wtorek, 6 września 2016

#100HappyDays Challenge

Nie raz spotykałam się z hasztagiem #100HappyDays na Instagramie czy Facebooku, nie raz zastanawiałam się, czy może nie zacząć się w to bawić, nie raz stwierdzałam, że jednak mi się nie chce i czekałam na lepszy okres w życiu. Tak było do czasu. Kiedyś w końcu trafiłam na główną stronę wyzwania i zaczęłam czytać. "71% of people tried to complete this challenge, but failed quoting lack of time as the main reason. These people simpy did not have time to be happy. Do you?". Najlepszy sposób, żeby zmotywować mnie do zrobienia czegoś, to powiedzieć mi, że tego nie zrobię albo nie dam rady. Niby narzekam, że po pracy nie mam na nic czasu ani siły, ale... chwila, moment – mam czas, tylko mi się nie chce. Czasem widzę tylko ogólny zarys sytuacji, a nie jej szczegóły, mimo że się staram. Po doczytaniu, że to wyzwanie jest dla mnie, a nie żeby móc pochwalić się innym, że ludzie, którzy je ukończyli są bardziej optymistyczni, rano budzą się w lepszym humorze, zaczęli zauważać coraz więcej momentów, które sprawiają im radość (...). Stwierdziłam, że... dlaczego by nie? Pobawię się i ukończę to wyzwanie. Może coś mi o da, może nie, ale będę miała zajęcia na ponad 3 miesiące i motywację, żeby to doprowadzić do końca. Bo co to za filozofia dostrzegać codziennie przez 100 dni takie małe promyczki, które przywołują na twarz uśmiech? Żadna.
źródło: 100happpydays.com

Jak pewnie już wiecie – przecież lubię komplikować sobie życie, lubię robić niektóre rzeczy po swojemu (patrz: >"Lubię, nie lubię", czyli wariacja na temat Versatile Blogger Award<), więc postanowiłam, że nie uczczę każdego ze stu dni zdjęciem. Może czasem przy okazji, gdy coś uda się zawrzeć w kadrze, ale postawiłam na spisywanie radosnych momentów do #100HappyDays w kalendarzu. Na dole każdej strony z nowym dniem zamieściłam owy hasztag, dopisywałam numer dnia i całą resztę. Raz była to długa historia, innym razem tylko informacja, co przepysznego zjadłam albo przygotowałam do jedzenia. Czasem jednego dnia spisałam kilka radosnych momentów, innym razem tylko jeden. Fun fact: zaczęłam zabawę od środy, 4 maja. Ani początek tygodnia, ani miesiąca, ani nic, wtf, powiecie. A nie pisałam, że jeśli chcesz coś zmienić w swoim życiu, to nie od jutra, tylko od dziś?

