wtorek, 10 czerwca 2014

No one there to catch you in their arms

Nie spodziewałam się, że faktycznie tak będzie, gdy żegnając się z A. na dworcu po naszym >pierwszym wspólnym koncercie Linkin Park<, powiedziałyśmy: "na następny też jedziemy razem". Na początku listopada ubiegłego roku, jadąc busem do Warszawy, pisałam A. wiadomość, że dobrze poinformowana znajoma mówiła mi, że LP planują wiosenną trasę koncertową po Europie i na 90% uwzględnią w niej Polskę. Dostałam odpowiedź o treści: "bez ciebie nie jadę". Stwierdziłam, że nie, tak nie będzie i pojedziemy razem, gdziekolwiek i kiedykolwiek by to miało być. Nie pozwolę, żeby nie przeżyła na własnej skórze jeszcze raz czegoś takiego. W styczniu tego roku pojawiły się plotki na temat tego wydarzenia, a później faktycznie wyczekiwany przez nas koncert został ogłoszony (→ 5.06.204, Stadion Miejski we Wrocławiu). Kupiłam bilety (w dniu urodzin Mike'a; na OWF kupowałyśmy je w dniu urodzin Chestera – this means something), zarezerwowałam bilety na busa, później też na pociąg, w międzyczasie ogłosili, że Fall Out Boy wystąpią jako gość specjalny (nie jako support!)... zostało (chyba) najgorsze – czekanie.

Pobudka w czwartek o godzinie 3:20, autobus na dworzec po 4, bus do Warszawy o 5. Ponad 3 godziny drogi. Później jeszcze kolejne 6,5 pociągiem. Prawie 550 km w jedną stronę. Przez całą Polskę ze Wschodu na Zachód. Ale było warto. Bardzo warto. Mimo że załamałam się po wejściu na stadion, bo gdy zaczynali grać Fall Out Boy płyta była zajęta w jedynie w jakiejś 1/4 i mało kto znal ich piosenki. A specjalnie przyjechali do nas, żeby uczcić urodziny basisty, Pete'a. [Mojego Pete'a, mojej miłości, bo czemu nie ♥] Później było już tylko lepiej. Oprócz tego, że FOB nie zagrali mojej najulubieńszej piosenki, co do której byłam w 100% przekonana, że ją usłyszę. Oprócz tego, że organizator nie pozwolił na rozwinięcie sektorówki na LP, która byłą najlepszą, najbardziej trafioną rzeczą, jaką można było przygotować na to wydarzenie. I oprócz tego, że Mike nie miał zawieszonej na keyboardzie flagi z podpisami fanów. Co ma miejsce zawsze i wszędzie na każdym ich koncercie.

Przeglądałam setlisty przed wyjazdem i miałam wrażenie, że niczym nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Jak bardzo się myliłam. Niby nie zagrali nic więcej ponad te 31 (!) piosenek, ale w jakim stylu to zrobili. Nawet polubiłam "Guilty All the Same", jeśli da się wyciąć ponadminutowy instrumentalny wstęp, którego szczerze nienawidzę i dzięki niego byłam uprzedzona do tego utworu. "Points Of Authority", za którym jakoś do tej pory nie przepadałam, a teraz nucę ją od paru dni praktycznie bez przerwy. "Leave Out All the Rest" słyszałam kilkadziesiąt, a może nawet kilkaset razy, ale dopiero na tym koncercie dotarł do mnie jej refren. Raczej nawet uderzył, jakby to powiedzieć – it hit me. Ballad medley (LOATR/SOTD/Iridescent) – gdy trybuny i płyta rozświetliły tysiące latarek, zapalniczek i ekranów telefonów... Stanęłam tyłem do sceny i tylko podziwiałam ten spektakl. Remember all the sadness and frustration and let it go, let it go. "Numb", "In the End" & "Faint", czyli trzy prawie najlepsze piosenki w jednym miejscu. Jakże smutne, ale zarazem jak bardzo prawdziwe przesłanie "Until It's Gone". "A Light that Never Comes" z gościnnym udziałem Steve'a Aokiego przy nagrywaniu okazała się rewelacyjna na żywo. Przekonałam się do niej natychmiast tak samo, jak do "Lies Greed Misery" po poprzednim koncercie. Nie rozumiem fenomenu "New Divide" i "What I've Done". Wiem, że Transformers, ale te dwa utwory nie pasują do całości setlisty, są takie... całkiem inne. "Bleed It Out" na zakończenie, czyli najbardziej energetyczna piosenka, do której nie nadąża się skakać.
Gdy wyszłam z budynku stadionu i siadłam przy barierkach go okalających, chciałam tam siedzieć całą noc i patrzeć na migoczący, zmieniający kolory stadion. Pomimo że no one there to catch you in their arms, a może przede wszystkim dlatego. Siedzieć i przeżyć ten koncert jeszcze raz, ale w całkiem inny sposób.

