Siedem faktów o mnie

Podejrzewam, że być może niektórzy nie mogli się doczekać, aż to napiszę. Bawiłam się w to, co prawda, kiedyś na Onecie, ale stwierdziłam, że to było dawno, niektórzy tego nie czytali, a teraz mój blog na Onecie jest niedostępny, więc zabiorę się za to jeszcze raz. Proszę więc bardzo.


Zasady nominacji:
- należy nominować 15 blogów do wyróżnienia,
- poinformować wybrańców o wyróżnieniu,
- zdradzić siedem faktów o sobie,
- podziękować za nominację,
- zawiesić nagrodę na swoim blogu. 


Zostałam nominowana przez Solamente i Huś, jak to już pisałam w poprzednim poście. Dziękuję im obu i każdej z osobna za to wyróżnienie. Nie chcę nikogo zmuszać do zabawy, bo sama nie lubię być zmuszana i niektóre rzeczy wolę robić sama z siebie lub po małej zachęcie ze strony innych, ale chciałabym, aby wraz z nami pobawiła się Adhezyjna. Jeśli nie zechcesz, to zrozumiem, ale to może być pomysł na Twojego kolejnego posta, więc zastanów się.

Zacznę od tego, iż po pierwsze, pewnie wiecie, iż Nickelback należy do grona moich ulubionych artystów. W kwietniu tego roku byłam w dalszym ciągu zachwycona ich albumem Here And Now (dalej jestem...), słuchałam nałogowo tych piosenek i właśnie w jednej z nich znalazłam to, czego szukałam. Cytat "drumbeat carries on" pochodzi z pierwszego singla promującego tę płytę, czyli When We Stand Together.

Po drugie, jak wiecie bądź nie, jestem studentką. Czwarty rok z rzędu: w czerwcu skończyłam studia licencjackie na kierunku ekonomia, a w październiku zdecydowałam się kontynuować tenże kierunek na stopniu magisterskim. Zmierzam do tego, że nie jestem taką typową studentką, która spędza każdy wieczór w klubie przy odmóżdżającej muzyce ze szklankami czy kieliszkami, wypełnionymi jakimiś trunkami wysokoprocentowymi. Nie chodzę do klubów (chyba, że na koncerty - o tym wkrótce), nie piję alkoholu na umór, ba, nie muszę go pić, żeby żyć tak, jak to robią niektórzy. Spotykam się, oczywiście, ze znajomymi, ale raczej na pizzy czy tak po prostu, żeby gdzieś posiedzieć i miło pogadać.

Po trzecie, lubię mieć wszystko uporządkowane. Czy to namacalnie, czy to jakieś wymyślone scenariusze co do jakiegoś wydarzenia, których w 90% nie będę mogła zastosować do rzeczywistości, ale mniejsza o to. Ubrania w szafie mam ułożone kolorami, książki na półce - formatami, za to płyty CD nie są ułożone według wykonawców czy tytułów albumów, ale wraz z kolejnością ich zdobywania. Nawet co jakiś czas "robię porządek" na wszelkich portalach społecznościowych, na których mam konto, czy też na laptopie, żeby nie walały się tu niepotrzebne rzeczy, mimo że na brak miejsca na dysku nie narzekam.

Po czwarte, nie chodzę w szpilkach ani w żadnych eleganckich butach na wysokim obcasie. Biegam w trampkach, obojętnie jakich: krótkich, za kostkę, czerwonych, wielokolorowych, jednolitych, w kratkę, we wzorki. Jeśli już muszę założyć bardziej eleganckie buty, to kończę w balerinach. Mam niby jedne szpilki, które kupiłam kiedyś na matury i wesele, ale chodzę w nich sporadycznie - raz na kilka lat ;-) Jedynymi butami na wysokim obcasie czy koturnie, w których jestem w stanie chodzić są buty zimowe. Nie wyobrażam sobie zimą chodzić w płaskich butach.

Po piąte, możecie mi zazdrościć, chociaż mam nadzieję, że tak nie będzie. Nie tyję obojętnie, ile jem, a jem sporo w porównaniu z moimi znajomymi. Oczywiście chodzi o mi jedzenie w granicach rozsądku, bo jeśli codziennie żywiłabym się tylko fast foodami, to na pewno szybko przybrałabym na wadze. Podobno mam dobrą przemianę materii. Nie narzekam. Nie jestem żadną chudziną czy anorektyczką. Wyglądam po prostu normalnie - nie za chudo, nie za grubo. I nie to, że nie jem żadnych słodyczy, chipsów, pizz, frytek, bo jem.

