Wish you were here

Jest taka jedna jedyna piosenka, która nieodmiennie i od zawsze kojarzy mi się właśnie z morzem i pobytem nad morzem. Wish you were here. Ale przebywając na polskim wybrzeżu nie ograniczam się do słuchania tylko i wyłącznie jej. Nieee... Mam jeszcze kilka w zanadrzu, a najczęściej nie do końca świadomie, ale też nie całkiem z premedytacją wybieram te, których słuchaliśmy wspólnie (wszyscy razem, w gronie kilku osób, parami albo pojedynczo, siedząc w domku na łóżku, na ławce, gdy inni rozgrywali mecz siatkówki albo piłki nożnej, spacerując po plaży albo miasteczku) naszą grupką, będąc po raz pierwszy na koloniach/obozie nad morzem. Sześć lat temu.

Incubus – Wish You Were Here
3 Doors Down – Let Me Go
Candlebox – Far Behind
The Connells – '74-'75

#randomthoughts
Z roku na rok, wraz z każdą wizytą na wybrzeżu zauważam, że coraz bardziej boję się głębokiej wody i zbyt wysokich fal uderzających w cokolwiek – w falochron, w mury, w redę w porcie, ale oczywiście nie takich gładko i miękko rozpływających się na plaży. Dawno nie chodziłam po plaży w trampkach... Nigdy nie chodziłam po plaży w trampkach. Ale ostatni tydzień sierpnia chyba wiele tłumaczy.

"Wczoraj byłaś na plaży wieczorem i oglądałaś zachód słońca". I przedwczoraj. Pójdę i obejrzę też dzisiaj, jutro i pojutrze. Dopóki mam taką możliwość. Dopóki mogę tu przyjść sama i na nikogo nie zwracać uwagi. Bo przecież każdy zachód słońca jest totalnie inny od poprzedniego. I nigdy nie spotyka się na plaży tych samych ludzi. Raz jest to czterech młodych chłopaków, robiących sobie selfie smartfonem na tle zachodu słońca, stojąc na budce ratowników (?). Innym razem – małżeństwo z dwójką małych dzieciaków i psem, który za wszelką cenę musi się wykąpać i nie może ustać w miejscu, żeby wszyscy zapozowali wspólnie do zdjęcia, rodzinnie. A może dwie nastolatki, dzielnie znoszące wiatr i mimo to, robiące milion zdjęć swoimi najbardziej wypasionymi na świecie lustrzankami?

Znowu przypomniał mi się pewien chłopak grający na gitarze '74-'75. (Jak ostatnio wyczytałam – piękną, acz niezbyt znaną rockową balladę. Niezbyt znaną? Seriously?) W drodze na plażę, w parku albo przy lesie. W lipcu właśnie w trakcie trwania tamtych kolonii/obozu. Wspominam go co roku w wakacje i liczę, że go spotkam, mimo że to było kilkadziesiąt (może i kilkaset?) kilometrów dalej niż za każdym kolejnym razem, gdzie bywałam, mimo że nie pamiętam, jak wyglądał, bo widziałam go tylko przez kilka sekund i nie zamieniłam z nim słowa.

Kiedyś mówiłam, że chcę mieszkać nad morzem. Już nie chcę. Bo nie miałabym życia, gdy każdy wieczór spędzałabym na plaży, oglądając zachód słońca. I nie miałabym za czym tęsknić na co dzień i do czego wracać raz na jakiś czas. A jak widać – na razie mam.

Mam tyle zdjęć. Magicznych. Klimatycznych. Takich, na które mogłabym patrzeć godzinami, wracać do nich co kilka dni. Ale od momentu powrotu, nie chce mi się ich ani przeglądać, ani oglądać, ani edytować, ani nigdzie dodawać. Ani na nie w ogóle patrzeć. A gdy mi się nie chce patrzeć na zdjęcia, to znaczy, że coś jest nie tak. Choć jeszcze nie wiem co.


Może po publikacji tego posta, za parę dni coś tu dodam, ale nie wiem. Nie wiem.

