przypisami i z powrotem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam rozwijać już i tak rozwiniętych zdań; wybacz XD

      Usuń
  7. Nie chce się odpisać na gorze, to wiesz piszę tu. Oj, uważaj bo się jeszcze tym przejmę, że mnie nie będzie lubić, tragedia narodowa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, też mi czasem nie chce się dodać komentarza tam, gdzie chcę, nie wiem czemu ;|
      Żartowałam przecież!!! Ale no... jednak nie polecam żadnej, nawet najzwyklejszej znajomości z Blondynką, bo nie wiadomo, co wymyśli następnym razem.

      Usuń
    2. Lepiej nie kusić losu, rozumiem :P

      Usuń
    3. Chyba że masz ochotę cały czas ją podejrzewać o wszystko i nie wierzyć w ani jedno jej słowo, to mogę podać Ci namiary na nią ^^ :D

      Usuń
    4. Nieee, nie potrzeba mi aż tak rozrywki :P Czy ten e-mail który masz podany w kontakcie to Twój aktualny i czy powiązany jest z Twoim kontem tutaj? :D Sorki że tak wypytuję ale chcę Ci wysłać pewne zaproszenie i no :D

      Usuń
    5. Tak, na niego mam założonego blogspota (czy jak to tam powinnam powiedzieć...) :D Nie wiem, o co chodzi, ale... wysyłaj?

      Usuń
  8. no wiesz, przeczytałam i podziwiam Cię, że tak długo z panną wytrzymałaś... ja bym po drugiej takiej akcji podziękowała za współpracę i to w mało miłych słowach. a Ty się bałaś, że na chamską wyjdziesz? no proszę Cię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stwierdziłam, że skoro tyle już czekam, to nie zaszkodzi mi, jeśli poczekam trochę dłużej. I już w trakcie przestało mi chodzić o te pieniądze i płytę, ale chciałam jej pokazać, że nie każdy tak łatwo rezygnuje z dopominania się o swoje rzeczy i nie wszystkich uda jej się odpowiednio zbajerować... :D

      Usuń
  9. Raz można pożyczyć kasę i drugi raz też... Ale jeśli człowiek długo nie oddaje, to wiadomo, że coś jest na rzeczy. Sama nie mam nic przeciwko pożyczaniu, o ile wiem, że dostanę pieniądze z powrotem. Sama za to nie lubię mieć długów u innych.
    Zupełnie nie rozumiem, jak można tak wykorzystywać innych. Dla raptem kilkudziesięciu złotych robić sobie z ludzi wrogów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię mieć długów... Nawet głupie dwa złote oddaję przy następnym spotkaniu, ale jak widać nie wszyscy są jak my :D
      Tak samo się dziwię, ale może chodziło o to, że pożyczyła niezbyt wiele pieniędzy (tzn. ja jej kupiłam bilet na koncert i miała mi za niego później oddać), to dam sobie spokój i "zapomnę" jej o tym?

      Usuń
    2. Może. Ale musiałabyś być bardzo naiwna, żeby jej to odpuścić. Na kilometr widać było, że dziewczyna coś kręci. Trudno jest mi wymyślić wiarygodny motyw takiego postępowania...

      Usuń
    3. Widocznie wszyscy do tej pory tak z nią postępowali i myślała, że ja też będę taka... naiwna?

      Usuń
    4. W takim razie musiała być wściekła, że Ty zachowałaś się inaczej.

      Usuń
    5. Jestem w stanie to sobie wyobrazić, bo niezbyt wychodziło jej ukrywanie emocji w tym, co do mnie pisała, tłumacząc się co jakiś czas, jak to ona ma tyle obowiązków i nie zrobiła tego, co "obiecywała" daaaaawno temu.

      Usuń
    6. Już dawno ktoś powinien był jej utrzeć nosa... Ale czy ona czegoś się jeszcze nauczy?

      Usuń
    7. Szczerze wątpię. Nie zdziwiłabym się, gdyby już znalazła sobie takie kolejne przyjaciółeczki.

      Usuń
  10. Ho, ja się już dawno nauczyłam, by nie liczyć na sprawiedliwość od ludzi. Dużo się muszę naobserwować, nagadać, poznać z drugą osobą, żeby jej zaufać w jakimkolwiek stopniu. Opłaca się i też polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam wcześniej takich przygód, więc nie wiedziałam, jacy to niektórzy potrafią być. Mam nadzieję, że ten przypadek był pierwszym i zarazem ostatnim, który stanął na mojej drodze, a jeśli nie, to drugi raz na pewno nie popełnię takiego błędu, jak z ową Blondynką, tylko rozegram to w inny sposób.

