What sober couldn't say

Nie wiem, od czego się zaczęło. Wiem, że dziewczyny przyszły mnie namawiać, żebym nie leżała smętnie w łóżku, ale poszła z nimi posiedzieć, bo przecież za 2 tygodnie Agata i Daniel (kojarzycie Daniela? → >klik<) jadą do Polski na parę miesięcy, a może jednak już nie wrócą tu do nas i do tej pracy, może nigdy więcej się już nie zobaczymy, a te ostatnie dni chcą spędzać wspólnie i radośnie. Jak się zbierałam do opuszczenia pokoju, akurat włączyli moją piosenkę... Don't Stop Believin'. Więc tym bardziej do nich wyszłam. Siedzieliśmy tak w szóstkę, słuchaliśmy muzyki, gadaliśmy, jedliśmy, piliśmy, poszliśmy ma spacer. Gdy w końcu Daniel zostawił losowo włączone piosenki Metalliki, po którejś z kolei, poprosiłam, żeby to zmienił, bo... nie to, że nie lubię tego zespołu – jak sobie gra, to gra, ale po co marnować na nich czas, skoro można włączyć coś fajniejszego? Zaznaczyłam, żeby tylko Daniel nie włączał November Rain. (Bo znowu skończyłoby się to moim płaczem, jak to miało miejsce w któryś czwartek w pracy. Na dodatek, gdy Daniel akurat był kołowym na mojej linii, wybijałam go na przerwę i czekał tam na mnie...) No więc skoro nie Gunsi, których on również lubi, tym razem postawił na Wieżę radości, wieżę samotności. A później padło na Zaopiekuj się mną. I parę innych takich fajnych starych polskich smętów. Ale właśnie smętów. Przynajmniej nie pozwoliłam mu włączyć Dobrze, że jesteś, bo znowu uruchomiłaby mu się opcja smęcenia i ponownie usłyszałabym dużo więcej zwierzeń przeznaczonych nie dla moich uszu niż powinnam.

Druga w nocy z soboty na niedzielę jest u nas swego rodzaju godziną kryzysową. I właśnie wtedy włączyła mi się opcja "niech mnie ktoś przytuli, bo właśnie tego teraz potrzebuję" i jak łatwo się domyślić, ofiarą został Daniel. Nie to, że mu to przeszkadzało. Absolutnie. ALE. On do mnie mówił. Przytulał mnie, trzymał za rękę i mówił rzeczy, których nie chciałam słyszeć. "Kochanie, no i dlaczego ostatnio nie chciałaś z nami spędzać czasu? Co ci się działo? Dlaczego byłaś taka smutna? Widzę, że już jest lepiej. Potrzebowałaś męskiego ramienia. Przyznaj się, że po prostu byłaś dupkiem, że źle robiłaś, że żałujesz. Brakowało nam ciebie. Przecież wiesz, że cię kochamy, że chcemy, żebyś była z nami. Tym bardziej, że to nasze ostatnie chwile tutaj. Jak coś ci się dzieje, jak chcesz z kimś pogadać, to przecież masz nas. A i tak pewnie przyjdziesz do mnie. Nie możesz tego dusić w sobie, czasem trzeba mówić. Chyba się trochę w sobie pogubiłaś. Pamiętaj, że martwimy się o ciebie i nie chcemy, żebyś była smutna". Łzy lały mi się już strumieniami, chociaż naprawdę tego nie chciałam. Kręciłam tylko głową, że nic specjalnego mi się nie działo. Bo się nie działo. Po prostu za dużo myślałam o tym, co będzie za kilka tygodni, jak zostaniemy tu tylko we trzy, co my tu będziemy robić. Co ogólnie mam robić ze swoim życiem, bo nie mam na nie kompletnie pomysłu. Dopóki tu jestem, to nie jest źle, ale coraz częściej myślę nad tym, żeby wrócić do Polski. Tylko, co ja tam będę robić? Nie wiem, aktualnie nie umiem zaplanować sobie życia na dłużej niż dwa dni naprzód. Poszłam sobie wtedy od nich, nie chcąc, żeby Daniel odprowadził mnie do pokoju, co zaoferował. Bo dalej by do mnie mówił, mimo że ja nic bym na to nie odpowiadała. Ale w sumie to dobrze – gdy ktoś do mnie mówi i ja nie muszę tego już robić. Zawsze tak było. Zawsze byłam osobą od słuchania, nigdy od zwierzania się ze swoich problemów, często większych niż te, których potrafiłam wysłuchiwać godzinami, byleby tylko komuś zrobiło się lżej na sercu. Ale mi robiło się coraz ciężej. Ale co z tego, skoro to pomagało. Przynajmniej im. A ja jakoś dawałam sobie radę z tym ciężarem. I w dalszym ciągu daję sobie radę. Bo nie mam wyjścia. O tym to jednak może innym razem.

