[Recenzja książki] The Gone Neighbor Girl

Jakiś czas temu w bibliotece złapałam książkę Lisy Gardner i nie kojarząc tytułu, wypożyczyłam ją, licząc na to, że jeszcze jej nie czytałam. Początkowo zagłębiłam się w lekturze innych powieści, ale w końcu przyszła pora i na "Sąsiada". Czytam opis:
Ta sprawa gwarantowała szum medialny – młoda atrakcyjna żona i matka znika bez śladu ze swego domu w Bostonie. Czteroletnia córeczka to jedyny świadek, a przystojny tajemniczy mąż staje się głównym podejrzanym.
Kiedy do niewielkiego, przytulnego domu rodziny Jones przybywa sierżant D.D. Warren, od razu wyczuwa coś niepokojącego w pozorach normalności, które para tak bardzo starała się stworzyć.
Zegar tyka nieubłaganie, tymczasem Jason Jones zdaje się bardziej zaabsorbowany niszczeniem dowodów i izolowaniem swej córki niż poszukiwaniem "ukochanej" żony. Czy ten idealny mąż próbuje coś ukryć? I czy jedyny świadek zbrodni stanie się następną ofiarą zabójcy?
Okej, pomyślałam, może to tylko taki dziwny zbieg okoliczności, ale opis w 90% pasował mi do "Zaginionej dziewczyny" autorstwa Gillian Flynn – książki, o której kilka miesięcy temu zrobiło się głośno za sprawą jej ekranizacji. Czytam multum książek i doskonale zdaję sobie sprawę, że niezwykle trudno jest napisać coś nowego, do tej pory niespotykanego, wymyślić całkiem nowe tło wydarzeń, fabułę, niepowtarzające się postacie, nieprzywołujące na myśl zupełnie nic. Ale im dalej zagłębiałam się w "Sąsiada", tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to już było, że ma więcej wspólnego z "Zaginioną dziewczyną" niż tylko ten zarys schematu, który pojawił się na okładce. Ale muszę zauważyć, że premiera książki Lisy Gardner miała miejsce w czerwcu 2009, a Gillian Flynn również w czerwcu, ale... 3 lata później. I w tym momencie proszę o zaprzestanie czytania tego posta przez te osoby, które nie czytały wymienionych przeze mnie książek, nie oglądały filmu, ale kiedyś mają zamiar to zrobić. Bo spoilery. Sporo spoilerów. Nie zdradzę, oczywiście, wszystkiego, ale na pewno pojawi się trochę informacji, których wolelibyście nie znać zanim weźmiecie się za te tytuły. Jeśli czytacie dalej, to tylko na własną odpowiedzialność ;) Możecie przejść do ostatniego akapitu.

I tak:
Lisa Gardner "Sąsiad" (ang. The Neighbor)
  1. Zaginiona jest 23-letnia atrakcyjna nauczycielka, Sandra Jones.
  2. Razem z nią znika kot – Pan Smith.
  3. Jedynym świadkiem incydentu jest 4-letnia córka, jedynym śladem – zbita lampka.
  4. Podejrzany o jej zamordowanie jest mąż – tajemniczy dziennikarz, Jason Jones.
  5. Na zmianę z aktualną akcją czytamy fragmenty pamiętnika Sandy.
  6. Już po wpisach w pamiętniku okazuje się, że Sandy nie jest tak krystalicznie czysta, jakby się mogło wydawać na początku.
  7. Kolejnym z podejrzanych o jej zamordowanie/uprowadzenie jest przestępca seksualny, mieszkający przy tej samej ulicy co Jonesowie.
  8. Okazuje się, że Sandy w momencie zaginięcia była w ciąży.
  9. W pewnym momencie Sandy... pojawia się w domu.
źródło wszystkich wykorzystanych obrazków/zdjęć: Google Grafika

