Póki mogę, to ponarzekam

Jest środa. Wstaję wpół do 7, ogarniam się, jem śniadanie, piję herbatę i wychodzę, bo mam zajęcia na 8. Spędzam 90 minut na niezbyt ciekawym spotkaniu z promotorką, na którym trzeba być obecnym. Około 10 jestem z powrotem w domu. Poczytam książkę. A może i nie. Spędzę trochę czasu przy laptopie. Albo i nie. Zjem coś. W zasadzie nie zajmuję się niczym konkretnym i prawie 3 godziny później znowu muszę się zbierać na uczelnię. Finalnie kończę o 16:30, jestem w domu niecałą godzinę później. I cały dzień z głowy, prawda? Mam tak trzy dni w tygodniu. Pomimo że w tym semestrze mam niecałe 200 godzin zajęć, co wychodzi po około 13 godzin na tydzień, czyli około 8 zajęć trwających 90 minut. W uproszczeniu – 16 godzin lekcyjnych (skomplikowane przeliczenia, ikr ;p). W tygodniu. A ja właśnie 3 razy w tygodniu mam zajęcia rano/przed południem, jedno/dwa/trzy okienka i kolejne zajęcia, dzięki którym kończę o 16:30 albo po 18.

Kto to w ogóle wymyślił? Rozumiem, że nie da się dogodzić wszystkim naraz. Rozumiem, że program do układania planu nie jest nieomylny, ludzie za to odpowiedzialni muszą i tak ułożyć większą część planu, a to nie jest łatwe i szybkie zajęcie, ale dlaczego od kiedy jestem na studiach magisterskich zawsze moja grupa/mój kierunek ma wszystko tak na masę rozwleczone? Jak mam szukać pracy/pracować czy pisać pracę magisterską, skoro spędzam na uczelni praktycznie całe dni? Niby z małymi przerwami na okienko, ale czym sensownym można się zająć, gdy ma się 4 godziny wolnego? Albo 2. Jak wracam do domu prawie wieczorem, to już nic mi się nie chce. W ostatnim semestrze na studiach I stopnia najpóźniej kończyłam o 13 (no dobra, raz miałam do 18, ale zaczynałam po południu). Bez zbędnych okienek. A i tak pamiętam sytuacje, gdy po 10 chodziliśmy z częścią naszej grupy na piwo. Bo nie mieliśmy już zajęć danego dnia, a było tak ładnie, że trzeba to jakoś uczcić.

A teraz inna wersja... Jest środa. Wstaję wpół do 7, ogarniam się, jem śniadanie, piję herbatę i wychodzę, bo mam zajęcia na 8. Siedzę 90 minut na niezbyt ciekawym spotkaniu z promotorką, na którym trzeba być obecnym. Po 15 minutach przerwy mam ćwiczenia, a następnie wykład fakultatywny. Kończę o 13, jestem w domu pół godziny później. Jest 13:30, byłam na uczelni i mam przed sobą cały dzień na zajęcie się czymś produktywnym. Można zbawiać świat. Nie lepiej?

Komentarze

  1. Widzę, że masa osób męczy się z tymi okienkami, sama też mam z tym problem. O ile mogę to część zajęć z tego względu sobie odpuszczam ale niestety zazwyczaj po tym okienku trzeba wrócić na uczelnię. I tak leci tydzień za tygodniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, wiadomo, że jeśli mam totalnego lenia, a po okienku wykład, na którym wystarczy tylko przepisywać slajdy, to czasem na niego nie chodzę :) Ale jestem raczej pilną studentką i staram się uczęszczać na znaczną większość wykładów i wszystkie ćwiczenia. O ile te obecności mają jakiś sens.

      Usuń
  2. Każdy student to zna. Najgorsze jest jak ma się od rana do wieczora, dosłownie. Zaczynałam od 8, dwa wykłady, 2 okienka przerwy, ćwiczenia, przerwa, ćwiczenia, przerwa i ćwiczenia, tak do 20... o 21 dopiero w domu. Tragedia! Nie da się nic zrobić. Ale na szczęście już mam sesje i koniec "cierpienia"/siedzenia na uczelni bez sensu :) [długo Cię czytam i w końcu postanowiłam zostawić po sobie ślad ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, obawiam się, że może nie każdy, ale na pewno znaczna większość. W drugim semestrze miałam zajęcia prawie ciągiem od 9:45 do 20 z jednym okienkiem gdzieś w trakcie. I sama już nie wiem, czy lepiej przesiedzieć cały dzień na uczelni, mając non stop zajęcia, czy przesiedzieć, gdzie prawie połowa tego czasu schodzi na pojedyncze okienka...
      Jak to? Ja mam sesję od 7 (?) czerwca... :(
      Ej, ja nie gryzę, haha :D