***
Wybrane fragmenty z kalendarza:
#1 (4/05, środa) – moja ulubiona liniowa opowiadała, jak toczyła koła samochodowe przez cały hotel, a jej facet z szefem patrzyli się przez szybę i jej kibicowali, zamiast pomóc (#mężczyźni). Rudimental ft. John Newman >Feel The Love<. Sałatka z kuskusem, brokułem i kurczakiem.
#2 (5/05, czwartek) – miła rozmowa z Karolem, pierwsza od ponad tygodnia, kiedy tylko odburkiwał mi rano "cześć".
#3 (6/05, piątek) – pizza z mozzarellą na obiad. Piwo na palarni w miłym towarzystwie i robienie kanapek do pracy po północy, dzięki czemu nie miałam przynajmniej problemów z zaśnięciem.
#4 (7/05, sobota) – Sandra i jej "allez, allez, allez", słyszane na całej sortowni, gdy rozbrzmiewają pierwsze dźwięki jej piosenki → Willy William >Ego<. Słuchanie starych polskich piosenek przez pół nocy.
#5 (8/05, niedziela) – możliwość wyspania się. Ładowanie baterii słonecznych, bezchmurnie niebieskie niebo, książka.
#6 (9/05, poniedziałek) – skończenie pracy po szesnastej, zamiast według sobotnich informacji o 20. Siedzenie w słoneczku na parkingu pod hotelem i czytanie książki.
#7 (10/05, wtorek) – mimo nieznajomości francuskiego, śpiewałam sobie >Désenchantée<.
#13 (16/05, poniedziałek) – bycie zastępową liniową u p. Grażynki, dzień kolejny i pogaduszki z maszynistką sąsiedniej linii. Nielegalne dokarmianie narzeczonego mojej ulubionej maszynistki cukierkami w pracy. Oreo z masłem orzechowym.
#14 (17/05, wtorek) – stałam na linii u liniowej, która mnie nienawidzi, ale... przez przypadek doprowadziłam ją do ataku śmiechu. I miałyśmy taką śmiechawkę z Patką, że jak się w końcu uspokoiłyśmy i nie odzywałyśmy do siebie przez kilkanaście minut, to Zuza odwróciła się i zapytała, czy wszystko okej. Lays'y i duże serki Danio w Lindersie po 1€.
#25 (28/05, sobota)>Good Riddance< Green Day'a w Q-music. Przemiła impreza z grillem przed hotelem.
#26 (29/05, niedziela) – kupiłam przepiękne szorty-ogrodniczki.
#32 (4/06, sobota):
#33 (5/06, niedziela) – opalanie się, spalenie się i chłodzenie granatowym balsamem z Dove. Patka zrobiła mi warkocz-wianek na głowie.
#35 (7/06, wtorek) – rozmowa z Patką o tatuażach i chęć na zrobienie sobie kolejnego. +
#39 (11/06, sobota) – brygadzista oddał mi urlopówkę po korekcie.
#40 (12/06, niedziela) – oglądałam Zaplątanych po raz milionowy.
#41 (13/06, poniedziałek) – Daniel ([1], [2]) wrócił do nas do pracy i mnie wyściskał. Lody straciatella z Nutellą, bananami i bitą śmietaną.
#47 (19/06, niedziela) – nadrabiałam 5. sezon 2 Broke Girls.
#52 (24/06, piątek) – liniowa, która mnie nienawidzi(ła) zawołała mnie do siebie na linię do pomocy przy robieniu nowego zamówienia, które nie szło, więc godzinę siedzieliśmy z nią i z Kamilem, gadając i musieli nam za to zapłacić. Świetnie się bawiłam i mimo że wyszłam z sortowni dopiero o 19:20, wcale tego nie odczułam.
#53 (25/06, sobota) – litrowy Ballantine's za 17€. Nocny spacer z Przystojniakiem.
#58 (30/06, czwartek):
#59 (1/07, piątek) – Przystojniak powiedział, że mam się w końcu uśmiechnąć, bo jak się uśmiecham, to wyglądam o wiele ładniej (♥). +
#60 (2/07, sobota) – nie stałam z Patką, więc nie musiałam z nią gadać. Herbata Lipton Flirty Lady Lipton. Słuchałam Mr. Probz >Waves< przez pół nocy.
#61 (3/07, niedziela) – Edward Sharpe & The Magnetic Zeros >Home<.
#65 (7/07, czwartek):
 #67 (9/07, sobota):
#68 (10/07, niedziela):
#72 (14/07, czwartek) – mega komplement od Agaty odnośnie nadawania się mojej osoby na liniową (z czym się nie zgadzam, ale nie ukrywam, że trochę mnie tym dowartościowała).
#75 (17/07, niedziela) – Primark i McDonald's.
#79 (21/07, czwartek) – początek urlopu. Słuchanie Rudimental >Waiting All Night< jadąc nocą niemiecką autostradą. Nowy laptop.
#83 (25/07, poniedziałek) – spotkanie z przyjaciółką. Now You See Me 2 w kinie z siostrą.
#84 (26/07, wtorek) – fryzjerka ścięła mi włosy właśnie tak, jak chciałam i prześlicznie mi je wyprostowała.
#86 (28/07, czwartek) – muzyka Taco Hemingwaya ♥♥♥
#87 (29/07, piątek) – odwiedziny u brata w Warszawie. Pyszna sałatka i koktajl u jego w restauracji. Spotkanie z moją Agą od Linkinów. Spacer po mieście i multimedialny pokaz fontann na zakończenie dnia. Grzejąca mnie miętowa bluza podczas pobytu w AïOLI.
#89 (31/07, niedziela):
#95 (6/08, sobota) – nareszcie powrót do Holandii ♥ 
#100 (11/08, czwartek) – Gold Strike ze współlokatorką.

***

Nie wypisywałam wszystkiego, bo to nie miało najmniejszego sensu. Chciałam wam tylko pokazać, że da się: lepiej, gorzej, krócej, dłużej, słowem, obrazem, piosenką, filmem. Nie było trudno. Choć niekiedy miałam problem, gdy wieczorem siadałam z kalendarzem i nie potrafiłam sobie przypomnieć, co miałam zapisać. Jednak zaraz sobie przypominałam. I uśmiechałam się sama do siebie. Wiecie, że do dziś spisuję radosne rzeczy do kolejnych po-setnych #HappyDays? Wiecie dlaczego? BO CHCĘ I MOGĘ.