 Gillian Flynn "Zaginiona dziewczyna" (ang. Gone Girl)
  1. Zaginiona jest Amy Elliot-Dunne – słynna kobieta, na której wzbogacili się rodzice, wydając w przeszłości pouczające książki dla dzieci z udziałem Amazing Amy.
  2. Bleecker (kot Dunne'ów) siedzi przy otwartych drzwiach frontowych, co zauważa sąsiad i powiadamia telefonicznie męża zaginionej o tej sytuacji.
  3. Brak świadków, salon wygląda jak (zaaranżowana) scena zbrodni.
  4. Podejrzany o jej zamordowanie jest mąż – tajemniczy były dziennikarz, Nick Dunne.
  5. Na zmianę z aktualną akcją, czytamy fragmenty pamiętnika Amy.
  6. Amy wydaje się najlepszą żoną pod słońcem. Utwierdzamy się w tym przekonaniu do początku drugiej części książki, w której dowiadujemy się od niej samej, jakie z niej cholernie sprytne i cwane ziółko.
  7. Kolejnym z podejrzanych o jej zamordowanie/uprowadzenie jest były chłopak Amy z liceum, który ją prześladował i uzyskała przeciw niemu zakaz zbliżania się do niej.
  8. Okazuje się, że Amy w momencie zaginięcia była w ciąży.
  9. W pewnym momencie Amy... pojawia się w domu.

Jasne, nie wszystko jest identyczne. Język książek, sposób przedstawienia postaci, sposób prowadzenia narracji są inne, różne są także elementy, na których skupiły się autorki, raczej można je zaliczyć do różnych gatunków ("Sąsiad" to typowy thriller/kryminał, a "Zaginiona dziewczyna" ma o  wiele bardziej rozbudowaną psychologiczną część opowieści, mimo że również i ją wrzuciłabym do worka z thrillerami). Inne są pobudki zniknięcia kobiet, inne przyczyny ich powrotów. Układy sił w małżeństwach też są różne – u Dunne'ów przewodzi Amy ze względu na swoją pozycję i wzór do naśladowania, jakim rzekomo jest, a Nick jest troszkę takim nieudacznikiem, któremu jednak powiodło się i kobieta taka jak Amy została jego żoną; u Jonesów to Jason jest głową rodziny, a Sandy jest tylko poniekąd głupią i młodą gąską (jednak oboje mieli trudne dzieciństwo i są "po przejściach"). Większy niepokój i niepewność odczuwałam przy "Zaginionej dziewczynie" – tam nic nie było pewne, nie wiadomo, kto był osobą, której powinno się wierzyć, pod koniec naprawdę współczułam Nickowi, ale to jednak była książka, w której od początku wiedziałam, co się stało i jak to się skończy, mimo że była dość popaprana. W "Sąsiedzie" też mniej więcej spodziewałam się takiego rozwoju akcji, dlatego że wcześniej czytałam "Zaginioną dziewczynę"... Na pewno różnic jest znacznie więcej niż podobieństw, ale schemat obu książek wydaje mi się prawie identyczny. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że wielce teraz popularna "Zaginiona dziewczyna" jest zgrabnym pisarskim rozwinięciem "Sąsiada", oczywiście z inną końcówką, aby nie okazać się totalnym plagiatem. Ale to tylko moje zdanie i nie chcę nic zarzucać Gillian Flynn, bo mogła nie znać tej drugiej książki. Nie wiem, jak było, raczej się nie dowiem. Mimo wszystko – obu powieściom daję jednakową ocenę, 8/10. Były jednakowo dobre, choć podobały mi się w nich różne aspekty.

Przeszperałam pół internetu i spotkałam się tylko z jedną opinią, że ktoś oglądając trailer "Zaginionej dziewczyny", pomyślał, że to ekranizacja powieści Lisy Gardner. Było jeszcze kilka, że w obu książkach występuje motyw zaginionej żony, ale nic ponadto. Nie znalazłam innych informacji, że ktoś miał aż takie skojarzenia jak ja. Niewykluczone, że niektóre fakty mogłam odebrać w trochę inny sposób niż było zakładane, żeby bardziej pasowały do mojej koncepcji. Podejrzewam, że gdybym czytała te książki w większym odstępie czasowym, nie zwróciłabym uwagi na tak wielkie ich podobieństwo. Jeśli. Gdybym. Ale tak się złożyło, że "Zaginioną dziewczynę" skończyłam czytać 30 grudnia, na dniach obejrzałam film, a "Sąsiada" znalazłam w bibliotece w styczniu. Cóż... niezbadane są wyroki boskie, co do książek, które "przypadkowo" wpadają w moje łapki.