      Usuń
  3. Skąd ja to znam. Przez to na jednych wykładach bywałam bardzo rzadko. Zajęcia od 9.30 do 11. I później na 17 do 18.30. No serio? Mieszkam na drugim końcu miasta, zanim dojadę do mieszkania to w zasadzie wypiłabym herbatę i musiałabym wracać. Więc dupa. Albo się szlajałam przez kilka godzin, albo jechałam do domu i tyle było. Ja naprawdę nie wiem kto te plany układa. A później mówią, że tak mało ludzi chodzi na wykłady, ale serio to się nie opłaca, mieć dwa zajęcia w ciągu dnia i przy tym mieć cały dzień rozpierdzielony i nie móc nic robić. NO żal po prostu. Ja też już mam kilka egzaminów w maju. Więc na czerwiec malutko się zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja znajoma miała kiedyś wykład z filozofii o 19! A wcześniej kończyła około południa. Raz jak w końcu się na niego wybrała, to mówiła, że były chyba 3 lub 4 osoby. Na jakieś sto kilkadziesiąt :P Także milusio. ja teoretycznie mam sesję jakoś od 7 czerwca, ale w związku z tym, ze to ostatni semestr, to myślę, że jednak część będzie trochę wcześniej, no bo jeszcze później... obrona!

      Usuń
    2. No u nas na tych wykładach też frekwencja mizerniutka, no ale na litość boską, ludzie mają zobowiązania, prace, więc gdyby ktoś pomyślał, chwilę dłużej, na pewno by nie zaszkodziło. Ale, po co sobie ułatwiać życie, lepiej je utrudniać :P Ach, Ty ostatnia sesja, a ja dopiero druga. Jeszcze długa droga przede mną.... mam nadzieję :P

      Usuń
    3. Niby to jest uczelnia i przede wszystkim właśnie studia powinny być jeszcze dla nas ważniejsze niż praca, ale okazuje się, że tak jest tylko w mniejszości przypadków :D Powiem Ci, że już trochę zaczyna mi być smutno, że to ta "ostatnia" sesja :|

      Usuń
    4. Ale większość żeby na tych studiach się utrzymać, musi pracować więc koło się zapętla :D Domyślam się! Dużo masz egzaminów? :)

      Usuń
    5. Albo jeśli nie całkowicie się utrzymać, to chociaż sobie trochę dorobić - rozumiem. Jeden egzamin zdany w zerówce w kwietniu, więc zostały mi 3, w tym jeden ustny :D

      Usuń
  4. I to o ile lepiej! Mój semestr też nie jest zbyt ciekawy. W poprzednim mieliśmy tak naprawdę 1,5 dnia zajęć i wszystkim to odpowiadało, zwłaszcza tym, którzy pracowali. Ten semestr mam zawalony bo spędzam na uczelni tak naprawdę 3 dni i ciężko jest zorganizować czas na pracę, w której mam niby być 2 godziny dziennie. Zwłaszcza teraz, gdy doszła jeszcze nauka na egzamin, nie mogę zorganizować sobie czasu :/ Co poradzić. Trzeba jakoś przetrwać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby to tylko semestr, ale zawsze to te 3-4 miesiące, nie?

      Usuń
    2. Dokładnie. A jakby nie było to studiuje się 5 lat... I tak leci ;)

      Usuń
    3. Ale plan zmienia się całkowicie co semestr, więc można przestać narzekać na jeden, a zacząć na kolejny :D

      Usuń
    4. To już inna sprawa :P

      Usuń
  5. To jest system. Tego się nie ogarnie. Sama nie rozumiem wielu rzeczy, ale stwierdziłam, że nie warto narzekać :D
    Też jestem ograniczona przez ułożony plan ... niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie narzekam zbyt często, wiec czasem mogę sobie na to pozwolić, a co :D

      Usuń
  6. taaak, ja zawsze marzyłam by sama móc sobie układać plan.. na studiach jest to już troszkę bardziej możliwe niż wczesniej :) a w okienkach można się uczyć xD

    OdpowiedzUsuń
  7. poczekaj aż zaczniesz pracować, będzie z tą różnicą, że jak wyjdziesz na 8:00 to nie będzie tych kilkugodzinnych przerw pomiędzy, a i tak wórcisz po 18:00 ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wtedy raczej nie będę siedziała bezczynnie przez kilka godzin :)

      Usuń
  8. Czyli studia to ciężka sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wziąć pod uwagę ich rozłożenie to zazwyczaj tak, choć czasem jest lepiej (bez okienek), ale w innych sprawach niekoniecznie są taką ciężką sprawą.

