czwartek, 14 sierpnia 2014

[Recenzja serialu] See you in another life, brother!

Chciałam wam przedstawić krótko (słowo klucz, kurdeeee no) moją trójkę ulubionych seriali, ale w trakcie okazało się, że >klik<, bo nie umiem napisać o każdym tylko kilku zdań, a wychodzi mi kilkaset do tysiąca słów, czyli na co najmniej normalnej długości recenzję, także ten... przedstawiam wam jeden z moich numerów jeden (reszta kiedy indziej), amerykański serial, którego nie da się zamknąć w jednym gatunku filmowym, mianowicie:

Lost (Zagubieni)

źródło: Google Grafika
Producenci serialu i niektórzy aktorzy w odcinku specjalnym The Lost: Final Journey tak wypowiadają się na jego temat: "Katastrofa samolotu. Grupa rozbitków. Wyspa pełna tajemnic. To miejsce jest inne. Możliwości wydawały się epickie. Wbił mnie w fotel. Takiego czegoś jeszcze nie było w telewizyjnym prime time'ie. Było wiadomo, że to będzie świetne. Historia rozbitków zaczęła nabierać tempa, a Lost stał się fenomenem. Pilot naprawdę odpalił. I zgarnął rzeszę fanów na całym świecie. Kiedy miliony ludzi zaczęło to oglądać, pomyślałem, że to może być dobre. To było zaskoczenie. Zmienialiśmy postrzeganie amerykańskiej telewizji. Wykorzystaliśmy telewizję w naprawdę twórczy sposób. Nie znam drugiego takiego serialu, który ma aż taki wpływ na kulturę. Zróżnicowanie, tajemniczość, wielkie pytania, międzynarodowa obsada, niewiarygodna oprawa sceniczna. To opowieść o przetrwaniu. O odkupieniu. O wierze. Ale w istocie, Lost jest historią o grupie ludzi, których poznaliśmy i pokochaliśmy przez sześć sezonów".

źródło: Tumblr
Serial inny niż wszystkie do tamtej pory. 6 sezonów, 121 odcinków (+ 14 specjalnych) emitowanych w Stanach Zjednoczonych od września 2004 do maja 2010 roku z kilkumiesięcznymi przerwami po każdym sezonie (w Polsce opóźnienie wyniosło kilka miesięcy). Premierowe odcinki w telewizji (najpierw na AXN, później na TVP1) oglądałam jeszcze w gimnazjum, siedząc z całą rodziną przed telewizorem. Ogólnie rzecz biorąc – samolot Oceanic 815, lecący z Sydney do Los Angeles, gdzieś nad Pacyfikiem wpada w turbulencje i rozbija się w pobliżu pewnej dziwnej wyspy. Część osób przeżywa, część ginie w trakcie katastrofy, część zginie w ciągu kilku najbliższych dni podczas pobytu na wyspie. Ocaleli rozbitkowie liczą na szybki ratunek, ale jeszcze nie są świadomi, że nikt ich nie szuka, bo samolot zboczył z kursu i znajdują się aktualnie kilkaset mil poza rejonem poszukiwań. Byli sobie obcy, ale coś ich ze sobą łączyło. Każdy z nich miał skazę i zmagali się z nimi w samotności. Wśród ocalałych mamy: lekarza neurochirurga (Jack), uciekinierkę skazaną za zabójstwo (Kate), głównego zwycięzcę loterii (Hugo "Hurley"), koreańskie małżeństwo (Sun i Jin), dziewczynę w zaawansowanej ciąży (Claire), uzależnionego od narkotyków byłego członka zespołu rockowego (Charlie), czarnoskórych ojca z synem (Michael i Walt), kochające się rodzeństwo (Shannon i Boone), przystojnego oszusta (James "Sawyer"), dziwnego mężczyznę, który podróżuje z walizką pełną noży (John Locke) czy byłego żołnierza Gwardii Republikańskiej (Sayid). O, i psa Walta, ślicznego labradora o imieniu Vincent. (Choć tak naprawdę pies, który go grał to suka :D) Z konieczności rozbitkowie muszą się ze sobą zaznajomić i współpracować, mimo że nie mają na to ochoty. Świetnym pomysłem są retrospekcje poszczególnych osób, dzięki czemu możemy się o nich dowiedzieć czegoś więcej z okresu "przed katastrofą". W kolejnych sezonach pojawiają się również flash forwardy (sceny po powrocie z wyspy) i flash sideway'e (co by było, gdyby samolot się nie rozbił).
źródło: Google Grafika
Lost ciężko jest zaklasyfikować do konkretnego gatunku – można się spierać, zaczynając od sci-fi, poprzez katastroficzny, przygodowy, thriller, aż po (melo)dramat. Każdy odcinek jest wciągający, każda scena przemyślana. Mnóstwo tajemnic, sekretów, zagadek, niespodziewanych zwrotów akcji. Gdzieś przeczytałam, że to "serial dla naprawdę ambitnych i wymagających osób". To nie jest zwykła opowieść o przetrwaniu. To studium ludzkich charakterów, ludzi, którzy są zagubieni we własnym życiu. Z sezonu na sezon robi się ciekawiej – wyjaśniają się niektóre zagadki, ale pojawiają nowe, losy niektórych rozbitków (może nawet wszystkich?) można ze sobą powiązać, stopniowo przedstawiana jest tajemnica wyspy, której nie ma na mapach, poznajemy Innych mieszkańców wyspy. Sama wyspa przeraża swoim zachowaniem, faktem zamknięcia na niej rozbitków i ich odosobnieniem. To nie jest serial dla tych, którzy chcą miło i bezstresowo spędzić czas przed ekranem telewizora, którzy chcą mieć wszystko podane na tacy. Końcowe wyjaśnienia nie są jednoznaczne i pozostawiają otwartą furtkę na własną interpretację – na co sporo osób narzeka. To nie jest serial dla osób niecierpliwych – trzeba obejrzeć całość, jeśli chce się zgłębić całkowitą tajemnicę wyspy i słuszność (bądź nie) katastrofy samolotu. A może to było ich przeznaczenie? Lost opowiada o wyborze między tym, co złe, a tym, co gorsze. Łamanie zasad to coś, co czyni go wyjątkowym. Dalsze sezony są przesiąknięte metafizycznością i surrealizmem. Można to sobie skojarzyć z biblijną opowieścią o początku i końcu świata. Wyspa jest niebem, ale jednocześnie piekłem, a kiedy przychodzi szansa na uratowanie się z niej, nie wiadomo, czy tak właściwie chce się ją opuszczać. Lost to rozrywka na poziomie, która w sprytny sposób przemyca pytania natury duchowej, psychologicznej, ekonomicznej i politycznej.