 ♪♫♪ What sober couldn't say
Couldn't break thru
Under the influence of you
Incoherent, truth serum
Just enough to make me bullet proof
I'm so over this love gone violent
I'm drunk and brave enough to say
What sober couldn't say ♪♫♪


To było dwa tygodnie temu. A wczoraj... Nie wiem, ile wódki wypiłam. Ale to nieistotne, bo nic mi nie dolegało. A dziś... też nie wiem, ile wódki wypiłam z facetami, bo mimo że przez cały dzień zjadłam tylko dwie kanapki z Nutellą, nic mi nie dolegało. Ani nie dolega. Jednak tyle wypłakałam się Danielowi, ile nie płakałam przez cały ostatni rok. Po prostu do niego przyszłam, żeby się ogarnął, skoro za jakieś dwie godziny miał mieć busa, a był spakowany jakoś dopiero w połowie, i pijany po upojnej nocy, smacznie sobie spał. I tak sobie stałam koło jego łóżka, łzy lały mi się strumieniami, nie nadążałam wycierać ich z policzków tak, żeby nie rozmazał mi się makijaż (który swoją drogą był naprawdę całkiem łzoodporny i właściwie wszystkoodporny, bo przetrwał ponad 24 godziny, w tym: spanie, kilkugodzinne kręcenie się po łóżku i niemożliwość spania, hektolitry łez i kilkudziesięciokrotne przecieranie oczu i wycieranie twarzy, jsyk). Pomagałam mu się pakować, siedziałam już na podłodze z tej bezsilności. A on ze mną. Słuchałam, że najpierw ja mam się ogarnąć, że nikt tego za mnie zrobi, że jak tego dokonam, to mam się do niego odezwać, bo wcześniej to nic nie jest w stanie na to zaradzić. Że zawsze możemy się spotkać na gruncie prywatnym. Że jakby coś się działo, to mam się odzywać. Nieważne, co nadchodzi, chcesz tego czy nie. Nie wiem, ile razy usłyszałam te słowa w ciągu ostatnich dwóch godzin jego pobytu tutaj. Wtedy wiedziałam jednak jedno – już nigdy w życiu nie wolno mi słuchać dwóch piosenek zespołu Video – wspomnianego już Dobrze, że jesteś i... Papieros. Naprawdę dawno nie płakałam tak jak dziś. Jak Agata z Danielem pojechali, wróciłam się po kurtkę i słuchawki, i wyszłam z domu. Przejść się, wypłakać, posłuchać dołujących piosenek. Ogarnąć. Zadzwonić do babci i do siostry. Nawet Anka się o mnie martwiła i dzwoniła do mnie. Bo nie było mnie dwie godziny. Ale chyba właśnie tego potrzebowałam. Nawet nie wiecie, ile się nasłuchałam, jak w końcu wróciłam do domu, jaka to jestem nieodpowiedzialna, że sobie łażę gdzieś sama po nocy, że się o mnie martwiła, że co ja sobie w ogóle wyobrażam. Ale wiecie co? Jest dobrze. Naprawdę. Wypłakałam chyba cały zapas łez, który miał mi starczyć na najbliższe lata. Jest okej. Włączyłam sobie teraz i słucham tych dwóch zakazanych piosenek i są mi... obojętne. Dam sobie radę. Od jutra biorę się w garść i będę Magdą, której wszystkim wokół brakuje. Bo mi też brakuje siebie z >naszych dawnych dni, gdy młodszy był świat<. A że jutro akurat mam dzień wolny od pracy, to wszystko się świetnie składa. Naprawdę mi się przyda. Może choć trochę odżyję. Na pewno choć trochę odżyję. Może będzie lepiej niż przez ostatnie tygodnie. Na pewno będzie.

PS Zgadnijcie, jakie były ostatnie słowa Daniela, skierowane do mnie, zanim wsiadł do busa. Tak, zgadza się. Dobrze, że jesteś.

Komentarze

  1. Kiedy człowie właśnie wypłacze cały zapas łez, są dwie drogi- chyba najgorsza z możliwych, zobojętnieć na wszystko, jakoś przestać żyć, zabić coś w sobie...albo po prostu dać sobie radę. I to chyba właśnie nieraz pozostaje, dać sobie radę, otrzeć zapuchnięte oczy i...próbować rozwiązać wszystko po kolei. Wszystkie poplątane uczucia i emocje. Znaleźć ścieżki zagubione gdzieś przez rozpacz. To nie jest łatwe ale...co innego właśnie ma nam zostać, obojętność, rodzaj śmierci za życia? To chyba byłoby mało logiczne, przynajmniej na dłuższą metę, choć, przez jakiś czas..to dobra obrona. Wiem po sobie. Ale wszystko jakoś w końcu się ułoży, emocje przycichną albo zrozumie się je lepiej i..będzie dobrze. Ja wierzę, zawsze święcie wierzę, że będzie dobrze. I trochę tej wiary ci przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obojętność jest dobra, ale tak jak mówisz - tylko przez jakiś czas, bo jednak co to za życie, kiedy leży się i patrzy w sufit, i po prostu nic się nie czuje? Święcie wierzę w to, że skoro jest (było?) źle, to znak, że niedługo będzie lepiej, bo "nic nie trwa wiecznie". I dzięki za wsparcie! :)

      Usuń
    2. Dokładnie, nic nie trwa wiecznie, zawsze w końcu bilans musi się odwrócić, no nie?:) I nie ma za co. Mam nadzieję, że się tam trzymasz:)

      Usuń
    3. Zawsze mam taką nadzieję, a podobno nadzieja matką głupich, ale matka troszczy się o swoje dzieci ;)
      Trzymam się, a jakże!

