wtorek, 13 maja 2014

One for the road

Wsiąść do pociągu byle jakiego,
nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
ściskając w ręku kamyk zielony,
patrzeć, jak wszystko zostaje w tyle ♪♫♪
Nuciłam tę piosenkę od czasu, gdy zaczęłam planować i pomału realizować tę wycieczkę. A w tygodniu poprzedzającym sam wyjazd dołączyła jeszcze jedna:
Nie wsiadłam do byle jakiego pociągu, ale to tego jednego konkretnego, jadącego przez całą Polskę. Biletu pilnowałam jak oka w głowie, ale w piątek z samego rana miałam większy problem, bo autobus, którym miałam dostać się na dworzec... nie pojawił się punktualnie. Ba, 8 minut po czasie dalej nie było go widać nigdzie na horyzoncie. Przejechałam 3 przystanki inną linia, która jechała nie w tę stronę, co trzeba, przeszłam przez rondo, goniąc z walizką i okazało się, że jadąc kolejnym autobusem raczej spóźnię się na pociąg. Układałam już w głowie czarne scenariusze, że wpadam na peron, a pociąg odjechał, że wracam do domu i rezygnuję z podróży w ten weekend i nie wiem, kiedy znowu odważę się na coś takiego. Fartem żartem, przyjechał mój "spóźniony" i wpadłam na peron pierwszy jakieś 5 minut przed planowaną godziną odjazdu. Zdążyłam.

Dziewięć godzin podróży. Z różnymi towarzyszami na sąsiednim fotelu. Z różnymi piosenkami rozbrzmiewającymi dzięki pomarańczowym słuchawkom. Z lekką obawą, bo miało to być nasze pierwsze spotkanie z M. Po tylu latach znajomości (5? 6?). Po tysiącach wymienionych smsów, po setkach wiadomości. Ale 700 kilometrów to nie takie byle co. Trochę więcej niż szerokość Polski. To nie takie ponad dwie godzinki do Warszawy. Dziewięć godzin podróży, a w trakcie różne fajne atrakcje. Wyglądanie statku na Wiśle, na którym spałyśmy z A. po koncercie Simple Plan. Łowicz Główny, czyli prawie tak, jakbym widziała Billy Talent. Dworzec w Kutnie wspomniany przez Kazika w piosence z końca lat 80. Symbol LP na jakichś generatorach w Kole. 25 minut postoju w Poznaniu z widokiem na policyjny radiowóz. A poza tym – podobno wszystkie pociągi wjeżdżające na peron 4 na stacji Poznań Główny zmieniają kierunek jazdy. Stadion Amiki we Wronkach. (Jakieś 10 lat temu, gdy grałam w Menadżera Piłkarskiego Polskiej Ligi, to zawsze moją ulubioną drużyną była Amica :-)) A u kresu podróży – graffiti z napisem "Pogoń wita". No to cześć.

Dworzec. M. ♥ Kolega, którego potrafiłam na wejściu zawstydzić. Frytki. Park. Ogród różany. Spacer. Tęcza przy fontannie. Burza, deszcz. Piwo. Pub. Dobry tekst na podryw rzucony w moim kierunku – "fajne masz trampki, ale dalej nie wiem, jak masz na imię"...

Odra. Trasa Warszawska. Wały Chrobrego. Piknik na Odrą. But first... let me take a selfie. Wiatr od rzeki. Zdjęcia na schodach. Spacer po mieście. Katedra. Taras widokowy. Galeria handlowa. Wielki, gruby gołąb. Postaw na milion. Milionerzy. X Factor. Eurowizja. Głupi horror, który okazał się filmem sci-fi.

Dworzec. Selfies. Podziękowania i pożegnania. Wycieczka młodzieży z Niemiec, która uprzyjemniała mi całą podróż powrotną. Spontaniczny pomysł pójścia na koncert od razu po wyjściu z pociągu, ale znajomi nie byli chętni, bo... deszcz. Miałam prawie 9 godzin na myślenie i wpadłam na tyle głupich pomysłów, w tym część zdążyłam zacząć realizować. Może chociaż dzięki temu tegotygodniowe koncerty spędzę w miłym towarzystwie.

