Następnym razem będzie inaczej

Kończę wieczorno-nocne surfowanie po sieci, kończę nadrabianie milionów odcinków seriali (nowe sezony: The Big Bang Theory, 2 Broke Girls, Elementary; nowe seriale: A to Z, Red Band Society, Selfie; już nieemitowane: Young&Hungry, Hellcats), ścielę łózko, wybieram się do łazienki i po drodze myślę: "o, dobrze by było odezwać się do dawno niewidzianego kolegi i zaproponować spotkanie". Wyłączyłam właśnie laptopa, a nie lubię pisać na tablecie, więc... złapię go na fejsie jutro po południu, bo jest szansa, że będzie online, jak wróci z uczelni. Powinnam też zadzwonić do banku i dowiedzieć się, o co chodzi z kolejną płatną usługą, którą mi włączyli bez mojej wiedzy. Jak zawsze, zresztą. Zajmę się tym w środę, bo będę sama w domu, a tak wygodniej załatwia mi się sprawy telefonicznie, zresztą, zanim zdołam się dodzwonić na infolinię, zejdzie mi na tym pół dnia. Przydałoby się też poinformować mamę o wyjeździe na koncert i tym, co X. zaproponowała mi na przyszły rok. Ale dzisiaj jest już na to za późno. Jutro, jak mama wróci z pracy. Albo lepiej – w weekend, bo ma wolne. Wszystko zdążyłam obmyślić podczas prysznica i chwilę później, spokojna o jutro, kładę się do łóżka. Zaraz przychodzi Kota, bo noc bez niej w moim łóżku, to noc stracona.

Jednak... nie odzywam się do kolegi. Ani jutro, ani pojutrze, ani tydzień później, bo dochodzę do wniosku, że równie dobrze to on może pierwszy zaproponować spotkanie, a nie zawsze tylko ja i ja. W środę nie dzwonię do banku, bo nazbierało mi się kilka ważniejszych spraw do załatwienia. Nic straconego, załatwię to w przyszłym tygodniu. Mam czas do końca miesiąca, żeby nie płacić za kolejne 30 dni aktywnej usługi. Mama dowiaduje się o koncertach/wyjazdach/planach dopiero wtedy, gdy nieubłaganie zbliża się termin. Bo tak jakoś wychodzi. Bo i tak, co z tego, że jej o czymś wspomnę na pół roku przed, skoro ona i tak zdąży zapomnieć albo codziennie przez kilkanaście dni będzie mi uświadamiała, że to głupi pomysł i gdzie ja w ogóle jadę, z kim, po co. Nieistotne, że mam 24 lata, bo i tak dalej jestem jej małą córeczką.

***

Nie, nie ta popularna ostatnio prokrastynacja. Zjawisko odrobinę zbliżone, ale nie tak do końca. Nie z tych samych powodów. Prokrastynacja ponoć polega na odkładaniu rzeczy w czasie, bo się nie chce, bo nie wiadomo, jak się do tego zabrać, bo zawsze znajdzie się jakieś inne, ciekawsze zajęcie, bo jak się coś szybko skończy, to nie będzie się miało co robić. Tych wyżej, tych moich rzeczy tyczy się raczej obawa, strach, stres i projekcja miliona wersji ich rozwinięcia i zakończenia. Które siedzą we mnie gdzieś głęboko i zniechęcają do wykonywania od razu normalnych, prostych, naturalnych czynności. Bo może kolega znowu powie, że nie ma czasu, uzna, że się narzucam i powie, że odezwie się, jak znajdzie wolną chwilę? Albo rzuci, żebym przyszła do baru, bo on tam często bywa. Bo może trafię na nierozgarniętego pracownika banku, który wcale mi nie pomoże w zrezygnowaniu z usługi albo powie, że jest to obowiązkowe i niemożliwe do anulacji? Bo może mama nie będzie przychylnie nastawiona do moich planów i będzie starała się zrobić wszystko, żebym zmieniła zdanie, a ja tego nie zrobię, bo nie chcę, a ona poczuje się urażona?

Niektóre rzeczy odkładam na później, na najbardziej odległy możliwy termin, na jaki mogę sobie pozwolić. Bo boję się porażki, tego, że coś mi nie wyjdzie, nawet w tak błahych sprawach jak te wymienione przykładowo. Mimo że to wcale nie będzie miało miejsca z mojej winy, ale z winy tej drugiej osoby, którą ja przejmę na siebie, bo będzie mi źle z tego powodu, że coś im nie wyszło. Jak irracjonalnie to brzmi?

Nie powinnam przejmować się ludźmi. Ich reakcjami, tym, co sobie o mnie pomyślą. W ogromnej większości przypadków i tak nigdy nie poznam ich myśli, a oni zapomną o tym po paru minutach, czy w mniej optymistycznej wersji – po paru dniach. Powinnam robić swoje i nie przejmować się niczym. Jeśli coś krytykują w niemiły sposób, to być może z zazdrości, a może dlatego, że się o mnie martwią i nie chcą, żebym snuła dziwne plany na przyszłość.