      Usuń
  2. Takie typowe smęty zostawiam sobie zazwyczaj na wieczory przy alkoholu, kiedy włącza mi się nostalgia i dziwne tęsknoty za tym, co minęło. Na co dzień, w stresujących sytuacjach wolę coś weselszego, co mnie odpręży (no chyba, że akurat mam przyjemnie melancholijny nastrój).
    Też nie umiem zaplanować niczego konkretnego i chyba popłynę z falą. Bo kto wie, co mnie czeka? Boję się cholernie. Łzy czasem pomagają, gorzej, kiedy powodują tylko ból głowy i niczego nie rozjaśniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem ludzi, którzy po alkoholu mają fest energii i robią głupoty, bo ja tylko siedzę, smęcę i prawie śpię ;D
      Przyjemna melancholia jest fajna. Ja się nie boję, ja po prostu... nie wiem, co robić i to mnie boli.

      Usuń
  3. dlaczego tęsknoty atakują... tak niespodziewanie? samą mnie ostatnio złapało że tak siedziałam i napłynęło na mnie, w jednej chwili, uczucie takiej beznadziejności, że nie byłam w stanie sobie tego racjonalnie wytłumaczyć. ale z drugiej strony łzy są dobre, trzeba sie jakoś oczyścić... chyba... trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wtedy to się najbardziej odczuwa. Jest supersuper, a tu nagle jeb i wszystko jest nie tak, jak powinno.

      Usuń
  4. Płacz zawsze pomaga, jakbyśmy zrzucili jakiś ciężar z siebie.
    Twoje zakazane piosenki są moimi ulubionymi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem pomaga, ale niestety nie we wszystkich przypadkach - przetestowane. Problem właśnie w tym, że i ja lubiłam (nadal lubię) te piosenki.

      Usuń
  5. Ja już dawno nie płakałam ... a wódka nie przeszłaby mi przez gardło ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też dawno i jak widać - miało to miejsce ZBYT dawno.
      E tam, kwestia przyzwyczajenia. Chyba ;)

      Usuń
  6. Czasem dobrze jest się wypłakać.

    OdpowiedzUsuń
  7. W głowie pałętają mi się podobne pytana do Twoich. Gdzie ja jestem, co ja robię, dokąd zmierzam? Nie wiem. I mam ochotę na wódkę i na takiego Daniela, który powie mi podobne słowa, przytuli i sprawi, że chociaż przez chwilę będzie łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też totalnie nie wiem i nie wiem, w jaki sposób mam się tego dowiedzieć. Liczę, ze w najbliższym czasie jakoś samo przyjdzie.

      Usuń
  8. Mam nadzieję, że rzeczywiście jest lepiej, tak jak piszesz, że bierzesz się w garść. Rozstania bolą, zawsze... Dlatego mam niechęć do przywiązywania się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, jest! Żadne rozstanie nie było tematem jeden w tym poście, tylko raczej moja niepewność i niewiedza co do przyszłości... Ale niestety to, że często za bardzo przywiązuję się do ludzi to inna sprawa.

      Usuń
  9. Daniel... mam wielki sentyment do tego imienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To akurat imię ma najmniejsze znaczenie. Daniel równie dobrze mógł być Michałem, Tomkiem, Arielem czy innym Rafałem ;]

      Usuń
    2. no ale do osoby o tym imieniu też mam wielki sentyment chyba już na zawsze tak zostanie ;)

      Usuń
  10. Czasem po prostu trzeba sobie pozwolić na łzy, na te wszystkie emocje...
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Rozstania zawsze (no dobra, prawie zawsze) są bolesne. Czasem łzy pomagają i chyba właśnie Tobie pomogły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - prawie zawsze, bo jak opuszczą nas niektórzy, niezbyt pożądani znajomi, to aż się robi lepiej na sercu ;P Tylko że głównym tematem tego posta wcale nie było żadne rozstanie.

      Usuń
  12. Ostatnio i ja popadam w nostalgię po wódce... chyba czas ją odstawić, bo za dużo tych łez :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosze, whisky działa jeszcze gorzej XD #niepolecam

      Usuń
  13. Płacz tylko nie pij, proszę. Uciekanie w alkohol naprawdę nie pomoże. Ale ja też nie potrafię nigdy poradzić sobie z tęsknotą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że pomoże, bo wiem, że tak nie będzie ;P E tam, jakaś tęsknota za kimkolwiek to akurat mój najmniejszy problem.

      Usuń

Prześlij komentarz