Są jeszcze ciągle takie dni

Powinnam była tyle tu wam napisać...

O tym, że w sobotę jadę na urlop i strasznie boję się, że jak z niego wrócę, to nie będzie tu dla mnie pracy. O tym, że specjalnie wybieram się do Polski, żeby zobaczyć po raz trzeci Linkin Park w naszym kraju. Mimo że moja ulubiona towarzyszka, z którą byłam na poprzednich dwóch koncertach, nie może pojawić się tam ze mną i w tym roku. O tym, że m.in. dlatego wcale nie chce mi się jednak jechać na ten urlop, na ten koncert. O tym, że powinnam zabrać ze sobą do kraju jakieś 3/4 rzeczy, które tu mam i je tam zostawić, bo później nigdy w życiu się z tym nie zabiorę. O tym, jak otwieram walizkę, patrzę się na te rzeczy, zamykam ją i wsuwam z powrotem pod łózko, odkładając pakowanie się na następny dzień. O tym, jak chyba trochę zmieniłam się w tej Holandii. O tym, jak się rozpuściłam i nie wyobrażam sobie weekendu bez dużej ilości alkoholu i to nieważne, czy chodzi o piwo, wódkę, cytrynówkę, truskawkówkę (która pachnie na różowo, a raczej jak Fruitella ♥), whisky z colą czy jeszcze coś innego, czy wszystko naraz (a w Polsce świętem jest wypicie przeze mnie jednego piwa w tygodniu albo i nawet w miesiącu). O sobotnio-niedzielnych spacerach na pobliski zamek i plac zabaw. O "dobrze, że jesteś" wyszeptanym w moje włosy o trzeciej w nocy. O tym, jak fajnie mieszka mi się z nowymi współlokatorkami, choć jednak starymi znajomymi, których kiedyś nie darzyłam sympatią, ale przeprowadziłam się do nich piętro wyżej, gdy O. wróciła do Polski, a ja zostałam tu sama, choć nigdy sama nie byłam i nie będę. Przynajmniej teoretycznie. O tym, że wbrew temu, co było, w pracy najlepiej stoi mi się naprzeciwko >Anki< (którą nazywam Anią i nic mi nie robi z tego powodu, mimo że podobno tego nienawidzi!), o tym, jak nauczyła mnie pracować jeszcze efektywniej, wcale się nie męcząc, ba, czasem nawet się nudząc, o tym, jak ścigamy się na normy, a jak mam gorszy dzień, to potrafi mnie zmotywować do pracy. O tym, jak przez parę minut byłam operatorką maszyny i po raz pierwszy wylądowałam na najbardziej elitarnej linii. O tym, jak byliśmy w Hadze i jak się zakochałam. W morzu. Po raz kolejny. O tym, jak nie chce mi się włączać laptopa, tylko 90% rzeczy robię na tablecie, mimo że gdy tylko tu przyjechałam, płakałam, że nie zniosę tego dotykowego ekranu. O tym, że wcale nie chce mi się dzwonić do domu, bo usłyszę tylko natrętne pytania mamy, kiedy kończy mi się praca i że może wróciłabym do Polski, i szukała normalnej pracy w moim zawodzie, czego nie chcę. O tym, jak potrafię wydać fortunę w Primarku i kupić sobie kilkanaście par skarpetek przy okazji jednej wizyty (i bluzy, i spodnie, i koszulki, i majtki, i torebki, i miliony innych rzeczy, ale... wydać na to wszystko jedynie dniówkę albo ciut więcej!). O tym, ile jem tu chipsów, słodyczy i ile chyba przytyłam, a miałam przecież schudnąć. O tym, jak to moi szumnie nazywani przyjaciele, nawet się do mnie nie odzywają, a jak już, to nie pytają, co u mnie, tylko czy jestem jeszcze w Holandii i od razu wyskakują z propozycją, żebym załatwiła pracę w mojej firmie siostrze/kuzynce/koleżance i chłopakowi osoby zainteresowanej. Albo jej samej. O tym, ile ostatnio w aktualnościach na fejsie mam powiadomień o zaręczynach czy ślubach znajomych. O tym, jak siostra wymyśliła mi tyle rozrywek na te dwa tygodnie urlopu, że chyba zabraknie mi czasu na rzeczy, które sama chciałam sobie zorganizować. O tym, że wybieram się na cały dzień do Warszawy w końcu pozwiedzać. O tym, że mam chęć rozjaśnić włosy. O tym, jak wczoraj zostałam elektrykiem, bo nie miałyśmy prądu w mieszkaniu, a później hakerem, bo pan elektryk przywrócił prąd, ale zepsuł łączność interetową. O tym, że gdy przychodzę z pracy, to zazwyczaj nie jem obiadu, ale kładę się do łóżka i leżę/śpię tak do wieczora, po czym wstaję tylko po to, żeby zrobić kanapki do pracy na następny dzień i znowu wracam do łóżka. O tym, że potrafię zasnąć po kwadransie filmu/serialu i obudzić się dwie godziny później, mimo że nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało. O tym, że znowu jest prawie pierwsza w nocy, co znaczy, że muszę wstać za niewiele ponad 5 godzin, a nie mogę zasnąć, więc leżę i słucham tej przypadkowo poznanej piosenki Video, która jednak jest dziwnie nieprzypadkowa. Chyba...?