Miałam świeczki w oczach z radości, gdy widziałam ogromną radość chłopaków z zespołu z tego, że swoją wizytą i graniem mogą nas uszczęśliwić. Aż chciało mi się dalej skakać i śpiewać/krzyczeć, mimo że już przy "One Step Closer", a później przy "With You" myślałam, że wypluję płuca. Jak patrzyłam się na Mike'a, gdy z nabożną czcią i dziecięcą ciekawością dotykał poszczególnych przycisków na swoim keyboardzie. Uwielbiam go, ok. Chyba najbardziej z tego koncertu zapamiętam jego uśmiech. O Chesterze bez koszulki nie wypada mówić, nie? Gdy pokonaliśmy Chestera, śpiewając bez jego pomocy jego ulubione przejście "lift me up, let me go" i musiał nas uciszać, we did it. Chester, który powiedział, że jesteśmy "fucking amazing" i Mike, który dodał: "we wanna come back soon". Kiełbasa (dla?) Mr. Hahna i to nie umiał napisać nazwy miasta, w którym występowali były tak urocze, że nie nie mam mu do zarzucenia. Nie po raz pierwszy, nie drugi i nie trzeci przekonałam się, że Polacy na koncertach zachowują się genialnie. Na tym koncercie to publika była gwiazdami. I samemu zespołowi aż się chciało występować. Dwa dni później oglądałam live stream z Rock Am Ring i... było słabo. Publiczność jednego z większych rockowych festiwali w Europie mnie zawiodła. Naprawdę.

Rockowa energia, hiphopowe bujanie, doskonała atmosfera. LP nie zawiedli i stworzyli doskonałe widowisko. Nie zawiodła też publiczność, która przez prawie dwie godziny bawiła się na pełnych obrotach – czytam w relacji na jednym z portali. Podobno publiczność LP jest jedną z najlepszych  na świecie. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Koncert mogę podsumować tylko jednym określeniem, którego użył kolega: "Jednym słowem: rozpierdol. Obecny set miażdży". I naprawdę coś w tym musiało być, bo gdy wreszcie usiadłyśmy na ławce na dworcu, w ogóle nie byłam senna (jak można być sennym po takim wydarzeniu?!), mimo że było przede mną wtedy jakieś 6 godzin do odjazdu pociągu i kolejne ponad 8 w podróży do domu. Wtedy pomyślałam, że to był mój koncert życia. Lepszy niż ubiegłoroczny Green Day, który był szczytem moich marzeń od dobrych paru lat. Nie wierzę, że to mówię/piszę. Nie umiałam tego streścić i opowiedzieć Radkowi z EskiROCK, który zadzwonił do mnie w piątek z samego rana i z Agą zarzucili mnie milionem pytań o koncert, nie umiem dalej tego nikomu opowiedzieć ani opisać. Chyba że ktoś tam był i czuł to samo, co ja.

44 godziny na nogach bez zmrużenia oka po przespanych jakichś 4 poprzedniej nocy. Około 550 km w jedną stronę, łącznie coś w okolicach 1100. Niecałe 10 godzin podróży do Wrocławia na stadion (autobusem miejskim, busem, metrem, pociągiem, tramwajem) i niewiele mniej z powrotem do domu. Czyli jakieś 20 godzin w samej podróży do i z celu... Tylko po to, żeby zobaczyć Mike'a, Chestera, Roba, Brada, Davida i Joe'ego. I spędzić prawie dwie godziny z uśmiechem na ustach, bo jest się na koncercie LP. #timetohunt #koncertżycia #kochamich

Bo Linkin Park gwiazdą jest i basta, ot co!

