Im dłużej cię nie widzę, tym mniej mam ci do powiedzenia

Cofnijmy się parę lat wstecz... Pierwszego dnia w liceum całkiem przez przypadek zyskałam towarzyszkę niedoli, z którą dzieliłam ławkę i tak się złożyło, że przez kolejne 3 lata byłyśmy nierozłączne i nie mogłyśmy bez siebie żyć. Z czasem bardziej zaznajomiłyśmy się z kolejnymi czterema dziewczynami i tworzyłyśmy zgraną paczkę. Będąc już na studiach, po wybraniu różnych uczelni, różnych kierunków, dalej spotykałyśmy co 3-4 tygodnie i zawsze każda z naszej szóstki miała innym tyle do opowiedzenia, że nie starczało dnia i wieczoru. Wraz z upływem czasu, spotkania odbywały się coraz rzadziej i nie zawsze w komplecie, bo każda miała swoje własne, inne sprawy, które nie dotyczyły reszty nas i nie zawsze umiała tak zaplanować swój czas, aby znaleźć chociaż godzinkę, żeby spotkać się ze starymi znajomymi.

A dzisiaj, czyli pięć lat po opuszczeniu murów szkoły średniej... Widujemy się 3-4 razy do roku, gdy jedna z naszej szóstki wraca ze stolicy do swojego miasta rodzinnego i może się spotkać z resztą paczki, która jest tu na co dzień – w okolicy Bożego Narodzenia, Wielkanocy, po sesji letniej, przed rozpoczęciem roku akademickiego. Jedna z dziewczyn przestała odpisywać na wiadomości ponad rok temu i od tamtej pory żadna z nas jej nie widziała i nie wiemy, co się stało i dlaczego. Mamy coraz mniej wspólnych tematów do rozmowy. Jak każda ma opowiedzieć wszystko, co się u niej działo przez te kilka ostatnich miesięcy, gdy się nie widziałyśmy? Przecież reszta nie zna jej koleżanek, nie łapie się we wszystkich wydarzeniach, które jej bezpośrednio nie dotyczą i nie jest w stanie spamiętać wszystkich, nawet tych błahych wydarzeń, które z ciekawością chłonęłyśmy jeszcze 4 lata temu.

Im dłużej kogoś nie widzę, tym mniej mam mu do powiedzenia. Nie wierzyłam, dopóki sama tego nie doświadczyłam.

Propozycje spotkania już mnie nie cieszą tak jak kiedyś. Nie raduje mnie kolejna kawa mrożona albo lemoniada w ulubionym pubie. Nie mam ochoty i nie żałuję, jeśli kiedyś nie mogę być na jakimś spotkaniu. Ale też nie żałuję, że na jakieś poszłam. Może z wyjątkiem tych, na których dowiaduję się takich rzeczy o innych osobach, o których wolałabym nie wiedzieć, bo łamią mi serce. A muszę udawać, że wszystko jest w porządku, że nic mnie to nie interesuje. Chodzę spotkać się z dziewczynami raczej z przyzwyczajenia

Coś się rozpadło. Czuję to i widzę. Wiem. Czasem któraś z dziewczyn próbuje się podjąć niemożliwego i proponuje wspólny wyjazd w góry, na Mazury, nad jezioro, wspólne wakacje nad morzem, imprezę, żeby uratować naszą wspólną znajomość, być może przyjaźń, ale kończy się na propozycjach z milionem wymówek od każdej. Każda ma swoje życie, nowych znajomych, własne obowiązki. Sama jakoś nie mam ochoty tego ratować. Już nie.

Ale... widziałyśmy się parę dni temu i było prawie jak dawniej. Wesoło, gadatliwie, radośnie, z wielkimi planami na przyszłość bliższą i trochę dalszą, bo tę już po obronie, trochę plotek o wszystkich znajomych, trochę zwierzeń, tych chcianych i tych niechętnych. Było prawie jak dawniej. Ale, jak wiadomo, prawie robi wielką różnicę.

