czwartek, 8 stycznia 2015

Bez planów życie to cały mój plan

Czujecie się w tym momencie pewnie. stabilnie? Uczycie się, studiujecie, pracujecie? Macie plany na ten miesiąc, kilka kolejnych, przyszły rok? Wymagających mniejszej albo większej ilości przyłożenia się do tego i/lub odrobiny szczęścia? Też tak miałam. Gdy studiowałam, miałam trochę planów, jednak nie do końca sprecyzowanych, ale przede wszystkim: zdam wszystkie egzaminy, dokończę pracę magisterską, obronię się, trochę poleniuchuję w wakacje, poszukam pracy, jakąś dostanę i jakoś to sobie będzie. Pewnie, stabilnie, może trochę rutynowo, monotonnie, ale jakoś będzie. I co? Guzik prawda :]

O. kończąc pracę jako opiekunka dla dzieci (dwóch dziewczynek, które od września poszły do przedszkola/zerówki), ni stąd ni zowąd powiedziała mi, że odpocznie trochę i wyjeżdża do Holandii do pracy, bo właściwie nikt ani nic jej tutaj nie trzyma, a póki jest młoda i ma ochotę, możliwość, to powinna skorzystać. Trochę się z niej śmiałam, ale z drugiej strony – podziwiałam. Niedługo później powiedziała, że jednak boi się jechać sama i czy nie miałabym ochoty pojechać z nią. Chwilę się wahałam, ale w końcu stwierdziłam, że "czemu nie?". Właściwie, to gdyby ktoś zapytał się mnie o to jeszcze rok temu (licząc od dziś), to zaśmiałabym się prosto w twarz, pół roku temu – nie byłabym taka pewna, a wtedy, no cóż, widać. Nie potrzebowałam zbyt wiele czasu na podjęcie tej wiążącej decyzji.

Planowany początkowo wyjazd został przeniesiony z listopada na styczeń, Holandia została zastąpiona przez Niemcy, bo trochę bliżej, a O. ma tam ciocię, która zupełnie spontanicznie zorganizowała nam tam pracę, itd. Wszystkie ważniejsze, bardziej czasochłonne sprawy zostały dopełnione wcześniej. W połowie grudnia miałyśmy dostać pocztą umowy i wszystkie szczegóły. Jednak już wcześniej wiedziałyśmy, że chodzi o pracę w szklarni, że mamy tam być około połowy stycznia na 2-3 miesiące, a posiłki i zakwaterowanie zapewnia nam zakład pracy, więc nie mamy o co się martwić.

Dziś jest ósmy stycznia, niejako tydzień przed "wyjazdem", a my dalej nic nie wiemy, bo nie dostałyśmy umów. Kiedy wyjeżdżamy, na ile, gdzie będziemy mieszkać, co mamy ze sobą brać, co tam będzie? Nic. Zero. Null. Nada. Nic nie wiem, nic nie jest pewne, nic jest jest stabilne. Życie w permanentnym stresie. O. w ubiegły weekend w końcu dodzwoniła się do cioci, która była zdziwiona, że jeszcze nic nie mamy i nic nie wiemy. Miała się skontaktować z kobietą, u której wszystko załatwiała i oddzwonić, dać znać, wszystko wyjaśnić. Jutro minie tydzień, a ona się jeszcze nie odezwała. Dalej żyję z dnia na dzień w oczekiwaniu na listonosza, a to nie jest dobre. Póki jeszcze był grudzień ubiegłego roku, było w porządku, wszystko było takie odległe, ale jest styczeń. Ósmy stycznia. Nie wiem, co będę robić jutro, pojutrze, za kilka dni, tydzień, miesiąc, pół roku. Nie wiem, czy w ogóle uda nam się tam wyjechać, a jeśli tak, to czy zdecydujemy się tam zostać na dłużej, czy wrócimy na stałe do Polski, czy wpadniemy tu tylko na chwilę i znowu tam pojedziemy czy wyjedziemy jeszcze gdzie indziej. Nie wiem, co będę robiła ani gdzie będę w maju, w wakacje, w kolejne święta. Nie wiem, czy jeśli ten wyjazd do Niemiec jednak wypali, to czy zdążymy wrócić na warszawski koncert grupy Halestorm pod koniec marca, na który obie bardzo chcemy się wybrać. Nie wiem, czy będę w Lublinie podczas trwania juwenaliów albo w czerwcu na Torwarze uda mi się w końcu zobaczyć na żywo Rise Against. Nie wiem i nic nie mogę zaplanować, bo akurat to nie zależy ode mnie.