O tym, że jestem nie do życia od jakichś dwóch czy trzech tygodni, jedynie egzystuję, bo nie mam na nic siły. Ani ochoty. Mam, kurwa, kryzys. I potrzebuję, żeby ktoś mnie zabrał na wieczorno-nocny spacer, połaził do ze mną do utraty tchu, bólu nóg i totalnego wykończenia, posiedział na ławce przy naszych ulubionych zwierzakach, pośmiał się z ganiających się owieczek i sarenek (to podobno daniele, ale ja się nie znam), poopowiadał o swoich tatuażach, przytulił, pogłaskał na ramieniu, tulił i nic nie mówił (pacz ⇨ obrazek niżej, ugh). Albo wręcz przeciwnie – mówił o takich błahych rzeczach, żebym nie wypowiedziała słowa, a zajęła myśli czymś innym. Ale wiem, że jak pofatyguję się po tych kilkunastu schodkach na drugie piętro, to usłyszę jedynie: "Maleńka/Kochanie, jestem zmęczony/nie chce mi się". Więc mi też się nie chce.

On point.
Źródło: Bohater na FB


Ale... nie chce mi się o tym wszystkim pisać,
bo to chyba nie ma najmniejszego sensu.



Komentarze

  1. Kryzys ludzka rzecz... Czasem długo trzeba czekać na przysłowiowego kopniaka, ale jak już dostanie się jednego to kolejne idą raz za razem. Może trzeba zdać się na los, a może zakopać na trochę pod kołdrą i porządnie się nad sobą użalić, bo w końcu czemu nie skoro można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez ostatnie 5 miesięcy nie miałam kołderki, tylko śpiwór... I wszystko jasne! (;

      Usuń
  2. Mam podobnie gdy wybieram się na urlop do Polski. Za każdym razem nie mogę się doczekać wolnego od pracy, ale i boję się tam wracać.
    Mam nadzieję, źe kryzys przejdzie. Chociaż jakoś dziwnie coraz więcej osób przeżywa takie kryzysy... Jakaś zła aura w powietrzu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie koniec wakacji tak może działać na niektórych, ale mnie to właśnie nie dotyczy, więc nie rozumiem... Ale widocznie - tak musi czasem być (;

      Usuń
  3. będę trzymała kciuki za pracę, wszystko będzie dobrze :) jak wyrabiasz ponad normę to tak łatwo nie zrezygnują z tak dobrego pracownika :) iii baw się dobrze na LP, ucałuj Chestera ode mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. to ruszaj dupsko i w drogę! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. "Jest mi doskonale wszystko jedno", bo Video wie najlepiej. Ja właśnie też wróciłam z urlopu z rodzinką i wcale nie jest mi lepiej, też mam jakiś kryzys. Dziwnie było ale teraz jest jeszcze dziwniej. Oby szybko to minęło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz mi lepiej, bo nie mam czasu na nic, non stop jestem zajęta, śpię jeszcze mniej niż normalnie, na większość pozostałych dni też mam już plany, więc odpocznę chyba po urlopie, jak wrócę do Holandii (;

