sobota, 15 listopada 2014

We are all the show FRIENDS

Kto nie zna (chyba) kultowego już amerykańskiego serialu "Friends" emitowanego w latach 1994-2004? Jasne, możecie nie lubić albo nigdy w życiu nie oglądać, ale musicie chociażby kojarzyć tytuł. Albo >czołówkę< z piosenką grupy The Rembrandts I'll Be There For You. Trafiając w internecie na różnego rodzaju testy, np. w temacie "which Friends character are you?" rozwiązuję je, a co! Choć nie pokładam w nich większych nadziei, nie odbieram ich całkiem serio ani nie zastosuję w przyszłości. Z >tego< wyszło mi, że jestem Rossem, a z >tego<Rachel. Sami widzicie ;-)

***

Pewnego słonecznego październikowego czwartku wracałam do domu na piechotę z rozmowy o staż. Bo to był taki piękny ciepły dzień i stwierdziłam, że nie zaszkodzi mi taki mały siedmiokilometrowy spacerek. Uśmiechnęłam się w myślach, przypominając sobie panią od zzl z biura i ni stąd, ni zowąd pomyślałam, że właściwie muszę się zgodzić i naprawdę jestem Chandlerem.

źródło: Twitter
Ten delikatny niepokój i stres, gdy zdaję sobie sprawę, że niedługo czeka mnie ustny egzamin na studiach. Albo obrona pracy. Albo gdy dzwoni pani mgr inż. pracująca w moim Urzędzie Pracy i informuje mnie, że jutro mam się u nich zjawić, bo ma dla mnie ofertę stażu i od razu pójdę na rozmowę. Nic mi nie może powiedzieć, bo sama nic nie wie, ale wszystkiego dowiem się u pani kadrowej z biura, jak do nich pójdę na rozmowę. Za chwilę. Well... Albo gdy idę na szkolenie do sklepu i nie wiem, czego się spodziewać, nic nie umiem, o niczym nie mam choćby najmniejszego pojęcia. Albo gdy mam się widzieć ze znajomymi, a oni będą ze swoimi znajomymi, których nie znam.

Najgorsze natężenie niepokoju nawiedza mnie dzień przed. W dzień "wydarzenia" nie jestem co prawda, totalnie wyluzowana i nastawiona olewczo (jest takie słowo?) do wszystkiego, ale przynajmniej spokojna. W miarę. To nie jest takie straszne. Jeszcze trochę stresujące są ostatnie chwile przed godziną zero, ale wszystko ulatnia się wraz z przekroczeniem progu sali/sklepu/urzędu/biura/po zapoznaniu się z nowymi osobami. Pierwsze wrażenie. Wchodzę uśmiechnięta, pewna siebie. I niech tylko ktoś mi powie, że nie dam rady. Ale muszę przypomnieć, że... jestem jak Chandler. Żartuję, gdy czuję się niekomfortowo czy niepewnie. Żartuję, dywaguję, czasem mówię bez sensu. I cały czas się uśmiecham, żeby nie dać po sobie poznać. A jeśli nie żartuję, to i tak się uśmiecham. Bo czemu nie.

Odchodząc na chwilę od tematu... zadziwia mnie to, w jaki sposób znajduję książki w bibliotece. Albo raczej – one znajdują mnie. Niektórych nigdy w życiu świadomie bym nie wypożyczyła, nie wiedziałam nawet do tej pory o ich istnieniu, ale mówię sobie: "dlaczego nie?" i zmierzam do biurka pani Małgosi, szukając karty bibliotecznej. Później okazuje się, że właśnie w nich znajduję najbardziej trafne cytaty. Np. >"Zgaga" Nory Ephron< w moim odczuciu była książką mocno przeciętną, można rzec słabą, ale:
– Dlaczego wszystko obracasz w żart? – pytała Vera.
Moje wyjaśnienie było następujące:
Opowiadając żarty, nie muszę mówić wszystkiego.
Opowiadając żarty, mogę cię rozśmieszyć, ponieważ wolę, żebyś się ze mnie śmiała, niż żebyś mi współczuła.
Opowiadając żarty, odczuwam mniejszy ból.
Opowiadając żarty, mogę sobie jakoś poradzić z gniewem.
I co tu dużo mówić? Coś w tym jest. Ale nie chodzi o to, że nie potrafię być poważna i rozmawiać na poważne tematy. Potrafię i rozmawiać, i słuchać, i doradzać, i próbować rozwiązywać problemy. Ale czasem nie chcę. Bo taka jestem – wolę udawać, że jest okej, wszystko w porządku, uśmiechać się, śmiać, żartować niż wiecznie smucić i zawracać wszystkim dookoła głowę, jaka to ja jestem nieszczęśliwa. Aczkolwiek raczej nie przypominam Joey'a (również z "Friends"). Ale żeby nie było, że Joey jest tylko Joey'em komikiem, głupim żartownisiem, który zawsze mówi od rzeczy. Właśnie nie zawsze, bo → >23 important life lessons Joey Tribbiani from "Friends" taught us<. A jeśli nie wspominani Chandler czy Joey, to na pewno kiedyś zdarzyło się wam coś, czego doświadczyli inni bohaterowie tego serialu. >TUTAJ<. Którzy? :D