Komentarze

  1. Brakuje mi takiej chwili dla siebie, spokoju, odpoczynku i wspomnień. Zazdroszczę Ci tego, bo ja w tej chwili jestem wiecznie zalatana, zapracowana, dni przelatują mi jak za pstryknięciem palca. To przerażające. Też czasem nie mam chęci nic robić ze zdjęciami, a mam bzika na ich punkcie. To minie, chyba. Niedługo do nich wrócisz i zapewne na nowo wrócą chwile wspomnień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też o tym myślałam i mimo szaleństwa, miałam gdzieś tam myśli, że to głupi żart ;d no ale...haha.

      Usuń
  2. Mądre stwierdzenie, że jakbyś mieszkała nad morzem to nie miałabyś już za czym tęsknić. Coś w tym jest. Podobnie jak z marzeniami, jeśli wszystkie się spełnią nie będzie za czym wzdychać ;)
    Do zdjęć się wraca, prędzej czy później, ale się wraca, bo to jedne z lepszych wspomnień. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko, co jest nadmiarze kiedyś się przejada.
      Dokładnie tak jest z marzeniami! Dlatego albo trzeba je spełniać sobie powoli, albo co jakiś czas dorzucać coś nowego :)

      Usuń
  3. Kocham, kocham, kocham ten kawałek Incubusa. Pamiętam, jak przyszedł mi do głowy na gdy spałem spory czas temu na plaży w Tajlandii i pomyślałem o tych wszystkich ludziach, za którymi tęskniłem. Takie "chciałbym, żeby tu byli". Idealna sceneria.
    I fakt, że pewne rzeczy powszednieją, gdy się je ma za często. Za czymś pięknym w życiu zawsze trzeba tęsknić, tylko czasem wracać i się nasycać na krótko. To napędza człowieka w ten dobry sposób. Najlepszy nawet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie! ♥
      Albo ludzie, z którymi widujemy się za często (khe, khe, przynajmniej ja tak mam)...

      Usuń
    2. No ja z niektórymi jednak bym mógł non stop. Ale tylko z niektórymi, bo wiadomo, że nadmiar obecności w końcu męczy.

      Usuń
    3. Chyba nieważne, jak bardzo lubi się towarzystwo innych ludzi, bo każdy kiedyś po prostu chce posiedzieć sam.

      Usuń
  4. Mnie kiedyś fala prawie porwała XD leżałam sobie kulturalnie przy brzegu, na materacu, ale że to było za granicą, to mnóstwo kamyków było i tak się co większych trzymałam, żeby nie odpłynąć. A, że leżałam jakby tyłem do fal, to nie widziałam, że nadchodzą wielkie i też mnie nikt przed nimi nie ostrzegł, w związku z czym poderwało mnie do góry, obróciło z kilka razy (po tych kamykach!!), dobrze, że mocno objęłam ramionami materac, to mnie na powierzchni trzymało, po czym, jak fala odeszła, to mnie brutalnie wywaliło na brzeg... Matko, do tej pory mnie śmiech ogarnia XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany... Na początku to wcale nie brzmi tak zabawnie, ale z perspektywy czasu wiele rzeczy okazuje się po prostu śmieszne ^^

      Btw, patrz, na co się natknęłam na wyjeździe :D http://oi60.tinypic.com/2lwq9s4.jpg

      Usuń
    2. Dokładnie ^^ Chyba bardziej przeżywałam to, że na kocu mi zalało dwie książki, niż to że omal nie utonęłam XD

      Ojejjjj! Lusiaa! Jakie fajne! Super że pstryknęłaś focię!

      Usuń
    3. Aaaaa, to inna sprawa! Wszem i wobec wiadomo, że książki są WAŻNE.

      Musiałam zrobić zdjęcie, bo mi się wtedy przypomniałaś ♥

      Usuń
    4. No właśnie! W ogóle nie ma porównania :D

      Ojej ♥ Kochana! Mam interes. Napisz do mnie na n.pierwiastek.nielad@gmail.com to Ci wytłumaczę :D

      Usuń
  5. Dziękuję za komentarz :)
    Znam '74'75 i nie wiedziałam, że to z gatunku rockowej ballady :D
    Również kocham zachody słońca nad morzem, po prostu kocham. Usiąść sobie na plaży i patrzeć na niebo gdy obok morze sobie spokojnie szumi. I tęsknie za tym morzem, żeby co roku tam wracać :) Niby ciągle to samo, bo piasek, plaża, kamienie, morze, ale dla mnie wyjazd nad morze to piękny okres, który zawsze miło wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma przecież za co dziękować!
      Ja ogólnie nie dzielę muzyki na gatunki, tylko na to, co mi się podoba lub nie, ale natknęłam się ostatnio an artykuł o rockowych balladach i "'74-'75" właśnie tak została określona, także... w porządku :D
      Mam tak samo, a pomyśleć, że na początku morze wcale mnie nie zauroczyło i nie miałam zamiaru tam nigdy wracać.

