poniedziałek, 4 lipca 2016

Tell me why I don't like Mondays

"Jak ja nie cierpię poniedziałków!", krzyczałby i wyrywałby sobie włosy Gargamel, gdyby poniedziałki były maleńkimi niebieskimi stworzeniami mieszkającymi w jego lesie. Nie są, ale mimo to wielu ludzi na myśl o nich łapie się za głowę i wykrzykuje te słowa. Mimo że to przecież takie abstrakcyjne pojęcie.


Od (prawie) zawsze nienawidziłam poniedziałków. Gdy w spokojną rodzinną niedzielę przypominałam sobie o wizji dnia kolejnego, kiedy to trzeba iść do szkoły (w szczególności za czasów gimnazjum), robiło mi się aż niedobrze i cała się trzęsłam. Ale byłam dzielna, więc w poniedziałek rano wstawałam prawą nogą, jadłam śniadanie i wędrowałam do tego żółtego budynku, w którym nauczyciele mieli mnie i inne dzieciaki uczyć tego, co przyda nam się w życiu za kilka(naście) lat. Nie lubiłam poniedziałków ze względu na to, że to właśnie tego dnia miałam zajęcia na basenie (w ramach wychowania fizycznego), na które musiałam uczęszczać, mimo że tego nienawidziłam. Przez trzy lata. Byłam dzielna i przetrwałam. W liceum zaczęłam lubić poniedziałki. A przynajmniej poniedziałkowe wieczory, bo wtedy tydzień w tydzień słuchałam fajnej audycji w lokalnej radiostacji, którą poleciła mi znajoma. Później przerzuciłam się na inną poniedziałkową audycję → Poduszkowiec prowadzony przez Bisiora w radiu EskaROCK. Właśnie dzięki temu poniedziałki zrobiły się dla mnie ZNOŚNE. Czekałam aż minie poranek i popołudnie, dotrwam do godziny dwudziestej i rozgoszczę się na poduszkach przy radioodbiorniku, słuchając bardzo brzydkich piosenek.

wyszperane w Internecie, by Ana Piaszczyńska

To było moje małe oswajanie poniedziałków. Było masakrycznie, ale pojawiła się pewna iskierka nadziei, która zabłysnęła na tyle mocno, że przyćmiła złe wrażenia. W kolejnych latach nie było gorzej, mimo że obchodziłam się bez wspomnianych audycji. Na studiach nie mogłam narzekać, że ten pierwszy dzień po weekendzie był jakiś wyjątkowo ciężki, teraz w pracy również nie mam powodów do narzekania, bo poniedziałek, będący pierwszym dniem po weekendzie zlatuje mi błyskawicznie i ostatnio pracując nawet do po osiemnastej (od siódmej rano) jakoś tego nie czułam. Mimo że jestem raczej średnio wypoczęta i nieważne, czy śpię 4, 6 czy 10 godzin, to i tak najchętniej nie wychodziłabym z łóżka przez następne kilka.

Doskonale jednak rozumiem, dlaczego ogrom ludzi nienawidzi poniedziałków. Bo jak można wrócić do szarej rzeczywistości (czyt. do szkoły/na uczelnię/do pracy) po dniu albo nawet dwóch, gdy nie było się do tego zmuszanym? Wewnętrznie przez samego siebie czy zewnętrznie przez otoczenie? Wiecie, że mi po jednym dniu wolnym (niedzieli), naprawdę ciężko przestawić się znowu na tryb praca przez 6 kolejnych dni, a gdy zdarzyło się, że miałam kilka wolnych poniedziałków, gdzie miałam ten przez wszystkich upragniony dwudniowy weekend... było jeszcze gorzej. Wtedy wtorek był o wiele gorszą wersją poniedziałku, mimo że czekało mnie jedynie pięć dni roboczych i znowu weekend. Ale... po dwóch dniach wolnych musiałam znowu wstać rano. To jest dla mnie najgorsze, i to nie tylko w poniedziałki.

Jeśli poniedziałek byłby dniem wolnym i pierwszym dniem tygodnia byłby wtorek, to... właśnie on byłby najbardziej znienawidzonym dniem tygodnia. Tak samo - jeśli tydzień zaczynałby się od czwartku, to on otrzymałby to niezaszczytne miano.