Komentarze

  1. Skąd ja to znam.. Tyle, że ja skończyłam szkołę rok temu, i już po tym roku nie mam z większością osób o czym rozmawiać... A było nas cztery, kumplowałyśmy sie przez trzy lata jak nikt z nikim. Spotkałyśmy się może trzy razy w całym gronie, a tak to jednej nie pasuje, jedna nie może - choc wszystkie w Krakowie studiujemy. Widuję się jedynie dosyć często z koleżanka, jedną z nich, która studiuje na tym samym uniwerystecie, tyle, że ja poznałam jej nowych znajomych, a ona moich więc czasami wciąż nie możemy się nagadać. Jedna koleżanka się zaręczyła, druga wpadła w wir studiowania... Cóż, myślałam że przetrwa, a tu każda ma już nowe paczki i inne priorytety. Smutne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest smutne, gdy coś fajnego tak nagle wygasa. Albo stopniowo. Nie wiem, która opcja jest "lepsza" :(

      Usuń
    2. Nie da się chyba wybrać lepszej. Po prostu jedna koleżanka ot tak stała się niedostępna, cokolwiek się dowiadywałyśmy o niej, to z facebooka, na ostatnim "spotkaniu" pożyczyłam jej pendrive'a, nie ma nawet pięciu minut, zeby mi go przekazać, jak chciałam się umówić, zawsze ma coś lepszego do roboty... chyba nawet nie ma się o co starać :(

      Usuń
    3. Napisz jej, że skoro nie ma czasu, żeby się na moment spotkać i oddać Ci pendrive'a, to niech Ci go wyśle pocztą. Ale koniecznie przesyłką poleconą *służę dobrą radę* A tak na poważnie - my właśnie też mamy taką jedną, co się nie odzywa, a ona nawet nie ma FB, więc totalnie nie wiemy, o co jej chodzi. A mogłaby chociaż napisać, że nie chce się już z nami spotykać, to przecież dałybyśmy jej spokój, chociaż to by bolało.

      Usuń
    4. Chyba w końcu to zrobię, znaczy poproszę ją o to, mimo że nie wierzę, iż nie ma czasu, bo wiem, na co chodzi i że tego czasu ma pod dostatkiem. Cóż... No właśnie, a tak to zostają tylko domysły. Ostatnio gadałam na skejpie z przyjaciółką i mówię, o, moja X napisała (ta od pendrive'a właśnie) ciekawe co będzie chciała. Po czym, oznajmiła mi X o jakimś wypadku niedaleko jej domu wysłała link do strony, po czym... pożegnała się. Chyba witki mi już do ziemi opadły..

      Usuń
    5. Proś do skutku i życzę, żeby to się skończyło pozytywnie, czyli tak jak w przypadku mojej sytuacji z Blondynką, wspominaną w poprzednim poście :P
      Czekaj, miałaś współczuć X odnośnie tego wypadku czy co? Bo w ogóle tego nie rozumiem o______O Ale podoba mi się określenie z witkami ♥

      Usuń
    6. Mam nadzieję, że w końcu się jakoś uda. Szkoda gadać do takich ludzi, z którymi jeszcze kiedyś miało się dobry kontakt. :P
      No właśnie ja do tej pory niekoniecznie wiem, o co jej chodziło - kazała mi obejrzeć stronę, obejrzałam, powiedziała mi że "ten samochód tam to samochód kolegi mojego taty", ja takie wtf, jakby mnie to obchodziło w ciula, po czym sobie poszła :o nie znałaś go do tej pory? :D

      Usuń
    7. Naprawdę nie rozumiem. Może to źle zabrzmi, ale miałaś współczuć, że kolega jej taty miał wypadek? Którego pewnie nie znałaś i nigdy wcześniej o nim nie słyszałaś? Eh :/
      Nie znałam... To źle? :O

      Usuń
    8. No właśnie nadal nie mam pojęcia co to miało na celu, i chyba nie chcę wiedzieć ;/
      Niee, skądże :D po prostu tu u mnie to znana gra słowna xd

      Usuń
    9. Widocznie nigdy jeszcze Ci witki nie opadły a propos tego, co mówię, piszę, więc nie wiedziałam, haha :D

      Usuń
    10. Najwidoczniej, szkoda gadać :D Spoczko loczko :> Ej no ale serio to mnie do tej pory zastanawia co ona chciała tym osiągnąć, oj gupia ja :P

      Usuń
    11. Teoretycznie to możesz się jej o to zapytać xD

      Usuń
  2. Niestety zawsze wychodzi tak, że oddalamy się od ludzi z którymi nie spędzamy już tak dużo czasu, każdy ma inne, własne problemy i nagle wychodzi, że nie mamy o czym sobie opowiadać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takk, bo opowiadanie dla samego opowiadania nie ma jednak sensu.

