wtorek, 12 stycznia 2016

Nothing in 2015 has felt real


Jak wyglądało wasze życie jakiś rok temu, czyli pod koniec grudnia 2014 i na początku stycznia 2015? A jak wygląda teraz? Zastanówcie się przez moment i powiedzcie mi: czy spodziewaliście się takiego obrotu spraw, czy rok temu choć trochę podejrzewaliście, że właśnie teraz znajdziecie się w takim, a nie innym miejscu?

Wiecie, jak moje życie wyglądało dokładnie rok temu? Może trochę więcej niż rok, bo jednak trochę wcześniejszy okres jest również z tym powiązany. Pozwólcie, że wam przypomnę. Jakoś na przełomie października i listopada 2014 siedziałam załamana w domu, oglądając filmy i seriale, ignorując ze łzami w oczach jakiekolwiek próby kontaktu ze strony rodziny i znajomych, bez żadnych perspektyw na pracę w Polsce, która by mnie jako tako satysfakcjonowała (nie chodziło o zarabianie milionów i kierownicze stanowisko, po prostu o coś, co jako tako lubiłabym robić i gdzie by mnie chcieli), żyjąc w przekonaniu, że za jakieś trochę ponad dwa miesiące jadę do pracy do Niemiec, tak na 3 miesiące. Później miałyśmy wrócić z O. do Polski i szukać czegoś normalnego. Ale oczywiście tak się nie stało, no bo dlaczego coś miałoby pójść zgodnie z planem? I to coś tak absolutnie ważnego.

Zatem dziś, rok po. Mamy nowy, 2016 rok i... nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Że kiedykolwiek wyląduję w miejscu, w którym aktualnie jestem. Mieszkam sobie i pracuję w Holandii. Mieszkanie dzielę z naprawdę fajnymi dziewczynami. Nigdy nie spodziewałam się, że spotka mnie coś takiego (no... może rok temu jednak trochę się spodziewałam, ale planowałam wyjazd do Niemiec i to tak tylko na trochę). Że wyjadę za granicę do pracy na tak długo, że spotkam tu tak fajnych ludzi, że choć trochę pozwiedzam Holandię, że jeszcze lepiej się odnajdę w towarzystwie, gdy O. pojedzie do Polski w połowie lipca i zostanę tu sama, że najlepsza praca to taka, którą się lubi, że mimo wszystko sama praca nie jest najważniejsza, a ludzie, którzy mogą ją uprzyjemnić lub uprzykrzyć. Nauczyłam się, że nie ma co się stresować rzeczami, na które nie mamy wpływu i że co ma być, to będzie. Przeżyłam trochę sytuacji, które nie były mi pisane. I w których nigdy w życiu nie uczestniczyłabym, gdybym została w Polsce. Bo bym się na nie nie odważyła, nie zdecydowała, nie miała z kim w nich uczestniczyć, nie miała z kim dzielić się takimi przeżyciami, przemyśleniami. A wszystko zaczęło się od tej jakże spontanicznej decyzji, że: tak, jadę, bo gorzej niż jest to chyba już nie może być. I nie było.

Po raz pierwszy pod koniec stycznia ubiegłego roku usłyszałam nową piosenkę jednego z moich ulubionych polskich zespołów – Braci pt. Niepisane. I pokochałam ja od pierwszego usłyszenia. A gdy już wiedziałam, że jadę do Holandii, to stwierdziłam, że jest to utwór, który doskonale odzwierciedla tę całą sytuację, przygodę. I dalej tak sądzę.

Nigdy już nie zrobię nic na pamięć
Właśnie to, co dane mi nie było
Przeżyję to tak, by się nie skończyło