65 komentarzy:

  1. U nas z UP nawet nie dzwonią, jak się samemu nie pójdzie i nie zobaczy jakie są oferty, to oni nie dają znać. Mało tego - nawet jak się pójdzie, to robią łaskę żeby powiedzieć coś na temat danej oferty. Masakra..
    Ja zauważyłam, że im więcej potencjalnych miejsc pracy odwiedzam, tym mniej się stresuję ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam na razie jeden jedyny taki przypadek i raczej wątpię, żeby dzwonili do mnie z każdą ofertą, na którą odpowiadam, ale akurat tutaj potrzebowali kogoś "od zaraz", więc nie mogli czekać aż kandydaci zjawią się dopiero na normalne wizyty.
      Na pewno coś w tym jest, bo się człowiek po prostu wprawia i jakby przyzwyczaja do tego ;P

      Usuń
    2. A no to to wszystko wyjaśnia ;] Bo już myślałam, że tak drastycznie różnią się zasady ich pracy ;]

      Usuń
    3. To znaczy - przynajmniej tak mi się wydaje, że to była jednorazowa sytuacja, bo moje miasto akurat ma ok. 350 tys. mieszkańców, więc to niemożliwe, żeby do każdego bezrobotnego zarejestrowanego w MUP tak od razu dzwonili z propozycjami skierowanymi praktycznie indywidualnie do niego XD

      Usuń
    4. Łoo jak to takie duże miasto, to na pewno masz rację ;)

      Usuń
  2. ja kiedyś oglądałam, ale już nic nie pamiętam :P
    ode mnie nie dzwonią, to Ty musisz się prosić o staże, praktyki, zamiast rekrutacji każą robić jakieś totalnie dziwne rzeczy i w ogóle.

    zgadzam się, są słodcy, a ten gitarzysta, Piotr jakiś tam, boski jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie na pewno też raczej nie będą dzwonić, ale tak, jak pisałam małej-myśli wyżej - tu był ktoś potrzebny "od zaraz".

      Usuń
  3. Kurde! To wychodzi na to, że i ze mnie jest niezły Chandler. Tyle, że mi w domu zarzucają, że nie potrafię rozmawiać na trudne/poważne tematy, ale ja... ja czsaem po prostu nie mam takiej potrzeby. Poza tym, tu na mnie naskakują, że nie mówię co myślę, a za chwilę mi się obrywa bo coś powiedziałam, więc :P A ten cytat, to dobry jest. Wielokrotnie coś wolę w żart obrócić, niż solennie komuś tłumaczyć dlaczegóż to jestem smutna/zła/wykończona. Zgaduję, że ich to w kit nie obchodzi, po drugie i tak mnie nie zrozumieją, a po trzecie, mam od tego bloga, także XD A do "Przyjaciół" chyba muszę wrócić, jak tylko znajdę gdzieś od pierwszego sezonu z napisami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to jeszcze zależy o jakich to poważnych tematach mamy rozmawiać i kiedy, ale jakoś daję radę. No pewnie, większość ludzi pyta "co u ciebie? co tam?", oczekując zwykłej odpowiedzi "okej" czy "w porządku", bo przecież trzeba jakoś zacząć rozmowę, a wcale nie myślą o tym, co faktycznie mówią...
      Miałam Ci napisać, że pewnie na kinoman.tv znajdziesz "Friends" z napisami, ale chwilę później przypomniałam sobie o lektorze, haha.