3 dni, 63 godziny poza domem, w tym 18 w podróży. 1384 kilometry. Dziękuję


PS Jakby ktoś się nie domyślił albo nie wiedział. Odwiedzałam M. M. to dziewczyna ;)

55 komentarzy:

  1. Wow! To się nazywa przygoda z prawdziwego zdarzenia.
    Ale bardziej zafascynowało mnie to, że tyle wspomnień miałaś jadąc pociągiem. Ja, gdy jadę pociągiem (bardzo rzadko jeżdżę) widzę tylko mijane pola, stacje, lasy i tyle. Można by było zrobić takie lato zatrzymywania się na przypadkowych stacjach xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam sobie jakoś urozmaicić te 9 godzin w podróży, więc... obserwowałam wszystko wokół :D

      Usuń
    2. Ale chyba często jednak jeździsz pociągami, skoro tyle wspomnień miałaś po drodze. :)

      Usuń
    3. Yyy, nie :D Ostatnio pociągiem jechałam prawie 2 lata temu na koncert do Warszawy i tak samo wracałam. Później odkryłam Polskiego Busa :D

      Usuń
    4. U mnie też jeździ ta firma :P Faktycznie mają tanio i dobrze? :P

      Usuń
    5. Autobus fajny, komfortowy, a co do taniości - zależy, jak szybko rezerwujesz bilet, bo bilety drożeją, im mniej ich zostaje. Najdroższy bilet na trasie Lublin - Warszawa Polskim Busem kosztuje 25 zł (+ 1zł opłaty za rezerwację), podczas gdy innym busem płaci się ok. 30 zł za bilet normalny. Ale np. ja złapałam 2 bilety po 2 zł na przyszły miesiąc :P

      Usuń
    6. 2 zł? :D Za bilet? :D Ale numer :D

      Usuń
    7. No tak, bo pierwszy bilet na danej trasie o danej godzinie danego dnia jest właśnie za 1z ł (+ 1 zł opłaty za rezerwację) :D

      Usuń
    8. To Ci się udało :D

      Usuń
  2. Odra? Wycieczka z Niemiec? Czyżby Szczecin? bo mam wrażenie że byłyśmy w tym samym pociągu ;> Ja w poniedziałek byłam w Szczecinie na parę godzin i jak wracałam też miałam w swoim wagonie wycieczkę z Niemiec.
    Fajnie że się dobrze bawiłaś - to najważniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się - Szczecin. Jechałam tam w piątek rano, a wracałam w niedzielę, więc chyba to nie był ten sam pociąg ;)

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem :D Sama chciałabym coś takiego przeżyć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ruszaj w drogę:D

      Usuń
    2. Jakbym jeszcze miała studencką zniżkę to chętnie :p

      Usuń
    3. No tak... Te 51% zniżki studenckiej przekonuje do podróżowania pociągiem :D

      Usuń
  4. Piękne są takie podróże, pociągiem, nieraz z ludźmi którzy są blisko naszego serca, nieraz do nich, nieraz samemu...aż się marzenie o kolei transsyberyjskiej przypomina:) Niestety, ja niedługo będę skazany na samolot, więcej godzin niż ty w pociągu, a nie pociąg właśnie. Nie znoszę latać XD
    E..ale na peron 4 czy 4a? Bo to różnica w Poznaniu XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda dłuższa podróż jest męcząca, obojętnie czym się jedzie/leci, ale... chcę znowu polecieć samolotem. Miałam taką okazje tylko 2 razy w życiu i jednak te dwie godziny do Londynu to było za krótko jak dla mnie. Także mogę lecieć zamiast ciebie ;)
      Yyy, nie wiem... Tylko tyle powiedziała pani konduktor, jak mój współpasażer zapytał się, na który peron podjeżdżamy, bo on się przesiada w inny pociąg... :D

      Usuń
    2. A ja tego nienawidzę, a teraz z międzylądowaniem spędzę w samolotach jakieś 17 godzin...naprawdę, będę potrzebował czegoś do oderwania myśli XD I wiesz...możesz lecieć, ale pobyt już jest mój XD
      Mhm...to pewnie 4a XD

      Usuń
    3. Nie ma sprawy - mogę tylko lecieć, żeby siedzieć z twarzą rozpłaszczoną na szybie i wyglądać przez okienko. Powiedz tylko, kiedy odlot, żebym była gotowa! ;) Chociaż pewnie po kilku godzinach siedzenia i takie widoki by mi się znudziły :P

      Usuń
    4. W niedzielę o 10 jakoś XD No bo są dość...monotonne XD

      Usuń
    5. A to nie wiem, czy zdążę dotrzeć na lotnisko... xD

      Usuń
    6. To w takim razie mam trochę bliżej niż do Poznania - jest jakaś szansa :P

      Usuń
  5. Łaa, brzmi wspaniale! Nie mogę się doczekać aż sama się ruszę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękna wyliczanka wydarzeń - i w razie natrafienia w przyszłości na ten wpis również niezła okazja na przypomnienie sobie wszystkich szczególików, a nie tylko jednego czy dwóch najważniejszych momentów :). Masz już w planach kolejne takie wyjazdy?