TAK WŁAŚNIE. Jeśli lubi się, to co się robi, to nieważne, czy poniedziałek, piątek, świątek czy niedziela, to i tak robi się to z uśmiechem na twarzy, a nie narzeka się na jakieś tam dni tygodnia. Naprawdę są gorsze dni niż poniedziałki, trust me. Na przykład wspomniane już przeze mnie wtorki. Albo czwartki. Ale o nich kiedy indziej, a tymczasem pozwólcie, że nacieszę się wolnym popołudniem, ładną pogodą, wracam do filmu i dalej odliczam dni pracujące do zasłużonego urlopu. 13,5!

56 komentarzy:

  1. A ja uważam, że weekendy nie byłyby tak doceniane, gdyby całe życie było weekendem :) Choć nie powiem, trzydniowy weekend byłby mi na rękę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja, to racja! Jak się coś ma, to się z reguły tego nie docenia. Trzydniowy weekend? Ja z jednym wolnym dniem w tygodniu (niedziela) nie mam co zrobić! :D

      Usuń
  2. Ja uwielbiam poniedziałki, bo jest to mój dzień wolny od pracy :) Teoretycznie powinnam więc nie lubić wtorków, ale w rzeczywistości tydzień leci już trochę inaczej :) Myślę, że to też kwestia tego, że lubię swoją pracę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień faktycznie zlatuje o wiele szybciej, jak się ma wolny poniedziałek. Też to przerabiałam przez jakieś 2 miesiące :)

      Usuń
    2. Nie tęsknisz za tym? :)

      Usuń
    3. Absolutnie nie, wystarczy mi wolna niedziela. Jakbym znowu miała dwudniowy weekend to bym chyba zwariowała z nudów :D

      Usuń
    4. Tak tylko mówisz pewnie ;p

      Usuń
    5. Nie, mówię całkiem poważnie. Wiem to z autopsji :)

      Usuń
  3. też prawda- ale coś w tych poniedziałkach jest, że człowiek jakoś tak mniej do nich tęskni :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę się, ale to naprawdę nie jest najgorszy dzień tygodnia :P

      Usuń
    2. wszystko zależy od nastawienia :-)

      Usuń
  4. No nie wierzę...Duchovny na tym tam wyżej obrazku...Hm...Zacznę się mocno zastanawiać czy lubić te poniedziałki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie lubisz? Poniedziałków, bo Duchovnego, jak mniemam, to chyba nie dotyczy :D

      Usuń
  5. To prawda, jeśli lubisz to co robisz to nawet poniedziałek Ci niestraszny. Bardzo wiele osób teraz pracuje w weekendy i wtedy tylko czekają na poniedziałek, bo wolne...co do poniedziałków to chyba punkt widzenia zależy od puntu siedzenia, tak jak w przypadku większości spraw i poglądów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... "Bo wolne". A jak nie wolne, to już gorzej? :P

      Usuń
  6. Pracuję w moim wymarzonym miejscu. W szkole. Teraz akurat mam urlop, ale w poniedziałki otwieram drzwi wejściowe zawsze z uśmiechem, a współpracownicy co tydzień pytają "ćpałaś coś?". Tak. Pasję do pracy. To nie tak, że jestem pracoholiczką. Nie. Zawsze staram się jak najwięcej pracy zostawić właśnie w budynku szkolnym (choć nie zawsze się da, bo codziennie i tak coś trzeba przygotować dla dzieci na jutro: prezentację, zabawy, problemy, tematy). Uwielbiam mieć wolne. Kocham urlopy, święta i weekendy. Ale swoją pracę również. I nie narzekam. Bo kocham swoje życie takie jakim jest. :) Przecież spełniam swoje marzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, i dodaję Cię do obserwowanych, bo bardzo podoba mi się, jak piszesz. :)

      Usuń
    2. Taaaak, ja też staram się zostawiać pracę w pracy, ale... nie do końca mi się to udaje, mieszkając w hotelu z innymi współpracownikami :D Ale przynajmniej dowiem się, co ciekawego się działo na drugim końcu sortowni, czy co powiedził brygadzista albo jak sytuacja z pracą na najbliższe dni. Więc nie jest źle :) I gdyby nie to, że po godzinie 6 nie jestem jeszcze zbyt skora do czegokolwiek innego niż do spania, to też bym się bardziej cieszyła z pracy samej w sobie.
      Ooo, bardzo dziękuję za miłe słowa! :)))