źródło: DeviantArt
Mój tata stracił cierpliwość po czwartym sezonie, ale ja nie odpuściłam, bo chciałam rozwiązać całkowicie tajemnicę wyspy, która mnie jednocześnie fascynowała, ale i przerażała. Niedźwiedź polarny na tropikalnej wyspie? Czarny dym, który zachowuje się, jakby miał świadomość i zabija? Francuzka uwięziona na wyspie przed szesnastoma latami? Tajemnicze włazy i bunkry? Przycisk, który trzeba wciskać co 108 minut? Przeklęte liczby 4, 8, 15, 16, 23, 42? To dopiero początek. Później jest jeszcze więcej absurdów i dziwnych rzeczy, które jednak znajdują całkiem przyziemne wyjaśnienie :-)

Producenci mówią: "Chcieliśmy, aby ostatnia klatka serialu była o ludziach, którzy zostali wam przedstawieni 6 lat temu, którzy zabrali was ze sobą w podróż i zostawiliśmy was z nimi, z ich historiami. Oglądanie serialu, który wraca do korzeni tego, jak się zaczął i kończy tym samym sposobem, to wielkie zwycięstwo. Nie chcesz, aby książka się skończyła, ale zamykasz ją i mówisz: "Boże, to był świetne". Mamy nadzieję, że ludzie będą mówić: "Poświęciłem 6 lat swojego życia, głęboko interesowałem się tym serialem, i myślę, że to, w jaki sposób się zakończył, ukazuje równie wielki szacunek i zainteresowanie ze strony twórców". Czuję, że od deski do deski zrobiliśmy ten serial dokładnie tak, jak tego chcieliśmy. Wiadomość, którą chcemy przekazać widzom, to nasza opinia, że włożyliśmy całych siebie w ten serial i w finał. To nie byłby Lost, gdybyśmy wyłożyli wszystkie karty na stół." I zgadzam się z tym w stu procentach.