      Usuń
  6. Jak można nie znać '74-'75, no jak?!
    Ach... ja zawsze z bólem serca opuszczam nasze polskie morze. Też chciałam tam mieszkać swego czasu, ale chyba bym nie mogła... Nastraja mnie czasem aż nazbyt sentymentalnie. Myślę, że warto pozostawić je takim miejscem, za którym się tęskni, wiesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, mnie się nie pytaj...
      Zatem mamy kolejną rzecz, która nas łączy :) Bo ja też czasem za bardzo smęcę, będąc nad morzem. Przynajmniej naszym polskim, bo nad innym nigdy nie byłam. Ale wszelkie inne są cieplejsze, więc chyba nie działałyby tak jak Bałtyk. Chyba to jest najlepsze rozwiązanie, bo w takim wypadku zawsze jest do czego wracać.

      Usuń
  7. Też nigdy nie byłam nad innym - więc mamy kolejną rzecz :) Ja za każdym razem mam wrażenie, że zostawiam tam worek wspomnień, który odkopuję, gdy wracam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, odnotowuję! Bo chyba tak już jest, jak się co jakiś czas wraca w dane miejsce (choć nie tak dokładnie to samo w moim przypadku), to jakoś tak się wszystko przypomina, a jeśli nie wszystko, to przynajmniej sporo.

      Usuń
    2. Ano właśnie. I to są nie zawsze dobre wspomnienia też, lub takie, które zmieniły się na gorsze w najmniej spodziewanym momencie. I one wszystkie wracają wtedy, z każdą falą. Dlatego czasem bywa tam ciężko po prostu.

      Usuń
    3. Jeśli się samemu siedzi na plaży, to najczęściej myśli się o tych złych rzeczach, ale to też nie zawsze. Ale mimo wszystko lubię sobie tak siedzieć nad morzem.

      Usuń
  8. Może człowiek musi za czymś tęsknić...?

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znałam tej piosenki. Fajna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Której? Bo dodałam tutaj linki do czterech.

      Usuń
  10. uwielbiam polskie morze - jest niepowtarzalne. a w tym roku znowu nie dane mi go będzie odwiedzić... także zazdroszczę ;) i tych zachodów słońca też.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie pracuj, póki masz pracę! (powiedziała bezrobotna) Morze nie ucieknie. Co najwyżej zaleje plaże ;D

      Usuń
  11. obserwacje, tęsknota.. też mi się włączyła refleksja.
    chcę do tej cholernej Hiszpanii, pamiętam tego murzyna którego widzieliśmy dwa razy jak biegał po plaży i tego małego chłopca, który w budce na plaży uczył się robić drinki - mohito, do którego naładował za dużo mięty, a po sześciu się upiłam...;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, że takie błahe, nieistotne sytuacje najbardziej się pamięta z takich wyjazdów, nie?

      Usuń
    2. Dziwne. Ale jeżeli ktoś pisze, to zawsze to dodaje smaczku postowi, albo inspiruje opowiadania. Ja osobiście uwielbiam szczegóły, które innym umykają:)

      Usuń
    3. Bo to jest na swój sposób urocze! :)

      Usuń
  12. Kiedyś zastanawiałam się dlaczego ludzie lubią wieczorami siedzieć sami na plaży i rozmyślać. Wydawało mi się zawsze, że są samotni, że mają problemy itd. Pewnego razu sama zaczynałam tak robić. To coś cudownego, kiedy ma się raz na jakiś czas taką możliwość. Kiedy można bezkarnie gapić się w zachody słońca i choć na chwilę zapomnieć o rzeczywistości, o świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo można wtedy od wszystkich odpocząć, odsapnąć :)

      Usuń
    2. Morze jednak potrafi zrozumieć człowieka. :)

      Usuń
    3. Ooo, ładnie powiedziane! :D

      Usuń

Prześlij komentarz