Po szóste, słucham szeroko pojętego rocka, aczkolwiek nie lubię szufladkować muzyki na konkretne gatunki. Słucham tego, co mi się podoba, obojętnie kto to śpiewa, więc w swojej muzycznej bibliotece oprócz Green Day'a, Nickelbacka czy Bullet For My Valentine mam też polski zespół Video, EastWest Rockers, pierwsze popowe przyjemne dla ucha piosenki Rihanny, czy też synthpop albo elektronic rock Duńczyków z Turboweekend.

Po siódme i na szczęście już ostatnie, uwielbiam chodzić na koncerty. Preferuję te rockowe, moich ulubionych wykonawców, ale nie tylko. Lubię wybrać się na koncert, pośpiewać, poskakać, poszaleć ze znajomymi. Na żywo widziałam ponad sześćdziesiąt różnych zespołów/wykonawców, a ta lista ciągle się powiększa. Nie chcę się rozpisywać na ten temat. W kilku moich postach możecie poczytać więcej na ten temat. Zapraszam po prostu do przeglądnięcia archiwum.

Komentarze

  1. Koncerty, koncerty, koncerty! :) Też nie jestem typową studentką, chociaż coraz bliżej mi do tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koncertyyyy! :D
      Mnie jakoś picie nie kręci, chociaż czasem nie pogardzę piwem ze znajomymi. Albo dwoma. Ale nie muszę pić, żeby żyć, jak to napisałam.

      Usuń
    2. Też nie muszę, ale chcę, a to różnica. ^^ Nie, po prostu czasami tak jest łatwiej się rozluźnić.

      Usuń
    3. Rozumiem. Ja czasem nawet nie chcę ;)

      Usuń
    4. Każdy ma swoje przekonania. Jeszcze ze dwa lata temu trzymałam się z daleka od alkoholu, a teraz... Co ze mnie wyrosło? :P
      Lubisz swoje studia?

      Usuń
    5. Niewykluczone, że za parę miesięcy czy lat zmienię swoje zdanie co do tego, ale na razie - nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Wolę inne rzeczy.
      Studia jak studia - raz jest lepiej, raz gorzej. Chciałam powiedzieć, że mam fajną grupę, ale też nie do końca - miałam fajną grupę na I stopniu, teraz jest połowa nowych osób i niektórych nie ogarniam.

      Usuń
    6. Mi to całe studiowanie średnio się podoba. Cały czas mam wrażenie, że zupełnie się do tego nie nadaję. I że trafiam na dziwnych ludzi, a to wszystko pewnie przez to, że sama do taka jestem.

      Usuń
    7. Do mojej grupy przekonałam się dopiero do wyborze specjalności, kiedy to trafiło mi się kilkanaście fajnych, zgranych osób.

      Usuń
    8. Zawsze coś. Cóż, ja z moją grupą jakoś się dogaduję, pewnie dlatego, że innego wyjścia nie ma. Trzeba w razie czego mieć jakieś kontakty.

      Usuń
    9. Studia to nie czas, żeby zostać samotnym na placu boju. Niewykluczone, że przekonacie się do siebie trochę później :)

      Usuń
    10. Byłoby miło, ale nie liczę na przyjaźnie do końca życia czy miłości. Na szczęście poza studiami mam dobrych znajomych, z którymi ciekawie spędzam czas. ^^

      Usuń
    11. O przyjaźniach u mnie też nie było mowy, ale być ktoś, kto zawsze poratował notatkami, kto poszedł przełożyć egzamin albo kto wpadł na pomysł, żeby kupić pani doktor kwiatki na imieniny, żeby egzamin w następnym tygodniu nie był taki trudny ;)

      Usuń
  2. Widzisz, dobrze Ci poszło! :)
    Podziwiam ludzi, którzy mają wszystko uporządkowane, bo u mnie panuje istny chaos. Gdybyś weszła do mojego pokoju, to prawdopodobnie dostałabyś palpitacji :D (No, może nie dziś, bo akurat raczyłam posprzątać ^^)
    Co do szpilek - mam tak samo. Chociaż w balerinach często chodzę. Po prostu nie przepadam za obcasami, które w ogóle do mnie nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do porządku w pokoju, to można ze mną podyskutować, bo czasem też mam bałagan i nie chce mi się go ogarniać.
      Ja mam tylko jedne takie eleganckie baleriny, to może dlatego nie chodzę w nich tak często ;D

      Usuń
    2. Właśnie, najczęściej po prostu mi się nie chce albo stwierdzam, że zawsze może być gorzej i czekam na taki moment, kiedy będę miała tak zawalony pokój, że nie będzie się dało w nim poruszać. ;) A o to nie jest trudno, bo jest dosyć mały.
      Buty to same problemy.