48 komentarzy:

  1. Zaczęłam niedawno oglądać ten serial i jestem na 11 odcinku 1 sezonu,jednak dzięki mojej koleżance wiem,jak się skończy,co niezbyt mnie zachęca do dalszego oglądania. Jednak po przeczytaniu Twojej opinii na temat "Lost" postanowiłam,że wrócę do niego. Ciekawa jestem jakie tajemnice skrywa jeszcze ta wyspa,na której bohaterowie zostali uwięzieni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem z doświadczenia, że znajomość zakończenia nie zachęca do skończenia serialu albo filmu... Też miałam tak kilka razy, ale pomyślałam, że przecież nikt mi nie opowiedział całości, więc warto się przekonać, jak do tego wszystkiego doszło :D I np. w przypadku "Zagubionych" odkryć i rozwiązać kilka tajemnic :D

      Usuń
    2. Dokładnie,dlatego wznowiłam oglądanie,bo sądzę,że warto mimo wszystko^^

      Usuń
    3. Jeśli kogoś to interesuje, to owszem :D Chyba, że dla kogoś najważniejsza jest informacja tylko o samym zakończeniu, ale wydaje mi się, że akurat "Zagubieni" to typ serialu, w którym to dla wielu po prostu nie wystarcza.

      Usuń
  2. Pamiętam, gdy leciało to w telewizji. Cała rodzina wgapiona w ekran i przeżywająca losy bohaterów :p Jeden z najlepszych seriali ever.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy to było coś tak bardzo innego, że naprawdę dużo osób się interesowało tym serialem. Przynajmniej pierwszym i drugim sezonem :D

      Usuń
  3. Pierwszy raz o nim słyszę, ale zachęca do oglądnięcia.

    Odpowiedź na twój komentarz u mnie:
    Taki, że na tym zagranicznym blogu łatwiej skomentować. Nie trzeba mieć konta tylko wypełnić odpowiedni formularz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś widziłam kilka odcinków, jeszcze jak leciały w TV. Zbieram się, zacznę na pewno. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. A po przeczytaniu posta, masz ochotę się z nim zapoznać czy nie?

      Usuń
  6. Hmm... wiem, że był popularny, ale w sumie nigdy nie oglądałam: podobnie, jak prison break, chociaż miałam ochotę. o tym domu i niedźwiedziu brzmi super:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Prison Break" to i ja nie oglądałam, pomimo że faktycznie wokół wszyscy o nim mówili, bo mnie jakoś fabuła nie zachęcała, a z "Zagubionymi" miałam wręcz przeciwnie :)

      Usuń
    2. lubię napięcie na maksa, ale żeby nie było krwawo - a przynajmniej bez rzeźni. jest tak?:D to się skuszę :D

      Usuń
    3. Miejscami jest krwawo, ale raczej tylko miejscami. W zasadzie jakoś nie zwróciłam na to uwagi oglądając serial, a to chyba wiele wyjaśnia :P

      Usuń
  7. Widziałam kilka odcinków, ale jakoś nie przypadły mi do gustu. Twoja recenzja jest jednak zachęcająca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się jak mogę, żeby tym, co piszę, zachęcić do oglądania ^^

      Usuń
    2. Widać. :) Niestety mam tak, że jak jestem do czegoś uprzedzona, trudno mi się do tego przekonać.

      Usuń
    3. Nic nie szkodzi, bo doskonale rozumiem, bo też tak mam z niektórymi rzeczami :P

      Usuń
  8. Kiedyś oglądałam ten serial ale było to raczej nieregularne oglądanie początkowych sezonów. Teraz zachęciłaś mnie żeby znów do niego wrócić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę, że udało mi się zachęcić cię choć trochę :)

      Usuń
  9. kiedyś oglądałam, nawet interesujące było i wciągające ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Serial mojego dzieciństwa :D Pamiętam jak się to oglądało całą rodziną ;3 Teraz pewnie by mnie to nie zainteresowało, ale wtedy wydawało mi się to niezwykle ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie właśnie teraz wciąga jeszcze bardziej niż parę lat temu... Mimo że całość oglądałam ze 2-3 razy, a pierwsze 3 sezony nawet i po 5 ;d

      Usuń
  11. Obejrzałam wszystkie sezony parę lat temu i, kurde, kocham ten serial! Co prawda nie pamiętam już wiele, bo jak wspomniałam było to parę, cztery czy pięć, lat temu. W każdym razie wtedy, kiedy się to to skończyło. Muszę sobie go koniecznie odświeżyć, choć teraz czasu coraz mniej, więc wątpię, że nastąpi to jeszcze w tym roku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sporo rzeczy nie pamiętałam, ale właśnie niedawno skończyłam oglądać całość po raz kolejny (tym razem ze wszystkimi dodatkami, w tym z odcinkami specjalnymi, asdfghjkl) i nie wiem, jak to w ogóle możliwe, ale chyba za każdym kolejnym razem, kiedy to oglądam, podoba mi się coraz bardziej *-*