A jeśli jesteście ciekawi, co tak sobie non stop czytam, co mi się podoba, a co nie, to musicie mieć konto na lubimyczytac.pl. Jak macie, to śmiało zaproście mnie do znajomych, ale dajcie znać, kto jest kim, żebym potwierdziła zaproszenie. >klik< ;)

Komentarze

  1. Hmmm... w dzisiejszych czasach ciężko być oryginalnym, jak sama podkreśliłaś, często więc w sposób nieświadomy tworzy się coś, co już istnieje. Aczkolwiek w tym przypadku liczba podobieństw jest dosyć niepokojąca. Być może Gillian Flynn nawet nie była świadoma, że wzorowała się na czyimś pomyśle :) Często się to zdarza i można to chyba jej wybaczyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę wymyślić kilka według mnie prawdopodobnych scenariuszy, ale pewnie i tak żaden nie okaże się prawdziwy, więc wiem, że nie powinnam tak gdybać. Gdyby chodziło o samo zaginięcie kobiety, to nic bym nie mówiła - każdy może wpaść na taki pomysł, ale... jednak naprawdę za dużo jest tych podobieństw. Jednak NIGDZIE w internecie - ani na stronach polskich, ani angielskich nie znalazłam żadnego zarzutu przeciw G. Flynn, więc wychodzi na to, że owo podobieństwo nie było zamierzone i fachowo nie jest uznawane za plagiat. Bo przecież gdyby tak było, to jak nic internet aż by kipiał od informacji na ten temat, prawda? I oczywiście, że jej wybaczam, bo "Zaginiona dziewczyna" jest naprawdę dobra pod względem psychologicznym, a lubię takie książki :)

      Usuń
  2. Nie czytalam ani jednej ani drugiej, ale przymiarzam sie do Zaginionej dziewczyny. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę powiedzieć, że jest bardzo dobra. Chyba że przeczytałaś cały post, to już wiesz :D

      Usuń
  3. nie znam żadnej z tych książek, ale widać już po Twoich punktach, że to kopia historii wydanej wcześniej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jak napisałam - bardziej jestem za określeniem "zgrabnym rozwinięciem", bo taką całkowitą kopią, to jednak nie jest ;)

      Usuń
  4. Wiele rzeczy przewija się w kulturze, wiele jest wtórnych. Przypomina mi się tu od razu mój Mąż, który myślał, że wymyślił zajebisty kawałek ( obok innych, które naprawdę wymyślił)...a okazało się, że powtarzał coś w stylu jednego kawałka Red Hotów jak Flea. Wbiło mu się w mózg i myślał, że to jego własny pomysł. I tak samo może być z książkami. Nagle myślimy, że tworzymy zajebistą, nową, odkrywczą fabułę...a okazuje się, że być może, znała to nasza podświadomość.
    A czasem to i zamierzony plagiat. Różnie bywa :D
    I zaprosiłam :D Ale mnie poznasz, mam ten sam nick i zdjęcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podświadomość to jednak lubi płatać figle ;D Też wiem coś o tym. Tylko wracając do "Zaginionej dziewczyny" i "Sąsiada", to naprawdę nigdy do tej pory nie miałam sytuacji, w której AŻ tak jedna książka przypominałaby mi drugą... o_O
      Co do piosenek, to kiedyś miałam takiego mindfucka, bo jak dla mnie to 3 piosenki 3 Doors Down zaczynają się identycznie o_O No i to podobno zespół, który wszystko tworzy "na jedno kopyto". Tak samo jak Nickelback. Ale oba lubię, jakby co ^^

      Usuń
    2. A jednak może się zdarzyć chociaż..może jednak ktoś od kogoś zerżnął, wiadomo, różnie bywa :D To tak jak ponoć nawet Gdzie jest Nemo jest plagiatem :D
      No i to może być właśnie to, lubią jakieś swoje intro to je powtarzają:D Ja w sumie znam...jedną ich piosenkę, tak, wiem, jestem straszną ingorantką nieraz :D A N. lubię parę kawałów akurat:)

      Usuń
    3. Może i może :D O Nemo nie słyszałam, ale gdzieś kiedyś widziałam, że niby Harry Potter jest aż zbyt wzorowany na Władcy Pierścieni i też go można uznać za plagiat... :D
      W sumie jest na to szansa, jakoś nie pomyślałam o tym. E tam, nie ignorantką, po prostu ich nie słuchasz - tak samo jak ja nie słucham niektórych innych zespołów. Nie zamierzam nic Ci zarzucać! :P

