poniedziałek, 6 lipca 2015

Po pierwsze, polub i szanuj swoją pracę

Polub to, co robisz albo będziesz się z tym męczył. Nie miałam z tym wielkiego problemu. Bo wbrew pozorom - moja praca wcale nie jest nudna. Może schematyczna, bardzo powtarzalna, ale na pewno nie nudna. Oprócz samego ważenia i pakowania pomidorów do baków (bak to coś takiego, po prostu pojemniczek,  pudełeczko, ale pakujemy do nich pomidory w inny sposób niż na załączonym obrazku), muszę także przynosić sobie kartony z bakami, wynosić skrzynki z zielonymi i zbyt dużymi, czasem wskoczyć na drabinę, żeby poprawić zablokowane skrzynki, ewentualnie składować puste skrzynki i wnosić je na paletę czy wrzucić na w końcu pustą linię. Gdy jestem na szóstej linii, co jakiś czas wypada rozłożyć kartony do pakowania pięciu kilo. Gdy pracujemy do dwudziestej, to każdemu pod koniec dnia robi się gorzej, bo ile można pracować, milczeć i skupiać się wyłącznie na pracy. Dlatego czasem w bakach na taśmie suną zielone pomidory albo cukierki, albo jakieś dziwne rzeczy wycięte z kartonów czy zlepione z taśmy. Wszyscy, choć każdy z siebie i dla siebie, dośpiewują chórki w piosenkach, np. You're the One That I WantElla, Elle L'a czy w jakichś innych starych hitach, które jednak co jakiś czas można usłyszeć w naszym NPO 3FM. Jest tak fajnie, że pomimo całkowitego zmęczenia i bólu nóg od całodniowego chodzenia (a raczej stania) w stalkapach, aż nie chce się stamtąd wychodzić. Bo fajni ludzie to podstawa wszystkiego. Czasem ktoś zrobi albo powie coś tak głupiego, że leżę i płaczę ze śmiechu na blacie, nie mogąc się w żaden sposób uspokoić, nie potrafiąc później pakować pomidorów, bo wszystko leci mi z rąk. I tak jest prawie codziennie. Z wyjątkiem dni kryzysowych.

Nowe osoby traktuję tak, jak sama chciałam być traktowana, gdy tylko tu przybyłam. A nie byłam. Pierwsze 3 czy 4 tygodnie w tej pracy były dla mnie straszne - nie wyrabiałam norm, nic mi nie szło, nie potrafiłam pracować szybciej i sprawniej, a podobno powinnam była. Obawiałam się, że jeśli nie dobiję do wymaganej normy 350ah, to wylecę stamtąd szybciej niż się tam pojawiłam. Ale wiecie co? Dostałam szansę i jestem tu do dziś. Spokojnie wyrabiam normy. Ba, ostatnio pakując pomidory do baków po 300g miałam wyższą normę niż dziewczyna, która pracuje tu drugi rok i żadna z naszej agencji nie może się do niej zbliżyć choć trochę. Można? Można. Miałam ogromne szczęście, że przyjechałam tu jeszcze przed sezonem, kiedy było mniej pomidorów, zamówień, pracy i nacisku na szybszą pracę, bo gdybym trafiła tu dopiero teraz, to nie byłoby tak kolorowo. Teraz Boss chodzi po hali i grozi osobom, które już w drugim tygodniu nie wyrabiają zapowiedzianej normy, że wylecą stąd na dniach. I naprawdę wylatują, o ile się nie poprawią następnego lub jeszcze kolejnego dnia. Tylko że tu akurat bardzo dużo zależy od samych pomidorów, od tego, czy maszyna się nie psuje i kto jest akurat operatorką maszyny.