      Usuń
  6. Pozostaje nam trzymać za Ciebie kciuki. Tyle się u Ciebie dzieje, a jednocześnie nie dzieje, że jest trudno nawet zorientować się w sytuacji, więc tym bardziej mam nadzieję, że wszystko się niedługo ułoży tak jak powinno. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie ogarniam, nie nadążam... Czas leci mi szybko jak nigdy, a z drugiej strony mam wrażenie, że dopiero od paru dni jestem w Holandii.

      Usuń
  7. Mam nadzieję, że niewiele Ci zostało do urlopu. Przyjedziesz do Polski, naładujesz akumulatory i znów wróci energia do życia.
    A co do koncertu - też miałam na niego jechać, ale zrezygnowałam, bo przecież "nie pojadę na drugi koniec Polski na koncert", a teraz mi głupio, bo Ty jedziesz na niego z Holandii. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czwartek pisałam, że jadę w sobotę ;)
      Dla mnie odległość wcale nie jest problemem, jak widać. Z Holandii, zahaczając o swój dom (bo nie jechałam bezpośrednio na koncert), aż na sam rybnicki stadion dotarłam po prawie 1900km, ale nie robi to na mnie wrażenia ;D

      Usuń
  8. Każdy ma czasami gorsze dni. Mam nadzieję, że urlop mimo wszystko będzie udany, a z koncertu będziesz zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koncercie było świetnie, a co z urlopem, to zobaczę za półtora tygodnia (;

      Usuń
    2. Pewnie taki będzie (;

      Usuń
  9. Mam nadzieję, że kryzys minie jak najprędzej... Pamiętaj, że po każdej burzy przychodzi słońce :) Będzie dobrze, trzymaj się cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę zapeszać, ale chyba już jest lepiej, bo w Polsce jestem non stop czymś zajęta i nie mam czasu na myślenie o czymkolwiek.

      Usuń
  10. kochana życzę Ci byś naładowała swoje akumulatory
    po części czuję się podobnie i rozumiem część Twoich obaw
    i też mi brak tego "kogoś" na wyjście, kto byłby ze mną i trzymał za rękę, gdzie ta obecność i to trzymanie byłoby wszystkim, choć znowu to nie takie wyjątkowe,

    trzymaj się kochana, ładuj energię, może jest coś, co pomoże naładować Ci siły?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba takie wszystko i nic - nic specjalnego, nic wymyślnego, po prostu jakaś... odmiana może?

      Usuń
  11. No dużo się tam dzieje u Ciebie, dużo. Mimo wszystko życzę Ci udanego koncertu. Jak ja bym chciała na Linkin Park... :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcę na jakiś koncert, to nie kończy się na samym "chceniu", tylko na pojechaniu na niego i dobrej zabawie c(; Dzięki!

      Usuń
  12. Zdanie mam k-wa kryzys idealnie do mnie pasuje teraz! :D
    Ptysiablog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka, aczkolwiek nie jest to raczej powód do dumy.

      Usuń
  13. Tyle się dzieje, że naprawdę trudno nie zwariować... trzymaj się więc dzielnie :* i tym razem ja będę czekała na relację z koncertu :D
    I cholera... ja też jakoś ostatnio "pływam" weekendami. I właśnie postanowiłam przystopować, bo zaczynam się martwić moim uciekaniem w alkohol...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno nie zwariować, mieszkając na mieszkaniu służbowym, ale o tym będzie innym razem ;D Relacji z koncertu na pewno nie będzie, ewentualnie fotorelacja z wyjazdu, bo przy okazji zwiedziłam Katowice i nawet na chwilę wpadłam do Krakowa, ale... muszę się namyślić, zastanowić, czy mi się chce, a przede wszystkim przejrzeć zdjęcia.
      Ja w Polsce odpoczywam od alkoholu. I nie to, że w Holandii nie wiadomo, ile piję, bo nawet się po tym nie chwieję - sama nie wiem, czy mam tak mocną głowę, czy co? Ale... nie jest mi z tym źle (;