      Usuń
  3. To się niestety, bardzo często zdarza. Również miałam super koleżankę w liceum. Piszę do niej, zapraszam, a ona olewa. To boli, ale co zrobisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapytanie się jej, o co chodzi pewnie też by nie zadziałało, bo by znowu nie odpowiedziała :| Chyba trzeba przestać się tym przejmować.

      Usuń
    2. Wiem, co by odpowiedziała :P Że nie ma czasu, ale że następnym razem na pewno wpadnie ;) A znów byłoby to samo ;)
      O nic im tak naprawdę nie chodzi. Po prostu mają nowe życie, nowych przyjaciół, którzy lepiej ją rozumieją, bo żyją w tym samym świecie itd.

      Usuń
    3. No to już cięższy przypadek. Ale w sumie nie można by tego napisać tym osobom, które jednak proszą o spotkanie? Nawet krótki i niezbyt miły treścią sms, że "sorry, mam nowych znajomych, z wami nic mnie już nie łączy". Pobolałoby i przestało, zaraz można by o tym zapomnieć. Chyba że i Twoja koleżanka, i ta moja, myślą, że może jednak kiedyś znajdą ochotę na spotkanie, więc nie chcą teraz kończyć tej znajomości? Co powiesz na taką interpretację?

      Usuń
    4. Myślę, że nawet osoby, którą są szczere nie koniecznie miałyby ochotę na taką odpowiedź.
      Bo to by się równało ze zniszczeniem przyjaźni we wrogość a nie w znajomość. Na pewno mniej boli brak kontaktu niż krytyka: jesteś nudna, nie chcę już Cię znać.
      Może to też zależy od ludzi, jedni wolą znać całą prawdę a inni tylko prawdę konieczną.

      Usuń
    5. Jak dla mnie to, że mam nowych znajomych wcale nie jest jednoznaczne z tym, że tych wcześniejszych uważam za nudnych, ale w sumie można to różnie interpretować.

      Usuń
    6. Ja też tak nie uważam :P Ale gdyby ktoś napisał mi tekst : "sorry, mam nowych znajomych, z wami nic mnie już nie łączy" właśnie tak bym to odebrała ;)

      Usuń
    7. Ja nie, ale to nic :D

      Usuń
  4. Myślę, że takie przyjaźnie na pewno wiążą się zawsze z jakimś sentymentem. I chociaż jest świadomość, że to już nie to samo, nie te czasy, nie ci ludzie, to jednak wspomnienia robią swoje. I siłą rzeczy jest jakaś tęsknota, jakieś niezrozumienie dlaczego coś co miało być na zawsze dziś nie ma po tym śladu, a z ludźmi z którymi kiedyś potrafiliśmy przegadać cały dzień, dziś już nie mamy o czym z nimi rozmawiać. I myślę, że mało jest takich długotrwałych przyjaźni, które w pewnym momencie się nie ulotniły. Bo ludzie zawsze prędzej czy później się rozchodzą. Takie jest życie.

    Ja miałam przyjaciółkę, no, powiedzmy bliską koleżankę przez naście lat. Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że kiedykolwiek się rozejdziemy. Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zasadzie rozumiem, że skoro nagle zmieniamy szkoły na uczelnie i nie spędzamy ze sobą tyle czasu dzień w dzień co wcześniej, to prędzej czy później jest szansa, że to wszystko obróci się w drobny pył, ale... chyba po prostu nie chciałam tego wcześniej przyjąć do wiadomości, bo to jednak trochę boli :|

      Kiedyś czytałam, że przyjaźń, która trwa więcej niż7 lat, już nigdy się nie skończy...

      Usuń
    2. Pewnie, że boli. Mnie też kontakty się pourywały, gdy rozdzieliło nas życie i początkowo nie było łatwo. A potem było jeszcze trudniej, gdy sobie uświadomiłam, że to co było, między mną a tymi osobami, już nie wróci. Że po jakimś czasie patrzysz w oczy ludzi, którzy kiedyś byli ci bliscy i widzisz obce osoby. To chyba jest najcięższe do zniesienia.