      Usuń
    2. Cóż, tak to jest z tymi rozmowami, niby rozmawiać się chce, ale się okazuje, że nie ma o czym. :P
      Daj spokój, lektor mnie dobija ;c raz weszłam sobie na taty konto na HBO GO, bo chciałam obejrzeć odcinek serialu, który nigdzie nie był dostępny a tam jebut, lektor. No myślałam, że mnie trafi.
      Ściągnęłam sobie pierwszy sezon z angielskimi napisami, także :D obwiniam Cię za to, że teraz siedzę i oglądam ;-;

      Usuń
    3. Ja nienawidzę lektora w "Elementary", bo jak oglądam z napisami to Sherlock i Joan są ze sobą na "ty", a z lektorem cały czas powtarzają "proszę pani/-a". Jak to pierwszy raz widziałam z lektorem to takie: WHAT ;____; Każdy następny raz to tylko z napisami.
      Ale właściwie to chyba trochę odcinków "Friends" widziałam z lektorem... Resztę z polskimi napisami, a później z angielskimi. Nie obwiniaj, tylko siedź, oglądaj i się ciesz XD Ale tu są króciutkie odcinki, więc się super szybko i fajnie ogląda!

      Usuń
    4. No ja tego nie rozumiem, nie dość, że krzykliwy głos, to jeszcze kurna takie błędy w tłumaczeniach, że mnie ciśnie ;____; Teraz wszystko z napisami oglądam, a jak nie ma napisów i mnie ciśnie, to oglądam bez, też się da :D

      Ja też trochę odcinków widziałam z napisami, ale to było chyba jeszcze wtedy kiedy miałam to gdzieś. A teraz jak właśnie szukałam, to tylko angielskich - przynajmniej trochę może uda mi się słownictwo poszerzyć :) Co ty nie powiesz, mija drugi dzień, ja jestem przy 16 odcinku XD

      Usuń
    5. Czasem jeszcze głos lektora jest taki monotonny i bez emocji, a na ekranie dzieje się jakiś dramat... xD
      No pewnie, że tak! I znacznie łatwiej oglądać z angielskimi napisami niż tylko po angielsku, bo oni czasem za szybko mówią i nie wszystko łapię .___. Ja pierwszy sezon HIMYM obejrzałam kiedyś w 2 dni... Chyba 22 odcinki? XD

      Usuń
    6. Dokładnie! mnie jednak najbardziej dobijają błędy w tłumaczeniach, no wiesz, a tu jakieś słówko pomija, tu mówi bezosobowo... no i ja uwielbiam słuchać angielskiego gadania także XD Ej! Ja tak The Big Bang Theory oglądałam -> dwa sezony w trzy dni XD

      Usuń
    7. Albo tak przetłumaczą, że to będzie dotyczyć całkiem czegoś/kogoś innego niż miało początkowo (y)

      Usuń
    8. Szkoda słów :P a ostatnio z angielskimi napisami się polubiłam, także nauka i przyjemność w jednym :D

      Usuń
    9. (tak sobie tłumaczę siedzenie i oglądanie XD)

      Usuń
    10. Każda wymówka jest dobra XD

      Usuń
  4. Ale Ty musisz dobrze znać angielski :) Zazdroszczę :)
    Ja chciałam rozwiązać ten test ale niewiele z niego zrozumiałam :)

    A poczucie humoru to zaleta, nie wada :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, daj spokój, nie jestem wcale aż tak dobra z angielskiego :D Teraz nie pamiętam dokładnie tych pytań, ale na pewno kilka razy korzystałam z tłumacza przy okazji niepewności co do znaczenia niektórych słówek, czy coś.
      Pewnie, że zaleta, ale wszystko co w nadmiarze, niestety szkodzi ;P

      Usuń
    2. Pocieszyłaś mnie :P Ale i tak postanowiłam na nowy rok wpisać do postanowień: nauka angielskiego :D Przypomnij mi jakbym zapomniała xD
      Moim zdaniem wcale nie było tak źle :P

      Usuń
    3. Pewnie, że zawsze można się doszkolić, a angielski jest na tyle popularny, że warto go znać przynajmniej w takim stopniu, żeby umieć się z kimś porozumieć. Ale żeby nie było - czasem i ja mam problemy z porozumiewaniem się, jeśli chodzi o mówienie, a nie pisanie :P Mam Ci przypomnieć pod koniec grudnia/na początku stycznia? Postaram się XD