      Usuń
    2. Oj wierzę, wierzę... To ja chcę fotorelację :D (tak wiem, asikachcenie wiele nie znaczy xD)
      Rozumiem... to może masz faktycznie mocną głowę, moja ostatnio już nawet jakoś nie wyrabia :P

      Usuń
    3. Zobaczę, co da się zrobić :D
      Nie wiem, bo ja w Polsce naprawdę nie piję dużo i jak spotykam się teraz ze znajomymi i im co nieco opowiadam, to mówią, że "zmieniłam się i mnie nie poznają" .___________. A to nieprawda, że się zmieniłam, tylko po prostu trafiłam tam na ludzi, z którymi dobrze mi się spędza czas, a przy okazji dobrze się pije (y)

      Usuń
    4. Ok :D
      No popatrz... ja to bym się z Tobą chętnie napiła xD

      Usuń
  14. ja będę trzymać kciuki mimo wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Każdy mam w swoim życiu gorsze i lepsze dni. Mój kryzys trwał z hakiem 3 lata i wciąż nie jestem pewna czy się po nim otrząsnęłam. Czasami warto się zastanowić, co czyni nas nami, co uwielbiamy robić i nie zastanawiać się - rzucić wszystko, co wlecze nam się u nogi. Nieważne jak trudne się to wydaje, ale warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że jestem w Polsce od tygodnia i jestem tak zalatana, że nie mam czasu zastanawiać się nad tym, jak to mi jest nijak...

      Usuń
  16. Czasem..trudno wytrzymać w rzeczywistości. Czasem trzeba przeczekać, przeczekać do oderwania, które podładuje nam akumulatory. Więc trzymam kciuki żeby kryzys minął...i żebyś właśnie przetrzymała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam wyżej - w Polsce jestem tak zalatana, że nie mam czasu myśleć, tęsknić, przejmować się niczym ani zastanawiać się, czy dalej tak nijako się czuję ;)

      Usuń
  17. Bo nie o wszystkim powinno się pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ot taki smutek. Nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego...? Skąd ja to znam. Samotność jest w tedy najgorsza. Nie można zostać sam na sam z myślami i gdybać, czy snuć niespełnione teorie. Masz kryzys, ale masz wokół siebie też dobrych ludzi :) Nie zamartwiaj się tymi "przyjaciółmi" którzy pytają o pracę. Powiedz tym, których masz przy sobie tu i teraz, że Ci źle, że coś jest nie tak, że Ci smutno. Dam sobie rękę uciąć, że Cię samej z tym nie zostawią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to akurat jestem w Polsce, ale nie mam czasu tęsknić, myśleć ani martwić się niczym. Czyli... jest jakby lepiej ;)

      Usuń
  19. Baw się zarówno dobrze na koncercie jak i podczas urlopu w Polsce :))

    http://delikatnamateria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Primark! Ja tam wiecznie nic nie mogę znaleźć, a jak koleżankę pytam skąd te fajne spodnie, czy sweter, to wiecznie odpowiada, że z Prajmarka :p A jak ogólnie to wygląda cenowo? Stawka adekwatna do cen? W UK nie narzekam :)
    Ale też mam dosyć. Tego, że od pracy wysiadają mi nadgarstki, że egzystuję... próbuję wracać do domu i nie myśleć o tym, że muszę się wyspać do pracy, bo to jest po prostu brak życia. I też mam ochotę na spacer, chodźmy razem !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też z tym w porządku :)
      "Zostawmy to i chodźmy na spacer". Idźmy, idźmy, bo aktualnie lepiej się czuję, jak gdziekolwiek chodzę niż jak leżę/siedzę.

      Usuń

Prześlij komentarz