***

Po kolejnym moim małym sukcesie, po tym, jak uda mi się coś jednak załatwić wcześniej niż 5 minut przed ostatecznym terminem, obiecuję sobie, że następnym razem takie drobiazgi będę załatwiała od razu, gdy coś mi się przypomni. Ewentualnie w najbliższym możliwym terminie. Bez stresu, bez nieuzasadnionych obaw, bez zbędnego zastanawiania się nad możliwymi scenariuszami rozwoju banalnych sytuacji, bo i tak najbardziej prawdopodobne jest to, że wszystko potoczy się dokładnie nie tak, jak w którymkolwiek z wymyślonych scenariuszy. Ale jest jak zwykle – odkładam. Powinnam przestać unikać rzeczy, które i tak muszą się stać, które i tak muszę zrobić, ale nie potrafię. Mówię, że następnym razem postąpię inaczej, a kończy się to tak jak zwykle.

Komentarze

  1. ja wszystko odkładam! totalnie i zupełnie! wczoraj - miałam iść z koleżanką na kawę. ale wyszłam z zajęć, napisałam jej chaotycznego esemesa, że nie mogę... po czym zajechałam na mieszkanie i poszłam spać. proszę cię XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wychodzi na to, że sen bardziej stawia na nogi niż kawa? :D

      Usuń
  2. cóż, mogę powiedzieć tylko, że łączę się z Tobą w bólu. chociaż są czasem takie okresy, kiedy potrafię załatwić wszystko od ręki. niestety, nie trwają nigdy zbyt długo :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasem tak mam, że potrafię wszystko zrobić od razu i zapomnieć o tym, ale... to zależy od sytuacji i co właściwie mam do zrobienia.

      Usuń
  3. niestety, też wszystko odkładam. od roku idę do dentysty... bo nie lubię dentystek, bo nie mam jakoś chwili żeby się gdzieś indziej zarejestrować.
    takie (nie)problemy tylko wszystko utrudniają. no, ale taki serialik albo książka zawsze osłodzą codzienność, nie? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to... Ja do dentysty się wybiorę, jak już nie będę miała wyjścia, bo "coś", a tak na kontrolę to mi nigdy nie po drodze.
      Pewnie, że tak! Seriale, filmy, książki i INTERNET ftw XD

      Usuń
    2. no ja w sumie "nie mam wyjścia"... no ale XD
      haha rządzimy!! ;D:D

      Usuń
    3. Nie masz wyjścia, ale i tak znajdziesz milion ważniejszych rzeczy do załatwienia, żeby tylko tam nie iść ;P

      Usuń
  4. jestem mistrzynia w odkładaniu rzeczy na poźniej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba by chyba zacząć urządzać mistrzostwa w tej nowej dziedzinie sportu.

      Usuń
  5. Można czasami odłożyć kilka rzeczy na później :D ale nie ciągle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, dlatego nie zawsze i nie wszytko odkładam na później. Jednak lubię to uczucie satysfakcji po tym, jak załatwię coś od ręki, chociaż jeszcze zależy co to miałoby być.

      Usuń
    2. Może po prostu z tym zawalczyć? Bo kiedyś może nie wyjść Ci to na dobre...

      Usuń
    3. Staram się, ale niektórych rzeczy nie zmieni się przez samo pstryknięcie palcami.

      Usuń
  6. Ech, prokrastynacja i mnie dotyczy. Masakra jakaś...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wmawiam sobie, że jestem niezwykle dobrze zorganizowany, tymczasem i ja odkładam wszystko na ostatnią chwilę z lepszym bądź też gorszym dla mnie skutkiem.... Co na to poradzić ? Nie wiem... pomyślę nad tym kiedy indziej ! :D haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację - to nie jest dobry czas na myślenie o takich sprawach :D

      Usuń
  8. Hmm... lenistwo i odkładanie wszystkiego na później- a kto z nas tak nie robi? :-) przynajmniej raz na jakiś czas? :-)

    weronikarudnicka.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że właśnie tutaj nie do końca chodzi o lenistwo ;]

      Usuń
  9. Ja jestem kojarzona z tym, ze odkładam wszystko na ostatnią chwilę i często, jak już się za coś wtedy zabieram robię to w pospiechu i często niedbale. Jest to zdecydowanie cecha, nad którą staram się pracować, bo trochę... uprzykrza mi to życie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę na pewno, ale skoro nie staramy się tego w sobie zmienić, to znaczy, że jednak nie aż tak przeszkadza, żeby próbować temu zaradzić ;D

      Usuń
  10. Odwlekanie jest koszmarne. Sama staram się z nim walczyć, ale różnie wychodzi ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zdarzają ci się czasem małe sukcesy?

      Usuń
  11. O tak odwlekanie jest straszne..

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże. Zupełnie jakbym czytała swoje myśli xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jest faktycznie dość uniwersalna ;)

      Usuń
    2. Jak choroba zakaźna...

      Usuń
    3. Mówisz, że aż tak się roznosi po świecie? Pewnie coś w tym jest...