Wiem jedno – jeśli nic się nie wyjaśni w ciągu najbliższych kilku dni, to szukamy czegoś w Holandii. Tylko że nie wiem, czy znajdzie się coś w miarę "na teraz" czy znowu przyjdzie nam czekać kilka miesięcy. Ale jest też szansa, że dosłownie za chwilę albo jutro rano, albo w poniedziałek jednak otrzymam dokumenty i potrzebne informacje w sprawie wyjazdu do Niemiec...


A tak już w ramach odstresowania się i skończenia przejmowania się sprawami, na które nie mam wpływu: ostatnia piosenka roku 2014, a zarazem pierwsza w 2015, od której nie potrafię się w żaden sposób uwolnić? Just asdfghjkl.

61 komentarzy:

  1. Dlatego warto mieć plany, bo mimo że czasem, lub nawet często jest w życiu tak, że one nie wypalają, to jednak zawsze dają Ci więcej powodów do życia niż życie z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten plan miał wypalić w 100% właśnie dzięki tej cioci i dzięki temu, że wcześniej się tym zajęłyśmy, ale cóż. Mamy awaryjny i jest chyba lepszy z tego, co rozmawiamy na ten temat z O. :D

      Usuń
    2. Widzisz, czyli masz awaryjny :P A ja już się martwiłam, że Ty tak na serio z tym życiem z dnia na dzień :P

      Usuń
    3. Gdyby nie O., to bym nie miała awaryjnego, ale i tak chwilowo było dość słabo, bo nie wiedziałyśmy, czy cokolwiek z tym awaryjnym wypali. Ale już mogę powiedzieć, że po jednej wymienionej wiadomości w sprawie wyjazdu do Holandii wiemy więcej niż dowiedziałyśmy się o Niemczech przez ostatnie kilkanaście tygodni... :D

      Usuń
    4. Ja jeszcze nie, ale już niedługo będę :D

      Usuń
    5. Całkiem fajnie tam jest :P Do jakiej dokładnie miejscowości jedziesz? :)

      Usuń
    6. Na razie wiem tylko tyle, że na zachodzie kraju :P

      Usuń
  2. Takie wyjazdy zwykle są ryzykowne, choć w tym wypadku głównie dzięki cioci. wydawało się, że będzie inaczej. Magia "zaufanej osoby"... Też podziwiam wyrwanie się ze schematu. Sama plany mam, ale niezbyt dalekosiężne, bo różnie w życiu bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z O. w ogóle się nie przejmowałyśmy tym wyjazdem, bo jeszcze ta ciocia miała wziąć sobie urlop, przyjechać do Polski i wrócić tam razem z nami, żebyśmy nie jechały same i żeby było nam raźniej. Dopiero przy okazji tej rozmowy telefonicznej tydzień temu okazało się jednak, że zmieniała pracę i nie przyjedzie tutaj. Ale tak myślę, że jak już się o tym wcześniej dowiedziała, to mogla nas poinformować, bo do tej pory byśmy "na nią" czekały ;P

      Usuń
    2. Ale pokręcone... mam nadzieję, że coś się wyklaruje :D

      Usuń
  3. O cholera, to faktycznie stresująca sytuacja. Takie siedzenie na szpilkach cholera. Mimo wszystko dobrze, że macie jakiś plan "awaryjny"... Oby wszystko wyjaśniło się na Waszą korzyść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku dni będziemy wiedzieć choć trochę, bo O. już ma kontakt do kogoś tam - jakiegoś bratanka dziadka męża kogoś (to dość skomplikowane... XD) i czeka na wiadomość od niego. Mówię o tym drugim, awaryjnym planie, bo ten pierwszy chyba na pewno poszedł się paść :D A w tym przypadku nawet to "trochę" będzie znaczyło więcej niż to, co wiedziałyśmy odnośnie wyjazdu do Niemiec...