W pracy jestem miła, uczynna, pozwalam zadawać sobie przez nowsze osoby, nawet te najbłahsze i najgłupsze pytania, staram się odpowiadać na nie najlepiej, jak potrafię. Jakiś miesiąc temu stałam z dziewczyną, która była tu dopiero trzeci tydzień i nawet nie wiecie, jak miło mi się zrobiło, gdy powiedziała mi: "jak nie będę czegoś wiedziała, to będę się pytać, bo ty wszystko wiesz". Nieprawda, nie wiem wcale wszystkiego. Każdego dnia uczę się tu nowych rzeczy, dowiaduję tak podstawowych nowości, o których powinnam wiedzieć dawno temu, ale nikt mi nie powiedział, bo nie uznał tego za przydatne dla mnie. Jakiś czas temu za plecami miałam dziewczynę, która przyjechała tu prosto po maturze i gdy na jej pytanie odparłam, że pracuję tu od połowy marca, to się szczerze zdziwiła, że jestem tu już tak długo. Wydawało mi się, że co to są te niecałe cztery miesiące. Malutko. Do czasu, kiedy w końcu świadomie spojrzałam na listy ludzi rozstawionych na liniach i zauważyłam, że co najmniej połowa osób jest tu krócej niż ja. Ogarnijcie.

Wiecie, kiedy poczułam, że cholernie zależy mi na tej pracy? Kiedy naprawdę zaczęłam się cieszyć, że trafiłam tu, a nie na bardziej sezonową pracę, z której bym wyleciała po miesiącu i musiałabym siedzieć na parku, czekając na ogarnięcie mi czegoś nowego, równie mało pewnego? Kiedy miałyśmy na linii tak paskudne pomidory, że operatorka maszyny co chwila wyłapywała złe baki do poprawek, krzyczała, żeby patrzeć w pomidory, straszyła, że Boss będzie nas obserwował na kamerach, ale i tak nic to nie dało, więc postanowiła znaczyć baki i ta/te, które pod koniec dnia miałyby najwięcej źle zrobionych, automatycznie wylatują z pracy. Trwało to od poniedziałku do piątku. Chodziłam tak zestresowana, załamana, obawiająca się wszystkiego, snując najgorsze wizje przyszłych dni, mimo że akurat byłam jedną z osób, którym można było zarzucić najmniej błędów, łzy mi prawie leciały po policzkach, jak oglądałam pomidory na trosach po kilka razy, żeby nie przegapić żadnej ryski, żadnego pęknięcia. Nadal tu jestem, ale co się najadłam stresu, to moje. Zgadnijcie, kto powinien wylecieć, a nie wyleciał? Dziewczyna pracująca tutaj od grudnia i pani, która jest tutaj już od paru ładnych lat. Fajnie, nie? Bo gdyby trafiło na mnie albo na dziewczyny, które przyszły miesiąc po mnie, to na pewno nikt by się z nimi nie patyczkował, tylko byśmy wyleciały na zbity pysk już pierwszego dnia po znaczeniu baków. Gdy we wtorek po pracy poszłyśmy pogadać z naszą liniową operatorką maszyny, co ona sądzi o tej sytuacji, jakie są szanse, że Boss naprawdę by kogoś wyrzucił itp. itd., powiedziała nam wtedy, że ona wie, że to nie my robimy źle, ale mamy zrozumieć, że są tu osoby, które pracują dłużej. I chyba w związku z tym są automatycznie lepsze i mają więcej praw.

Ale to nic. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Lubię swoją pracę, mimo wszystko - szanuję ją i cieszę się, że ją mam. Póki ją mam, bo nie wiadomo, jak długo tu jeszcze pobędę. Może tydzień, miesiąc, kilka miesięcy czy lat. Nie wiem, nie wiem. Może nie jest to szczyt moich marzeń, ale na pewno jest o wiele fajniej niż jakbym miała spędzać 40 godzin tygodniowo w biurze rozliczając faktury, pilnując porządku w księgowości i innych tak poważnych spraw. To jeszcze nie dla mnie. Na razie chcę się po prostu dobrze bawić. Żeby coś się działo. Mimo że mam te prawie 25 lat i powinnam chyba być bardziej ogarnięta. Chociaż... właściwie to po co? (;

59 komentarzy:

