wtorek, 5 sierpnia 2014

Jeśli chcesz fasolkę szparagową na obiad, to idź sobie narwij

... czyli wakacje na wsi.

Będąc w szkole podstawowej, nigdy nie rozumiałam zazdrości znajomych, że prawie całe wakacje spędzę u dziadków (później już tylko u babci) na wsi. Sama albo z młodszym rodzeństwem, albo z rodzicami, jak wezmą sobie wolne. Dla mnie to było całkiem normalne, że każdy ma dziadków na wsi. Albo ciocię, albo innych członków rodziny, do których można wyjechać na wakacje. Ale jednak nie. Większość moich znajomych spędzała wakacje w mieście, w mieszkaniu albo pod blokiem, marząc, żeby choć na kilka dni się stąd wyrwać...

Gdy miałam te 11-16 lat (brat jest ode mnie młodszy o 4 lata, siostra o 5) naprawdę cieszyliśmy się z możliwości spędzenia kilku wakacyjnych tygodni na wsi. Będąc tam, wstawaliśmy sami z siebie przed siódmą, żeby wypuścić kury z kurnika, nakarmić je, zanieść jedzenie psu, zawołać kota. Spędzaliśmy całe dnie na dworze: grając w piłkę, bawiąc się w chowanego, ganianego itp. lub leżąc na kocu i czytając książki czy oswajając kury (:D). Widywaliśmy się z sąsiadkami w podobnym do mojego wieku, mieszkającymi po drugiej stronie ulicy. A gdy akurat wtedy były również u babci moje kuzynki ze Śląska (młodsze ode mnie o 2 i 5 lat), było jeszcze weselej. Pomaganie babci czy wujkowi w normalnych pracach w ogrodzie czy na podwórku, były czystą radością. Trzeba wyzbierać maliny lub porzeczki i zawieźć na skup, żeby się nie zmarnowały? Pewnie. Za każde pełne wiaderko dostaniesz mały słodki gadżet przy okazji następnej wizyty wujka w sklepie, jedynego we wsi (do którego jest prawie 3 km i wujek jeździ tam na rowerze co drugi dzień, gdy dostarczają chleb i przy okazji zaopatruje nas w inne potrzebne produkty). Normalne zajęcia na wsi to były dla nas swego rodzaju wyzwania. Podlewanie niektórych wymagających grządek z warzywami, bo od tygodnia nie spadła ani kropla deszczu. Wyrywanie chwastów, którymi zarosły ziemniaki. Grabienie siana po koszeniu podwórka i łąki nieopodal. Pomaganie przy jego znoszeniu, aby móc później spalić w ognisku. Zanoszenie i układanie porąbanego drewna w oborze (która już nie służy bydłu domowemu), żeby było czym palić w piecu jesienią i zimą. Żniwa w sierpniu. Obserwowanie pracy kombajnów, a później kąpiele w świeżo wysypanym na płachty zbożu. Pilnowanie ogrodu i tego, jakie warzywa czy owoce trzeba zebrać, wyrwać, żeby nie przerosły, przejrzały i co z nich (z nimi) można zrobić. Lubię fasolę szparagową, dlatego namiętnie chodziłam do ogrodu ją zrywać, żeby była na obiad. Póki nie wyrwałam całej... :( Sałata ze szczypiorem prosto z ogródka do obiadu. Świeża starta marchewka z cukrem. Maliny prosto z krzaczka. Pomidory do kanapek. Orzeźwiająca woda ze studni zamiast słodkich butelkowanych napojów. Zawsze na kolację kasza manna na mleku, płatki na mleku albo gorące kakao. Oczywiście, ze świeżym mlekiem prosto od krowy, którą hodowała sąsiadka.