    Dzięki wielkie za przypomnienie "Don't stop believing", zwłaszcza oryginału - jestem bardziej przyzwyczajona do wersji z Glee :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo iż pamiętnika nie pisałam od dawien dawna, to chyba sobie aż to częściowo przepiszę do zeszytu... Ale najgorsze jest to, że nie mogę tego wszystkiego, co chcę, przekazać czytającym, bo bym pisała dwa dni, a i tak nie zostałoby to być może tak odebrane, jakbym to opowiadała twarzą w twarz... Raczej nic już nie planuję. Chociaż jadę na koncert do Wrocławia za jakieś 3 tygodnie, więc po części będę to mogła uznać za taki wyjazd :)
      Ostatnio oglądałam "Rock Of Ages" i tak mnie naszło na piosenki tam wykorzystane, że nie wiem. Ale w wykonaniach oryginalnych :D
      PS Wieki cię tu nie widziałam!

      Usuń
    2. Z zapisanymi słowami zawsze jest takie ryzyko - z ustnymi opowieściami zresztą też, tylko trochę mniejsze... Wszystko idealnie rozumie chyba tylko ich autor ;).
      Na czyj koncert się wybierasz?
      Planowałam to ostatnio obejrzeć! Niestety póki co ograniczam się do seriali i ENEMEFów - byłaś może kiedyś?
      PS Wiem, przepraszam, najpierw dała mi w kość lista lektur, a później odczułam efekty notowania ręcznie wszystkich tych jakże-ważnych-rzeczy... Czytałam Cię cały czas, tylko z komentarzami było kiepsko. Jak Twoje studia, plany na przyszłość?

      Usuń
    3. Albo ktoś, kto z autorem to przeżył, jeśli była taka osoba :D
      Jadę na koncert Linkin Park i Fall Out Boy.
      Nie wiem, czy oglądałaś "Burleskę", ale "Rock Of Ages" trochę mi ją przypominało. Ostatnio jakoś nie mam siły na oglądanie seriali. Filmów zresztą też. Nie, nie byłam, ale obawiam się, że przespałabym połowę seansu :D :D :D
      Nie no, nie tłumacz mi się. Pisałaś kiedyś, że masz tyle lektur, zajęć i innych obowiązków. Studia się kończą, a planów na przyszłość na razie brak. Wszyscy mnie o to pytają, ale ogólnie nie wiem, co mam z sobą zrobić. Na 99% na razie zostaję u siebie w mieście, a później to się zobaczy.

      Usuń
    4. Wspomniana osoba ma dostęp do tego wpisu czy w tym przypadku jesteś tylko Ty jesteś tak dobrze poinformowana?;)
      W takim razie czekam na relację, na pewno będzie świetnie!
      Nie oglądałam, ew. oglądałam i nie kojarzę. Za to wciągnęły mnie właśnie takie maratonowanie - w przyszły piątek miałam iść na kolejny, trzeci od kwietnia, niestety musiałam zmienić plany, ale czerwcowych już sobie na pewno nie odpuszczę. Przesypianie seansu mi nie grozi - prędzej zasnęłabym na jakimś dziennym ^^.
      Oświeceniowe lektury były ciekawe, gorzej z ich zaliczeniem - udało mi się pod koniec ferii, a później już zaczął się marzec i kolejne zamieszanie... Teraz do egzaminu zostało mi jeszcze jakieś 60 - bo czytam wszystko, tylko nie je. A tak w ogóle to strasznie brakowało mi pisania - takiego normalnego, nie nastawionego na brzmienie mądrze i sensownie ;).
      Dobrze kojarzę, że jesteś z Lublina? Jak z punktu widzenia Twojej ekonomii wygląda sytuacja na rynku pracy? Nie pytam po to, żeby zdołować czy coś, po prostu zastanawiam się, czy nie przychodzi Ci na myśl jakaś mniej oczywista nisza, w której udałoby Ci się znaleźć dla siebie miejsce :).

      Usuń
    5. Ma dostęp, ale nie wiem, czy to już czytała :D
      Ja nie umiem tak długo siedzieć i tylko oglądać film, nie robiąc nic innego, więc jeśli bym nie zasnęła, to by mi się nudziło. Serio, nie wiem, dlaczego tak mam, ale mam.
      Jejku, 60 w sensie książek?! Toż ja mniej takich normalnych książek przeczytałam od początku roku do teraz.
      Tak, dobrze pamiętasz. Ogólnie to wygląda to beznadziejnie pod każdym względem, nie tylko dla absolwentów ekonomii :D Ale jako przykład mogę podać moją znajomą po studiach ekonomicznych i po politologii, która szukała pracy w którejś z tych branż prawie 2 lata. W Warszawie. A i tak w tym momencie pracuje jako zastępstwo kobiety, która jest na urlopie macierzyńskim. Na razie nic mi nie przychodzi do głowy - może to źle, ale będę o tym myśleć dopiero po ukończeniu studiów.