      Usuń
  11. 25-letnia? preczytalam jednym tchem, brzmi jak opowiesc o 15-latce... strasznie slaba historia. uwazam, ze za dlugo dawalas sie wykorzystywac... ale z drugiej strony rozumiem, ze myslalas, ze ona w koncu zwroci pieniadze.. przedziwna i niewdzieczna osoba, mimo, ze widac, ze coz.. pieniadze ma. szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety 25-letnia... Najzabawniejsze, jak w międzyczasie opowiadała mi kilka sytuacji, w których to ona została lekko oszukana i zarzekała się, ze ona jest najuczciwszą osobą na świecie, bo nigdy by nie postąpiła w ten sposób :P

      Usuń
  12. Przeczytałam i nie widzę tu nigdzie Twojej winy a miękkie serducho i zbytnie zaufanie do ludzi. Bo samo to, że nie miała na bilet powrotny... I niestety ale jest wiele takich ludzi, którzy chcą żerować na innych. Znam też taki przypadek choć nie koniecznie mnie wykorzystała tylko moje znajome. Poza tym moja kuzynka taka jest, potrafi mówić " zapłać za mnie" , tyle,że ta nawet nie obiecuje,że odda :P
    Musisz się bardziej pilnować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale właśnie nie jestem zbyt ufna w stosunku do innych, nie darzę ich nadmiernym zaufaniem po pierwszym krótkim spotkaniu, ale w tym przypadku wydawało mi się, że zdążyłam poznać Blondynkę dzięki tym wszystkim wirtualnym rozmowom. Jak widać, myliłam się. Z biletem powrotnym to tłumaczyła się, że nie było nikogo w domu i nie miała od kogo pożyczyć, ale po chwili zastanowienia - przecież mogła pożyczyć dzień wcześniej, kiedy się ze mną umawiała. Ale cóż - było, minęło.

      Usuń
    2. człowiek nie jest w stanie poznać samego siebie do końca (ile jest takich sytuacji, że mówimy: "ja bym tak i owak zrobił w danej sytuacji", a jak dochodzi do danej określonej sytuacji to jednak postępujemy inaczej) a co dopiero poznać drugą obcą osobę.

      Usuń
    3. Jak to się mówi - najlepsze pomysły przychodzą do głowy po fakcie. Ale wiesz... mało kto ze znanych mi osób jest na tyle fałszywy i dwulicowy, żebym zawczasu tego nie wyczuła :) Widocznie Blondynka uczyła się u najlepszych.

      Usuń
  13. chyba najważniejsze jest właśnie to, ze uwolniłaś się od tej znajomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dosłownie kamień spał mi z serca, jak sobie uświadomiłam, że nigdy więcej nie będę się z nią musiała użerać.

      Usuń
  14. A ja pieniędzy nigdy nie pożyczam. Z założenia. Współczuję takiej nieciekawej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz już też przestanę być taką dobrą istotą, jak dotychczas.

      Usuń
  15. mi nasuwa się jedna myśl - naiwność
    dobrze, że w końcu zakończyła się ta znajomość, bo cały czas czytając zastanawiałam się kiedy Tobie skończy się cierpliwość do blondyny ( mi zapewne skończyłaby się po drugim epitecie i podziękowałabym blondynie za znajomość)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najprawdopodobniej masz rację, ale tak zostałam nauczona, żeby nie zostawiać ludzi w potrzebie i być miłą i uczynną w stosunku do innych :-)
      Cierpliwość dawno mi się skończyła, nerwy też sobie zszargałam, ale chciałam jej udowodnić, że nie wszyscy poddają się i "zapominają" o długach i akurat ja nie odpuszczę w tym przypadku.

      Usuń
  16. Podziwiam Cię i tak, że tak długo z nią wytrzymałaś! Ja bym straciła nerwy już dawno. Ludzie są straszni, strasznie niedojrzali i prostaccy. Ona jest prostakiem, nic nie znaczącym. Trudno się takimi ludźmi przejmować.

    PS. Zmieniłam nick z koki. na Adelię i wracam do blogowania :). Zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nerwy miałam na wyczerpaniu, ale chciałam już to wszystko doprowadzić do końca, choć nie miałam pewności, czy Blondynka zachowa się na tyle przyzwoicie, żeby również to wszystko normalnie zakończyć.
      O, hej! Bardzo miło widzieć cię z powrotem :D Już za moment zmieniam twój adres w moich linkach.

      Usuń
  17. Boże, co za laska... Że też tak długo to znosiłaś. Na szczęście nigdy nie miałam do czynienia z tego typu osobą. Nie mam problemu z pożyczaniem znajomym niewielkich sum, bo zawsze mi je później zwracają, nie wiem co bym zrobiła, gdyby ktoś tak długo się z tym nosił. Dobrze, że masz już tę znajomość za sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesz się, że nie miałaś nigdy do czynienia z taką osobą i pozostaje mi życzyć szczęścia, żeby nigdy cię to nie spotkało.

      Usuń