poniedziałek, 29 lutego 2016

W marcu nadzieja

Zawsze czekam na wiosnę. Nieistotne, że lubię śnieżną zimę i tę lodowatą atmosferę. Mimo to, co roku czekam na tę kolejną porę roku, bo wraz z jej świeżym powiewem więcej mi się chce. Chce mi się z powrotem żyć, a przynajmniej trochę bardziej niż zimą. Budzę się do życia.
Ktoś kiedyś napisał, że luty jest niby najkrótszym miesiącem, ale za co najbardziej upierdliwym, najbardziej daje w kość. I... już trzeciego dnia tego miesiąca faktycznie miałam go dość. Dość wszystkiego – pracy, ludzi w pracy, ludzi dookoła, ludzi, z którymi kontakt został mi tylko przez Facebooka, którzy pisali bądź nie pisali, życia ogólnie, urlopu, na który miałam jechać 3 dni później, Holandii, ale też i Polski. Później jednak był ten urlop, podczas którego wcale nie czułam się jak w domu, gdzie tylko wysłuchiwałam, że ta praca jest dla mnie za ciężka, że za daleko, żebym szukała pracy w banku czy jakimś innym biurze w Lublinie, blisko domu. Nie mówcie mi, co mam robić na wolności, cytując koleżankę z pracy. Urlop, na który wszystkie plany posypały mi się tydzień przed nim i odechciało mi się tam jechać. Ale obiecałam to bratu, gdy nie mogłam być tu w listopadzie, kiedy mnie potrzebował, a obietnic dotrzymuję. Próbowałam reanimować stare plany, ale właściwie to średnio miałam na to ochotę, więc postawiłam częściowo na coś nowego. Łaziłam więc z bratem po Warszawie i jadłam krewetki. Zostałam mile zaskoczona spotkaniem z koleżankami z liceum i ich reakcją na wieść, co ja teraz właściwie robię. Za to niemile zaskoczona spotkaniem z przyjaciółką i jej reakcją na nowości, które jej przekazałam. Wizyty u babć, u cioci, spotkania z różnymi ludźmi. Nawet wizyta z kinie z kolegą, którego nie widziałam dobre kilka lat, a teraz dopowiedział mi, że może odwiedzi mnie w Holandii. Dowiedziałam się też, że w tym roku czekają mnie cztery wesela, na które już jestem (nie)oficjalnie zaproszona (dwa koleżanek z liceum, dwa dalszej rodziny), więc mam już mniej więcej jakieś pojęcie, kiedy nie starać się o urlop, co trochę pokrzyżowało mi plany, ale z planami tak to już bywa.

Te trzy tygodnie w Polsce minęły mi niepostrzeżenie. Trochę tęskniłam za Holandią, ale też trochę dobrze mi było w Polsce przez te kilkanaście dni. Nie chciałam rzucać pracy i zostawać w Polsce, ale też średnio chciało mi się wracać tutaj. Nie chciałam wracać do tej pracy, bo wiedziałam, że na dzień dobry nie czeka mnie nic dobrego, ale nie chciałam też siedzieć w domu i nic nie robić, ani nie chciałam też szukać czegoś nowego. Więc co zrobiłam? Nic. Poszłam po najmniejszej linii oporu. Nic nie zmieniałam. Wróciłam do Holandii, do tej samej pracy, choć zmieniłam agencję, która mnie zatrudnia, przeprowadziłam się bliżej zakładu pracy, do hotelu pracowniczego, zamieszkałam w pokoju trzyosobowym na pierwszym piętrze w odludnym skrzydle, do którego prowadzą schody, o których krążą legendy, że ludzie nieraz z nich spadali po pijaku, słucham Rudimentalu, Pendulum i starego polskiego rocka ze znajomymi (m.in. z naszym hotelowym majordomusem), gramy w Uno lub bilard, pijąc whisky czy piwo karmelowe. Nie wiem, co będzie za kilka dni, tak samo, jak nigdy bym się nie spodziewała tego, co mnie/nas spotka, jak wrócę z urlopu. Że zmiana agencji i przeprowadzka będzie jedyną możliwością utrzymania tej pracy. Że będę się musiała wyprowadzić z fajnego mieszkania, w którym mieszkałam od początku mojego pobytu w kraju tulipanów, czyli prawie rok i zamieszkać znowu z obcymi ludźmi (choć tak nie do końca całkiem obcymi, bo część znam z pracy) w hotelu. Ale jestem tu trzeci dzień. Jest ładnie, pięknie. Mama przeraziła się, że w hotelu mi o wiele gorzej niż w tamtym mieszkaniu. Nie wiem, nie umiem na razie stwierdzić, czy gorzej, czy lepiej, po prostu inaczej. Nie wiem, co przyniesie marzec, wiosna, kolejne miesiące. Nie mam zbyt wielkich, zbyt skonkretyzowanych planów, bo nie wiem, jak wszystko się tu potoczy. Trzymam się złotej myśli Anny i w złych chwilach powtarzam sobie, że przecież wcale nie jest tak źle, bo