      Usuń
    3. Dokładnie. Jak muszę kupić buty, to jest jedna wielka rozpacz, bo akurat wtedy nigdzie nie ma nic takiego, co by mi się spodobało... Ale kiedyś akurat z Tobą rozmawiałam już na ten temat :D

      Usuń
  3. Po pierwsze: kocham Nickelback! I tę piosenkę też <3 Właśnie załączyłam youtube i przesłuchuję ich piosenki :D
    Po drugie: nie wiedziałam, że już tyle lat studiów za Tobą!
    Po trzecie: Też lubię porządek, nawet na komputerze :) Wszystko w opisanych folderach itd. ;D
    Po czwarte: Jak dajesz radę zimą na obcasach? Ja się boję, że złamię nogę ;p
    Po piąte: Mam tak samo, więc nie muszę Ci zazdrościć :P
    Po szóste: Widzę, że łączy nas wiele wspólnego ^^
    Po siódme: 60... :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje 22 lata, nie są powodem do dumy, jak patrzę na średni wiek blogowiczów, więc się nie przyznaję :D
      W obcasach mam większą przyczepność do śniegu/czy czegoś tam. Nie wiem, jak to możliwe, ale tak się czuję. I nie mówię tu o takich cieniutkich szpileczkach, tylko o takich normalniejszych obcasach.
      Tak, ponad 60 zespołów/wykonawców, gdzie oczywiście na jednym koncercie mogło grać ich dwoje czy troje, czy więcej ;)

      Usuń
    2. To tylko dwa lata więcej ode mnie :P
      No tak, wiadomo :) Ja jednak najbezpieczniej czuję się na płaskich :D
      Ja na palcach policzę koncerty, na których byłam, więc szacunek :D

      Usuń
    3. No wiem, ale jak komuś mówię, że mam te 22 lata (a nie wyglądam), to zawsze się na mnie dziwnie patrzą, myśląc, że żartuję...
      Większość tych moich koncertów, to jednak bezpłatne juwenalia, więc aż szkoda wtedy nie korzystać :D

      Usuń
  4. O, to ty stara już jesteś. No, nie pomyślałabym. :p

    Nickelback! Jedyne czego nie rozumiem, to dlaczego ludzie nabijają się z tego zespołu. Jeszcze mnie nie oświeciło, a spotkałam się z wieloma bardzo żałosnymi żarcikami. I to nie tak, że jestem przeogromną fanką, ale zwyczajnie nie mogę spać po nocach przez to pytanie.

    Mówisz, że lubisz mieć wszystko poukładane... Hm, ja mam takie momenty, ale po zrobieniu porządku, odwracam się, a tam znowu bałagan. Magia, po prostu.

    Nominowałam cię do innej zabawy. :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że nie wyglądam na moje lata, to już się przyzwyczaiłam, ale żeby ludzie w Internecie, którzy mnie nigdy nie widzieli mówili mi takie rzeczy, to dziękuję! Żartuję, oczywiście ;)

      Też nigdy nie byłam i nie jestem w stanie ogarnąć tych żarcików. Nie spotkałam się z żadnym innym zespołem, który też jest tak hejtowany :(

      Kolejna zabawa? Yyyy, ledwo tę napisałam z taaaaakimn opóźnieniem. Ale okej, zobaczę, pomyślę i może się pobawię ;)

      Usuń
    2. Zasugerowałam się tym, co napisałaś powyżej. :D I muszę przyznać, że to zdjęcie, które masz na profilowym, to cholernie oszukuje!
      Ja... hm, w sumie też nie. Ach, może kiedyś internauci łaskawie wytłumaczą nam, na czym polegają te prześmieszne żarciki.
      No, ja myślę. Ja tak łatwo nie odpuszczam. http://www.memelinks.com/im-watching-you.gif

      Usuń
    3. Yhm, jakby to powiedzieć - to nie ja jestem na tym zdjęciu, ale tak mnie urzekło, że po prostu musiałam je tu ustawić :D

      Tiaaa, już to widzę. Pewnie zripostują to kolejnym żarcikiem, którego znowu nie pojmiemy...