      Usuń
  5. Jakiś czas temu chciałam obejrzeć serial na nowo, ale się poddałam. Nie podobał mi się już tak jak kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja obejrzałam go dopiero w ubiegłym roku po raz pierwszy ever i mi się podobał... :(

      Usuń
    2. ja może jestem już za stara ;p

      Usuń
    3. Może po prostu zmienił Ci się gust :D Niewykluczone, że jak obejrzę ten serial ponownie za parę lat, to też będę miała o nim całkowicie inne zdanie.

      Usuń
  6. Witam w klubie, drugi Chandlerze :) bo ja totalnie też jestem taką osobowością jak on :)

    OdpowiedzUsuń
  7. The fridge broke so I had to eat everything <3333

    nie oglądałam, ale kojarzy mi się tak jak east endersi, takie klasyczne seriale. Magda, ratuj, skończyłam PLL i nie wiem co mam robić ze swoim życiem! Włączyłam Twisted, bo polecali gdzieś na forum filmweba, ale jakoś się nie przekonałam i w końcu zdesperowana sięgnęłam po Grę w Kłamstwa Sary Shepard. Boże Boże nie doczekam się, to jednak jest uzależniające :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę państwa, oto Joey! XD
      Łooo, a ja nigdy o EastEnders nie słyszałam o_O Co mam Ci pomóc? Sama też cierpię z tego serialowego powodu, chociaż akurat od paru dni nie mam ochoty oglądać ani seriali ani filmów .____.

      Usuń
    2. nie słyszałaś? ;O
      może to i dobrze, troszkę więcej czasu na książki hehe. ale jak można co tak długi czas wyświetlać jeden głupi odcinek, to niepoważne!
      xD

      Usuń
    3. Nie :(
      Książki mi też słabo idą... Mam widocznie jakiś gorszy czas xD Nie wiem, ale nie podoba mi się ten podział sezonów na stacji ABC. Tak samo jak z PLL mam z "Chasing Life". Było do tej pory 10 odcinków (ostatni 10.08.!), kolejny na początku grudnia, a reszta jakoś w przyszłym roku... BEZ SENSU :(

      Usuń
  8. Wygląda na to, że i ja mam w sobie sporo z Chandlera. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko nie namawiaj mnie do oglądania tego serialu, bo nie chcę się znowu wciągać w tak długą serię. :)

      Usuń
    2. Absolutnie nie namawiam! No chyba, ze sama chcesz i masz ochotę ;P :) Ja na pewno nie zamierzam znowu oglądać tego serialu, bo wolę obejrzeć coś, czego jeszcze nigdy nie widziałam, o!

      Usuń
    3. I słusznie. :) Chociaż gdybym miała obejrzeć wszystko, co chcę, to by mi życia nie starczyło...

      Usuń
    4. U mnie raczej jest podobnie, ale przynajmniej trochę tę liczbę odcinków/seriali/filmów stopniowo zmniejszam :>

      Usuń
  9. Książki to jednak mają jakąś dziwną moc wpadania nam w ręce w odpowiednim momencie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To był nie pierwszy taki raz i zastanawiam się, czy to dobre, czy złe, że tak wpadają w ręce ;P

      Usuń
    2. Ja tam obstawiam, że dobre :D

      Usuń
    3. Przynajmniej uświadomię sobie niektóre rzeczy bez pomocy osób trzecich, tak? :D

      Usuń
  10. ja też chciałam być zwykłym członkiem komisji, ale niestety - nie udało się, na spotkanie z losowaniem przyszły 4 osoby i wypadło na inną babkę, a na mnie jako zastępcę, ale ona potem zrezygnowała, więc ja wskoczyłam automatycznie.
    tak, wszyscy się nimi podniecali na 1 szkoleniu :P

    tak, o niego :) i jeszcze jak grał i śpiewał jedną piosenkę, taką typowo rockn'rollową, rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  11. u nas były 4, z czego 2, które nie były nigdy (w tym ja), jeden pan w zastępstwie za córkę, która miała w tym czasie egzamin i jedna babka, która była już wcześniej i była zastępcą, wykłócała się, że ona nie chce, ale ostatecznie została wylosowana, a potem po tygodniu zrezygnowała ;/