Źródło.
No właśnie :-)

60 komentarzy:

  1. Luty jest nijaki, podbijam. Chcę marca, chcę wiosny i chwili spokoju. Choć nie, może nie spokoju, potrzebuję nagłego oświecenia i jakiś sił, żeby się we mnie ruszyły bo jestem kluchą.

    A w Polsce nie masz szans na żadną, żadną pracę? Może już czas wrócić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokoju to mi akurat nie trzeba, raczej jakiejś... chęci czy czegoś w tym rodzaju.
      Pewnie "na jakąś pracę" mam szanse i w Polsce, tylko że ja nie chcę "jakiejś" pracy. Tak, wiem, że nie powinnam wybrzydzać, ale po spotkaniu z koleżankami z liceum upewniłam się, że decyzja o wyjeździe z Polski była baaaardzo słuszna. I nie, nie chcę wracać do Polski, bo właśnie wróciłam do siebie, do Holandii...

      Usuń
  2. Tak, wiosna lody ruszyły... To i ludzie mogą się trochę ruszyć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko tak mi się chciało, jak mi się nie chce... ;D

      Usuń
  3. Urodziłam się w lutym. To tyle dobrego w tym miesiącu. Wiosna daje kopa. Przynosi zmiany. A co do pytania w poprzednim komentarzu. Jeśli już ktoś zaklimatyzuje się za granicą to ciężko wracać do Polski, a i urlopy w niej bywają ciężkie. Zwłaszcza jeśli mieszka się w tej części kraju gdzie o pracę ciężko.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym się bardziej zastanowiła, to znalazłabym kilka fajnych rzeczy w lutym, np. okołowalentynkowe koncerty Iry, na których byłam, wycieczka do Anglii, ogłoszenie kilku fajnych koncertów na przestrzeni paru ostatnich lat, ale ten luty... był totalnie inny, przygnębiający i przygniatający zarazem.

      Usuń
  4. Każdy miesiąc jest inny, ale i każdy dzień może wnosić do życia zmiany! :) Mam nadzieję, że wkrótce poczujesz ten ciepły marcowy powiew orzeźwienia! :) Po ostatnim zdjęciu wnioskuję, że jesteś optymistką, sceptyczną ale optymistką i to się ceni! Głowa do góry, weź życie w swoje ręce i kieruj nim! Niech wygląda, tak jakbyś chciała żeby wyglądało :) Masz dach na d głową, pracę, przyjaciół i rodzinę, która za tobą tęskni. Możesz pozwolić sobie na wyjazd i krótki urlop :) Chyba nie jest tak tragicznie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współlokatorka sprawdzała pogodę i do końca marca rano, gdy wychodzimy do pracy, mają być przymrozki, więc na pewno mnie to orzeźwi xD
      Nie jest tragicznie i właściwie to w większości przypadków odnośnie takich nienajszczęśliwszych sytuacji wymyślam czarne scenariusze, a później okazuje się, że wcale nie jest źle. Wątpię, żebym kiedykolwiek zmieniła to nastawienie...