      Usuń
  5. ja Gillian Flynn czytałam "Mroczny zakątek", do "Zaginionej dziewczyny" jeszcze nie dotarłam, ale mam zamiar, bo wszyscy się zachwycają i książką, i filmem. A co do tego, że autorzy "czerpią" z siebie, to często tak jest, mój kolega ze studiów napisał książkę, która dla mnie jest przeniesieniem "Mistrza i Małgorzaty" z Rosji do Polski ;x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mrocznego zakątka" nie czytałam, ale pewnie przeczytam, jednak najpierw mam w planach "Ostre przedmioty" :D
      Nie wiem, co o tym myśleć. Zdaję sobie sprawę, że naprawdę ogromnie ciężko wymyślić coś nowego, niepowtarzalnego, ale jak można napisać coś, co aż tak przypomina jakąś inną powieść? To chyba już takie "ryzyko zawodowe"...

      Usuń
  6. nie czytałam ani jednego, ani drugiego ;) w sumie nawet o żadnej z tych książek nie słyszałam :P ale może w wolnej chwili się zapoznam, tylko nie wiem, kiedy nastąpi w moim życiu coś takiego jak wolna chwila :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nieeee, nie wierzę, że nic nie słyszałaś o "Zaginionej dziewczynie" o_______O

      Usuń
    2. haha :D no widzisz, jaka jestem opóźniona :P serio, jakoś mnie to ominęło szerokim łukiem :P

      Usuń
    3. Widać, że "masz życie" :D

      Usuń
  7. Ano dużo takich książek jest, co się powtarzają i niewiele różnią. Żadnej z tych nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat te dwie to był u mnie jedyny przykład aż tak wielkiego podobieństwa, choć owszem, czytałam sporo takich, gdzie powtarzały się jedynie pojedyncze, mało znaczące wątki.

      Usuń
    2. Ja już kilka razy się z tym spotkałam :)

      Usuń
    3. Najwidoczniej czytamy różne książki :D

      Usuń
  8. Podoba mi się. I chyba przeczytam którąś choć ,,Sąsiad wydaje mi się ciekawszy''.Whatever. Też tak czasem mam,że coś czytam co jest podobne do innego.Być może dlatego,że w literaturze już prawie wszystko wykorzystano.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy co kto lubi (y) :D
      Wiem i zdaję sobie sprawę, że naprawdę okropnie ciężko napisać coś, czego jeszcze nie było, więc mój "zarzut" to tak naprawdę nie jakiś wielki "zarzut", ale... może jednak trochę nim jest, bo do tej pory dziwi mnie ten dziwny nadmiar podobieństw...

      Usuń
  9. Kurcze, podyskutowałabym, ale żadnej z nich nie znam ani też to nie są szczególnie tematy dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, jeszcze kiedyś może znajdziemy jakiś wspólny temat do dyskusji :D

      Usuń
  10. zainteresowała mnie zaginiona dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja dalej nie mam kiedy zabrać się za geim. Muszę jednak skończyć czytać serię gry o tron ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniemam, że oglądasz "Grę o tron", skoro czytasz te książki? :D

      Usuń
    2. no ba :d teraz czytałam część krew i złoto i... normalnie miazga :D dotąd najlepsza z tych wszystkich części ^^ ale zakończenie to mnie tak wku*wiło, że masakra :P

      Usuń
    3. Ja nie czytałam książek ani nie oglądam serialu, jakby co XD

      Usuń
  12. Ilość podobieństw jest zaskakująca, widocznie ktoś się mocno zainspirował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem tego na pewno, mogę jedynie snuć przypuszczenia ;)

      Usuń
  13. Pisarze nie powinni powielać poruszanych tematów w książkach... to zabija oryginalność

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale z drugiej strony... nie da się wymyślić czegoś całkowicie oryginalnego, bo praktycznie wszystko już było.