  1. Każdą pracę trzeba szanować, bo tak trudno o nią... Mam nadzieję, że i ja dostanę pracę, którą naprawdę będę lubić, bo jak wiadomo, jak się pracę lubi to się "nie pracuje" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To najważniejsze, że właśnie lubisz swoją pracę:) Ja na swoją trochę narzekam ale ciągle walczę o to...żebym narzekać nie musiała:) I właśnie, po co?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są zajęcia, których mimo najszczerszych chęci nie da się polubić, ale tfu, tfu, nie życzę ci przecież tego XD

      Usuń
  3. O matko, cieszę się że mam spoko szefów u siebie. Pół roku przesiedziałam na dupie bez pieniędzy, ale przynajmniej nie trafiłam do masówki w której tu w UK wszyscy pracują, pakowanko sandłiczów :p tam takie są historie, że komediodramat po prostu. np robią przekręty z tym, kogo brać do pracy z agencji, zmieniają ludzi na higienie czyli prostej pracy po znajomościach np mówiąc że ktoś miał ostrzeżenie, liniowi są objeżdżani za to że się rządzą, jedna moja znajoma odeszła z pracy - była zbyt miła na tą robotę :|, nowi dostają najgorszą robotę i opieprz kiedy sobie nie radzą, ludzie buty kradną po szatniach itdddd.....więc nie trafiłaś źle :D, Ci powiem :D Ale też się nie zajeżdżaj, bo ktoś na tym może korzystać. I uważaj na ludzi, bo nigdy nic nie wiadomo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to różnie bywa i że trafiłam, można by rzecz - zajebiście, bo słyszę to teraz od tutejszych znajomych na każdym kroku :D No i przecież wiadomo, że są ludzie i ludzie...

      Usuń
  4. Podstawą w pracy moim zdaniem jest dobry zgrany zespół, potrafiący pożartować i poratować w razie problemów. Bo jeżeli idziesz do pracy z myślą, że nie tylko musisz robić coś czego nie lubisz, ale i przebywać z ludźmi których nie lubisz... no to wtedy podwójnie ciężko. Ty akurat masz to szczęście, że swoją pracę lubisz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam i na pewno będę jeszcze miała takie dni, kiedy będę miała na linii niefajną maszynistkę albo będę stała obok kogoś niefajnego, ale co tam! To nie będzie trwało wiecznie, więc jakoś dam radę (;

      Usuń
  5. Też kiedy byłam w Holandii na pakowaniu pomidorów dziekowałam Bogu że nie trafiłam do szklarni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno w szklarni jest super, jeśli chodzi o zbieranie pomidorków koktajlowych :)

      Usuń
    2. Przy takich temperaturach? :D

      Usuń
    3. Jakich? Około 20°C jak jest u nas? :D

      Usuń
  6. cieszę się, że radzisz sobie i trzymam mocno kciuki! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również się cieszę i dziękuję (;

      Usuń
  7. no właśnie, lepiej mieć pracę, niż jej nie mieć:)
    a jeszcze jak się ją lubi, to już wszystko fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie można i nie lubić, ale ważne, że się zarabia (; Nie no, tak na poważnie, to jakby było źle, to na pewno nie wytrwałabym do teraz, nieważne, ile miałabym tu zarabiać,

      Usuń
  8. podziwiam w sumie, że cię nie męczy taka praca :D przypomina mi się przy czytaniu twoich postów, jak sama pracowałam z przyjaciółkami w Holandii, co prawda nie przy pomidorach, a przy tulipanach ;) ale schemat pracy był podobny. i za każdym razem po dwóch miesiącach byłyśmy niesamowicie szczęśliwe, że wracamy już do domu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że nie jest całkiem lekko, zdarza się, że po pracy wszystko mnie boli, ale co tam. Zawsze mogło być gorzej (; Ja tu już jestem prawie 4 miesiące i jakoś nie mam ochoty wracać do Polski... Chociaż zaplanowałam sobie jednak urlop na koniec sierpnia :D