      Usuń
    3. Ja tam po pracy śpię prawie codziennie. Jestem sową i kiedy mam wstać o 5:30 - ledwo zipię aż do wypicia pierwszej filiżanki kawy. Jeszcze na śpiocha się ogarniam, rozbudzam się w drodze do pracy, kumuluję siły, a kiedy Wracam do domu o 14:00, 15:00 lub 16:00 znów jestem nie do życia. Dlatego kładę się na godzinkę, potem piję następną kawę i... hurra, teraz żyję naprawdę i to do północy! :)

      Usuń
    4. Ostatnio staram się nie kłaść po pracy, bo później siedzę do 1-2 w nocy, nie mogąc zasnąć, wstaję rano niewyspana i marudzę, eh :(

      Usuń
  7. Ja poza poniedziałkiem nie lubiłam tez niedzieli. Zamiast się napawać lenistwem zawsze wisiała na mnie wizja odrobienia lekcja, przygotowania czegoś na poniedziałek czy choćby rodzinny obiad u dziadków, gdzie standardowo podawany był rosół ( co z tym rosołem w niedzielę, halo? ), którego osobiście nie trawię. Piątki i soboty zdecydowanie lubię najbardziej. Nawet jeśli w piątek mam ciężki dzień w pracy to wiem, że potem już tylko wolne i spokój ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. W gimnazjum zawsze najgorszym dniem tygodnia były dla mnie czwartki, bo w czwartki miałam najgorsze lekcje :D zawsze śmieszyło mnie, że wszyscy nienawidzą poniedziałków, a ja czwartków :D Teraz już tak nie mam :) Dzień tygodnia nie ma wpływu na moje samopoczucie, ani nastawienie :D Owszem, czasami trudno jest rano wstać i otrząsnąć się po weekendzie, ale fakt faktem - kiedy pracuje się w wymarzonym zawodzie, powinno nam to sprawiać przyjemność niezależnie od dnia, czy godziny :) Dlatego warto robić, to co się lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w gimnazjum chyba i tak poniedziałki były najgorsze, nawet pomijając ten basen, bo miałam najwięcej lekcji. Ale jak się przeżyło poniedziałek, to później już było z górki. W liceum tak samo, a na studiach przez większość semestrów środy miałam zawalone od rana do wieczora i to dosłownie :(
      I masz absolutną rację, że waryo robić to, co się lubi, ale nie zawsze ma się ten komfort wyboru albo możliwości.

      Usuń
  9. Pracuję w weekendy, więc jak łatwo się domyślić, nie lubię piątków. :) Ale tak, pamiętam z czasów szkolnych to uczucie nienawiści do poniedziałków. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie piątki są super, bo wypłata xD

      Usuń
  10. Ja zawsze lubiłam (wiadomo) piątkowe popołudnio-wieczory i soboty. Nie lubiłam niedziel, bo ciągle myślałam o tym cholernym poniedziałku (zwłaszcza w gimnazjum i w pracy, w której byli okropni ludzie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedziele są okropne właśnie przez tę świadomość poniedziałku, który już się czai za rogiem :|

      Usuń
  11. ja odkąd skończyłam liceum to nie mam syndromu poniedziałkowego. studia zaoczne i nieregularna praca, dni wolne na przykład we środę albo piątek - weekendy i poniedziałki nie istnieją :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie lubię poniedziałków i przyznaję się do tego bez bicia :) Wszystko, dlatego że sporo pracuję, czasem po 10-11 godzin dziennie i poniedziałki oznaczają dla mnie początek całego tygodnia takich godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i ja mam tygodnie, kiedy tyle czasu spędzam w pracy, więc doskonale wiem, co to znaczy :(

      Usuń
  13. Nienawidziłam poniedziałków w podstawówce. Potem jakoś mniej byłam do nich negatywnie nastawiona. Ale zawsze poniedziałek kojarzy się z rozpoczęciem tygodnia pełnym nauki i obowiązków :D chyba tak już zostanie do końca życia ^^. Ale podczas studiów chyba najbardziej nie lubię śród. Mam zwykłe najwięcej zajęć i jeszcze zostają dwa dni do weekendu :)
    Zapraszam do wspólnej obserwacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na studiach też najgorsze były u mnie środy :|

      Usuń
  14. Mam mieszane uczucie do poniedziałków, ale czy nienawidzę - chyba tylko kiedy muszę iść do szkoły czy na studia, bo jak tego nie ma i ma się całkiem znośną pracę (no dobra, czasem mam ochotę to pier.... znaczy się zostawić i pojechać w Bieszczady) to idzie je przeżyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ja też swojej pracy nie kocham zawsze i wszędzie, więc doskonale rozumiem xD