      Usuń
  12. A ja jakimś cudem nigdy Lost nie oglądałam, ale to serial, który spoczywa na mojej liście. Bo ja wolę takie coś z dreszczykiem własnie, nie znoszę babskich popierdółek :D Więc może, jak będę miała nadmiar czasu, to w końcu obejrzę drugi odcinek i kolejne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak Ci się udało tego nie oglądać :D Są tu niby wątki romansów, miłosne, nie wiem, jak to nazwać, ale to raczej poboczne, choć jednak znaczące pod względem akcji, ale wydaje mi się, że urozmaicają cały serial. Zobaczysz, jak obejrzysz :D

      Usuń
    2. Ja pamiętam, że leciało w czwartki chyba na jedynce kiedyś :D I cała moja rodzinka oglądała, a ja zawsze miałam coś ciężkiego do szkoły na piątek i zakuwałam ;(
      Obejrzę na pewno, bo skończyłam Wikingów i mam niedosyt seriali :D

      Usuń
    3. Ojejku... nie pamiętam już w jaki dzień tygodnia. Wiem jedynie, że zawsze następnego dnia z kolegami w szkole przegadywałam całą religię, rozprawiając na temat nowego odcinka XDD Ale jakby co, to pamiętaj, że Sawyer jest mój ♥ ;DDDDDDD

      Usuń
    4. A widzisz, a ja pamiętam :D Głównie dlatego, że ubolewałam, że nie mogę z nimi oglądać. :<
      O nie, nie, nie :D ja go kochałam nawet w zwiastunach XD

      Usuń
    5. Pewnie coś w tym jest :D
      Yyyyyy. No dobra, pozostaje mi liczyć, że w trakcie oglądania serialu zmienisz zdanie XDDDD

      Usuń
  13. Oglądałam go kiedyś, ale niespecjalnie przypadł mi do gustu :) Bardziej od podróżniczych wolę komedie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zobaczyłam, że "Gossip Girl" figuruje jako komedia... No nie wierzę :P A co jeszcze lubisz oprócz GG?

      Usuń
  14. Oglądałam tylko pierwszą serię. Pamiętam, jak razem z rodziną zafascynowana wpatrywałam się w ekran z ekscytacją w oczach. Niestety kolejne serie nie przypadły mi do gustu. Może kiedyś się jeszcze za niego zabiorę? Twoja recenzja coraz bardziej przekonuje mnie do tego pomysłu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często, gdy ogląda się film czy serial po raz kolejny, odbiera się go całkowicie inaczej, więc może i w twoim przypadku tak będzie, gdy się na to zdecydujesz. Ale oczywiście - nie zmuszam :)

      Usuń
  15. Zupełnie nie moja tematyka, gustuję w innych. Ale wiele moich znajomych oglądało i zachwalali :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę przyznać im rację? XD

      Usuń
    2. Ależ pewnie XD Ja wolę albo lekarskie, albo o prawnikach, albo coś... Ale no. Ja to ja :D Oglądasz "House of Cards"? albo "Suits"?

      Usuń
    3. Nie oglądam ani tego, ani tego... Ale za to uwielbiam prawnicze książki Johna Grishama i thrillery medyczne Robina Cooka ♥

      Usuń
  16. Pamiętam, że kilka lat temu wszyscy moi znajomi mieli taką fazę na ten serial, że aż mi się nie chciało już później słuchać tej ich gadaniny. Temu chyba nigdy nie sięgnęłam po niego i nie zapowiada się, bym to uczyniła :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię, jak na coś jest zbyt wieli szał, bo wtedy jest mniejsza szansa, że to coś (książka, film, serial) mi się spodoba, ale czasem ryzykuję, bo jednak mnie kusi, żeby sprawdzić, o co właściwie chodzi :D

      Usuń
    2. No :D Obecnie mam tak z Grą o Tron. Oglądasz/czytasz?

      Usuń
    3. Nie... Jakoś mnie nie ciągnie do tego, pomimo samych pozytywnych opinii od wszystkich dookoła :P

      Usuń
  17. Dalej zbieram się, żeby to zacząć. (wiem, że się powtarzam xd) No ostatnio zaniedbałam swoją serialową obsesję .:D

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja jakoś nigdy nie mogłam się do tego serialu przekonać... a kiedyś nawet próbowałam :D to chyba nie moje klimaty jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie wszystkim wszystko musi się podobać, także w porządku :)

      Usuń