68 komentarzy:

  1. Od razu pomyślałam "pewnie nie będzie mi się chciało". Po czym do głowy przyszedł mi pomysł, aby dodać zakładkę na blogu właśnie z takim wyzwaniem. Od wielu miesięcy myślałam nad czymś podobnym, ale oczywiście skończyło się "na myśleniu". #Lenistwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się kojarzy, że u kogoś na blogu już coś takiego widziałam i było chyba aktualizowane co 5 albo 10 dni. Niegłupi pomysł, o ile chcesz się dzielić całym swoim życiem z czytelnikami. Ja nie chcę :D

      Usuń
  2. Kurcze...Jak dobrze, że przypomniałaś mi o tym wyzwaniu! Muszę szybko przetłumaczyć sobie takie jedno z pinteresta i do roboty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy w sumie mogę to nazwać jakimkolwiek projektem, ale sama - jeżeli spotka mnie jakaś miła rzecz, to dzielę się nią na twitterze XD albo robię zdjęcie telefonem, bo przecież go się zawsze ma pod ręką. Ale pięknie to wszystko stworzyłaś :D
    Przez Ciebie zapętlam teraz Désenchantée, bo tańczyłam do tej piosenki chyba w podstawówce i mnóstwo wspomnień z nią mam, a nigdy dotąd nie wiedziałam jak się nazywa XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie zawsze piszę na o takich miłych rzeczach na TT, bo nie mam dostępu do internetu 24h na dobę, a często jest tak, że jak już jestem online, to jakoś wylatuje mi to z głowy XD
      Nie dziękuj! Dzisiaj znowu było w radiu w pracy i znowu sobie podśpiewywałam :)

      Usuń
    2. To już chyba każdy musi sobie najlepszy sposób do siebie dostosować :D

      Usuń
    3. Pewnie, że tak! Ja dostosowuję pod siebie to, co mogę ^_____^

      Usuń
  4. Nie mam nawet żadnego kalendarza w domu, a poza tym leże już w łóżku... Ale, po co mi kalendarz? Wystarczy notes. :) Zaczynam dzisiaj! Dzięki za tę notkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie kalendarz spełnia rolę pamiętnika i dodatkowo mnóstwa innych rzeczy, więc dorzuciłam do niego jeszcze to wyzwanie :D

      Usuń
  5. Nie znałam tego wyzwania, ale brzmi bardzo interesująco :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zapoznać się z nim bliżej ;)

      Usuń
  6. Kiedyś robiłam coś podobnego, ale miałam wypisywać szczęśliwe rzeczy przez tydzień, więc ultra skrócona wersja;) Ciekawa sprawa. Ale w sumie to nawet i bez tego, nawet bez zapisywania staram się widzieć pozytywne rzeczy w każdym dniu - jakiś mały, szczęśliwy moment, ładny widok, dobre jedzenie. Bo życie składa się z takich momentów i warto je celebrować:)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak, ale jakby zapisywać/robić zdjęcia, to później bardzo miło się do tego wraca :)

      Usuń
  7. ale super! jaram się mega, serio :D świetne wyzwanie, pozwala dostrzec, ile jest takich małych promyczków, które rozświetlają nam każdy dzień ♥ super rzeczy opisałaś, jak to niewiele trzeba, by być szczęśliwą :)
    a może i ja się w to zabawię? tylko mi się zazwyczaj nie chce dokumentować moich szczęśliwych momentów, w ten sposób mi się znudziło prowadzenie słoika dobrych wspomnień :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny pomysł. Słyszałam o czymś podobnym, nazywało się bodajże "słoiczek szczęścia" i miało się zapisywać na karteczkach, co miłego spotkało nas każdego dnia i wrzucać do słoiczka. Zaczęłam to nawet, ale zabrakło mi entuzjazmu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też było i wiem, że Bina się w to bawiła, ale ten słoik jakoś do mnie nie przemawiał w przeciwieństwie do tego.

      Usuń
  9. Nie słyszałam o tym wyzwaniu. Na prawdę świetny pomysł. :) Od zawsze powtarzam, że każdy dzień niesie za sobą coś dobrego. Trzeba to tylko dostrzec. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TYLKO trzeba to umieć dostrzegać ;D

      Usuń
    2. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. :P Chociaż czasem mi się wydaje, że niektórzy po prostu nie chcą i wolą biadolić.