      Usuń
    4. No tak, zdążyłam się domyślić. Widzę, że tylko ja jestem taka wspaniałomyślna, żeby dodawać własne zdjęcie z twarzą pseudo-kota! :D

      Pewnie tak, ale naszym zadaniem jest przekonać ich do ich tekstów!

      Usuń
    5. Cóż.. Ty się wyróżniasz twarzą kota, a ja mam aktualnie dość charakterystyczny kolor włosów. Nie wiem, co gorsze... :D

      Usuń
  5. Jestem zdziwiona ilością koncertów na, których byłaś :D Zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sama jestem zdziwiona, ile tego wyszło...

      Usuń
    2. Jestem ciekawa jakiego zespołu będzie Twój setny koncert :D

      Usuń
    3. To znaczy - koncertów było mniej niż te 60 (nie jestem w stanie policzyć ile), bo na jednym koncercie często występują 2-3-4 zespoły, a ja widziałam ponad 60 zespołów/wykonawców :) Więc do setki jeszcze trochę.

      Usuń
  6. 1. też lubię Nickelback, a piosenka do której dałaś link, jest mi znana i kochana - sądziłam, że zaskoczysz mnie i odeślesz do pozycji, której nie znam :)

    2. no to obrona pracy licencjackiej już za Tobą. Mnie ten trud dopiero czeka, aczkolwiek uważam, że trzeba być skończonym debilem, aby nie obronić napisanej przez siebie pracy.

    3. porządek musi być, dlatego jak skończy się remont, o którym piszę na blogu, to w końcu wszystko znajdzie swoje właściwe miejsce

    4. nie ma to jak wygoda - też najczęściej zakładam buty bliskie ziemi :) wyjątek stanowi zima - nie pamiętam aby moje kozaki nie miały obcasów

    5. nie zazdroszczę, mam to samo, mogę jeść i jeść a waga minimalnie raz idzie trochę w górę, po czym za chwilę leci ciut w górę :) i nawet fakt, że pracuję w gastronomii nie wpływa negatywnie na moją figurę :)

    6. nie wypowiem się :)

    7. oj pamiętam jedno lato, w którym praktycznie codziennie na jakiś koncert chodziłam ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2. U mnie było to możliwe, bo na obronie nie było żadnych pytań o pracę, tylko normalne pytanka z przedmiotów wiodących, na które można było nie odpowiedzieć, jeśli ktoś się nie nauczył ;)

      Usuń
  7. Zazdroszczę, że byłaś na tylu koncertach! I też uwielbiam trampki, nie wyobrażam obie siebie na obcasie, ewentualnie koturny, ale to tylko raz na jakiś czas :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zazdrość, tylko działaj. Kiedyś też pozazdrościłam niektórym osobom i tak właśnie kończę (chociaż... jeszcze nie kończę z koncertami ;) ).

      Usuń
    2. Tylko, że koncertów z muzyką której słucham w mojej okolicy jest raz na pół roku, łohoho. O ile tak zaszaleją! A na dalsze podroże nie zgadzają się rodzice, wiec muszę jeszcze trochę poczekać na taki wynik :P

      Usuń
    3. Ja na szczęście nie mam daleko do stolicy, a i jest Polski Bus, więc raz na jakiś czas mogę sobie tam wyskoczyć, jeśli u mnie się nic nie dzieje. Chociaż Lublin to miasto studenckie i tylko w wakacje nic tu się nie dzieje ;)

      Usuń
  8. ja ci nie-tycia nie zazdroszczę, bo też tak mam :P tylko że ja chyba aż za chuda jestem...
    ale koncertów to już troszkę owszem ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, nadrobisz jeszcze koncerty. W ogóle byłam na urodzinach EskiROCK w ubiegłym tygodni i gwiazdą-niespodzianką był Hey...