2015 to był bardzo dobry rok. Rok z rocznicami, choć bez postanowień. Z milionami tych lepszych i tych gorszych wspomnień, z mnóstwem rozczarowań. Z dosłownie kilkoma starymi znajomymi, którzy jeszcze się interesują, co u mnie i z bardzo dużą ilością nowo poznanych ludzi w przeróżnym wieku. Z za krótkimi znajomościami i niespodziewanymi pożegnaniami. Z wieloma litrami wypitego wspólnie alkoholu. Z letnimi imprezami w ogrodzie nawet do świtu. Z nowymi doświadczeniami, z nowymi perspektywami na przyszłość. Z przygodami wartymi zapamiętania, a najpierw – wartymi przeżycia. Z wizytami w parkach rozrywki, z nocnymi spacerami na zamek, z tańczeniem na środku ulicy do piosenek Eda Sheerana. Z niedotrzymanymi obietnicami. Z najgorszymi i najbardziej samotnymi urodzinami w całym moim życiu, na które jednak sama sobie zasłużyłam. Z dniami, w które od śmiechu bolał mnie brzuch i policzki od nadmiaru uśmiechania się, ale i z dniami, które spędzałam zaryczana w łóżku, bo nie miałam nawet grama siły, by się podnieść. Z dniami, w które wypowiadałam do innych raptem kilkanaście niezbędnych słów, ale i z dniami, w które buzia mi się nie zamykała, dopóki nie dostawałam ataku kaszlu. W pewnym momencie – z mnóstwem moralizatorskich gadek, że mam mówić, bo widać, że jestem inna i że w chuj się z tym męczę; że chyba się w sobie pogubiłam i mam się sama z tym ogarnąć. Że czasem trzeba się wygadać innym, bo mimo że zawsze dawałam sobie sama ze wszystkim radę, to jednak kiedyś może być inaczej. To był rok z mniejszą ilością czasu wolnego, z częstszymi brakami weny i/lub zapału do pisania. Rok, w którym postawiłam wszystko na jedną kartę i... jak widać – było warto. Rok, w którym wszystko było inne i nic nie było rzeczywiste. Oby 2016 nie był gorszy.

źródło: stylowi.pl

51 komentarzy:

  1. Brawo za odwagę! Jedna decyzja a ile przyniosła dobrego :) Powodzenia w 2016r. i niech los nam sprzyja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i takiej samej odwagi Ci życzę :)

      Usuń
    2. Myślę, że się przyda ;)

      Usuń
    3. No po zeszłym roku to każdy kolejny to już pikuś :)

      Usuń
    4. Nie chce krakać, ale wiesz... różnie to bywa :P

      Usuń
    5. Masz rację, nie kraczmy :p żyjmy chwilą :)

      Usuń
  2. Bardzo fajny tekst :) Rozumiem co czujesz (jakkolwiek te słowa banalnie nie brzmią:P), bo sama tak też kiedyś zrobiłam. W przypływie poczucia beznadziei spakowałam walizkę i wyjechałam na 3 miesiące do Chorwacji, gdzie pracowałam w schronisku dla niedźwiedzi. Przed moim wyjazdem wszyscy pukali się w głowę, ale nie słuchałam ich i przeżyłam przygodę życia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... Jak to znajomi/rodzina czasem w nas "wierzą" :D

      Usuń
    2. Tak...ale jak fajnie ich (i siebie) tak czasem zaskoczyć :) A co do Twojej nie wiary w moje Deichmannowe buty za 9 zł, to specjalnie dla Ciebie Moja Droga wrzuciłam zdjęcie pudełka na buty gdzie widać z ilu na ile były przecenione :D Cena na kartonie to 19 zł (ze 139zł!), ale kupiłam je na wyprzedaży w ramach promocji "Kup dwie pary, a ta tańsza będzie jeszcze przeceniona o połowę", więc zapłaciłam za nie jedynie 9,50 zł :) Z tamtymi butami z postu Bob Budowniczy było tak samo! Zachęcam do polowania w Deichmannie! Można tam znaleźć takie właśnie perełki :D!

      Usuń
    3. To jest w tym wszystkim najfajniejsze! :D

      Usuń
    4. Co do bycia niedowiarkiem to wcale Cię o to nie posądzałam :) Ba! To ja czasami nie dowierzam jaki promocje (i to na jakie fajne buty można tam upolować)np. z ostatnich to kolejna zdobycz- kozaki "oficerki" za 19 zł (ze 159 :P).

      Usuń
    5. Masz jakieś niesamowite szczęście do trafiania na takie promocje! :D

      Usuń
    6. Też tak coś właśnie przypuszczam :D I niech mnie ono nie opuszcza, bo wtedy zbankrutuję biorąc pod uwagę moją miłość do butów :D

      Usuń
    7. No to tego ci właśnie życzę :)

      Usuń
  3. Faktycznie troszkę się pozmieniało :) Ważne, że na lepsze, bo masz obok siebie wspaniałych ludzi, dobrą pracę, a przed Tobą mnóstwo perspektyw :) Jak widać, warto czasem zaryzykować i postawić wszystko na jedną kartę, bo nigdy nie wiadomo, co wspaniałego przyniesie nam los :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią - no risk, no fun ;)

      Usuń
  4. Gratuluję, że znalazłaś w sobie siłę, by się pozbierać. Wbrew pozorom to nie takie łatwe, a teksty w stylu "będzie dobrze" niewiele pomagają. Życzę Ci abyś osiągnęła wszystkie cele, które sobie zamierzysz i jeszcze więcej tych dobrych chwil - nie tylko w tym roku - w ogóle :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Opowiesz historię tego, jak się wszystko potoczyło, że trafiłaś do Holandii? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę powtarzać, bo już o tym pisałam, więc odsyłam TU i TU.

      Usuń
  6. Dwa ostatnie dni spędziłam właśnie na tym - zastanawianiu się, jak to możliwe, że jestem teraz tutaj, gdzie jestem. Może zajęło to troszkę więcej, niż rok, bo jakieś półtora, ale... aż trudno uwierzyć, że z pozoru tak małe rzeczy, które dla innych pozostałyby kompletnie niezauważone, potrafią odmienić życie.
    Udanego 2016! :)
    PS. Uwielbiam Braci! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rok to taki umowny okres, bo wiadomo, że nie wszytko da się dokładnie zamknąć w tych 365 dniach. Chodzi bardziej o to porównanie "dziś" i "jakiś czas temu, kiedy było całkiem inaczej". Jakby nie patrzeć - moja decyzja o wyjeździe była bardzo dużą i poważna decyzją, chociaż wtedy wcale mi się taka nie wydawała ;)

      Usuń
  7. Tobie to tylko pogratulować odwagi :) Zrobiłaś ogromny krok do przodu, mimo pewnego lęku przed nieznanym, przed tęsknotą... i wyszło Ci to na dobre. Nabyłaś nowe doświadczenia, poznałaś nowych ludzi i życie stało się przygodą, czyż nie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak i jeszcze raz: tak! Ale przede wszystkim chodziło tylko o jedno - nie miałam już nic do stracenia, więc nie szkodziło spróbować czegoś całkiem innego.

      Usuń
  8. Ech... jak ja bym chciała mieć tyle odwagi. Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nie ma nic do stracenia, to tak można skończyć (;

      Usuń
  9. Wow! Dobry dowód na to, że czasem warto... zaryzykować? odważyć się?
    Ja może nie stoję w tym samym miejscu, w którym stałam, ale na pewno wszystko zmienia się raczej powoli. 2015 był rokiem przyzwyczajania się do samotności, oswajania ze wspomnieniami, uczenia się żyć na nowo. Chyba wyszło, chyba to sukces :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko "czasem", nawet bardzo często opłaca się zaryzykować.
      Nie "chyba", ale na pewno to sukces, bo jak sama piszesz - nie stoisz w miejscu.

      Usuń
  10. Żeby 2016 był lepszy, niż ten Twój przypadkowy 2015! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. i pozdrów mamę, powiedz jej ode mnie, że panele to głupi pomysł i spadaj do Ikeji się urządzać :D

    OdpowiedzUsuń
  12. kiedyś przeczytałam, że ludzie, którzy nie maja nic do stracenia są najbardziej niebezpieczni :D bo nigdy nie wiadomo, co mogą zrobić.
    w zasadzie pod koniec 2014 spodziewałam się, że ten poprzedni rok może u mnie wyglądać, jak wyglądał. i nie żałuję, ale... mam nadzieję, że ten będzie lepszy. ciekawszy. kto wie, może też zaryzykuję i wyjadę, ostatnio coraz bardziej mnie to kusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś w tym jest i chyba też już gdzieś o tym słyszałam.
      Takie rzeczy "spodziewane" są spoko, o ile nie są złe. Czasem wolę mieć do czynienia z czymś pewnym, ale nie zawsze! Póki jesteś jeszcze młoda i ci się chce, to możesz próbować wyjechać, choć na trochę :D

      Usuń
  13. chyba śnię o.o spotkałam się dziś z kumplem i w pewnym momencie zagaił rozmowę niemal identycznymi słowami jak początek Twojego wpisu ;) dla niego był to rok diametralnych zmian, ja też raczej się nie spodziewałam, że wszystko tak się ułoży.. śmiesznie się patrzy na to z perspektywy czasu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz trafiam na Twojego bloga i od razu zapisuję do ulubionych. :-) Spodobała mi się Twoja historia, bo jest taka nieidealna i prawdziwa... Widać, że pisałaś ją od serca. :-) Planujesz może zostać na stałe w Holandii? Będziesz pisała o życiu tam? Chętnie poczytałam, jak się tam żyje oraz w jaki sposób nauczyłaś się nie stresować rzeczami, na które nie masz wpływu. Tego chyba najbardziej chciałabym się nauczyć w nowym roku i w końcu zakodować sobie, że naprawdę co ma być, to będzie. Pozdrawiam ciepło. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezmiernie miło mi to czytać! :)))) Nie chcę nic planować, bo nie mam zielonego pojęcia, jak ułoży się moje życie - może zostanę w Holandii na stałe, a może już za miesiąc wrócę do Polski. Nie wiem, zobaczę. Co nieco już pisałam i jeśli masz ochotę, to możesz o tym przeczytać w postach opatrzonych hasztagiem >netherlands< .
      Co do niestresowania się, to... po prostu jakoś samo przyszło. Po zbyt wielkich stresach w pracy, które okazały się totalnie niepotrzebne, przestałam wierzyć we wszelakie straszenie zwolnieniami (itp.) i przeszło to też na inne aspekty życia. Choć nie mówię, że teraz niczego się nie obawiam i nic mnie nie stresuje, bo nadal tak jest, ale jednak ten strach (może nawet: straszek) to pikuś w porównaniu z tymi dawnymi obawami.

      Usuń
    2. O dziękuję za hasztag. Zagłębię się w Twoją historię i w wolnej chwili sobie poczytam. Świetnie piszesz, więc bardzo mnie to wszystko ciekawi. Ściskam. :-)

      Usuń
    3. Nie ma sprawy! I powtórzę się, ale naprawdę bardzo miło czyta mi się takie słowa :)

      Usuń
  15. Wiesz co, doskonale Cię rozumiem, i mam zuupełnie podobnie. Moje życie również obróciło się o 180 stopni, pomimo, że rok temu gotowa byłam się totalnie załamać, poddać, nie walczyć, po prostu odpuścić, a teraz? Teraz jestem szczęśliwą i dumną ze swoichdecyzji dziewczyną, a rok 2015 był dla mnie najbardziej zwariowanym, pokręconym, rokiem. Było dużo zmian, dużo stresu, ale w ostateczności mogę spokojnie powiedzieć, że to był NAJLEPSZY okres w moim życiu.
    Masz rację, oby 2016 nie był gorszy, powiem więcej, życzę Ci by był lepszy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi się czyta, że komuś również dobrze się zadziało w tym 2015 :D

      Usuń
  16. Och zupełnie, zupełnie nie przypuszczałam, że moje życie tak diametralnie się zmieni przez ten rok i nawet nie umiem powiedzieć czy na lepsze czy na gorsze. Po prostu życie jest inne i tyle.
    Podróże kształcą jak to mówią. Bardzo podziwiam Twoją decyzję i odwagę. Wbrew pozorom niewiele osób zdecydowałaby się na wyjazd by dostać od życia coś lepsze. Gratuluję, bo naprawdę jest czego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać - większość zdarzeń w naszym życiu to niespodzianki, ale może to i dobrze, bo jest... ciekawie(j)?

      Usuń
  17. Koniec 2014 roku tak na prawdę był dla mnie szokujący bo musiałam się przyzwyczaić do pewnej nowej sytuacji i to tak nagle. dodatkowo było dookoła wiele zmian, takich mentalnych i materialnych. A potem przyszedł 2015 rok, zaczęłam pisać bloga, prowadzić yt i.... WSZYSTKO się zmieniło. Tak, 2015 był dobrym rokiem, ale 2016 będzie rokiem zaje*istym! :D
    Zapraszam! BLOG I ASK

    OdpowiedzUsuń
  18. U mnie była jedna wielka zmiana - wyczekiwana wyprowadzka. Ale prócz tego nie było jakichś wielkich 'boom', rok 2014 dał mi więcej wspomnień.
    Też gratuluję Ci odwagi, nie potrafiłabym sama wprowadzić takiej zmiany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie mów nigdy! Podobno człowiek nigdy nie wie, jak zachowa się w danej sytuacji, póki się w niej nie znajdzie.

      Usuń
  19. Też kiedyś podejmowałam decyzję o wyjeździe za granicę. Wyjeżdżałam kompletnie sama. Wniosek: gdybym tego nie zrobiła nie doświadczyłabym tak wielu świetnych rzeczy, ale tych złych też zapewne nie.
    Przeczytałam kilka Twoich postów i jestem zachwycona. Pięknie piszesz.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samotnego wyjazdu jednak trochę się obawiałam i wyjechałam z koleżanką, ale ona wróciła w lipcu do Polski, a ja do tej pory jestem w Holandii ;)
      Dzięki za miłe słowa!

      Usuń