Z roku na rok, gdy brat z siostrą przestali mieć po kilka lat, a kilkanaście, bawiliśmy się jeszcze lepiej, ale gdy przekroczyłam magiczną barierę lat 16 czy 17, przestałam mieć ochotę na wakacje na wsi. Bo tam robiło się nudno. Babcia starzała się, nie miała ochoty na kupowanie kolejnych kur, hodowanie kurczaków. (A parę lat przed moim urodzeniem dziadkowie mieli jeszcze krowy, konia...). Kot, mimo że bardziej dziki niż domowy, też stawał się zbędnym balastem. Grządki w ogrodzie też trzeba był ograniczyć, tak samo jak uprawę malin czy porzeczek. Pole pod zboże czy ziemniaki, położone kilka kilometrów od domu zostało sprzedane, bo przestało być potrzebne. Rodzice sąsiadek zakończyli budowę domu w sąsiedniej wiosce i się tam przeprowadzili. Bo wygodniej, bo lepszy dojazd do szkoły dla dziewczynek. My dorośleliśmy i przestaliśmy mieć ochotę na zabawy na świeżym powietrzu. A telewizję równie dobrze można oglądać w domu, w mieście.

Każdy tydzień, każde wakacje spędzone w tej zagubionej wiosce na Wschodzie kraju były naprawdę fajne i warte wspomnień. Ale chyba z tego wyrosłam. Albo zmieniłam się. Albo czasy się zmieniły...

61 komentarzy:

  1. A ja nadal uwielbiam wieś i uwielbiam tam przebywać :) Nie lubię miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na co dzień mieszkasz na wsi, czy w mieście? Bo to ma też na pewno duży wpływ :D

      Usuń
  2. Sama na co dzień mieszkam na wsi więc grządki, maliny, zwierzęta mam od zawsze, w szczególności, ze mieszkam obok mojej babci więc zawsze część rzeczy hodowało się wspólnie. Teraz coraz bardziej odchodzi się od tego wszytskiego bo niestety babcia jest coraz starsza, tata na co dzień nie mieszka w domu, ja studiuję, siostra też teraz wyjeżdża więc coraz mniej osób ma czas się tym zajmować a poza tym gdy patrzy się na ceny warzyw w sklepach to kompletnie nie opłaca się tego wszystkiego hodować a warzywa i tak trzeba pryskać żeby cokolwiek urosło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie mówi się, że takie swoje produkty prosto z ogródka, które nie idą na skup/sprzedaż są zdrowsze, ale ile trzeba się namęczyć, żeby coś wyrosło bez tych wszystkich nawozów, pryskania itp., prawda?

      Usuń
  3. Ja tez nie lubię zbytnio siedzieć na wsi, u rodziców. kiedyś? Cale wakacje. A teraz.. nie, nie, nie. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. moim zdaniem na takiej wsi od zawsze było nudno :P Może dlatego że mieszkam na wsi. Chociaż gdy koleżanka przyjechała do mnie pierwszy raz, a mieszka w mieście to się zdziwiła, bo myślała, że to nie jest wieś :D Nie zauważyła u nas żadnych kur, kaczek i całkiem inaczej wyobrażała sobie wieś. Bardziej tak, jak Ty to opisałaś :) Myślę, że coraz mniej jest takich prawdziwych wsi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to zawsze była jakaś odmiana po codzienności w mieście, więc może dlatego dopiero później stwierdziłam, że wieś jest trochę nudna :P Dla mnie określenie wieś, wioska jest właśnie jednoznaczne z chociaż jakimiś zwierzętami, więc naprawdę nie dziwię się Twojej koleżance, że się zdziwiła, skoro jak mówisz "nie wygląda to na wieś" :) Na pewno jest mniej, bo ludzie coraz chętniej wybierają miasto, a na wieś ewentualnie sprowadzają się ludzie starsi, którzy już nie mają ochoty ani sił na prowadzenie gospodarstwa, tylko chcą po prostu odpocząć.

      Usuń
    2. Właśnie nawet niekoniecznie starsi, bo moim zdaniem coraz więcej młodych osób marzy o domku na przedmieściach, a właśnie jak przedmieścia coraz bardziej wyglądają wsie zwłaszcza z mojej okolicy. Dom przy domu, zadbane trawniki, ewentualnie jakieś sady, ale mało zwierząt...

      Usuń
    3. Jak dla mnie to między przedmieściami a wsią jest duża różnica... Młodzi jakich znam raczej są za miastem niż za przedmieściami/wsią, ale nie mówię, że wszyscy myślą tak samo, więc pewnie masz rację, że teraz panuje taka tendencja :)

      Usuń
    4. Tak mi się wydaje, bo moja wieś wygląda tak samo jak obrzeża miasta a kiedyś wyglądała zupełnie inaczej :) Pamiętam jeszcze jak miałam 5 lat i wszyscy mieli swoje pola i je uprawiali, na podwórku rosły ziemniaki i różne tego typu rzeczy. Teraz mama bardziej z zamiłowania niż z potrzeby ma malutki ogródek ;) Każdy kiedyś miał krowę, świnię, kury chociaż, a teraz? :D Zupełnie nic :D

      Usuń
    5. BlingAlley gdzieś wyżej pisała mi, że po prostu się nie opłaca uprawiać warzyw ani hodować zwierząt, bo wszystko w miarę tanio da się kupić w sklepie. I to chyba prawda :|

      Usuń
  5. Uwielbiam wieś. Może dlatego, że rzadko tam bywałam i to tylko, gdy byłam mała. Potem kontakty z rodziną się pogorszyły, życie się inaczej potoczyło i tyle miałam z wakacji na wsi. Ja lubię czasem wyjechać na jakieś zadupie, odpocząć w ciszy i spokoju. Pewnie na co dzień by mnie to drażniło, ale jako odskocznia od szalonego, szybkiego życia jest idealna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. też lubiłam wakacje na wsi... ale nigdy nie zmusiłam się, żeby wypić mleko prosto od krowy ^^ teraz jestem chyba za bardzo 'miastowa', żeby mi się to podobało na dłuższą metę, chociaż doroczne wizyty u wujka nadal lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz nienawidzę takiego mleka. Ani śmietany. Ani wiejskiego białego sera. Po prostu nienawidzę :( Nie wiem, czy kiedyś przedobrzyłam z nim czy co, ale... ugh. Piję tylko takie ze sklepu, chociaż zdaję sobie sprawę, że jest mniej zdrowe i w ogóle ;D
      Nie mówię o tym, że już w ogóle nigdy nie pojawię się na wsi, tylko chodzi mi właśnie o to, że na dłuższą metę średnio bym się tam czuła i "bawiła", jeśli tak mogę stwierdzić. Bo byłam u babci chyba 3 tygodnie temu na weekend i naprawdę było fajnie, ale raczej tylko na weekend i chyba nie zostałabym tam już na dłużej, chociaż na ten tydzień.

      Usuń
  7. Wiesz, ja myślę, że z biegiem czasu zmieniają się rzeczy, które dają nam szczęście. I zmieniamy się my. I Ty się zmieniłaś po prostu, zaczęłaś potrzebować czegoś innego, bo wieś u dziadków nagle stała się nudna. Bądź, co bądź - zazdroszczę. Moja babcia mieszkała na wsi, ale to u wuja goniłam kury w kurniku XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, wiesz - nadal lubię tam pojechać na weekend, ale jednak nie na dłużej. Nasze kury nie uciekały, a niektóre nawet przybiegały, jak się je wolało po imieniu (normalnie jak pies XD) i można je było nosić na rękach jak koty, wtf... :D

      Usuń
    2. Czasem się po prostu odzwyczajamy od pewnych miejsc :) Zmieniamy się :) Nasze spieprzały jak głupie XD A ja sadystka zaganiałam je do kurnika, a potem do niego właziłam i miałam taką radochę, jak wszystkie uciekały. Boże, jakim ja byłam dziwnym dzieckiem XD