48 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz jak zazdroszczę Ci tego koncertu, wszystko bym oddała za nich. Może następnym razem będą bardziej sprzyjające dla mnie okoliczności... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla takich chwil warto żyć. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo kocham Linkin Park, tak bardzo zazdroszczę <3
    Mi na szczęście udało się być w tamtym roku na Florence+the machine <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko wrócą, to będziesz się mogła wybrać na ich koncert :-) A z Florence też super, ci się udało jeśli ją lubisz!

      Usuń
  4. Czyli widzę, że piosenki z ich płyty, którą jako jedyną miałam, wciąż są najlepsze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A którą miałaś? Kojarzę, że kiedyś mi o tym pisałaś, ale zapomniałam ;|
      Najlepsze czy nie najlepsze... W tym momencie nie umiem wybrać jednej ulubionej piosenki LP. Ani pięciu ulubionych. Może w 10 bym się zmieściła, ale nie zamierzam próbować :-)

      Usuń
    2. Ta, na której było "In the end" "Numb" "papercut". Nie pamiętam tytułu ;p Coś mi się kojarzy, że to była ich trzecia płyta, ale raczej źle mi się kojarzy :P

      Usuń
    3. "Hybrid Theory" :P To ich pierwsza płyta. Właśnie wydawało mi się, że mogłaś mówić albo o tej albo o kolejnej - "Meteorze".

      Usuń
    4. No ja właśnie już nie wiem, która to była płyta. Wiem, że zaczęłam się nimi interesować od tego, jak nagrywali z Jayem-Z.

      Usuń
    5. To nic, nie jest to jakaś konieczna informacja, którą trzeba znać :P Ale "Numb/Encore" z Jay-Z jest superowe ♥ Zastanawiam się, czy bardziej podoba mi się normalna wersja, czy właśnie ta i jakoś nie mogę się zdecydować.

      Usuń
    6. Mi właśnie bardziej spodobala się wersja standardowa, ale od tej wersji połączonej zaczęłam się w ogóle LP interesować :D

      Usuń
    7. Ja już sama nie wiem :(

      Usuń
  5. Ojaa, Lost kiedyś kazdy oglądał, chyba zacznę :D

    OdpowiedzUsuń
  6. 44 na nogach? Młodość ma jednak swoje prawa - ja nie dałabym już rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie taka całkiemcałkiem młodość, ale rozumiem, o czym mówisz! :D

      Usuń
  7. Mi z fabuły lost utkwiło tylko to, że gdzieś utknęli na wyspie XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Zazdroszczę, tak bardzo Ci zazdroszczę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz jechać na następny ich koncert w Polsce!

      Usuń
  9. Ależ zazdroszczę koncertu LP. Też chciałam się wybrać, ale za późno się dowiedziałam, że w ogóle ma być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak za późno się dowiedziałaś, skoro od lutego było wszędzie nagłaśniane? :(

      Usuń
  10. A ja jakimś fanem LP nie jestem, więc do grona zazdroszczących nie dołączę XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie pisałam tego z myślą, żeby inni mi zazdrościli :(

      Usuń
    2. Ale ja wiem, to było takie zazdroszę żartobliwe przecież, z przymrużeniem oka no Xd Weź, ty myślałaś, że ja coś takiego na poważnie?XD

      Usuń
    3. Cokolwiek ci teraz napiszę, to i tak możesz nie uwierzyć... :P
      Nie no, domyśliłam się, że żartujesz, ale niestety widzę, że pewni ludzie niektóre rzeczy piszą (dodają zdjęcia itp.) właśnie tylko po to, żeby inni im zazdrościli. Nie mówię tutaj o tobie, ani o sobie, bo dla mnie to raczej w tym momencie taka terapia pokoncertowa (czy popodróżowa w innym przypadku) - opiszę coś, co chcę pamiętać, na pewno jeszcze kiedyś to przeczytam i zrobi mi się ciepło na sercu. A niektórzy... widzę, że dodają miliony zdjęć z koncertów na Facebooka, na których swoją drogą nic nie widać, ale przecież to świetna sprawa, żeby pokazać innym, że BYŁO się na jakiś koncercie. Albo w jakimś dalekim kraju. Albo w jakimś lanserskim klubie. I tak dalej... :/