      Usuń
  4. Mój wujek dwa razy wyjeżdżał do Norwegii, dwa razy na dwa miesiące czy nawet trzy. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni! :* Moim chwilowym planem na najbliższe trzy i pół roku to próba skończenia studiów xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym kiedyś odwiedzić Skandynawię *________* Wszystko przede mną. Bo w sumie to kto wie, gdzie będę za parę miesięcy... W ciągu paru dni powinnam mieć jakieś szczegóły a propos Holandii, bo już nawet nie liczę na Niemcy. Skoro przez tyle czasu nie było żadnego odzewu, a ta ciocia dalej się nie odzywa, to wiesz...
      Nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę, że studiujesz i jeszcze się nie martwisz o dalszą przyszłość XD

      Usuń
    2. Ano dokładnie. Całe życie masz przed sobą :D Ej no, a może tamci tak mają, że wszystko na ostatnią chwilę, więc głowa do góry :*
      A może powinnam! XD

      Usuń
    3. Nie wiem, ale skoro mówili, że przyślą umowy w połowie grudnia, to mogli je wtedy przysłać. Albo tego nie mówić o_O
      Haha, nie, wydaje mi się, że jeszcze masz ze 2 lata spokoju... No chyba, że sama masz ochotę robić coś w tym kierunku - "kształtowania swojej dalszej przyszłości" :P

      Usuń
    4. Oj to dziwnie. Ale czytałam niżej, że ktoś się coś odezwał? :)
      Niedługo licencjat, później magisterka :>>>>>>>>> będzie ciekawie :D

      Usuń
    5. Wg mnie magisterka na tym samym kierunku i uczelni co licencjat to jedno wielkie nieporozumienie, więc ostrzegam :> Lepiej wziąć coś pokrewnego, ale ciut innego. Przynajmniej ja bym tak zrobiła, jakby jeszcze raz miała taki wybór.

      Usuń
  5. Mnie to się w ogóle marzy wyjazd z Polski. Jakoś ciężko jest mi sobie wyobrazić tutaj moją przyszłość, ale znów z drugiej strony jestem trochę uzależniona od Seby, a On raczej chciałby tu zostać...
    Mimo wszystko mam nadzieję, że Twoja sprawa niedługo się wyjaśni. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam aktualnie nikogo "na głowie" i, cóż, z jednej strony to wcale nie jest takie złe :D Powiem Ci, że ja od jakichś 3 lat nie widzę tu dla siebie przyszłości, ale sama bym się chyba tak nie zebrała i nic z tym nie zrobiła.
      Też mam taką nadzieję, bo już mam dość stresu i niepewności :( W ciągu kilku dni powinnyśmy cokolwiek wiedzieć, jeśli nie o Niemczech, to o Holandii.

      Usuń
    2. A próbowałyście jeszcze dzwonić do tej Cioci?

      Usuń
    3. Właśnie ciężko się do niej dodzwonić, bo podobno rzadko kiedy jest w domu, ale... ciocia zadzwoniła dzisiaj rano do O. Tylko że my już mamy inny plan, uwzględniający jednak Holandię :D Więc jest trochę spokojniej, bez stresu, przynajmniej bez takiego, jaki przeżywałam w ciągu ostatnich kilku dni.