      Usuń
    2. Moja ma czasem przebłyski fajnych momentów, ale jak się uda to już ostatnie miesiące i przechodzę do innej firmy na inny dział - koniec kontaktu z ludźmi i ganianie innych, że do roboty :D

      Usuń
    3. Jak dobrze, że ja nie muszę aż tak komunikować się z ludźmi w swojej pracy XD

      Usuń
  15. A ja jestem w gronie tych osób, które uwielbiają poniedziałki :) Zawsze znaczyły one dla mnie dużo - coś jak Sylwester/Nowy Rok dla większości ludzi. Okazja do rozpoczęcia wszystkiego od nowa itd.
    A pracę mam taką, że czy to poniedziałek, czy niedziela i tak pracuję, więc nie rozróżniam :P
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie... Uwielbiać to nie uwielbiam, ale nie przeszkadzają mi aż tak jak kiedyś. A z tym rozpoczynaniem wszystkiego od nowa... Nie lubię, jak się właśnie coś zaczyna od poniedziałku/Nowego Roku/jakiejś ważnej granicznej daty.

      Usuń
  16. w sumie to ja płaczę tak cichutko, że ludzie mający wakacje nie musza nienawidzić poniedziałków :< ale w sumie, ja też ich nie nienawidzę, booo pracuję weekendami i czasami się zdarzy, że poniedziałek jest wolny, więc who cares! :D

    OdpowiedzUsuń
  17. ja kontynuuję starego bloga, ale jak gdyby od początku. stawiam bardziej na luz i sranie w banie, niż pisanie na siłę, bo przecież post pojawić się musi :P

    OdpowiedzUsuń
  18. O tym myślałam. Na uczelni na drugim roku miałam przez miesiąc wolne poniedziałki. Jak ja wtedy nienawidziłam wtorków! Chodzi o przełamanie tego wewnętrznego przymusu, nieraz wręcz niechęci. Takie oswojenie to bardzo dobra metoda, bo ludzie lubiący swoje zajęcia w świątek i piątek należą jednak do rzadkiej grupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś trzeba się do niektórych rzeczy przyzwyczaić, a łatwiej to wychodzi, jak się coś lubi, a nie nienawidzi ;)

      Usuń
  19. zawsze się znajdzie coś gorszego od poniedziałków :D

    OdpowiedzUsuń
  20. ostatnio też miałam bardzo kolorowo, no ale byłam w domu, w domu dozwolone! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja nie lubiłam i nigdy nie polubię poniedziałków, ot co! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre przyzwyczajenia nigdy się nie zmieniają XD

      Usuń
  22. Zanim doszłam do ostatniego akapitu, w głowie pojawiła mi się dokładnie taka sama myśl. Jeśli lubimy, ba! kochamy to, co robimy- będziemy budzić się godzinę przed czasem i z podekscytowaniem jeść śniadanie. Chciałabym, żeby dokładnie tak wyglądało moje życie i żebym nigdy nie powiedziała, że nienawidzę poniedziałków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem tego ci właśnie życzę :)

      Usuń
  23. Dla mnie poniedziałek to dzień jak każdy inny. Praca i studia (i tak już kilka ładnych lat) sprawiają, ze poniedziałek staje się jednym z wielu dni w tygodniu, a nie tym jednym, którego nie lubię ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie jest tak, że jest pierwszy, dlatego najgorszy? Chyba że weekendów też nie masz wolnych ;P

      Usuń
  24. Ta nienawiść do poniedziałku siedzi w nas od zawsze i tyle. Można lubić pracę czy nawet szkołę, ale jednak bardziej lubi się słodkie lenistwo, przynajmniej zazwyczaj. Choć w zasadzie mamy cztery poniedziałki w tygodniu, czasem pięć, niektórzy sześć... I się żyje. Jestem śpiochem, wolę siedzieć w nocy niż wstawać rano, więc dla mnie pod tym względem jest chyba najgorzej. Zazdroszczę oswajania poniedziałków. Mi średnio to idzie.
    KLIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem nocnym markiem i aktualnie najbardziej każdego dnia na tygodniu boli mnie to, że muszę wstawać rano. O 6 i iść do pracy. Gdyby nie to, byłoby jeszcze lepiej :)

      Usuń