      Usuń
    3. Bo narzekanie jest chyba łatwiejsze :P

      Usuń
  10. Ale mnie zmotywowałaś! :D Robię to! Zaczynam dzisiaj, a jako pierwsze wpiszę przeczytanie tego posta, bo wywołał u mnie baaaardzo szeroki uśmiech. Dzięki! ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. swietny post! tez chce sprobowac :)
    xoxo
    Patinka
    www.patinkasworld.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Love it! Thanks for sharing.

    ** Join Love, Beauty Bloggers on facebook. A place for beauty and fashion bloggers from all over the world to promote their latest posts!


    BEAUTYEDITER.COM

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja o takiej akcji nie słyszałam, ale już mi się podoba :D z tym, że ja musiałabym pisać na bieżąco, bo nie pamiętam dokładnie co wydarzyło się u mnie konkretnego dnia, haha :D

    Z reguły najmniejszy gest/wydarzenie, które wywołało moje pozytywne uczucia albo uśmiech staram się doceniać i cieszyć się tym, co los mi ofiarowuje :) To o wiele lepsze niż ciągłe przejmowanie się wszystkim i wyszukiwanie sobie (czasami na siłe) powodów do smutku czy złości :)

    Powodzenia! :)
    PS. Widzę nowy szablon, bardzo mi się podoba :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ja nie mogłam pisać na bieżąco, bo np. w pracy nie mogę mieć ze sobą komórki, a później też wszędzie z nią nie chodzę, więc nie miałam, jak notować wszystkiego, a przecież na pewno każdego dnia nie spotkała mnie jedynie jedna lub dwie takie radosne rzeczy.
      W końcu nowy, bo mimo że tamten po roku nadal mi się nie znudził, to poczułam jednak chęć jakiejś zmiany ;)

      Usuń
  14. Świetny pomysł na modyfikację tego tagu! Może ja też się nad nim zastanowię :) Chociaż od jakiegoś czasu codziennie dziękuję, że poznałam mojego chłopaka, bo dzięki niemu wszystko jest lepsze, a powoli zaczynałam wątpić :)

    Powiem Ci, że te zdjęcia, które zrobiłaś (i dodałaś tutaj) są świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość tagów z surowymi, jasno określonymi zasadami jakoś do mnie nie przemawia, więc radze sobie, jak mogę ;)
      Dziękuję bardzo za miłe słowa :)

      Usuń
  15. Tak! Czasem niewiele potrzeba. Warto dostrzegać te drobne momenty, które sprawiają, że jakoś cieplej nam na sercu. Warto cieszyć się z małych rzeczy:) "Słuchanie starych polskich piosenek przez pół nocy"<3

    OdpowiedzUsuń
  16. Odpowiedzi
    1. A i owszem, szkoda, że są tylko okazjonalnie ;)

      Usuń
  17. Dzięki za post :) Stwierdziłam, że również wezmę w tym udział, jednak w formie zbliżonej do Twojej. Robię to bardziej dla siebie i raczej nie zamierzam opisywać tego na swoim blogu. Bawię się w to już 6/7 dni i przyznam, że już zaczęłam zauważać trochę więcej tych szczęśliwych momentów.
    Mam małe pytanie: odczuwasz jakąś różnicę po wykonaniu wyzwania? (przepraszam, jeśli odpowiedź się pojawiła - musiałam nie doczytać, nie zauważyć).
    Pozdrawiam,
    Marika
    Papierowe Myśli

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta zabawa jest przede wszystkim dla ciebie, więc twoja sprawa, jak to wykonasz :)

      Usuń
  18. Jakie urocze zdjęcie po prawej, kotełek jest <3

    Uważam, że to wyzwanie to świetne rozwiązanie dla ludzi, którzy jeszcze nie potrafią cieszyć się z małych rzeczy. A przecież codziennie przytrafia nam się coś dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również mi się bardzo spodobało, dlatego postanowiłam je wykorzystać do wykonania szablonu :)
      Każde wyzwanie jest fajnym pomysłem! I totalnie zgadzam się, że każdego dnia spotykają nas dobre rzeczy, ale trzeba nauczyć się je zauważać.