      Usuń
    4. I to jest najważniejsze! :) Jak mi to tata mówi: nie denerwuj się, idź do kina, kawiarni, odpręż się, nie myśl o tym ^^

      Usuń
    5. Tylko, że niestety czasem ciężko tak zapomnieć o wszystkim i odprężyć się, skoro ma się w sobie nagromadzone tyle stresu i niepewności :P

      Usuń
    6. Zgodzę się, chociaż jeśli towarzystwo jest dobre to będzie łatwiej :)

      Usuń
    7. Wiadomo, że w towarzystwie zapomina się o wszystkim ^^

      Usuń
  6. Niby jestem dopiero w liceum i powinnam planować sobie radośnie życie na zasadzie marzeń, ale...My już nie mamy marzeń. Jako rocznik, pokolenie, ci wszyscy którzy są teraz w liceum, zaczynają studia. Mało kto ma konkretne plany a co dopiero marzenia - te kompletnie wyszły z mody i z użycia. Jako z zamiłowania humanistka mogę najwyżej ,,marzyć" że przeżyję na czymś studia (chyba nauczę się żywić powietrzem, hem) a potem dostanę pracę w jakimś supermarkecie. Dlatego wolę nie myśleć o swojej przyszłości, bo to i tak będzie jedno wielkie bagno i liczenie na szczęście, nie na talent czy wykształcenie.
    Mimo wszystko nie chce wyjeżdżać. Póki będę w stanie przeżyć w Polsce to tu będę. Czuje się cholernie odpowiedzialna za ten kraj i nie mogłabym tak po prostu wyjechać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze rok temu też w żadnej wersji odnośnie przyszłości nie planowałam wyjazdu z kraju, ale jak widać - niektóre rzeczy po prostu się zmieniają.
      A u mnie w liceum też mało kto miał skonkretyzowane plany na przyszłość - jakie studia wybierze, gdzie, jaką specjalność, gdzie chce później pracować. Po prostu - to nie jest dobry wiek na podejmowanie decyzji, od których będzie zależało całe nasze dalsze życie.

      Usuń
  7. Już dawno, dawno temu nauczyłam się, że życie tak naprawdę ma gdzieś nasze plany :D Owszem, można mieć ich zarys ale...nie przewidzimy wszystkiego. Więc na pewno nie można chorobliwie przywiązywać się do pewnych scenariuszy, a czasem nawet trzeba pozwolić sobie dać się ponieść fali życia. Kto wie, czy właśnie to czasem nie lepsze, wbrew pozorom rozsądniejsze wyjście?:)
    Jednak cóż. Takie tkwienie w zawieszeniu, jak w twoim przypadku nie jest zbyt przyjemne....bo wisieć też wiecznie nie można, że tak to ujmę po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tak jest... Naprawdę rzadko kiedy coś udaje się dopełnić w 100% zgodnie z planami - wiem z doświadczenia :D Ale wiesz - tu miało być wszystko okej, dzięki temu, że ta ciocia miała się nami zająć.
      Ale... już nie wiszę! ;) Mamy alternatywną opcję wyjazdu dosłownie na dniach, ale czekam na więcej szczegółów od organizatora.

      Usuń
  8. cóż, mogę Ci jedynie powiedzieć, że rozumiem - przeżyłam 4 takie wyjazdy za pracą. każdy, oprócz ostatniego, organizowany był na wariackich papierach, za pierwszym razem pojechałyśmy (do Holandii, nawiasem mówiąc, więc gdybyś miała jakieś pytania ewentualnie, to służę pomocą :)), nie mając mieszkania i spałyśmy przez 2 tygodnie pod namiotem, budząc powszechne zdumienie i podziw w naszej fabryce, bo takich wariatek to jeszcze tam nie widzieli :P też się stresowałam (chociaż chyba i tak mniej od moich rodziców), a teraz, po tych paru latach, wspominam to z uśmiechem :) chociaż wtedy wcale nas to nie bawiło :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, być może zgłoszę się do Ciebie jutro albo pojutrze, bo dziś wieczorem mam dostać trochę więcej informacji o pracy w Holandii :) Ale, haha, zakwaterowanie mają nam zapewnić, więc chyba obejdzie się bez namiotu. Zresztą... namiot w styczniu? XD Ty pewnie byłaś tam w wakacje, więc to trochę inna sprawa. Daj spokój, my już za parę miesięcy będziemy się na pewno z tego śmiać, ale jak coś nas dotyka teraz, w tym momencie, to jednak nie jest śmieszne ;|

      Usuń
    2. fakt, w styczniu mogłoby być ciężko :D tak, my byłyśmy lipiec - sierpień. wiadomo, teraz to mało ciekawie wygląda... a chcecie jechać przez agencję?