      Usuń
  14. najbardziej nie lubię jak powstanie ksiażka i później film który tak naprawdę nie daje tego co własna wyobraźnia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz absolutną rację - to jest straszne! XD

      Usuń
    2. daj znać jak pojawi się nowy wpis ;*

      Usuń
    3. Nikogo nie informuję o takich rzeczach. Jeśli ci zależy, to albo możesz mnie zaobserwować, albo odwiedzać mojego bloga co kilka dni ;)

      Usuń
  15. Denerwują mnie takie rzeczy niesamowicie - jak już mam pisać, i coś chcę wydać, to z całych sił starałabym się zrobić to SAMEJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... niewykluczone, że G. Flynn pisała książkę sama, nie wzorowała się na "Sąsiedzie", ale... tak naprawdę nigdy nie dowiemy się jaka była prawda o powstaniu "Zaginionej dziewczyny" ;|

      Usuń
    2. No ale wiesz, skoro jest tyle podobieństw... ja rozumiem, wzorowanie się, szukanie natchnienia, itepe itede, ale.. no nie wiem, w głóce mi się nie mieści.

      Usuń
    3. Właśnie wiem, ale w takim razie dlaczego w internecie nie ma o tym ani słowa? :| Jakby było coś na rzeczy, to internet przecież by huczał od wiadomości na ten temat, a tu nie ma nic ani w języku polskim ani angielskim... Oprócz podobieństwa, ze w obu książkach są "zaginione kobiety-żony".

      Usuń
    4. Bo może gdyby "wyszło na jaw", trzeba by coś w tym kierunku zacząć robić. A nikomu się nie chce pewnie wielkiej afery robić... cóż.

      Usuń
    5. Może i tak... A afera pewnie by była niezła, skoro ostatnio film "Zaginiona dziewczyna" zrobił taką furorę.

      Usuń
    6. No to tym bardziej. Szkoda mi słów :)

      Usuń
    7. Raczej nic na to nie poradzimy xD

      Usuń
  16. po punktach widzę że strasznie dużo tych podobieństw, ostatnio coś podobnego zauważyłem w stosunku do filmmów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym momencie nie potrafię nic takiego skojarzyć, ale na pewno masz rację :)

      Usuń
  17. Nie czytałam i nie oglądałam, ale przeczytałam cały post na własną odpowiedzialność ;) Intryguje mnie zbieżność wydarzeń tych dwóch historii! Przecież one są prawie identyczne :o Chyba się skuszę i przeczytam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według moich wypunktowanych punktów - jak najbardziej są prawie identyczne. Ale chyba musisz faktycznie sama zapoznać się z obydwoma tytułami i powiedz mi później, co o nich sądzisz. Tylko nie sugeruj się zbytnio moja opinią, o ile to jeszcze możliwe :D

      Usuń
  18. Z autopsji wiem, że podświadomie 'inspirujemy' się tym, co wywiera na nas ogromne wrażenie, często kończąc nieświadomym kopiowaniem danej historii/fotografii/czegokolwiek. Taki problem ma wielu artystów; czasem media i/lub zwykli ludzie wyłapują te 'inspiracje', a czasami nie. Aczkolwiek wiadomo, nie zawsze jest to podświadome, dlatego od nieświadomej skrajnej inspiracji do plagiatu jest wyjątkowo bardzo blisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, rozumiem i zgadzam się z tym, ale... jestem praktycznie jedyna z opinią o zbytnim podobieństwie tych dwóch książkach i wydaje mi się to bardzo dziwne o_O

      Usuń
  19. Ostatnio coraz więcej słyszę o takich książkowych plagiatach O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie wyczerpano już wszystkie możliwe pomysły na fabułę i teraz można je tylko modyfikować - mniej lub bardziej ;P

      Usuń
    2. Takie odgrzewane kotlety nie są fajne...

      Usuń
    3. Nie są, ale co zrobisz? ;| Można ewentualnie ich nie czytać, ale gorzej, jak jednak coś kusi.

      Usuń
    4. Najbardziej wnerwiające, jak się wyda kasę na książkę, a tu się okazuje, że to już masz ;/

      Usuń
  20. Jak w ogóle takie książki przechodzą legalnie? Jak na moje oko podobieństw jest zbyt dużo, by uznać to za kompletnie inną historię...

    http://dziennik-miedzymiastowy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia. Niby wiadomo, że nikt nie czytał wszystkich książek świata, ale wydaje mi się, że "Sąsiad" nie jest taką nieznaną książką, żeby mało kto ją znał... Chyba że się mylę. No nie wiem.