      Usuń
  19. W końcu jakieś fajne wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Brałam kiedyś udział w tym wyzwaniu, nawet teraz staram się robić coś takiego jak "ćwiczenie wdzięczności", każdego dnia przed snem zastanawiam się, co dobrego działo się w tym dniu, za co jestem wdzięczna. Czasami nawet gdy wydaje mi się, że dzień był beznadziejny, znajdzie się ten promyczek szczęścia i nie jest tak źle. Błahe rzeczy mogą sprawić nam dużo radości, często po prostu tego nie doceniamy, warto to zmienić. I ja również zapisuję miłe, szczęśliwe rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie jest je zapisywać, bo za jakiś czas można do nich wrócić, powspominać i znowu się uśmiechnąć :D

      Usuń
  21. Nie moge odczytac notki bo na komorce masz ciemnobrazowa czcionke na czarnym tle :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z komputera zdecydowanie lepiej :D Jestem z Ciebie bardzo bardzo dumna :D Aż sama chętnie bym się za ten projekt wzięła, ale w moim życiu nie mam aż tylu zajęć by z każdego dnia coś ciekawego wynieść. Póki co spojrzę, rozejrzę się, może jednak? :D

      Usuń
    2. Sprawdziłam na smartphonie i faktycznie - nie wygląda... Ale nic nie umiem na to poradzić, bo na komputerze wygląda tak, jak powinno.
      Myślałam tak samo, jak Ty, a okazało się... jak widać :D Czasem nawet zwykła ciepła herbatka wywoływała uśmiech na mojej twarzy, nie musiały to być nie wiadomo jak szalone zakupy albo najlepsza na świecie wycieczka.

      Usuń
    3. Bo tak naprawdę szczęście jest ukryte w tych najprostszych momentach ;)

      Usuń
    4. Mozna je nawet kiedy się chce przywołać:)

      Usuń
  22. Miło czytało się ta "setkę"
    Dobra terapia na szczęście! ;)
    Gratulacje! ;)

    Zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka nie do końca ta "setka" chyba ;)

      Usuń
  23. Masz racje, ludzie gadali i będą gadać zawsze i niestety nie mamy na to wpływu.

    Haha, no i jak skończyło się mieszkanie Twojej koleżanki? :D są dalej ze sobą, czy jak szybko się ich drogi spotkały w wspólnym mieszkaniu to tak szybko rozeszły? :D

    Wiesz co, od mojego znajomego rodzice (co prawda to było 24 lata temu :D), ale po dwóch tygodniach znajomości wzięli ślub po to, aby dostać mieszkanie z miasta, bo wtedy były jakieś takie wymogi i są razem do dziś i mega szczęśliwe małżeństwo więc to dowód na to, że czasami się udaje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taką parę też znam. Bardzo szybko im to minie. Jak dla mnie początki związku to powinny być randki, taki dreszczyk emocji, motylki w brzuchu i czekanie z niecierpliwością na spotkanie. A gdy od razu przechodzi się do zamieszkania razem, to żadna frajda i żadnych fajnych wspomnień mieć nie będą :P

      Usuń
  24. Każdy uśmiechając się, wygląda ładniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak dziewczyna słyszy to od fajnego chłopaka, to jest chyba bardziej skora w to uwierzyć! ;)

      Usuń
  25. Ja zawsze cieszę się z małych rzeczy i podjęłabym wyzwanie, ale ostatnio mam ciężki okres i masę problemów więc muszę najpierw się z nimi uporać, by być szczęśliwą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W porządku, nikogo do niczego nie zamierzam zmuszać ;)

      Usuń
    2. ale ja wcale tak nie twierdzę :)

      Usuń
  26. Niezwykle miło mi się to czytało! Cieszę się, że potrafisz dostrzegać i odczuwać szczęście z tak małych rzeczy :) Fajne wyzwanie i osobiście poważnie się nad nim zastanowię! :)

    Pozdrawiam z VENLO (również Holandia! - świat jest taki maleńki) :)

    www.thousand-kilometers.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu się nie ma co zastanawiać, tylko od razu brać udział! :P
      Znam Venlo, czasem nawet bywam :D

      Usuń
  27. Całkiem to ciekawe, wyzwanie z naprawdę interesującymi i wartościowymi efektami :D Zwykle mam, niestety, słomiany zapał do takich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też nie zawsze wszystko wychodzi, ale wystarczy chcieć i się zmotywować :D

      Usuń
  28. zainspirowałaś mnie i chyba też zacznę zapisywać w kalendarzu takie happy moments :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Próbowałam podjąć się tego wyzwania, ale jakoś poległam po kilku dniach.Super, że ci się udało.

    OdpowiedzUsuń
  30. Super poradziłaś sobie z wyłapaniem tych cudownych chwil. Mam ochotę spróbować czegoś podobnego. Chyba pokuszę się o jakiś super kalendarz w którym będę spisywać te zdarzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być nawet zwykły notes czy zeszyt, jak napisał ktoś wyżej.

      Usuń