      Usuń
  9. Magda, dawaj do Anglii!
    Kurde, jestem zaskoczona. Sama bym pewnie nie potrafiła takiej decyzji podjąć. I rozumiem Twój stres. Zmieniło się coś już, dali znać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś :D Na razie stawiamy na Holandię, bo chłopak-pośrednik pracy się do nas odezwał i co nieco napisał, a resztę ma dopisać wieczorkiem albo jutro. I powiem Ci szczerze, że już w tym momencie, po tej jednej wiadomości wiem więcej niż o Niemczech... :D

      Usuń
    2. Haha, no Holandia to mi się z jednym kojarzy... :D mam nadzieję, że w moim życiu też wystąpi taki skok, jedna rzecz zmieniająca wszystko (oby na lepsze). Bo czasami człowiek się zasiedzi i by tak siedział całe życie w miejscu, ciężko coś zmienić

      Usuń
    3. Domyślam się, aczkolwiek mi kojarzy się raczej z wiatrakami, tulipanami i rowerami XD I no nie wiem, czy mogę to określić mianem "wielkiego skoku", bo to tylko tymczasowa zmiana. Jadę na 3 miesiące i nie wiem, co będzie później o_O

      Usuń
  10. Fajnie mieć plany. Byle nie planować zbyt szczegółowo, bo można się sparzyć. Trzymam kciuki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat nie było zbyt szczegółowo planowane, tylko po prostu więcej rzeczy miało być pewnych, a niestety okazuje się, że nie są ;P

      Usuń
  11. Trzymam kciuki, aby się udało Wam znaleźć pracę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Powodzenia życzę :) Pozdrawiam i dodaje do obserwowanych :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie było mnie tutaj...... cale wieki! :O Kochana, mam nadzieje, ze wyjazd się uda i, ze się nie poddasz i, ze wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę Ci, że masz z kim wybrać się na koncert Halestormu jakby co.
    Powodzenia z tą pracą! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To niesamowite, jak życie nas czasem roluje. Sama na własnej skórze już doświadczalam tego, jak plany zmieniają się i z początkowo założonych schematów wychodzi totalna abstrakcja. Dlatego nie trzymam się nigdy kurczowo tego, co założyłam. Dopuszczam możliwość rozregulowania całości i nie koniecznie uważam, że jest to coś złego bo własnie... czasem coś, czego do siebie w ogóle nie dopuszczaliśmy może okazać się najlepszym wyjściem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... ciężko byłoby się nie trzymać myśli o wyjeździe do pracy, skoro to była jedyna, poprawna opcja. Ale w innym przypadkach jak najbardziej jestem na "nie" odnośnie planowania wszystkiego w 100%-ach. Tak z 80% wystarczy, reszta niech się sama wyklaruje ;D

      Usuń
  16. hm, mimo tego, że u mnie jest ''ujowo'' to jest jednocześnie stabilnie. wiem, że się nic już bardziej nie spieprzy, bo jestem na samym początku swojego dążenia do celu. będzie coraz lepiej!
    a co do wyjazdu - ja też wyjechałam spontanicznie, tylko byłam bardziej pewna pracy, bo załatwiała mi ją moja mama. nie była to praca marzeń, no ale, początki zawsze są trudne. a niepewność jest najgorsza. trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też BYŁYŚMY pewne pracy, przynajmniej tak do świąt, bo przecież załatwiała nam ją ciocia O., czyli jakby nie patrzeć - osoba znajoma. Ale jak widać - czasem nawet rodzinie nie można ufać xD

      Usuń
  17. Widzę, że nie tylko mi zdarza się tak przywiązać do piosenki, że jestem w stanie słuchać jej nieustannie i wciąż puszczać od nowa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak bardzo często :D A jak piosenka męczy mnie, mimo ze jej aktualnie nie słucham, to tym bardziej.