      Usuń
  5. Wiosna to dla mnie znak, że trzeba powrócić do życia. Wszystkie smuty zmywa ze mnie wiosenne słońce. Aż chce się żyć. Kochana, mam nadzieję, że Twój pobyt w Holandii jakoś się ustabilizuje, że nie będą Ci kazać skakać z domku na domek. <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie też luty dał w kość i z utęsknieniem czekam na jakieś promienie słońca i wyższe temperatury, bo przecież można depresji dostać od tej ciągłej szarości i śniegu z deszczem :(
    Ah... bliscy pewnie chcą jak najlepiej dla Ciebie, ale nie kumają, że takie gadanie ogromnie wkurza. Jesteśmy dorośli, potrafimy decydować za siebie i wybierać to, co dla nas jest ok.
    Ale cytat mnie rozwalił :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nie ma śniegu :( W przeciwieństwie do deszczu, bo akurat on ostatnio często się tu pojawia.
      Pewnie, że chcą najlepiej, tylko niestety różnimy się w definiowaniu tego, co dla mnie najlepsze. I co zrobisz, jak nic nie zrobisz, nie? :(

      Usuń
    2. no właśnie... trzeba się uzbroić w cierpliwość jedynie :/

      Usuń
    3. Żeby to było takie łatwe :/

      Usuń
  7. Chęci wszelakie poszły się przejść, i coś im chyba ten spacer się przedłużył. Każdy z nas wie, co dla nas najlepsze, i co nas uszczęśliwia... Więc chyba jedynie tym trzeba się w życiu kierować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie "wie", ale później może się okazać, że się mylimy co do tego, ale... oj tam!

      Usuń
    2. Oj no, życie jest od popełniania błędów i uczenia się na nich, także :>

      Usuń
    3. Sorry, ale w moim przypadku jest to ciągłe popełnianie tych samych błędów, a nie uczenie się na nich, bo może akurat tym razem wszystko skończy się inaczej XD

      Usuń
    4. (nie powiem, troszku mi ulżyło z racji iż nie tylko ja te same błędy popełniam z uporem maniaka :*)

      Usuń
    5. Hahaha, nie obawiaj się, bo na pewno nie jesteśmy z tym jedyne :D

      Usuń
  8. Widzę kolejna osoba niezbyt darząca luty sympatią. Ja też niespecjalnie lubię ten miesiąc ( podobnie jak stycznia ). Marzec zawsze jakoś pozytywnie na mnie wpływa, nawet jeśli za oknem wciąż błoto i padające z nieba świństwo.
    Czytając ten post od razu zaczęłam wspominać swój pobyt w Holandii i aż zapragnęłam tam wrócić. Może będę mieć okazję jeszcze odwiedzić ten kraj ;)
    Co do zmian - zmiany są dobre, przekonałam się na własnej skórze. Pozwól sobie czasem na coś nowego, niekoniecznie od razu ogromną zmianę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja to sobie zawsze mówię: co ma być to będzie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..."niebo znajdę wszędzie" ♪♫♪

      Usuń
    2. Dokładnie. Też mam takie podejście. :)

      Pozdrawiam,
      www.hoe-e.blogspot.com

      Usuń
    3. "Teraz jestem tuuuuuu" ;)

      Usuń
    4. Ach te stare hity xD

      Usuń
  10. mnie wiosną też chce się więcej, w szczególności, że początkiem roku mnie nie rozpieszczał, że mam gorsze tygodnie nie dni i mam nadzieję, że wiosna przyniesie jakąś zmianę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że tak właśnie będzie i u mnie, i u ciebie! :)

      Usuń
  11. Taaak, Primark to życie haha ile tam pieniędzy zostawiłam... xD
    Oj tak, niektóre zmiany nie są takie łatwe, wiem. Ale jak się czegoś chce to z czasem się uda :)