      Usuń
  9. wow, super, że udało Ci się docenić i polubić pracę, mimo, że na początku nie było lekko. ja mam mieszane uczucia co do swojej, ale jak przez dłuższy czas nie pracuję, to zaczynam za nią tęsknić.. zresztą.. zarabiamy pieniądze, cieszmy się zamiast narzekać! :D
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak się polubi swoją pracę to od razu lepiej się człowiekowi pracuje :)
    o zbiorach się nie wypowiadam bo nigdy nie byłam ale wytrwałości życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze, że jednak jakąś pracę da się polubić ;D

      Usuń
  11. Kolejna blogerka w Holandii :)! Niesamowite, ile nas już tutaj jest 💕 aktualnie jestem na bezrobociu, aktywnie poszukuje pracy. Mam nadzieje, ze szybko znajdę cos nowego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym miała nie mieć tu pracy, to wróciłabym do Polski, bo nie po to tu przyjechałam. Także trzymam kciuki za Twoje poszukiwania :)

      Usuń
  12. W każdej pracy jest coś fajnego i ciekawego, tylko trzeba umieć tak na to spojrzeć :)
    mój blog, hooneyyy

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze uważałam, że nie ma nic gorszego niż praca fizyczna - aż do czasu, gdy trafiłam do typowego korpo. Podstawa to fajni ludzie, z którymi się pracuje i atmosfera - wtedy każda praca staje się znośna i da się ją polubić.

    geek-blonde.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, no to pomyśl sobie, że właśnie kto jak kto, ale z moimi ukończonymi studiami ekonomicznymi II stopnia w ogóle nie powinno mnie tu być, a tymczasem podoba mi się ta praca fizyczna, która jest niejako ujmą dla mojego wizerunku. Ale zwisa mi to, bo lubię to, co robię :)

      Usuń
  14. Uważam, że jeśli współpracownicy są pozytywni, to nieważne gdzie się pracuje. Dla mnie atmosfera w pracy jest kluczowym aspektem. W zeszłe wakacje pracowałam w jednym biurze rachunkowym - praca idealne, poza jedną babką, która nie trawiła mnie - sama nie wiem dlaczego, od samego początku zostałam zmierzona i odrzucona na bok. Ciągle miała jakieś głupie komentarze, także po zaliczeniu praktyki stwierdziłam, że już tam nie wrócę, może dopiero jak jej już nie będzie, bo nie mam zamiaru użerać się z głupim babskiem.
    To Ty pracujesz zagranicą tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli atmosfera jest w porządku, to resztę da się jakoś przetrwać (; Tak, pracuję za granicą.

      Usuń
    2. Też tak myślę. W zgranej grupie raźniej, nawet podczas najgorszych zajęć. ;)

      Usuń
  15. Najważniejsze, że polubiłaś to, co robisz :) No i piąteczka, że jesteś życzliwa dla osób, które dopiero zaczynają. To bardzo ważne, bo w sumie... często z tym się wiąże stres związany z pierwszymi dniami pracy. Nie wiadomo, czy będzie ktoś życzliwy, kto w razie czego pomoże i wyjaśni. A Ty jesteś - i brawo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. High 5! No i dzięki za słowa uznania, ale właściwie... taka jestem od zawsze, nie tylko tutaj :D

      Usuń
    2. Przybijam! No i prawidłowo, tak powinno być ^^ Szczęście tych, co na Ciebie trafią :D

      Usuń
    3. Chyba że mnie na wejściu zdenerwują, to nie będę taka miła XD

      Usuń
  16. dobrze, ze lubisz swoja prace, ja swoja takze lubie, pracuje w teatrze na szatni albo sali, chociaz teraz kiedy sa wakacje mam od teatru wolne i chodze w bob. Podobno niewdzieczna praca, ale pracuje ze spoko osobami i dobrze sie bawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo dobra zabawa i/lub miłe towarzystwo są jednak ważne :)