      Usuń
    4. No na to wygląda :) Co i rusz spotykam w necie i w gazetach artykuły na ten temat :) Sama odczuwam to na własnej skórze od jakiegoś czasu ;)

      Usuń
    5. I ja też na to choruję. Jedyne czego nie odkładam w czasie to oglądania seriali właśnie.... :)

      Usuń
    6. O tak, pierwsza miłość musi być obejrzana na czas lub z wyprzedzeniem xD

      Usuń
    7. Nie oglądam "Pierwszej miłości" ani innych polskich seriali, ale w tym sezonie jesiennym mam jednak sporo seriali zagranicznych, także... rozumiem :D

      Usuń
  13. Mogę się podpisać pod tym postem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że na razie każdy się pod tym podpisuje :P

      Usuń
    2. Czyli to jest normalne i nie ma się czym martwić, czy wszyscy powinniśmy nad tym pracować? :P

      Usuń
    3. You got me .____. Właściwie wszyscy dotąd pisali, że też odkładają, więc o to mi chodziło. A właściwie to Ty pod którą z tych dwóch rzeczy się podpisujesz? :>

      Usuń
  14. Ja też odkładam wszystko na później, zawsze mając jakąś wymówkę, nie wiem już czy to kwestia mojego lenistwa czy strachu przed tym, co się może stać, kiedy to zrobię. Ale najważniejsze to zdawać sobie z tego sprawę, żeby móc nad tym popracować, a Ty o tym wiesz :) więc to już połowa sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i połowa sukcesu, ale jednak czasem wydaje mi się, że ta "mniejsza połowa", jak to się potocznie mówi. Ale masz w sumie rację, bo wiem, o co chodzi i mogę jakoś inaczej spojrzeć na te sytuacje :>

      Usuń
    2. Mniejsza połowa? Wyobraź sobie, że to jest jak szklanka wypełniona wodą do połowy. I odpowiedz sobie, czy widzisz tę szklankę do połowy pustą czy do połowy pełną. Wszystko zależy od tego, jak na to spojrzysz :)
      Dokładnie, gdybyś nie zdawała sobie z tego sprawy, to byłoby o wiele gorzej i trudniej :) a tymczasem... to jest postęp :))

      Usuń
    3. Tak się mówi - mniejsza połowa, większa połowa, wiesz XD Nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, czy ta moja szklanka jest do połowy pełna czy pusta, bo... to zależy od sytuacji, od chwili.
      Ale i tak dziękuję za podnoszenie mnie na duchu, że już zrobiłam jakiś postęp! :)

      Usuń
  15. też odkładam wiele rzeczy, zwłaszcza wszelkiego rodzaju rozmowy z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też właśnie u mnie jest jedną z gorszych rzeczy, bo rodzice mało kiedy patrzą na moje pomysły w pozytywny sposób i rzadko kiedy zgadzają się ze mną w 100%-ach.

      Usuń
  16. Wiesz - jednego się wlaśnie nauczyłam. Boleśnie dość, ale się nauczyłam: nie odkładać na później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, ale czasu nie cofniemy :(

      Usuń
    2. Ale możemy to przełożyć na przyszłość.

      Usuń
    3. I drugi raz nie popełniać tego błędu z odkładaniem na później?

      Usuń
  17. Nie wiedziałam, że odkładanie czynności na później tak się nazywa ;] Ja akurat rzadko to robię, wolę mieć coś od razu "z głowy". Chociaż jak już baaardzo mi się nie chce, to nie zmuszam się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W XXI wieku wszystko, nawet najbardziej bezsensowne rzeczy znajdują swoją nazwę :P

      Usuń
  18. ja też często przekładam i odkładam wszystko na "innym razem", chociaż ostatnio się nauczyłam, że zazwyczaj lepiej zrobić wszystko od razu.
    co do kolegi, to ja np. nigdy nie odzywam się pierwsza, a jak już się zmuszę, to wołami mnie nie zaciągnie, żebym zaproponowała spotkanie. nie i już. czasem przez to wysłuchuję, ale jeżeli ostatnim razem Ty proponowałaś, to raczej łaski nie zrobi, jak tym razem on wyjdzie z inicjatywą :)

    on jest cudowny! stałam w 2 rzędzie pod sceną i on się tak słodko uśmiechał jak ludzie śpiewali z nim, widać było, że się cieszy z koncertu, z interakcji z publicznością itd, bawił się z nami, no rewelacja to była! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że lepiej coś zrobić wcześniej niż w końcu nie zrobić w ogóle, bo coś nam to uniemożliwi...
      A ja lubię czasem odezwać się do kogoś pierwsza, o ile nie jest to nagminne, bo jednak nie lubię się narzucać :| Chociaż to jeszcze zależy do kogo mam się konkretnie odezwać.

      Usuń
  19. Ja też zawsze sobie obiecuję.. 'To ostatni raz. Następnym razem zrobię inaczej.' I tak zawsze zrobię tak samo. ;)

    Zapraszam!
    hollyandholly1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko tak nagle zmienić swoje nawyki :)

      Usuń

Prześlij komentarz