    OdpowiedzUsuń
  12. u mnie 2017 rok to będzie weselno-urodzinowa masakra, do Polski chyba będę jeździć co dwa miesiące, bo tyle imprez się szykuje, maaaaaaaaaamooooooooooooooooo

    OdpowiedzUsuń
  13. Czasem brak decyzji to jedyna decyzja, jaką jesteśmy w stanie podjąć.
    Zamierzasz tam zostać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba coś w tym jest.
      Nie mam zielonego pojęcia. Decyzja niby zależy ode mnie, ale składa się na to wiele czynników i... zobaczę z czasem. Może postanowię wrócić do Polski za miesiąc, za rok, może dopiero za 10 lat, a może wcale. Ostatnio przekonuję się, że totalnie nic nie jest pewne i w ogóle nie warto planować, więc nic nie mogę powiedzieć.

      Usuń
  14. Ja luty lubię najbardziej ze wszystkich zimowych miesięcy, no może trochę bardziej grudzień. Dla mnie najgorsze bywają zwykle styczeń i marzec, który z dnia na dzień zaskakuje inną pogodą.

    W życiu czasem tak jest, że pozostaje poddać się temu co przyniesie los. Być może te zmiany okażą się dobre :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie każdy miesiąc ma w sobie coś fajnego, ale jeśli mam wybierać, to chyba jednak luty jest moim najmniej ulubionym miesiącem.
      Zobaczę, mam nadzieję, że źle nie będzie ;)

      Usuń
  15. Niby w tym roku nie było ostrej zimy, jednakże nienawidziłem każdego dnia, kiedy z nieba sypał się kokaina :D
    Co zaś się tyczy wesel... nie wiem jak Ty, ale ja nienawidzę tego typu imprez i gdyby mnie czekały aż cztery, to chętnie wyjechałbym jeszcze dalej, najlepiej na inny kontynent :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak? :P
      Ja również nienawidzę wesel i staram się je omijać, gdy tylko mam taką możliwość. Miejmy nadzieję, że i w tym roku uda mi się na nich nie pojawić :D

      Usuń
  16. oj tak, mi również luty trochę dał w kość ;/

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale teraz będzie już tylko lepiej ;)

      Usuń
  17. Najgorszym miesiącem jest ten, który poprzedza czekanie na coś - takie jest moje zdanie :) I ja mam teraz 16 najgorszych miesięcy czekania... :D
    W tym roku i u mnie wysyp wesel bo aż trzy, przy czym na jednym świadkuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ten sposób nigdy na to nie patrzyłam, ale raczej tak nie mam o____O
      Z tymi weselami to u mnie masakra, nie wiem, co się dzieje!

      Usuń
    2. Ludzie z naszych roczników się żenią, za 3 lata będzie fala chrzcin a potem rozwodów :D

      Usuń
    3. U mnie ilość ślubów (ogłaszanych na Facebooku) mniej więcej równa się rodzeniu dzieci :D Ale nie wszystko naraz u tych samych ludzi (chociaż różnie to bywa...).

      Usuń
  18. Mi się ten luty ciągnął jak flaki z olejem. Ogólnie wolę, gdy jest ciepło i nie muszę nosić miliarda kurtek i innych takich, a gdy wychodzę z domu nie jest ciemno jak... no. Dlatego ja się cieszę, że już marzec. Przyjdź, wiosno.
    Ja hasam na osiemnastki. Wesele się żadne nie zanosi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi zleciał szybciutko, bo miałam trzy tygodnie urlopu w lutym właśnie, a wiadomo, że wolne szybciej leci.
      Ale z drugiej strony - nienawidzę, gdy jest za gorąco i już nie mam co z siebie zdjąć... U mnie już się rozjaśnia, jak wychodzę rano do pracy, więc nie jest tak źle!
      Ja to za stara jestem na osiemnastki, a nawet gdy mój rocznik świętował wchodzenie w pełnoletność, to nie chodziłam na takie imprezy. No, na jednej byłam, ale to wyjątek.