      Usuń
    3. No bo trzeba było je przyzwyczajać do siebie :D Nasze kury na początku też od razu nie leciały do ludzi, ale jako dzieciaki nie mieliśmy co robić, bo pies był za duży, głupkowaty i chciał się cały czas bawić, skacząc na nas, czego my nie chcieliśmy, a kot chodził gdzieś własnymi drogami, więc celowaliśmy w kury. Przynajmniej zawsze były dostępne, bo na podwórku XD E tam, dziwnym od razu, trochę sadystycznym, to wszystko :D

      Usuń
  8. Po prostu, z czasem pragniemy innych rzeczy. Nasze oczekiwania rosną lub maleją w zależności od sytuacji, potrzebujemy czasem nowości, nowych stymulacji duszy, a nie tego, co już znamy. I nic w tym dziwnego:)
    Ale ja jako mieszczuch wieś kocham XD Chociaż, na wakacje bym się nie zamienił XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie to dalej trochę lubię wieś, ale jednak już nie jako przystanek wakacyjny, tylko raczej weekendowy :D

      Usuń
  9. z podsumowania to... chyba wszystko naraz. młodszemu tyle frajdy sprawia pomaganie dorosłym, wydaje mi się, że to takie etapy - pomaganie (bo dzieciak tyle ma energii!), niechęć (wnusiu, a kiedyś to ty wszystko...) i niechętne pomaganie (na głos - pewnie babciu, w myśli - kurde, co następne?).
    smutno tak porównywać to, co było, do teraz, a najgorsza jest ta świadomość, że pasuje nam tak jak jest. Twoje posty włączają mi rozkminę na zmęczenie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem smutno, ale właściwie to też sprawia pewną radość - że kiedyś tak fajnie potrafiliśmy spędzać czas, jednocześnie pomagając i bawiąc się z tego :D A teraz nam się nie chce...

      Usuń
    2. ja to nawet pamiętam te etapy, ale teraz wyszłabym z dziadkiem na zakupy, mam więcej dystansu. bo wyobraź sobie że dziadek na przykład zawsze lubił mnie ciągnąć w miejsce gdzie siedziało dużo dziadków i tam z dumną miną brać mnie pod rękę i prowadzić do spożywczaka :O
      zgredziałyśmy!... :(

      Usuń
    3. A inni dziadkowie cały czas się na Ciebie patrzyli i tylko zawstydzali, I get it, haha :D

      Usuń
  10. A ja sobie zacnie od dwudziestu lat na wsi żyję i serio, nie widzę tu niczego fajnego. Nie ma ciszy, bo mieszkam przy drodze. Więc samochody jeżdżą dzień i noc. Głośne. Mieszkam na poddaszu. Jak przejedzie ciężarówa, to wszystko się trzęsie. Kurzy się. Śmierdzi nieraz od zwierząt (choć teraz sąsiedzi zminimalizowali i jest w miarę OK). No ale z drugiej strony wszystko mamy swoje: warzywa - wszystkie własne, czy marchewka, ogóreczek, pomidorek. Jajeczka też od kogoś znajomego. Tylko te dojazdy... Cobym się dostała do Krakowa, muszę z mojej wioski przejechać 12 kilometrów do mini-miasteczka. Znaczy nie wiem czym sobie zasłużylo na miasto. No to dojadę tam autobusem. Raz na godzinę. Szaleństwo. Więc pół godziny do miasteczka, później przesiadka i na Kraków. Albo to że wszyscy wszystko wiedzą. Wydało się: Ola ma praktyki. To teraz kurna idę z autobusu, późne popołudnie i nie zdążę wejść na podwórko własne już się sąsiadka wychyla: jak było?? Co ja jestem, źródło informacji? Nawet w szkole nie miałam gdzie chodzić na wagary bo i podstawówka i gimnazjum naprzeciw domu niemal. A wszyscy się, rzecz jasna, znają. Więc gunwo. A teraz to nawet wyjść gdzie nie ma się przejść, bo jak było coś w miarę, to gimbusiarnia zmeneliła, i wszędzie pety, butelki po piwach, wódkach, ech. Mimo wszystko lubię tu być. Mimo tego chaosu. Tak mieć domek na wsi, ale pracować w mieście - och, ach. Marzenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To i tak masz dobrze z autobusami! Od mojej babci, żeby dojechać do mnie, trzeba złapać autobus, który przejeżdża przez wieś 3 razy na dzień (z wyjątkiem weekendów, bo wtedy wcale nie jeździ), później przesiąść się w większym miasteczku (do wyboru - albo 25 km na północ od wioski albo ~50km na południe) na bezpośredni do Lublina. Albo od raz podjechać samochodem do któregoś miasteczka i stamtąd do Lublina. Well... :D No i dlatego, jak tam ulicą przejadą 2 samochody na godzinę to jest sukces.
      Taki urok wsi, że wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą.. I o wszystkim plotkują. Na dłuższą metę to może być trochę uciążliwe, bo nic się nie da ukryć albo przynajmniej przemilczeć o.O Btw, jak my przyjeżdżamy na weekend do babci na wieś, to nawet ksiądz mamę po mszy w niedzielę zaczepia z zapytaniem: "co tam w Lublinie?" XD