      Usuń
  18. Mogę się domyślać co czujesz. Taka dezorganizacja. Można być rozstrzepanym (taka ja jestem) ale jeśli chodzi o ważne sprawy to lepiej postawić na pełną organizacje. Ale co zrobić jak coś dzieje się nie z naszej winy. I nagorszyjest ten stres lub niepewność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - jeśli chodzi o sprawy ważne i poważne wolę wszystko dopiąć na ostatni guzik dawno przed czasem, ale, tu nic nie zależało ode mnie. Mamy już inną opcję i aktualnie czekam na resztę szczegółów, których jeszcze nie znamy :-)

      Usuń
  19. Nie lubię takich niepewnych sytuacji przyznam. Mam nadzieję, że szybko będziesz wiedziała na czym stoicie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze jakby to uczucie niepewności było takie krótsze, ale eh, jednak tyle czasu to za dużo nawet dla najbardziej cierpliwego człowieka pod Słońcem ;P

      Usuń
  20. Nie wiem czemu śmiałaś się z O., która zwierzyla Ci się z własnych planów. To zawsze podcina skrzydła i odbiera pewność siebie. :)
    Od razu też Ci powiem, żebyś się nie nastawiała na cuda. Obserwując wyjazdy znajomych i bliskich zasada "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" to standard. Więc zawsze nastaw się np. na słabe posiłki, ruderę do spania i ciężką pracę. Lepiej miło się zaskoczyć niż rozczarować. Jednak wiem, że bywa różnie, bo ludzie mieszkający za granicą często trochę kolorują jak tam jest fajnie. A fajne są tylko zarobki - niekoniecznie warunki.
    Mam nadzieję, że Ci się uda i bedziesz zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to, że się tak otwarcie śmiałam, po prostu początkowo wydało mi się to dosyć zabawne, że tak ni stąd, ni zowąd podjęła taką, a nie inną decyzję, tym bardziej, że kolejną pracę miała już praktycznie załatwioną. Początkowo :-)
      I nie, wcale nie myślę, że ten wyjazd będzie nie wiadomo jak błogi, luksusowy i zarobię fortunę. Absolutnie. Akurat z opowieści znajomych wiem, że różnie bywa z tą pracą za granicą, dlatego nie oczekuję, że to będą "wakacje" z możliwością lekkiej pracy i wysokich zarobków.
      Ale i tak dzięki za ostrzeżenie, bo po prostu mogłaś nie wiedzieć, co dokładnie sobie o tym myślę, bo nie pisałam :D

      Usuń
  21. Moja koleżanka jak wyjeżdżała do pracy w Holandii to dostała umowę dzień przed wyjazdem ;) a za drugim razem jak jechała to w sobotę do niej zadzwonili, że w niedzielę o 8 rano jest wyjazd i ma być gotowa :) jak dla mnie to zbyt duży stres :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja umowy nie dostałam i już nie dostanę ;P Słyszałam już o takiej sytuacji, że dzwonią i wyjazd następnego dnia, ale w tym przypadku miało być inaczej - sami nam przedstawili "warunki" i jak widać, w ogóle ich nie dopełnili.

      Usuń
  22. o boże o boże o boże. jakbym czytała o sobie. "jakoś to będzie" hmm, właśnie piszę licencjat, a potem zamierzam wybyć. gdzieś daleko. zobaczymy xD
    życie na spontanie to moje życie, nigdy nie byłam dobrze zorganizowana, a ważne decyzje podejmowałam w ostatniej chwili. aż chce się powiedzieć znienawidzone przez wszystkich yolo :p

    OdpowiedzUsuń
  23. Życzę Ci aby wszystko się ułożyło...
    Też mam takie momenty w życiu...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie chcę zapeszać, ale mam nadzieję, że niedługo wszystko będzie w 100%-ach pewne.

      Usuń