      Usuń
    2. staram się jak mogę z tym nadrabianiem ;)
      na Hey chyba się wybiorę w grudniu... ale dasz wiarę, ze to mój ulubiony polski zespół, a ja byłam tak zakręcona ostatnio, że nie ogarnęłam, że wydali nową płytę? ;o

      Usuń
    3. Zdarza się :D No właśnie, akurat Rocktoberfest Party było tego samego dnia, kiedy oni wydali nową płytę i z tej okazji wystąpili w Stodole ;P

      Usuń
  9. Wiedziałam, że studiujesz, ale w życiu bym nie powiedziała, że już tak długo, hmm serio mnie zaskoczyłaś :) Co do tego picia na umór etc. to całkowicie Cię popieram a no i też kocham koncerty, słucham głównie rocka i wszystko zawsze muszę mieć uporządkowane - w każdym tego słowa znaczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś wspominałam, że obroniłam licencjat, więc wystarczyło jedynie policzyć, ile mam lat, a tak to raczej nie wspominałam o konkretnej liczbie tych skończonych. Chyba ;)

      Usuń
  10. Ha, ten pierwszy fakt był mi wiadomy od zawsze, chociaż nie słucham Nickelback jakoś szczególnie, ale lubię akurat tę konkretną piosenkę i od razu skojarzyłam, że to pewnie z niej wyszarpnęłaś ten fajny adres. ^^

    Co się tyczy faktu drugiego, jesteśmy dokładnie takie same. Nie cierpię typowych klubowych imprez z hektolitrami alkoholu, ja w ogóle nie wiem nawet jak to jest mieć kaca - wolę kameralne spotkania w gronie najbliższych znajomych, kiedy możemy sobie na spokojnie porozmawiać. No, przyznaję, bardzo lubię dobre piwo, naprawdę, ale w bardzo ograniczonych ilościach, bo to mierna przyjemność schlać się na umór.

    W przeciwieństwie do Ciebie jednak nie mam natury pedantki. ^^ U mnie zawsze jest straszny bajzel, wszędzie - w szafie z ubraniami, na półce z książkami, czy też na tej z płytami i grami, nie wspomnę już w ogóle o komputerze (moje pliki są rozwalone na trzech różnych komputerach, go figure). Straszny ze mnie bałaganiarz, taka prawda. I co z tego, że czasem nawet spróbuję posprzątać, jak dwa dni później jest dokładnie taki sam bałagan, jak wcześniej...

    No i również w przeciwieństwie do Ciebie, na co dzień chodzę sobie na obcasach i na koturnach. Mam tylko jedną parę trampek, w której chodzę na koncerty głównie, bo szpilki to zdecydowanie nie są odpowiednie buty do skakania tuż pod sceną, ale za to na co dzień lepiej się czuję w takich eleganckich butach. I oczywiście buty zimowe również muszą być eleganckie, w tym się akurat zgadzamy. ^^

    Piątego nie zazdroszczę, bo sama tak mam. ^^

    W kwestii muzyki natomiast to ja mam rozrzut jak ruska katiusza, więc doskonale rozumiem niechęć do szufladkowania artystów. Poza tym nie można się przecież zamykać na jeden tylko gatunek, prawda? Zaprosiłabym Cię na laście, ale mam tam konto właściwie tylko fikcyjnie, bo jakoś ostatnio słucham muzyki tylko na mp4, a nie mam możliwości scrobblowania utworów z tego maleństwa.

    No i koncerty, koncerty też uwielbiam z całego serca, choć rzadko mam okazję na jakimś się pokazać, głównie dlatego, że nie mam z kim, a jeśli już, to moje ulubione zespoły rzadko przyjeżdżają do Polski. Ech, życie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że jeśli ktoś śledzi od czasu do czasu mojego bloga, to na pewno by się zorientował co do Nickelback, ale nie wiem, czy co do adresu, bo ja na przykład mimo że znam jakąś piosenkę, to nie ogarniam od razu, że akurat od niej pochodzi adres bloga, tytuł posta itd.

      Ja to w dalszym ciągu nie rozumiem, co jest fajnego w takim piciu na umór, chyba że chodzi o chęć pokazania innym, ile to ja potrafię... Ale takie rzeczy mi nie imponują, więc średnią przyjemnością jest dla mnie pójście na imprezę, nawet do kolegów, których lubię, gdzie od razu dowiaduję się, że będzie mnóstwo alkoholu. Nawet jeśli bym poszła, to mogę nie pić, ale później zostaję sama jedna trzeźwa, więc po co w ogóle iść, prawda?

      Wiesz, że przeciwieństwa się przyciągają? XD Ale na biurku zawsze mam bałagan, bo a nuż coś z tego grajdołka przyda mi się jutro albo za parę dni, więc po co to chować, skoro kiedyś będę tego szukała? ;)

      Znam ludzi, którzy chodzą w szpilkach na koncerty i też skaczą pod sceną. Albo w takich sandałach-japonkach... Ale to nie zmienia faktu, że trampki (albo jakiekolwiek płaskie zakryte buty) są do tego zdecydowanie wygodniejsze.

      Chwila, na koncerty nie powinnaś aż tak narzekać, bo jednak byłaś na koncertach kilku twoich ulubionych zespołów, prawda? Zresztą, niektórzy z moich najulubieńszych też omijają Polskę szerokim łukiem, nie wiedzieć czemu... I wiedz, że jeśli GD zapowie koncert w Polsce, to będę pierwsza w kolejce po bilety, więc na pewno będziesz miała z kim się wybrać! ;P

      Usuń
    2. Cóż, ja jestem z natury słuchowcem-językowcem, więc szybciutko zapamiętuję konkretne fragmenty piosenek, nawet jeśli nie słucham ich codziennie po dwieście razy.

      Raz w życiu zdarzyło mi się wypić tyle, że zakręciło mi się w głowie, jak tylko wstałam z krzesła - mówię Ci, to nic fajnego nie jest i nie wyobrażam sobie, żeby się schlać do nieprzytomności. Wolę się bawić na trzeźwo, przynajmniej wiem, co robię i na drugi dzień pamiętam, co się działo. Poza tym mam chyba w sobie coś z psa - nie cierpię pijanych ludzi. ^^

      Trampki są zdecydowanie najwygodniejsze na koncerty. Ja wiem, że można w szpilkach, ale gdybym tak na koncert poszła, to bym się przez całą imprezę bała, że mi się obcas złamie, a jak jestem na koncercie, to się chcę bawić, skakać i wrzeszczeć, a nie przejmować się butami czy innymi pierdołami.

      No, koncerty moich najukochańszych są jeszcze przede mną i nie wiem nawet, czy kiedykolwiek będę miała okazję ich na żywo zobaczyć. Chociaż to fakt, zaliczyłam w życiu kilka świetnych koncertów, z których wyniosłam kilka świetnych wspomnień, a kilka kolejnych jest w fazie planowania, bo z tego, co mi wiadomo, kilku świetnych artystów ma się w tej naszej Polsce pokazać w przyszłym roku i grzechem by było taki koncert przegapić. A jakbyś przypadkiem słyszała, że Green Day ma być w Polsce, to daj znać - ja reflektuję bardzo. :)

      Usuń
    3. Ja raczej jestem wzrokowcem, więc żeby zapamiętać tekst piosenki muszę go mieć przed sobą, przynajmniej przez jakiś czas. Chociaż niektóre piosenki są takie inne, że słów mogę się nauczyć podczas ich słuchania, np. Stone Sour "Through The Glass".

      Od zakręcenia się w głowie do totalnego upicia się jeszcze daleka droga. Pewnie też kiedyś zdarzyła mi się taka sytuacja, ale to było jeszcze do zniesienia.

      Na koncercie nie ma czasu przejmować się niczym innym niż koncertem :D Chociaż nie, ja jeszcze przejmuję się osobami, które ze mną przyszły, przynajmniej jedną z nich, żebym to sama zaraz gdzieś nie została! :D

      Co do Green Day'a to zawsze możesz na mnie liczyć i nie musisz mi przypominać,b o będziesz jedną z pierwszych osób, z którymi podzielę się informacją o ich koncercie w Polsce, o ile się do nas wybiorą jakoś niedługo! :D

      Usuń
    4. O, lubię tę piosenkę, chociaż w sumie nie znam w ogóle twórczości Stone Sour, to ten jeden utwór lubię.

      Jasne, że daleka, ale dla mnie to już jest sygnał ostrzegawczy, taka górna granica picia - więcej nie piję, bo to już zaczyna być niebezpieczne, a ja mam słabą głowę i szybciej by mnie to dziabło, niż by się mogło wydawać.

      A to prawda, też się zazwyczaj próbuję trzymać blisko osób, które są ze mną, bo potem ciężko się w tym dzikim tłumie odnaleźć. Ale poza tym mam na głowie tylko dobrą zabawę, jak to na koncercie. :P

      Mam nadzieję, że się w końcu wybiorą! Fajnie by było zobaczyć ich wreszcie na żywo, nie tylko ich co prawda, ale jednak. :)

      Usuń
    5. Jeszcze "Hesitate" od nich lubię.

      Koncerty już od tego są. Ale jak mam kogoś koło siebie, to od razu czuję się tam bezpieczniej.

      Oni mogliby być dobrym początkiem. Chociaż już parę tych ważniejszych dla mnie zespołów widziałam... Ale takim początkiem tych, co kocham całym sercem :D

      Usuń
  11. Jam jest człowiek - chaos, więc Twoje umiłowanie porządku mnie przeraża, ale za to jako studentki jesteśmy podobne, co krzepi lepiej niż cukier :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że są tacy "inni" studenci jak my :D

      Usuń
    2. Ratujemy honor studenckiej braci :D

      Usuń
    3. Już za sam ten fakt powinni nam przyznać stypendium :D

      Usuń
    4. Przynajmniej nie wydałybyśmy tych pieniędzy na piwo, tylko byśmy zainwestowały w coś wartościowszego ;D

      Usuń
    5. Dokładnie... aż się rozmarzyłam :D

      Usuń
  12. świetny blog;***

    http://beforeveryoungbaby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię buziaczków od osób, których nie znam :(

      Usuń
  13. Koncerty ulubionego zespołu to jest to :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TAKKKK! Ale powiem Ci, że równie dobrze bawiłam się na koncertach zespołów, co do których nie byłam przekonana albo których dobrze nie znałam przedtem.

      Usuń
    2. Ja tak w sumie na Coldplayu miałam, że świetnie go nie znałam, nie znam, ale bawiłam się wyśmienicie :D

      Usuń
    3. No, najlepiej poczuć to na własnej skórze, to wtedy mnie zrozumiesz :D

      Usuń
    4. Ano :P

      Ale warto było i na Coldplayu się wyszaleć i na happysadzie... ech byle do kolejnego koncertu!

      Usuń
    5. Wydaje mi się, że warto na wszystkim, na czym się choć trochę dobrze bawisz i zapominasz o bożym świecie, nie tylko na Coldplay i na happysadzie :D

      Usuń
  14. Przede wszystkim - gratuluję, że tak szybko się z tym uporałaś!

    Co do adresu Twojego bloga to na początku nie skojarzyłam, ale później zaczęła ciekawić mnie odpowiedź i szybko ją znalazłam ;). Nickelback słucham, ale zbyt rzadko, żeby wpaść na coś takiego samodzielnie...
    Nazwa Twojego maila też ma takie muzyczne pochodzenie?

    Największy porządek mam na laptopie, wszystko powrzucane do właściwych folderów, żebym nie miała później problemów ze znalezieniem, a na pulpicie od dłuższego czasu ani jednej ikonki... Książki układam seriami, a serie kolorami tak, żeby w danym rzędzie nie było zbyt monotonnie, ubrania prędzej też powiesiłabym w taki sposób niż tak jak Ty, nawet jeśli to oznacza poświęcenie więcej czasu na odnalezienie czegoś ;). Ogólnie w moim pokoju panuje kompletny chaos, w którym ja orientuję się bez problemu, za to inni... cóż...

    Szpilek nie lubię, za to najchętniej chodziłabym w koturnach... Z płaskimi butami godzę się głównie wtedy, gdy mam ochotę na jakiś dłuższy spacer.

    Trochę mnie zszokowałaś tą liczbą koncertów :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko? Wydaje mi się, że trochę mi to zajęło, ale skoro tak mówisz.

      Tak, właśnie :) Ale broń Boże, nie pochodzi on od piosenki Rihanny (właśnie poszłam spytać się o radę wujka Google'a i to coś wyskoczyło mi jako pierwsze). Jest taka fajna piosenka zespołu The Offspring o tytule "Million Miles Away".

      Najpiękniejsze jest to, że masz bałagan i tylko Ty umiesz się w tym odnaleźć, nikt inny.

      Usuń
    2. Twoje "do końca roku powinnam się wyrobić" sprawiło, że spodziewałam się tego najwcześniej w grudniu ;).

      Mnie jako pierwsze wczoraj wyskoczyło właśnie The Offspring i uznałam je za najbardziej prawdopodobną opcję. Rihannę ledwo co zauważyłam.

      Usuń
    3. W sumie to faktycznie miałam najpierw zamiar napisać coś innego, ale stwierdziłam w końcu, że tamto może poczekać, a to umieszczę na blogu, póki jeszcze nie jestem ostatnia.

      Więc Twój wujek Google dobrze się sprawia. Nie to co mój :(

      Usuń
  15. Ja też nie lubię szpilek :d i uwielbiam trampki :d
    A co do studiow, na ekonomii pewnie bym sie pogubila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że na niektórych przedmiotach spokojnie dałabyś radę. Choć to jeszcze zależy od tego, co lubisz :)

      Usuń
  16. Nie wyobrażam sobie abym nie miała od czasu do czasu założyć butów na wysokim obcasie, kobieta wtedy mega seksi się czuje. No i jeszcze jak jest niska tak jak ja to już w ogóle, może patrzeć "z góry" hehe:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi. Ja lubię się czuć wyższa tylko zimą :D

      Usuń
  17. Fajnie że mogłam dowiedzieć się o tobie odrobinę więcej, co sie oczywiście pokrywa z poprzednimi notkami gdzie też dajesz się poznać i piszesz to co myślisz i czujesz i to jest fajne:)
    teraz jestem tutaj:
    http://magentaxoblog.blogspot.com/
    (dawniej byłam jako tonia - na blog onecie)
    jesli masz mnie w linkach to prosze o zmiane, dziekuje :)
    pozdrawiam
    i przepraszam za spam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się właśnie nie pisać takich oczywistych rzeczy, o których wspominałam na tym blogu już kilka/kilkanaście razy, ale też nie miałam tak wielu ciekawych innych faktów, więc pod koniec musiałam napisać te oczywiste rzeczy.

      Już za momencik zmienię Twój adres w linkach.

      Usuń
  18. Wow, naprawdę jesteś studentką czwartego roku? :D Haha, byłam pewna, że teraz studiujesz pierwszy rok ;).
    Sama nie wiem czy to dobrze, czy nie.
    Niesamowitością jest dla mnie Twoja pasja muzyką - ja tak kompletnie nie potrafię, po prostu nie ogarniam tego ogromu i zawsze mi imponowały osoby, które orientowały się we wszystkich kawałkach, płytach, członkach zespołu! Szacun ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem teraz na pierwszym roku, tyle że II stopnia.

      Eeee, we wszystkich piosenkach/albumach itp. orientuję się jedynie co do kilku moich najulubieńszych zespołów. Niektórych słucham , nie mają nawet pojęcia, jak wygląda zespół, a jak się przez przypadek dowiem, to wielce się dziwię, bo wyobrażałąa ich sobie całkiem inaczej... ;P

      Usuń
    2. O nie, nie psuj swojego idealnego oblicza muzykoholiczki! :D
      Ale z drugiej strony, to trochę mi lepiej, że też tak wszystkiego nie ogarniasz ;)

      Usuń
    3. Heh, muzykoholiczką może i jestem, ale w jakichś ramach, które sobie sama tworzę. W sumie po prostu nie potrzebuję interesować się wszystkim, tylko tym, co mnie w jakiś sposób tutaj zaintryguje czy do siebie zachęci.

      Usuń
  19. Wiedziałam o Tobie wszystko oprócz faktu, że lubisz mieć wszystko ładnie poukładane. :D I akurat w tym jestem Twoim przeciwieństwem, tzn. uwielbiam mieć porządek w szafie, ale nigdy nie mam chęci, żeby zabrać się za jej ogarnięcie i dlatego zawsze mam w niej lekki bałagan. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo tego poukładania nie można zobaczyć przez smsy, nie? :P Mi jakoś ta chęć uporządkowania przychodzi sama z siebie, tak nagle. Czasem też mam ochotę żeby pozmywać naczynia, a to już w ogóle jest dziwne :/

      Usuń
  20. Zaspokoiłaś moją ciekawość odnośnie adresu, niesamowicie mnie intrygował. :)

    Co do porządku, to ja się go w pewnym sensie boję. :D Jak jest bałagan, to jakoś tak przytulniej jest.

    A buty na obcasie lubię, ale nie umiem w nich chodzić. Aktualnie modlę się o niezrobienie z siebie pośmiewiska w trakcie poloneza na studniówce. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaś się mnie zapytać i byś się szybciej dowiedziała :)

      Jeśli mowa o tym, czy lubię oglądać albo czy mi się podobają buty na obcasie, to w sumie powiedziałabym, że tak, ale właśnie jakoś nie lubię w nich chodzić, bo zazwyczaj chodzę szybko, a one by mnie hamowały :D

      Usuń

Prześlij komentarz