Przepis: tarta czekoladowa

Dawno, dawno temu... kiedy Bina piekła tartę cytrynową z bezą, czytałam, patrzyłam na zdjęcia, miałam ochotę upiec jakąś podobną tartę, bo w mojej rodzinie nigdy nie robiło się takich ciast, nie wiem czemu, ale na ochocie się skończyło. Stwierdziłam, że zajmę się tym w bardziej sprzyjających okolicznościach. Minęło trochę czasu, nastał ostatni czwartkowy wieczór marca i doszłam do wniosku, że wolny piątek to dobry dzień na zrobienie i skonsumowanie ciasta. Korzystając z pomocy wujka Google przeglądałam różnorakie przepisy na tarty i TEN kupił mnie całkowicie, a że nie miał żadnych skomplikowanych składników, to gdy wszyscy zainteresowani wyszli z domu do szkoły czy pracy, ja zabrałam się do dzieła. Nigdy wcześniej nie przygotowywałam ciasta sama, byłam w kuchni jedynie pomocnicą przed świętami albo jakimś ważnym dniem (kiedy mamie brakowało rąk i w tym samym czasie trzeba było zagnieść ciasto, przygotować składniki, ugotować budyń i natychmiast zrobić do niego masę), dlatego chyba zajęło mi to więcej czasu niż osobie doświadczonej w takim kucharzeniu. Jednak przy akompaniamencie radia EskaROCK, dobiegającego z głośników laptopa udało mi się wszystko przygotować*, nie spalić placka, zrobić nadzienie i polewę. Ale... właśnie nadzienia wyszło trochę za dużo, mimo że mam większą blaszkę niż polecana, polewy za mało. Miałam też małą pomocnicę, która najpierw wylądowała z mące i wzbiła jej tumany w powietrze, a później pomagała mi zbierać (czyt. zjadać) okruszki ciasta z blatu... A tak przebiegała ekspertyza piekarnika <zdjęcie>. Co ja się z nią mam.


Efekt jest – jak na mój pierwszy raz – dobry, ale... primo, nadzienie nie chciało zastygnąć na cieście. Być może po kilku kolejnych godzinach w lodówce udałoby mu się to osiągnąć, ale że polewa zastygła mi już kilka razy, to nie chciałam dłużej czekać. Secundo, przy przekładaniu ciasta z blaszki na talerz udało mi się je połamać na kilka części, dlatego na zdjęciu nie wygląda tak ładnie. Tertio, było i jest słodko po porzygu. Jednak trochę za słodko :-)



* Przepisu prawie nie zmieniałam. Jedynie do ciasta dodałam 1 jajko więcej i trochę więcej masła, bo z wymienionych składników "ciasto" było tak sypkie, że nic się z niego nie dało zrobić. A do nadzienia dodałam czekolady mleczne i deserową, bo zapomniałam kupić gorzkie (co było dużym błędem, bo można sobie wyobrazić, co z tego wyszło w połączeniu z cukrem i miodem). Wyłożyłam też blaszkę papierem do pieczenia, bo czasem mimo, że nie powinno przywrzeć, to jednak przywiera (nie w tym przypadku, ale przecież "przezorny zawsze ubezpieczony").

Komentarze

  1. chcę.
    ją.
    zjeść.
    mogę wpaść? :D
    u mnie też zawsze na chęciach się kończy, bo ja po prostu nie lubię gotować ani przyrządzać żadnego jedzenia, denerwuje mnie to i mam wrażenie, że wszystko jest ciekawsze niż to, także dobrą żoną w tej kwestii nie będę xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna ta Twoja pomocnica. ;)
    U mnie też nie robi się tego typu ciast, ale też jakoś nigdy specjalnie za nimi nie przepadałam.
    Najważniejsze, że jakoś wyszło. Następnym razem na pewno będzie lepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejadły mi się już wszelkie wypasione ciasta z puszystymi biszkoptami i kremowymi masami, więc pewnie dlatego zapragnęłam coś bardziej normalnego i kruchego :P

      Usuń
    2. A ja bym wszamała jakieś dobre ciasto... Tylko kto je upiecze? :P
      Ładny nowy wygląd. ;)

      Usuń
    3. Hmm, może Ty? :D
      Dziękuję! Chyba za często tu zaglądam, bo szybko znudził mi się tamten szablon :(

      Usuń
  3. jeśli smakowało tak jak wyglądało to szacun ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wygląda na słoooodkie do porzygu, to owszem :D

      Usuń
  4. Ale mi narobiłaś ochoty na jakieś czekoladowe ciasto

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, nie miałam akurat takiego zamiaru w stosunku do Ciebie :(

      Usuń
  5. Jejku, ale zjadłabym kawałek. Uwielbiam czekoladę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam wykonanie tej tary, bo nie dość, że ma polewę i nadzienie czekoladowe, to ciasto też jest z dodatkiem kakao :) A wykonanie naprawdę nie jest trudne.

      Usuń
  6. O kurcze! Ale to świetnie wygląda. Dawno już niczego nie upiekłam.. Może jutro spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  7. o rety...teraz to znowu się głodny zrobiłem xD A mam ostatnio ideologiczny post czekoladowy...nierozwiązywalny dylemat XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem głodna praktycznie cały czas, a jeśli zobaczę jakieś smakowite zdjęcia, to już w ogóle, także... ^^
      Ooo, nie czytałam wcześniej, ale już nadrobiłam i... skomentuję to, opowiadając Ci pewną historię. Czytałam kiedyś książkę Robina Cooka "Toksyna" - thriller medyczny. Jest w niej poruszony problem McDonaldów i podobnych barów szybkiej obsługi, gdzie kotlety hamburgerowe smaży się szybko, niedokładnie, a mięso w nich jest niezbyt oczywistego pochodzenia. Pewnego wieczoru doktor Reggis zabiera córkę do jej ulubionego baru z hamburgerami. Po kilku dniach dziewczynka umiera w wyniku zatrucia bakteriami, pochodzącymi z mięsa hamburgera. Dalej jest przedstawiona "walka" lekarza o sprawiedliwość i odkrycie, co było nie tak z tym mięsem. Jeśli Cię to w jakiś sposób zaciekawiło, to polecam przeczytać całość :D Oczywiście, po lekturze książki byłam przekonana, że nigdy więcej nie tknę hamburgera ani takich rzeczy. Trzymałam się tego jakoś przez 2-3 tygodnie i przestałam przejmować. Więc wydaje mi się, że z czekoladą może być podobnie :P

      Usuń
    2. No to że jestem głodny cały czas i walczę tak z niedowagą to pomijam XD

      A to znam, znam! Mam na półce już przeczytane daaawno temu XD Ale mi chodziło o inną ideologię troszkę z tym kakao, czekoladą. Bo wiesz, jadłem w tajskich garkuchniach, na ulicach, jadłem pieczone karaczany, mięso szczura, surowe serce węża...toksyny mi już chyba niestraszne XD

      Usuń
    3. Dobra przemiana materii ♥
      W porządku - może odebrałam to nie w ten sposób, jaki miałeś na myśli, ale moja interpretacja też nie jest chyba zła? ;) Hahaha. Nie jadłam nic z tych "rzeczy", ale jakoś nie kusi mnie, żeby spróbować. Baa, nigdy w życiu nie spróbuję nawet normalniejszych potraw typu ostrygi, małże, kraby, ośmiornice itd. Fu :(

      Usuń
    4. Aż za dobra XD
      W sensie, że mi przejdzie? Okaże się:)
      Żadne fu, wspaniałe rzeczy! XD

      Usuń
    5. Nie wiem... Być może jesteś bardziej pamiętliwy i wytrwały w tych sprawach :)
      Jakoś nie jestem do nich przekonana i wolę nie ryzykować. Przynajmniej na razie... ;)

      Usuń
  8. Wygląda mniamuśnie! *.*
    Przepis faktycznie nieskomplikowany, chyba też się skuszę zrobić takie o :)

    P.S Ekspertyza piekarnika mnie rozwaliła, skąd ja to znam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto sprawdzić coś, co nie jest codziennie dostępne, prawda? :D

      Usuń
  9. Mmm... Zjadłabym ;p Niestety mój talent kulinarny ogranicza się do przyrządzenia miski płatków (z zimnym mlekiem oczywiście), o pieczeniu ciast już nie wspomnę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś kiedyś upiec ciasto? Bo ja nie. A przynajmniej nie całkowicie sama, jak wspomniałam :)

      Usuń
  10. O jeny, ale zrobiłaś mi ochotę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten o pozytywnym zabarwieniu? :D

      Usuń
    2. Jak możesz w to wątpić? :>

      Usuń
    3. Wolałam się dopytać :D

      Usuń
  12. Wyglada przepysznie, super ze udalo ci sie zrobic ta tartą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i też się cieszę, że podołałam :D

      Usuń
  13. Jak na pierwsze samodzielne ciasto, uważam, że to spory sukces! :) Ja kiedyś też coś piekłam, nawet mi to czasem wychodziło, ale obecnie popsuł mi się termostat w piekarniku i czekam aż zakupią mi nowy, więc póki co mam dobrą wymówkę, by się nie uczyć kucharzyć xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że nie lubisz piec ani gotować, ani nic? :P Bo ja muszę przyznać, że mi się to chyba zaczyna podobać o__O

      Usuń
    2. Bardzo nie lubię :P Zwłaszcza jak mam się brudzić w tym cieście całym i wogóle :P Chociaż to, że nie lubię nie oznacza, że nie umiem :P Robię dobre omlety i pomidorową, umiem robić rosół, inne zupy i drugie dania :P No z głodu się nie umrze, ale przyznam, że najciężej mi się zabrać do gotowania :P

      Usuń
    3. Faktycznie jak mam się bawić rękami w cieście, to mi się trochę odechciewa, ale jak robi to za mnie mikser, to jest fajniej. Z zup to umiem zrobić rosół z kostki i zupki chińskie, więc nie będę się tym chwalić :D Mówi się, że faceci są lepszymi kucharzami... Jak tam Ciacho z tym stoi? :D

      Usuń
    4. No Ciacho to powiem Ci, że bardzo mi na początku zaimponował. Potrafi zrobić pizzę :P I sałatkę z gyrosa :D Coś tam jeszcze mówił w międzyczasie co umie i pamiętam, że bardzo mi się to spodobało, ale sprawa jakoś tak ucichła :P Teraz jak on mi mówi, że mogłabym się zacząć uczyć, to odpowiadam, że chyba on :P
      Mój brat za to często gotuje i to całkiem nieźle a ma 17 lat :P

      Usuń
    5. Pizza bardzo na plus! Przynajmniej ciasto, bo dodatków, to można sobie samemu naukładać :D Nie wiem, dlaczego przyjęło się, ze to kobiety powinny kucharzyć, skoro faceci są lepszymi kucharzami o__O

      Usuń
  14. możesz wróżyć z wzorków na tarcie :D trochę takie rozwiane drzewo...
    ILE CZEKOLADY *o* rozpływam się i na maxa chcę tę tartę! :D
    dzięki za wspomnienie o mnie, jak miło, że Cię to zainspirowało! :D piona za zwalczenie kuchennych fobii i nieudolności! :D #awkward
    ile :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się spojrzy z drugiej strony, to... taki trochę mózg przypomina ta polewa...
      To rób! Wyszła Ci cytrynowa, powinna wyjść i ta :D Czasem mi się zdarza, że czyjś wpis mnie zainspiruje do zrobienia czegoś/do napisania czegoś.
      Ta emotikonka :D wyraża więcej niż zwykły uśmiech, więc jest spoko! :D

      Usuń
  15. ja może w temacie... ale jestem chyba talentem.. upiekłam szarlotkę bez proszku do pieczenia :D zapomniałam sobie o nim, i wyrosło ciasto o dziwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, zdarza się. Kiedyś z mamą robiłam jakieś ciacho i nie dodałyśmy śmietany, a odkryłyśmy to, kiedy w ogóle nie dało się go "rozłożyć" na blaszce i było takie suche ;O Ale... jak Twoja szarlotka mogła wyrosnąć bez proszku do pieczenia? ^_^

      Usuń
    2. Ja ciągle sobie to pytanie zadaję :D Ale na byk pamiętam, że nie wsypałam go, bo trzeba było nowe opakowanie otworzyć i jak wpakowałam brytwanę do piekarnika, to się skapnęłam że leżał na zlewie nie otwarty :D i tak tylko patrzałam, czy rośnie czy nie... urósł, rodzice spróbowali i dopiero mówię: tej, urosło choć nie powinno, taki CUD :D

      Usuń
    3. Nie jestem w stanie tego pojąć XD

      Usuń
  16. Jej, dawno u Ciebie nie byłam, bo mi nie pokazuje Twoich postów w nawigacyjnym, co za szajs z tego bloggera. ;_; Ale mi narobiłaś ochoty na ciasto! Moja mama ma jutro urodziny i choć kończę dzisiaj wykład o 20:05, to chyba skuszę się, żeby coś upiec, bo mnie nakręciłaś, meh Ty :D idę szukać czegoś fajnego. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Tak bardzo chętnie bym się poczęstowała... Pieczenie zawsze poprawia nastrój. Dlaczego zatem ja nigdy nie mogę się do tego zmusić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo czasu zajęło mi, żebym się zabrała za ciasto, także może i u Ciebie kiedyś przyjdzie na to pora.

      Usuń
  18. Matko! Jaką mi ochotę zrobiłaś. ;)
    Ja chyba jestem lepsza w gotowaniu niż w pieczeniu. Zawsze jak próbuję coś upiec, to albo spalę, albo jest zakalec, albo w ogóle do niczego się to nie nadaje. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj - na pewno jakieś ciacho kiedyś Ci wyszło i była zjadliwe.

      Usuń
  19. Ja też czasami patrząc na zdjęcia, tak bardzo mam ochotę to jeść. :D Nigdy nie upiekłam czegoś ambitniejszego, niż muffinki, ale kto wie. :) Jak dla mnie pewnie też byłoby trochę za słodko, ale w mniej słodkiej wersji pewnie jak najbardziej bym polubiła. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem dodam gorzką czekoladę, żeby nie było AŻ TAK słodko...

      Usuń

Prześlij komentarz