      Usuń
    2. Najlepiej byłoby mieć swoje prawo jazdy, to przynajmniej podjeżdżałabym do miasteczka i tam zostawiała samochód, albo po prostu sama jechała. No ale to temat rzeka u mnie XD

      Znaczy wiesz, mi to ani grzeje ani chłodzi, nauczyłam się że gadali gadają i gadać pewnie będą, więc nic na to nie poradzę, aczkolwiek śmiesznie jest jak ktoś wie, coś, co powiedziałam jednej osobie XD Powiedzmy, że to taka troska o sąsiada? Żal :D Przynajmniej jest ciekawie xD

      Usuń
    3. Nie mają widocznie swojego życia, więc za bardzo interesują się innymi, nie? :P

      Usuń
  11. dla dzieciaka zawsze frajdą jest wieś. ja też na nią jeździłam. do babci, czy do cioci. taka nieograniczona wolność. albo ograniczona płotem. ;)
    teraz, gdy tam jeżdżę, doceniam ciszę, spokój i naturę. to się nigdy nie znudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz częściej zauważam, że dla dzieciaka, ale takiego starszego, który był dzieciakiem kilka(naście) lat temu, bo ci młodsi wariują, jeśli nie mają telewizora czy internetu. takie wychowanie :| Wiem, że na pewno nie wszyscy tacy są, ale widzę to po synach brata ciotecznego...

      Usuń
  12. A ja znów jeździłam na wakacje do dziadków do miasta. :D Wieś mam na co dzień i jakby nie to, że ciężko gdziekolwiek dojechać i o pracę ciężko, to nie wyniosłabym się nigdy do miasta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę dziwnie to dla mnie brzmi, ale tylko dlatego, że ja jestem przyzwyczajona do opcji w drugą stronę, ale obojętnie, czy wieś-miasto, czy miasto-wieś, to zawsze była jaka atrakcja na wakacje, prawda? No i wieś jest urocza na swój sposób :D

      Usuń
  13. A ja swoją wieś kocham i kochałam czy to mając 6 lat, czy 20. Mieszkam całe życie na wsi i nie wyobrażam sobie innego miejsca. Fakt, że muszę się stad od czasu do czasu wyrwać, ale nie umiałabym nie wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może gdybym od urodzenia mieszkała na wsi, to teraz inaczej bym o tym myślała...

      Usuń
  14. Lubię jedną wieś za Krakowem, lubię tam odpoczywac od wszystkiego, ale dawno tam nie byłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są wakacje, czas urlopów, więc może czas się tam wybrać? :D

      Usuń
  15. Doskonale Cię rozumiem tylko, że ja w zasadzie mieszkałam na wsi. Teraz gdy studiuję nawet na wakacje nie jeżdżę do domu. Odwiedzam tamte strony, ale maksymalnie na tydzień. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Raz na tydzień" miało być, tak? To i tak dość często :)

      Usuń
  16. Każdy chyba w dzieciństwie wolał spędzać czas na świeżym powietrzu z rodziną i znajomymi, szczególnie gdy nie było czegoś takiego jak internet (albo był, lecz nie każdego było na to stać). Wystarczy popatrzeć na pokolenie dzisiejszych dzieci... tablet w rękach i wio! Po co wychodzić z domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli czasy się zmieniły, a wraz z nimi ludzie, a właściwie dzieciaki? :D

      Usuń
  17. Puenta straszliwie smutna, tym bardziej, że utożsamiam się z całym wpisem. Też mam babcię na wsi i z roku na rok było wszystkiego coraz mniej.. najbardziej lubiłam czas żniw i skakanie po sianie...
    Szkoda, że mój syn nie będzie miał już takich wspaniałych wakacji, jakie ja w dzieciństwie miałam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutna, ale prawdziwa, można powiedzieć. Ale nic straconego - może Mały będzie miał inne wspomnienia z dzieciństwa, równie atrakcyjne jak te nasze, wiejskie, mimo że trochę inne :)

      Usuń
  18. Kiedy ja byłam mała też wakacje na wsi były frajdą, później niestety coraz rzadziej tam jeździłam dlatego, że stawałam się coraz starsza i inne zajęcia były dla mnie bardziej atrakcyjne od między innymi karmienia kur, czy dojenia krowy, albo poszukiwania jajek w dzikich gniazdach kur... niestety takie życie, choć i tak cieszę się, że dzieciństwo spędzałam w taki sposób, a nie jak teraźniejsze dzieci z telefonami, z których można teraz usłyszeć jeden zrozumiany tekst "JP".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie te młodsze dzieciaki mogą nie wiedzieć, co tracą, bo wystarczająco zatraciły się w tym, co teraz jest na topie, co jest modne i najpotrzebniejsze do egzystencji... Ale my akurat możemy to porównywać i wiemy, co jest lepsze, nie? :D

      Usuń
  19. Tym wpisem obudziłaś we mnie dzieciństwo :) Ja pamiętam jak zrywałem ogórki i denerwowałem się, że "koliły" mnie po rękach ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie mogę odpowiedzieć pod postem. Hah najwidoczniej nie :P i nie wiedzą ile tracą ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chciałam powiedzieć, iż zmieniłam adres i od terj pory urzędują na pierwiasteknielad.blogspot.com jakby się ktoś przestraszył, że zrozum się nie otwiera :D sorka za zamieszanie :*

      Usuń
    2. Dzięki wielkie za info, już dodaję do obserwowanych!

      Usuń
  21. Chyba po prostu z takich wakacji się wyrasta. Ja w dzieciństwie też jeździłam do babci na wieś... potem przestało mnie to cieszyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, ale na przykład moja przyjaciółka dość często jeździ do swojej babci na wieś i dalej to lubi... Ale to być może taki wyjątek od reguły :)

      Usuń
  22. ile ja bym dała by móc zjeść świeżego pomidora sałatą na kanapce, takiego prosto z ogródka. albo truskawki czy maliny. pamiętam jak jeździło się nad rzekę by pozbierać jerzyny, które tam rosły a za nim dojechało się do domu brytfanki były już puste. chciałabym móc tak raz jeszcze spędzić wakacje na wsi, odetchnąć , odpocząć od tego co teraz. chciałabym móc cofnąć o te kilkanaście lat być tą małą dziewczynką z truskawkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkanaście lat też mogłabym się cofnąć, żeby pobyć na wsi, ale teraz już nie mam na to ochoty...

      Usuń
    2. gdybym mogła to nawet teraz bym zapakowała walizki, kupiła bilet i wsiadła w samolot. byleby tylko na wieś do dziadków nazrywać swiżych pomidorów.

      Usuń
    3. No i tym się różnimy, bo ja raczej bym się na to nie skusiła. Przynajmniej nie na taki dłuższy pobyt.

      Usuń
  23. Odpowiedzi
    1. Fajnie, że w jakikolwiek sposób spróbowałaś się odnieść do jego ciekawości, hahaha.

      Usuń