      Usuń
  17. Najważniejsze, że to lubisz, że poniekąd sprawia Ci radość :) I cenię to, że jesteś dla innych pomocna. Życzyłabym sobie, żeby na świecie było więcej takich osób, to by świat się stał bardziej przyjazny :)
    ja właśnie jestem tą, która siedzi w biurze i zajmuje się papierkami, ale ja to lubię :D nie robię tego przez cały dzień roboczy, bo mam jeszcze parę innych, bardziej mobilnych obowiązków i strasznie mi się to podoba :) Na dodatek mam fajne towarzystwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety "life is brutal" i ja jedna tego nie zmienię :P
      Nikogo nie oceniam, wiem że każdy lubi co innego, także mogę się jedynie uśmiechnąć i przybić piąteczkę, że również lubisz swoją pracę, mimo że jest całkiem inna niż moja (:

      Usuń
  18. pamiętam wyrabianie norm w mojej pierwszej pracy w drukarni, kiedy to w drugi dzień potrafiłam dorównać szefowi, który później nie odstępował mnie na krok i miałam ogromne fory u niego, to była fajna praca! ją kochałam! chociaz pracowałam na nocki, czasami po 12h, ale było warto! poznałam świetnych ludzi, chociaz pod koniec z niektórymi miałam niezłe jazdy :P nieważne! cieszę się, że lubisz swoją pracę, oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja teraz znów, tak jak rok temu, idę do pracy sezonowej na produkcję do pewnej firmy. Niby spoko robota, ale za 7zł na godzinę to jednak trochę słabo... Liczyłam, że chociaż od tytułu inżyniera sypną mi ciut więcej a tu taki chu*... ;)
    Czasami to się zastanawiam po co mi te studia były i czy nie lepiej było od razu po maturze wyjechać daleeeko stąd...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny smutny przykład jak to wykształcenie tak naprawdę się w życiu przydaje... :( Mam tak samo z tym zastanawianiem się, ale teraz czasu już nie cofniemy.

      Usuń
    2. Wykształcenie to się przyda czasem, problemem jest raczej bezrobocie :/

      Usuń
    3. Masz rację! Warto poszerzać swoją wiedzę, ale chodziło mi o to, że jednak mało kto zdobywa pracę zgodną ze swoim wykształceniem :D

      Usuń
  20. Szukanie pracy dopiero przede mną, boję się jak cholera, jakoś mnie to mocno stresuje. Przecież już pracowałam :D I mam nadzieję, że swoją przyszłą pracę też polubię ;) Chciałabym mieć tak miłą wspołpracownicę jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się na przyszłość w takim razie XD

      Usuń
  21. Praca biurowa to też nie jest szczyt moich marzeń :) Nie wiem jednak czy wytrzymałabym w takich stresujących warunkach jak opisałaś :D
    Naprawdę warto odwiedzić Belgię :) Jest pięknie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tu zjawiska permanentnego stresu, więc nie jest tak źle :P

      Usuń
  22. Dobrze powiedziane, najlepiej polubić to co się robi, bo wtedy z większą przyjemnością chodzi się do pracy i czerpie radość z życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się w tym zgadzamy (;

      Usuń
  23. Fajnie, że jestes taka pomocna, bo niektórzy to wręcz potrafią wrzucać kłody pod nogi. Atmosfera w pracy najważniejsza
    16lipca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety doświadczyłam tych kłód pod nogami, co nie było pomocne, motywujące ani zbyt pozytywne, ale... co mnie nie zabiło, to mnie wzmocniło :P

      Usuń
  24. Też uważam, że znalezienie pracy, która spełnia nasze oczekiwania (pod wieloma względami) to klucz do sukcesu. Można mówić, co się chce, ale prawda jest taka, że nawet, kiedy bardzo się staramy, to życie zawodowe odbija się na rodzinnym i na odwrót :)

    OdpowiedzUsuń
  25. A ja...właśnie siedzę w biurze i kiedyś czeka mnie rozliczanie faktur, ale również lubię swoją pracę. Poza tym dobrze dogaduję się z innymi pracownicami, więc jest OK. :)
    6czerwca - blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieważne, jaką się ma pracę, ważne, że się ją lubi! :)))

      Usuń