      Usuń
  21. dziwnie bym się czuła, jakbym miała wrażenie, że w zasadzie drugi raz czytam to samo :D
    chyba nigdy mi się nie zdarzylo trafić na dwie tak podobne powieści.

    OdpowiedzUsuń
  22. Widziałam jedynie film i przyznam, że bardzo mi się podobał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To polecam książkę, bo jest równie dobra (raczej odwrotnie - film jest równie dobry jak książka :D).

      Usuń
  23. Nie czytałam ani jednej, ale obie mnie zaciekawiły ;)

    Obserwuję (jeśli spodoba Ci się mój blog, również go zaobserwuj, sprawi mi to wielką radość)
    Zapraszam:
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czytaj i odezwij się po lekturze ;)

      Usuń
  24. Oglądałam "zaginioną dziewczynę", książki niestety żadnej z wymienionych nie czytałam, ale faktycznie z opisu wynika, że mogą być podobne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kiedyś skusisz się na obie książki, to daj znać, co o nich sądzisz :D

      Usuń
  25. No proszę :) Edward to kinematograficzna miłość mojego życia - chociaż nie przeczę, nie wszystkie jego filmy mnie urzekły, ale nie ma miłości idealnej :)
    Polecam Ci niezależne produkcje, w których wystąpił - według mnie są najlepsze.

    ps. Jak chcesz, podaj link do swojego konta na Filmwebie. Zawsze fajnie powiększyć i tam grono znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  26. ja ostatnio dostałam książkę do zrecenzowania, aż się palę do czytania <3

    marynarka jest dłuższa, taka za tyłek :)

    OdpowiedzUsuń
  27. przyznam się szczerze, że 'zaginiona dziewczyna'- oglądałam tylko film, i bardzo mi się podobał co do reszty trudno mi się wypowiedzieć odnośnie książek. bo nie czytałam...

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie znam żadnej pozycji łącznie z filmem, ale wydaje mi się, ze gdybym przeczytała tylko jedną, to nie miałabym już ochoty czytać drugi raz tego samego, tylko opisanego neico inaczej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już wiesz, więc możesz uniknąć dublowania się podobnych pozycji, ale jak zaczynałam czytać "Sąsiada" to wcale nie wiedziałam, że jest aż tak podobny do "Zaginionej dziewczyny" ;) Chociaż tak bardzo to mi właściwie nie przeszkadzało w lekturze.

      Usuń
  29. Faktycznie schemat podobny, książek nie czytałam, widziałam film, który swoją drogą był całkiem niezły, więc jak skończę swój stosik mam zamiar sięgnąć po "Zaginioną dziewczynę".
    One są takie twarde, pokryte delikatnym pluszem ;) Też mi się kojarzy, że to wiewiórka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze dobrze wyrobić sobie swoje własne zdanie na temat jakiejś książki :)
      Okej, rozumiem, o co chodzi :D

      Usuń
  30. Nie mogłam się powstrzymać i przeczytałam cały post, mimo, że mam ochotę na książki :) a w sumie miałam, bo teraz to nie wiem czy tą 'kopię' będę czytać :) w ramach buntu a co! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbować przeczytać zawsze można :D Mogłam jeszcze tego nie publikować, ale chyba bym się nie doczekała, żeby wszyscy zainteresowani najpierw przeczytali te książki ;|

      Usuń
  31. Ciekawe czy to faktycznie plagiat, inspiracja, czy zupełny zbieg okoliczności.
    Mi również coraz częściej zdarza się mieć wrażenie, że wszystko już było, zostało napisane i coś mi się wydaje, że niedługo zostanę przez to fanką literatury fantastycznej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej się tego nie dowiemy, bo nie znalazłam żadnej informacji na ten temat...
      Czytałam kilka książek fantastycznych, ale jakoś to jednak nie mój klimat :/ Choć właściwie niewykluczone, że kiedyś się na nie porwę.

      Usuń
  32. Oglądałam tylko film, książek nie czytałam. To trochę dziwne, że są do siebie podobne aż w takim stopniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, ale niestety nie poznamy, jaka była tego przyczyna :/

      Usuń

Prześlij komentarz