    nie wiedziałam, byłam na jednym :D ogólnie w życiu byłam na 2 (nie licząc tych darmowych w rynku z jakiejś okazji) :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Friendsi <3 zaraziła mnie nimi przyjaciółka z liceum i mogę oglądać w kółko :D w sumie nie wiem, z kim mogłabym się utożsamić najbardziej, ale to: http://3.bp.blogspot.com/-vit8Zx39qGY/VGZt_Q84wCI/AAAAAAAABWc/IrgwCNvY27I/s1600/B2L_neqCUAA2052.jpg to na pewno w stu procentach ja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ile lat temu Chandler już o tym wiedział, nie? XD

      Usuń
    2. Twoje pytanie właśnie mi uświadomiło, że ten serial ma już 20 lat :o :D

      Usuń
    3. A to wiem akurat, bo swego czasu na Filmwebie wyskakiwały mi reklamy dotyczące maratonów najlepszych odcinków na Comedy Central (chyba?) .__.

      Usuń
  13. no na początek do komisji dają 9 osób, u nas 3 zrezygnowały, więc zostało 6, a minimalny skład komisji to 7, więc oni robią tak, że powołują 9, ale jak potem ktoś się wykruszy, to dodają Ci tylko do 7, już nie do 9.

    coś Ty? mi się spodobało, jasne, ale jakoś nie wiem czy miałabym aż tyle samozaparcia, żeby jeździć przez całą Polskę na koncert :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo pozytywny i sympatyczny obraz Twej osoby się wyłonił :)))
    Fanką Przyjaciół nie jestem, ale nie słyszeć o nich? Nie do pomyślenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mówisz? To w takim razie miło mi to czytać/słyszeć :)
      Nie wiem, jak można nie słyszeć o "Przyjaciołach", ale pewnie można, więc tak tylko zaznaczyłam. Chociaż ja znałam ich praktycznie od zawsze, a serial obejrzałam dopiero w ubiegłym roku ;P

      Usuń
    2. Serio serio, zawsze piszę co myślę :D
      I co, warto było?

      Usuń
    3. Pozwolę się wtrącić - Anonimowa kochana, ależ pewnie, że warto było, polecam z całego serducha :D Ta tu wyżej wymieniona Norrie mnie zaraziła i od tygodnia pochłaniam odcinek za odcinkiem :)

      Usuń
    4. Ahahaha, Lusia, nie dziękuj :D
      Anonimowa A. - powiem tak: podobało mi się, bardzo mi się podobało, ale jednak nie zaliczę tego serialu do moich najulubieńszych. Jak natknę się kiedyś na jakieś odcinki w telewizji (zazwyczaj nie oglądam telewizji, ale jak jestem u babci/cioci/itp., to się zdarza), to pewnie obejrzę, przypomnę sobie i się pośmieję :D

      Usuń
    5. Jeśli masz ochotę, to jak najbardziej :D

      Usuń
  15. żeby z urzędu dzwonili to pierwsze słyszę. Tzn teraz niby po zmianach jestem umówiona na kontakt telefoniczny, ale to na konkretny dzień i wydaje mi się że będzie to na zasadzie odfajkowanik kolejnej osoby z listy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy w to wątpią i każdemu z osobna muszę tłumaczyć, że w tym konkretnym biurze, w którym miał się odbywać staż, potrzebowali kogoś "od zaraz", więc musieli się jak najszybciej skontaktować z potencjalnymi przyszłymi pracownikami, zamiast czekać kilka tygodni, żeby im to powiedzieć na zwykłej wizycie. I to przecież wcale nie była myśl przewodnia tego postu :(

      Usuń
  16. jestem dobrej myśli, trudne to trochę, jasne, ale staram się myśleć pozytywnie..

    ja się rozglądam, co roku kupuję w biedronce, bo tam ładne są, więc czekam aż wypuszczą nowe, w zeszłym roku jakoś chyba początkiem grudnia były, także w sumie zaraz :)

    ja może jakbym miała większe fundusze, to bym się wybierała na takie koncerty, ale ja muszę się gnieść, żeby wydać na taki na miejscu, a co dopiero jeszcze podróż, nocleg itd :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Jadę z tym koksem codziennie wieczorem na comedy central :D

    OdpowiedzUsuń