      Usuń
  19. Rzeczywiście, luty jest taki, jakby ktoś go na siłę wepchnął między styczeń i marzec.
    A pójście po najmniejszej linii oporu... Robię tak dość często, bo mi tak wygodnie, chociaż może to nie jest właściwe podejście, sama nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby miesiąc zimowy, a jednak całkiem inny od tych z nim sąsiadujących, nie?
      Bo to takie... wyjście niewymagające wysiłku. Nic nie robisz i czekasz, jak się rozwinie sytuacja. (Zamiast brać życie w swoje ręce?)

      Usuń
    2. Mam czasem wrażenie, że biorę to, co daje mi los - coś typu jak z jazdą na rowerze, jadę przed siebie, cały czas prosto i czasami tylko lekko skręcam kierownicą, żeby na kogoś nie wpaść :D

      Usuń
    3. Wiem, o co chodzi! I to jest jednocześnie i dobre, i złe chyba :(

      Usuń
  20. Masz rację - jakiś ten luty był taki nijaki... Minął nie wiadomo kiedy. Z wypiekami na twarzy czytałam o Twoim pobycie w Polsce, który również minął bardzo szybko i intensywnie. Życzę Ci teraz ustabilizowania spraw z mieszkaniem i pracą w Holandii. Cytat, który Ci przyświeca sama też sobie zapisuję. Na pewno się przyda w gorszych momentach. :-) PS. Jesteś może z okolic Lublina? Ja też stamtąd pochodzę. :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety urlop minął mi za szybko, ale po powrocie do pracy wcale nie jest tak źle, jak się tego obawiałam. Pozostaje mi teraz odliczać do kolejnego urlopu, ale jeszcze nie wiem, kiedy dojdzie on do skutku :D
      Tak, urodziłam się i przed wyjazdem do Holandii (rok temu) cały czas mieszkałam w Lublinie :D

      Usuń
  21. Ja też lubię zimę, ale z utęsknieniem czekam na wiosnę. Jakoś tak wszystko wygląda lepiej i czuję się lepiej. Jakoś tak nawet chęć do życia wraca. Fajny cytat, zapiszę sobie go gdzieś w głowie :P Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. Faktycznie, luty jest takim dziwnym miesiącem... Niby krótki, ale jednak nie raz mówiłam, że mam dość ;)
    To bardzo dobrze, że przyjazd do Polski uważasz za udany :)
    A plany... Planuje się jedno, wychodzi drugie. Ale czasami nawet lepiej, że wychodzi tak, a nie inaczej ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mówią - zależy jak leży :D

      Usuń
  23. hahahaha, ja sobie zakupiłam szklaneczki z Ikei made in Poland, więc również #patriotycznie :D

    OdpowiedzUsuń
  24. w swoim pokoju w Zabrzu też miałam mnóstwo pierdół w witrynie, co się tylko kurzyło i brzydko wyglądało. na szczęście teraz zainwestowałam w ładne rzeczy... które też się kurzą XD

    OdpowiedzUsuń
  25. i czekam na Twoje wołanie wiosny, nie wystawiaj mnie! :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja też zawsze czekam z niecierpliwością na wiosnę, bo brakuje mi ciepłych dni i słońca. Zresztą gdy pojawia się słońce, to od razu jakos tak wiecej energii do działania.

    Oby słoneczne dni zagosciły na dobre już jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  27. Praca za granicą wygląda zazwyczaj tak, że mieszka się z kupą ludzi i to życie prywatne przypomina czasy studenckie w akademiku. Całe życie raczej nie warto tak spędzić. W końcu człowiek zdołuje się tym, co musi, a czego nie może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tu absolutnie się z tobą nie zgodzę! Chyba że faktycznie "zazwyczaj", ale do tej pory mieszkałam normalnie w mieszkaniu i nikt nie groził mojej prywatności. I pewnie, że nie zamierzam spędzić tak całego życia, ale na razie jestem piękna i młoda, i nawet mi się to podoba, więc dlaczego nie? ;D

      Usuń