      Usuń
  7. z południa do szczecina? no nieźle :D
    ja ostatnio odbyłam nieco krótszą podróż, ale emocje były podobne. super, ze Twoja podróż się udała.. to są potem niesamowite wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam podróżować pociągiem. Dwa razy do roku robię trip 15godzin w jedną i drugą stronę na trasie Bielsko-Biała - Kostrzyn i odwrotnie. Zazdroszczę takiej dawki pozytywnej energii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dawno nie jeździłam pociągiem, że aż mi tego brakowało i naprawdę wcale a wcale się nie nudziłam, podróżując samotnie.

      Usuń
  9. Ojej piękna przygoda! Zatem teraz on musi odwiedzić Ciebie! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprostowanie - ona :D Przeczytałam ten post jeszcze raz i okazało się, że nigdzie nie napisałam, że byłam u koleżanki, więc dopisałam ;)

      Usuń
  10. Kurczę, czytam to i czytam i nie mogę się doczekać swojego wyjazdu. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne to uczucie. Pamiętam sprzed dwóch lat, jak czekałam na koleżankę na dworcu. To było super ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, piękne :) Tym bardziej, że znamy się tyyyyle lat i to była dopiero nasza pierwsza okazja, żeby się spotkać.

      Usuń
    2. No to tym bardziej, tylko pozazdrościć :)

      Usuń
  12. Zazdroszczę takiej podróży :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiało być nieziemsko. Uwielbiam podróżować. Im dłuższa podróż, tym lepsza. Zazdroszczę Ci takiego spotkania. To było wasze pierwsze oficjalne spotkanie na żywo? Jak się poznałyście? :)

    Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak - to było nasze pierwsze spotkanie na żywo. Poznałyśmy się na forum, później przeniosłyśmy się na bloga, naszą-klasę, smsy i Facebook :)

      Usuń
  14. aż nabrałam ochoty, żeby się też gdzieś ruszyć ;)
    tylko muszę zaczekać na lepszą pogodę chyba :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że u mnie w mieście leje, od kiedy tylko wysiadłam z pociągu w niedzielę wieczorem? Całe moje plany juwenaliowe poszły... pływać, bo nikt nie chce ze mną iść na koncert, bo PADA ;|
      Ale samo podróżowanie podczas deszczu nie jest złe. Gorzej, jak trzeba gdzieś pochodzić, pozwiedzać, to wtedy jednak nie za bardzo pasuje taka pogoda :P

      Usuń
  15. Ja tez nie lubię wystąpień bardzo sie stresuje, a teraz czeka mnie jedna romowa i nic nie powiem zeby tylko nie zapeszyc ! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Podbiłaś moje serce w tym momencie. Serdecznie pozdrawiam z Wronek <3 :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :))

      Usuń
    2. Ależ proszę :) tak mnie ucieszyło, ze przejeżdżałaś przez mą skromną mieścinę ^^ a do Amiki nadal mam sentyment, pamiętam, że jako dzieciak biegałam z tatą na mecze :)
      Takie podroże mają w sobie coś magicznego. Wiem, bo kiedyś jechałam do mojej przyjaciółki do Krakowa - też poznanej na blogu :) Także doskonale rozumiem te emocje :)

      Usuń
    3. Taka trasa :P Ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy Amica była jakoś w czołówce ekstraklasy, a teraz tata się śmieje, że jest jakoś w piątej lidze... :P
      Oj, mają, mają, tym bardziej, jak to jest takie pierwsze spotkanie na żywo po latach znajomości internetowej.

      Usuń
    4. Bo piłkarze Amiki grają w Lechu, dlatego Lechowi tak dobrze idzie :D A ta obecna Amica, to była kiedyś "Amica II" :P Teraz mamy Błękitnych Wronki, ale nie wiem, jak im idzie, bo ja piłką nożną na dzień dzisiejszy tak średnio się rajcuję :P
      A długo się znacie wirtualnie? :) My znałyśmy się jakieś 3,5 roku :)

      Usuń
    5. Ahaha, no to zagadka rozwiązana w takim razie :D Też się nie interesuję piłką nożną. Wtedy się jako tako znałam, bo grałam w tego menadżera piłkarskiego i przynajmniej kojarzyłam drużyny i niektórych zawodników :D
      My mamy trochę dłuższy staż - 5-6 lat na pewno, może trochę więcej. Żadna z nas nie pamięta, kiedy to się dokładnie zaczęło, eh :((

      Usuń