      Też tak słyszałam. Podobno też co 7 lat zmienia się charakter człowieka heh...

      Usuń
    3. Co do charakteru, to pewnie chodzi o to, że się lekko modyfikuje z roku na rok i dopiero po 7 latach widać jakąś większą różnicę, bo raczej niemożliwa jest taka zmiana z dnia na dzień. Przynajmniej tak mi się wydaje.

      Usuń
  5. Bo po prostu pewne więzi umierają śmiercią naturalną. Pochodzą od ludzi i są jak ludzie, zmieniają się wraz z nami. Każdy idzie swoją drogą i czasem nawet jeśli o coś walczymy..po prostu z czasem odchodzi w niepamięć. Brzydko mówiąc, znika. Bo zmiany to naturalne koleje losu, to że spotykamy jednych, tracimy drugich. Jak to powiedział ktoś, nic nie jest wieczne. Tylko czasem zdarza się, że pewne rzeczy trwają dłużej niż ludzkie życie.
    I to może wydawać się smutne...ale jest też naturalne. Jak każda śmierć i trzeba ją przełknąć i iść dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie i tak, ale ciężko pogodzić się z takimi "niesłusznymi" według nas przypadkami.

      Usuń
  6. Myślę, że to dość smutne, ale naturalne. Zmieniamy otoczenie, poznajemy nowych ludzi, a z tymi, których uważaliśmy za przyjaciół na zawsze spotykamy się rzadziej przez co mamy sobie coraz mniej do powiedzenia... Bo jak wytłumaczyć prawie obcej już osobie dlaczego nienawidzimy tego profesora, a nowa współlokatorka jest wspaniałą? No właśnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz. Teoretycznie można próbować tłumaczyć, o co nam chodzi, jak i dlaczego,, ale nie wiemy, czy ta druga osoba odbierze to w taki sposób, w jaki my to odbieramy.

      Usuń
  7. Podobnie mam ze swoją przyjaciółką z gimnazjum, która dwa lata temu przeprowadziła się do innego miasta. Niby na spotkaniach jest miło, ale nie czekam już na nie z taką niecierpliwością i nie tęsknię, gdy długo się nie widzimy.
    Taka jest kolej rzeczy. Zmieniamy się, wchodzimy w inne środowisko, poznajemy nowych ludzi, idziemy naprzód. Nie napawa mnie smutkiem myśl, że kiedyś stracę tych znajomych, z którymi jestem blisko teraz, w liceum. Bo gdziekolwiek pójdę, czekają na mnie nowi ludzie, nowe doświadczenia i wyzwania. A ludzie z przeszłości dają o sobie znać co jakiś czas.
    Skoro było Wam tym razem tak dobrze to może następne spotkanie też Was zaskoczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę jeszcze wspomnieć o "przyjaciółkach" ze szkoły podstawowej, z którymi widziałam się później dosłownie 2 razy w życiu i straciłyśmy ze sobą kontakt, bo przeprowadziłam się na drugi koniec miasta. Ale miałyśmy wtedy po 10-11 lat, więc ciężko byłoby się dalej przyjaźnić, skoro nie miałyśmy, jak się widywać.
      No niestety - taka jest kolej rzeczy, jak piszesz, ale myślałam, że w tym przypadku tej przyjaźni uda się przetrwać trochę dłużej.

      Usuń
  8. taaak mam bardzo podobne doświadczenia. wyjątkiem jest przyjaciółka, która wyjechała na 2 tygodnie, a potem trzeba sobie wszytsko opowiedzieć :D ale poza tym rzeczywiście, znajomości się tak łatwo rozsznurowują, gdy są zaniedbywane..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam przyjaciółkę, z którą mogę gadać i gadać, spotykać się dość często i mi się to raczej nie znudzi :P Ale nie wiem, czy to nie taki wyjątek potwierdzający regułę.