      Usuń
    4. Nie no, są tacy ludzie, ale to są chyba ci słynni lansiarze, co? A ty raczej, jak się po twoim pisaniu orientuję, do takich nie należysz:) W ogóle to smutne, że ktoś musi sobie sztucznie podbudowywać ego, w ten sposób się "pokazując", gdzie on to był i czego on to nie robił XD
      Dlatego też między innymi nie mam facebooka XD

      Usuń
    5. Sugerujesz, że moi "zwykli" znajomi (bo o takich mi tutaj chodziło) są jednak słynnymi lansiarzami? W sumie mogą się dobrze kamuflować ;DD Nie wiem, jak to wygląda z perspektywy innych (w sensie - tych, którzy czytają to, o czym piszę), ale nawet jeśli się jakoś czymś chwalę, to raczej niespecjalnie, nie dlatego, żeby inni mi zazdrościli, no bo jaki to ma sens? :|
      Ja mam FB, bo mam tam kontakt prawie ze wszystkimi znajomymi, których potrzebuję, a w sumie fajnie jest mieć takie coś w jednym miejscu, ale coraz częściej złości mnie ten portal, więc tylko wchodzę, sprawdzam ewentualne wiadomości i wychodzę :/

      Usuń
    6. Nie, ni takiego nie sugeruję, znowu zostałem źle zrozumiany cholera XD
      No i tak nie wygląda, ty opisujesz swoje przeżycia, no jeny jeny XD
      Właśnie tak słyszałem też że coraz więcej osób facebook irytuje, bo za dużo rzeczy tam zmieniają czy coś.

      Usuń
    7. Geeez, ŻARTOWAŁAM. Dobra, to znaczy, że mam używać mniej żarcików, których inni nie rozumieją. Postaram się :-)
      Nom, wprowadzają jakieś nikomu nie potrzebne funkcje, komplikują to, co miało być fajną rozrywką ;|

      Usuń
  11. Dlatego uwielbiam jeździć na koncerty daleko od mojej miejscowości, bo to jest cała przygoda. Dojazd, stanie na nogach kilkanaście godzin, wyczekiwanie na koncert. Zawsze jest to niesamowite przeżycie wzbogacające wspomnienia, zmysły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z drugiej strony, te długie podróże czasem okazują się za długie i strasznie męczą...

      Usuń
    2. ale za to jaką masz potem satysfakcję z koncertu i przeżytej przygody.

      Usuń
  12. LP nie słucham, ale doskonale rozumiem koncertowe emocje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne jest to, że mimo iż z danym zespołem nic cię nie łączy, to jednak jesteś sobie w stanie wyobrazić, co czuje druga osoba, bo czujesz to samo, tylko przy okazji innego koncertu :3

      Usuń
    2. Ja to po prostu kocham! :)
      Wybierasz się na Open'er? ;>

      Usuń
    3. Nie, nie wybieram się. Moje tegoroczne wiosenno-letnie plany koncertowe skończyły się na opisanym koncercie ;d

      Usuń
    4. A to szkoda... ja w tym roku postawiłam ostro na koncerty i na wyszalenie się :P

      Usuń
    5. A ja akurat w 2014 mam jakiś odwyk koncertowy, bo nawet nikt ze znajomych nie chciał się ze mną wybrać na darmowe koncerty juwenaliowe u mnie w mieście :( Oprócz jednego, ale tam to musiałam być.

      Usuń
  13. O rany, to tylko pozazdrościć takich emocji! Od razu widać, że świetnie się bawiłaś. Mimo że nie jestem największą fanką Linkin Park, wiem, co to jest dzielić taką miłość do zespołu. Obyś prędko mogła ich zobaczyć po raz kolejny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby jeszcze fundusze mi na to pozwoliły! :P

      Usuń
    2. Nooo, to zbieraj, zbieraj, bo warto. :D

      Usuń
    3. Sama wiem, że warto... Nie musisz mi o tym mówić/przypominać ;P

      Usuń
  14. Nigdy bym się na taką imprezę nie wybrała.
    Każdy lubi co innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że każdy lubi co innego i nic złego w tym nie ma.

      Usuń
  15. ach te pobudki w środku nocy :D nie lubię się tak zrywać.. ale wspaniałe wrażenie wszystko wynagradzają :) super, że byłaś na tym koncercie!

    OdpowiedzUsuń