      Usuń
  9. Och kochana, u nas też tak jest. Zajęcia na ósmą do 9,10 później wolne, a o 15-17 znowu zajęcia. Albo dwu, trzygodzinne przerwy między lekcjami. Boli.

    OdpowiedzUsuń
  10. No ogólnie to tak, bo każdy sam sobie wybiera na zajęcia, które chce chodzić. ( w zależności od profilu jest kilka obowiązkowych, reszta to Twój wybór) no i ciężko każdemu dogodzić ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. No faktycznie bez sensu to wymyślili. Rozumiem Cię, bo ja też nie potrafię zrobić nic produktywnego wiedząc, że za dwie godziny muszę wyjść na spotkanie. Tak naprawdę myślę tylko o tym i skupienie na innych zajęciach jest bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda, że plany zajęć są nieraz układane w totalnie absurdalny sposób. Ja jeszcze studiowałem dwa kierunki dziennie, wiesz jaki to był problem, żeby sobie zajęcia poukładać? Całe szczęście uczelnie mi szły na rękę, ale to nie zawsze się zdarza.
    Najgorsze jest to, że tak naprawdę mamy na to wszystko niewielki wpływ, na to, jak ktoś rozporzadza naszym przecież czasem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mówisz, chociaż nie z własnego doświadczenia. Moi niektórzy znajomi, którzy studiują dwa kierunki mają przechlapane, bo nie wszyscy prowadzący zajęcia tolerują to, że ktoś ma IOSa i mimo to wymagają obecność na wszystkich zajęciach... Albo mają jakieś inne pretensje.
      Właściwie to w każdej szkole nie mamy wpływu na rozplanowanie lekcji/zajęć, ale we wszystkich poprzednich placówkach jest to przynajmniej jakoś skumulowane, więc przesiedzi się pół dnia i jest po wszystkim.

      Usuń
    2. Wlaśnie, nieraz niektórzy prowadzący zupełnie nie potrafią zrozumieć, że ktoś chce dwa kierunki połączyć..i na co tak ludziom utrudniać? dla jakiejś chorej zasady?
      A potem resztę ma się dla siebie. Niestety, to często nieosiągalny ideał...

      Usuń
    3. Moja promotorka kiedyś nam powiedziała, że skoro ktoś studiuje dwa kierunki, to znaczy, że nie przyłoży się tak naprawdę do żadnego z nich, tylko będzie chciał zdać, a ona nie lubi takich niesolidnych osób...
      Teoretycznie, jak się ma mniej wolnego czasu, to łatwiej jest wszystko sobie zorganizować, ale ja nie umiem sobie organizować czasu w okienkach ;|

      Usuń
  13. ech, znam ten ból. ale pocieszam się myślą, że nie ma co narzekać, bo jak skończymy studia, to będzie tylko gorzej :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale może przynajmniej w pracy nie będzie takich bezsensownych okienek? :P

      Usuń
  14. Osobiście trochę dobija mnie to w jaki sposób organizowany jest czas nauki w szkole. Co prawda jestem dopiero w liceum, ale często zastanawiam się jak można ułożyć plan zajęć w taki sposób. Mam podobnie jak Ty, wieczorem w domu nie mam już siły na cokolwiek.
    xwelcome-to-my-circusx.blogspot.com / zapraszam w wolnej chwili

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w liceum masz do czynienia z okienkami? Bo ja nie miałam i naprawdę szczerze się dziwię, jeśli ktoś mi mówi, że u niego w szkole średniej to norma.

      Usuń
  15. Moim zdaniem okienka to fajna rzecz. Można się w tym czasie pouczyć, odpocząć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam coś, to owszem - warto wykorzystać ten czas do nauki np. na egzamin następnego dnia. Ale jeśli nie mam nic konkretnego do zrobienia, to bardziej się męczę siedząc bezproduktywnie niż uczestnicząc w zajęciach.

      Usuń

Prześlij komentarz