      Usuń
  9. Kurcze to przykre. Zawsze mi się wydawało, że odległość nie jest barierą dla prawdziwej przyjaźni. Ja z moimi przyjaciółkami bardzo rzadko się widuję ale nigdy nie pozwolę aby kontakt nam się urwał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama odległość chyba nie jest barierą, a przynajmniej ja powiedziałabym, że nie tak do końca. Bardziej winne są chyba dodatkowe zajęcia, obowiązki każdej z nas i co za tym idzie - niedobór czasu, żeby pogadać ze sobą chociaż raz na kilka dni... Przynajmniej do takiego wniosku dochodzę teraz, kilka dni po napisaniu posta.

      Usuń
  10. U mnie to wyglądało niemal identycznie. Byłyśmy w 3. Ale potem jedna znalazła faceta i całkiem nas olała, druga wyjechała po maturze do Londynu na stałe, a ja zostałam sama w Polsce, bo zdecydowałam się najpierw zrobić studia, dopiero później wyjechać, już z papierkiem w ręce, bo mam dobre studia, zawód, więc i pracę chcę mieć lepszą. Ale z jedną kontaktu prawie nie mam, a druga od czasu do czasu się odezwie. Szkoda mi, bo przyjaźniłyśmy się podstawówki.. ale co zrobić? Smutne to.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapomniałam odpisać Ci odnośnie mojego posta... haha.
    Ja wciąż nie wiem czy to jest prawdziwa nazwa do tego, co robię ( rozbijam jajko w kubeczku i pakuję je do mikrofalówki... xD ), ale nie biorę sobie tego do serca xD grunt, że nie muszę sterczeć przy piecu cały dzień haha. Mnie rzadko się zdarza gotować parówki czy zapiekankę normalnie, ale jak tata jest w domu, to mnie do tego zmusza, albo z rozpaczy nade mną sam mi robi xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam trochę podobnie. Moja koleżanka mieszka we Włoszech i widujemy się może z 2 razy w roku... To jest naprawdę dobijające. No ale cóż, bywa.
    Ale czy zawsze musicie się widywać w tym samym gronie? Organizujecie spotkanie - jedna nie może się pojawić no to szkoda, ale przecież z resztą można się spotkać. Wiem, że są takie momenty, że żadna nie ma czasu, ale chyba nie ciągle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że możemy spotykać się w mniejszym gronie, ale mi właśnie chodzi o te kompletne spotkania, bo jednak to nie to samo :)

      Usuń
  13. Niestety muszę się z tym zgodzić. Nawet najlepsza przyjaźń może legnąć w gruzach, gdy urywa się kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem dopiero w liceum, ale już mogę podać przykład podobnej sytuacji. To smutne, że takie przyjaźnie rozpadają się, choć kiedyś były dla nas wszystkim. Straszne jest to, że nic nie możemy na to poradzić.. Mam nadzieję, że uda wam się być jeszcze tak zgraną paczką, jak kiedyś. To ważne utrzymywać kontakt, chociaż czasem wydaje się to niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O moich "przyjaźniach" z poprzednich szkół nie ma co mówić, więc dlatego skupiłam się tylko na tej sytuacji z liceum, która wydała mi się... jednak dziwna.

      Usuń
  15. Nie wierzę w przyjaźnie, które opierają się na byciu ze sobą non stop w szkolnnej ławce. Jednak ludzi powinno łączyć coś więcej. Wtedy ma się tematy do rozmowy, bo szkoła jednak nie jest jednym z nich. Dlatego potem, z czasem, w takich przypadkach nie dogadujemy się tak jak to bylo kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli uważasz te przyjaźnie szkolne nie są prawdziwymi przyjaźniami, tylko takimi "dla zabicia czasu"? W sumie coś w tym może być.

      Usuń
    2. Szczerze mówiąc tak uważam. Chodzi mi o takie typowo szkolne - z ławki i przerwy, kiedy zwykle ludziom to wystarczy, żeby być "przyjaciołmi".

      Usuń
    3. Nie no, w porządku. Możesz przecież uważać, co chcesz :) Tylko że akurat poza szkołą też się spotykałyśmy i też nam się dobrze gadało, nie tylko o nauczycielach, przedmiotach i znajomych z klasy.

      Usuń
  16. Skąd ja to znam...? Po roku w Holandii pojechałam do Polski i nie potrafiłam rozmawiać z 'przyjaciółmi'. Po prostu dużo się zdarzyło, zarówno w moim, jak i ich życiu, zaczynasz wtedy od siebie 'odrastać'. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz