2012: time that remains

Z tego, co ostatnio obserwuję, to podsumowanie ubiegłego roku pojawiło się już na prawie wszystkich blogach i trochę mi się ono przejadło, szczerze powiedziawszy, ale moje własne podsumowanie zaczęłam pisać kilkanaście dni temu, więc głupio by było, gdyby się zmarnowało. Zatem pozwólcie, że zacznę według schematu, który gdzieś u kogoś wygrzebałam parę lat temu...
P.S. Jeśli nie macie chęci albo czasu tego czytać, to nie będę miała żalu. W tym przypadku jestem w stanie to zrozumieć :-)


Ten rok był dla mnie... nigdy nie umiem obiektywnie stwierdzić (subiektywnie, to każdy kolejny jest lepszy niż poprzedni...), ale powiem, że lepszy niż parę ostatnich, które i tak wcale nie były takie najgorsze.
Zaczął się od... "Solą w oku" Illussion i szampana wypitego z sąsiadami pod blokiem.
A kończy na... koncercie Braci, robieniu zdjęć fajerwerkom i uciekaniu przed ludźmi, którzy mieli pyszną zabawę z wylewania szampana na innych niewinnych.
Mój sukces niepowtarzalny... napisanie pracy dyplomowej i poradzenie sobie z ustną obroną tejże pracy.
Udało mi się jeszcze... po raz pierwszy wsiąść na pokład samolotu, przeżyć lot na Wyspy i z powrotem, spędzić tam trochę czasu i całkiem nieźle poradzić sobie przy załatwianiu spraw kuzynki w tamtej okolicy, co było nie lada wyzwaniem. Spotkać się ze wspaniałymi ludźmi, których poznałam przez Internet, bawić się z nimi na koncertach (a podobno Internet to takie zUo).
Moja pieprzona porażka... na pewno była niejedna, ale żadnej szczególnie nie zapamiętałam.
Najwięcej problemów mam... chyba z humorzastym bratem, któremu wszystko przeszkadza i ze znajomymi, którzy nie potrafią przyjąć do wiadomości tego, co do nich mówię.
Największy szok roku... gdy dowiedziałam się (właściwie ciągle tego doświadczam), że ludzie, z którymi jeszcze 3-4 lata temu byłam praktycznie nierozłączna, teraz nie mogą poświęcić mi nawet dwóch godzin raz na miesiąc, bo mają inne zajęcia.
Najlepszy film... muszę przyznać, że nic w tym roku nie zachwyciło mnie do tego stopnia, że od razu nazywać to filmem tego roku, ale najbardziej spodobały mi się: "Dziewczyny z drużyny 3", "Prestiż" i "Ślubne wojny". Znaczy się z tych, które w tym roku obejrzałam, a nie z tych, które w minionym roku miały swoja premierę, bo z tych ostatnich nic mnie nie zachwyciło. Być może po prostu jeszcze nie obejrzałam tych właściwych filmów i przekonam się o tym za jakiś czas.
Najlepsza książka... tych akurat było całkiem sporo, ze względu na to, że uwielbiam czytać i nie wyobrażam sobie dnia bez przeczytania choćby kilkudziesięciu stron. Trzy, które szczególnie mnie sobą ujęły bądź wciągnęły to: Suzanne Collins "Igrzyska śmierci", Jodi Picoult "Karuzela uczuć" oraz Harlan Coben "W głębi lasu".
Największy przebój... jeśli spojrzę na to z perspektywy słuchaczy najbardziej znanych stacji radiowych, to okaże się, że były to: David Guetta & Sia "Titanium", PSY "Gangnam Style" oraz Adele i jej piosenka nagrana do filmu o słynnym Agencie 007. Jak dla mnie najpiękniejszymi piosenkami wydanymi w ubiegłym roku były: Shinedown "Unity" (jeśli ktoś nie zna, to polecam razem z teledyskiem :") ) i The Smashing Pumpkins "My Love Is Winter".


O koncertach już nie wspominam, bo pisałam o nich kilka razy i chyba wam wystarczy. A co do tego roku, który już trwa, to chciałabym powiedzieć: "to będzie dobry rok, bez rocznic i postanowień, bez wspomnień i rozczarowań" ♪♫♪, co powtarzam niezmiennie od kilku lat, ale jakoś mi to nie przeszkadza.

Komentarze

  1. Internet wcale nie jest takim zUem! na własnej skórze sie przekonałam i wiem, że można dzięki niemu wspaniałych ludzi poznać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też. Tylko niektórzy ludzie się dziwnie na mnie patrzą, jak mówię, że jadę gdzieś na koncert z kimś, kogo poznałam przez Internet ;)

      Usuń
    2. Bo niektórzy ludzie powinni zmienić sposób myślenia, mamy XXI wiek, kiedy Internet jest jakby chlebem powszednim i naprawdę, można dzięki niemu poznać wspaniałych ludzi, ktorzy krzątają się gdzieś wokół nas, ale są jakby... niezauważani? :D

      Usuń
    3. Może i trochę rozumiem ten niepokój, bo rodzice przecież mogą nie ogarniać Internetu i jego dobrodziejstw. Chociaż powinni mi trochę ufać, bo akurat ja nie umawiam się z byle kim, kogo tu poznam ;)
      Ja to raczej poznaję ludzi z innych miast albo osoby z mojego miasta, których nigdy w życiu bym nie poznała, bo nie mamy wspólnych znajomych i nie byłoby żadnej okazji, żeby jakoś się zauważyć ;)

      Usuń
    4. Ja zaprosiłam koleżankę do siebie, w wakacje, którą przez internet poznałam :) oczywiście mamie ją 'pokazałam' na skejpie i kurde, tak, jakbyśmy się wszyscy od zawsze znali :)

      Usuń
    5. Miałam 2 takie przypadki, ze zaprosiłam do siebie osoby poznane przez internet. Z kilkoma widziałam się u mnie w mieście, z kilkoma w Warszawie, czy w Krakowie. Mama w sumie już później nie miała nic przeciwko, jak pokazałam jej zdjęcia dziewczyn na FB czy później nasze wspólne ;)

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o znajomych to mam to samo! Jedni nie rozumieją co do nich mówię, a inni "przyjaciele" przypominają sobie o mnie, bo akurat im się zachce albo coś chcą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też mam problemy z rodzeństwem :D witaj w klubie. No i gratuluję obrony pracy!
    W każdym roku ponosimy jakieś porażki, ale najważniejsze, że jak sama stwierdziłaś każdy rok jest lepszy od poprzedniego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. High five! I dziękuję :)
      O porażkach nie warto pamiętać ani ich wspominać, bo mogą utwierdzić nas w przekonaniu, ze czegoś nie jesteśmy w stanie zrobić.

      Usuń
  4. Najważniejsze, że to był niezły rok. Gratuluję obrony pracy! To naprawdę duży sukces. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chociaż w moim odczuciu niektóre egzaminy były trudniejsze niż sama obrona.

      Usuń
    2. Ale egzaminy poprawić można, a taka obrona...

      Usuń
    3. Powiem Ci, że akurat nad tym, to się nie zastanawiałam i nie mam pojęcia, czy można po raz drugi przystępować do obrony. Znam przypadki osób, które zamiast bronić się w czerwcu, zrobiły to we wrześniu, czy nawet w czerwcu przyszłego roku, ale nie wiem, jak może być z tą obroną. Jednak w większości przypadków obrona jest tylko formalnością, której trzeba dopełnić ;)

      Usuń
    4. Ale to bardzo stresująca formalność. :P Zresztą lepiej mieć to za sobą od razu, a nie czekać pół roku. Mnie aż ciarki przechodzą na samą myśl o tym, że też będę musiała to robić.
      Dużo czasu poświęciłaś na przygotowanie pracy i do jej obrony?

      Usuń
    5. Najbardziej stresujący moment to ten, jak czekasz na korytarzu, a do pokoju weszła dopiero pierwsza osoba. Jak wejdziesz do środka, to już jest po stresie ;)
      W porównaniu do innych - niedużo. Niby zaczęłam pisać pierwszy rozdział pod koniec grudnia, ale później nie miałam weny i skończyłam go jakoś w marcu. A pozostałymi rozdziałami i "dopieszczaniem" zajęłam się dopiero w maju. Na przygotowanie do samej obrony nie miałam zbyt wiele czasu, bo dowiedziałam się o niej jakieś 46h przed faktem,a le nie było źle :D

      Usuń
    6. Tak, czekanie na swoją kolej zawsze jest potwornie stresujące... A potem jakoś to idzie. :)
      Najważniejsze, że się udało.

      Usuń
    7. Później już tylko z górki ;D

      Usuń
    8. Może kiedyś się o tym przekonam ^^

      Usuń
    9. Na pewno Ci się uda :D

      Usuń
  5. Ja się tylu podsumowań naczytałam, że odechciało mi się robić własnych. ;)
    "Igrzyska śmierci"? Mnie wynudziły. Jakoś nie odnalazłam w niej tego fenomenu, który widzą inni. Ale tak to już jest z gustami czytelników.
    Mam nadzieję, że ten rok będzie dla Ciebie lepszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak pisałam w tym poście - zaczęłam je pisać kilkanaście dni wcześniej i nie chciałam, żeby się zmarnowało.
      Mi się "Igrzyska..." bardzo podobały. Druga część trochę mniej, a trzecia już w ogóle.

      Usuń
  6. muszę w końcu przeczytać te 'Igrzyska', ale dorwanie ich w bibliotece graniczy z cudem. ale do książek Picoult jakoś nie mogę się przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to przecież bestseller! Chociaż ja właśnie za tymi bestsellerami nie przepadam, bo w większości przypadków nie przemawiają do mnie. Ten był wyjątkiem. Czytałam kilka książek J. Picoult i pozostałe też mi się nie podobały, ale akurat "Karuzela uczuć" była świetna :)

      Usuń
    2. z tymi bestsellerami to nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. jedynie lista książek do przeczytania rośnie;)
      o czym jest ta 'Karuzela...'? bo wydaje mi się, że czytałam, ale nie jestem pewna ;p

      Usuń
    3. Mi się zazwyczaj nie podobają takie książki, które zachwycają większość ludzi, ale są wyjątki ;P
      → http://lubimyczytac.pl/ksiazka/34239/karuzela-uczuc

      Usuń
    4. jakie na przykład? :D
      no tak, czytałam i nie zachwyciło ;) jakoś nie moje klimaty.

      Usuń
    5. Jakieś Zmierzchy, czy Harry Potter, czy coś takiego, co jest przez jakiś czas na językach.

      Usuń
  7. Chęć do czytania mam zawsze, ale nie zawsze wiem jak skomentować :D.
    Choć wydaje mi się, że to był dobry rok, skoro nie pamiętasz żadnej 'pieprzonej porażki', ale pisanie, że ten rok będzie bez postanowień i rozczarowań, to tylko pobożne życzenie - niemożliwe do zrealizowania chyba :D. Ale życzę, żebyś ich potem pod koniec roku już nie pamiętała - podobnie jak z porażkami :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znasz piosenkę "Notoryczni debiutanci" zespołu Muchy? Bo to właśnie z niej jest ten cytat. I wiem, że na pewno 2013 taki nie będzie, ale co tam!

      Usuń
  8. Aaaaaa, jak słyszę (i widzę!) Gangnam Style, to po prostu umieram.
    Chyba powinnam się w końcu wziąć za te Igrzyska (czemu cały czas chcę pisać Insygnia?) śmierci. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umierasz z radości czy z przesytu? :D

      O "Igrzyskach..." napiszę Ci to, co pisałam Ośce: zazwyczaj bestsellery mi się nie podobają, ale ta jedna książka była wyjątkiem i uważam, że jest świetna, chociaż nie każdemu może się spodobać.

      Usuń
  9. Życzę, żeby standardowo ten nowy rok był lepszy od poprzedniego! Z mnóstwem uśmiechu i szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i Tobie również życzę tego samego! :)

      Usuń
  10. Bardzo ciekawe podsumowanie roku. Szkoda, że ja ograniczyłam się do odhaczenia wypełnionych postanowień, ale dobre i to, bo prawie połowę udało się zrealizować.
    Dla mnie ten rok nie był najlepszy, aczkolwiek ten zaczął się dosyć pozytywnie i mam nadzieję, że będzie tak do końca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam żadnych postanowień na tamten rok, więc nie miałam co zestawiać. A jak udało Ci się zrealizować prawie połowę, to tylko pogratulować! :)

      Usuń
  11. wydaje mi się że już komentowałam ten post ,... a mojego komentarza nie ma..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie kojarzę...

      Usuń
    2. albo sie nie dodal kiedy mój "super szybki internet" przeżywał kryzys ;)

      Usuń
    3. Wiadomo, jaki czasem działa Internet... ;)

      Usuń
  12. A ja podsumowania nie robię.. nie lubię.
    A Shinedown uwielbiam. W sumie dzięki Tobie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja czasem lubię, jeśli to ma wyjść na plus :D
      Bardzo mi miło :)))

      Usuń
  13. Takiego podsumowania minionego roku jeszcze nie spotkałam. Ciekawie się czyta tę formę od standardowego bilansu zysków i strat. Sama nigdy takiego posta nie napisałam - nie lubię podążać za tłumem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nigdy żadnego podsumowania na blogu nie pisałam, więc co mi szkodziło teraz, skoro już zaczęłam to pisać jakoś w grudniu ;) A takie same zyski i straty mi nie podchodzą, bo co to za sztuka wypisać same plusy i minusy danego roku?

      Usuń
    2. Widać, że post jest dopieszczony i zaplanowany :) Ja nigdy tak nie robię... to znaczy: staram się trzymać poziom, ale z tematami jadę na żywca :D
      Żadna sztuka - dlatego doceniłam to, co napisałaś :)

      Usuń
    3. A ja właśnie wolę coś napisać parę dni wcześniej, później jeszcze to przeczytam, wyłapię jakieś błędy czy nieścisłości, poprawię, coś dopiszę, coś usunę... :)
      Dziękuję bardzo :))

      Usuń
    4. Ach, ten perfekcjonizm :D Też tak mam, ale przy pisaniu felietonów i opowiadań. Blog to pełen spontan.

      Usuń
    5. Ja nie piszę nic innego, więc skupiam się na blogu :>

      Usuń
  14. bardzo lubię książki Jodi Picoult! :) Obecnie czytam "Zaginiona Przeszłość". "Karuzeli Uczuć" jeszcze nie czytałam, ale zamierzam to zmienić ;). Najbardziej mi się chyba podobały "Krucha jak Lód", "Przemiana" i "Bez mojej zgody".
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam kilka jej książek i jednak tylko ta mi się jako tako spodobała.

      Usuń
  15. Hah, nie chciało mi się pisać podsumowania. Za dużo się działo w zeszłym roku, by móc to zawrzeć w kilku krótkich zdaniach. Ważne chyba, żeby przyszły rok był lepszy od poprzedniego, prawda?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz