If I could call you half mine, maybe this is the safest way to go

Wiecie, jakie to chujowe uczucie, gdy nie masz pojęcia, że właśnie widzisz kogoś po raz ostatni? Nie skupiasz się na tym, jak się uroczo uśmiecha, jak się denerwuje, że bus przyjedzie później niż to było w planach, na tym, jak się na ciebie patrzy rozmarzonym wzrokiem, w co był ubrany, nie pamiętasz jego ostatnich słów skierowanych do ciebie. Nawet się nie żegnacie. Bo po co? Przecież on jedzie tylko na 10 dni na urlop. Ale po kilku dniach okazuje się, że już tu nie wróci. Problemy osobiste.

źródło: Tumblr

Więc kto będzie teraz pił ze mną różowe wino z dużego kubka? Kto będzie ze mną chodził na spacery o 1 w nocy (oprócz Ballantines'a), mówił mi rzeczy, które mnie bolą, przytulał, jak się poryczę z bezsilności na środku ulicy? Kto będzie mnie znosił, jak mam zły humor, ale pomimo to będzie zaczepiał, próbował delikatnie pocieszać i nie zważał na to, że grożę ugryzieniem? Kto będzie mi powtarzał: "ty chyba jakaś niepoważna jesteś" i "przecież dobrze wiesz, że fajna dziewucha z ciebie"? Kto będzie mi mówił, że bez Patki w pobliżu jestem o wiele fajniejsza, że ona ma na mnie zły wpływ i żebym jej się nie dawała, bo szkoda mu mnie? Kto będzie przychodził do kuchni kręcić fajki tylko dlatego, że akurat ja tam siedzę?

Stoję na środku kuchni z zaciśniętymi piąstkami i tupię nóżką jak małe dziecko. Nie zgadzam się na to.

Ej, Przystojniaku, miałeś przyjechać z wakacji nad morzem, mieszkać i pracować tu do września. A nie pojechać 8 lipca i nie wracać. Miałeś chodzić ze mną na nocne spacery po alkoholu z soboty na niedzielę. Słuchać, jak milczę. Nie trzymać za rękę ani więcej nie przytulać, ani nic poza tym. Zaczepiać mnie i rozmawiać ze mną w kuchni podczas przygotowywania obiadu, gdy ja siedzę, piję herbatę i dzielnie dotrzymuję ci towarzystwa. Miałeś po prostu być. Obok. Tylko na wakacje. Tylko na jakiś czas.

Żadnego lovestory z tego nie było i nie byłoby. Bo nie mogłoby być. Bo ja bym na to nie pozwoliła. Bo oboje wiedzieliśmy, jakie są realia i czym by to groziło. Mimo wszystko. Ale mogliśmy dalej fajnie miło spędzać czas, po prostu gadając, spacerując i pijąc. Nie zbliżając się do siebie.

Myślałam nad piosenką, jaką mogłabym dodać, aby ukwiecić post, nie mogłam nic wymyślić, bo właściwie nie słuchaliśmy razem muzyki. Przez te ponad trzy miesiące, od kiedy Przystojniak się tu wprowadził. Nie słuchaliśmy razem muzyki. Nie ogarniam. Myślałam i nic wymyślić nie mogłam. Poszłam wczoraj do pracy, w radiu rozbrzmiały pierwsze dźwięki >Speeding Cars< od Irlandczyków z Walking On Cars i... wiedziałam, że to to. Bo to ten rozpędzony samochód, którym jechała jego znajoma i później robiła mu wymówki, że nie chciał przyjechać do niej na imprezę, a szlajał się po nocy z jakąś dziewczyną. Bo to on kiedyś przyszedł przekonywać mnie, żebym poszła posiedzieć z nim i kilkoma innymi osobami na palarni i napiła się piwa, bo kto inny niż on może mnie do tego namówić. Bo to on zawsze powtarzał mi, żebym się w końcu przestała wszystkim martwić i przejmować, a zaczęła mieć na wszystko i wszystkich wyjebane. Bo tak jest zdrowiej. Bo to on wiedział o mnie więcej rzeczy niż mu kiedykolwiek powiedziałam. Bo obserwował. Bo chciał. Bo mu zależało. Bo chciał, żeby mi było dobrze. Ale ja tego nie chciałam.

Tym razem miało być inaczej, wyszło jak zwykle. Chujowo.


Here you are NOT and it is NOT ok.
Kapselek zawsze prawdę ci powie.

Komentarze

  1. Domyślam się, że gdybyśmy sobie zdawali sprawę z tych "ostatnich" razów, to byśmy zdrowiej (psychicznie) żyli. Bo teraz pewnie mnóstwo pomysłów na to, co i jak mogłoby być. Ale uszy do góry. Musisz sobie wszystko od nowa poukładać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie z takimi rzeczami dawałam sobie radę, więc podołam, ale i tak jest mi przykro :(

      Usuń
    2. W pełni rozumiem... Jakbyś chciała pogadać to wiesz, gdzie mnie szukać. Będzie dobrze :(

      Usuń
    3. Dzięki za propozycję, ale w trakcie urlopu nie mam czasu na myślenie o niczym, dzięki Bogu xD

      Usuń
  2. Wiem jak to jest kiedy odchodzi ktoś ważny. Rozmowy przez facebooka to nie to samo. Ale ludzi jest dużo wbrew pozorom. Być może już wkrótce spotkasz znowu kogoś miłego. Na razie jedyne co chyba możesz zrobić to wszystko powoli poukładać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw to trzeba jeszcze mieć Facebooka albo jakikolwiek numer kontaktowy do siebie :') Na pewno jeszcze nieraz na swojej drodze kogoś tak sympatycznego spotkam, ale... no.

      Usuń
  3. przykro mi :( też mi się kiedyś coś takiego zdarzyło - nie była to bardzo bliska osoba, ale powiedzieliśmy sobie 'cześć', a potem przez splot okoliczności nigdy więcej się nie zobaczyliśmy... z drugiej strony - przynajmniej ominęły nas (i Ciebie) smutne, wylewne pożegnania, trzeba się z tego cieszyć :p trzymaj się ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. To przykre jak tak ważne dla nas osoby wyjeżdżają, ale powiem Ci tak! To że wyjechał to wcale nie znaczy, że już się nie zobaczycie! Przecież teraz jest tyle możliwości transportu, że gdziekolwiek pojechał to rzut beretem! :) Głowa do góry, nie będzie przy Tobie, ale na pewno będzie emocjonalnie! :) A ochrzanić i sprowadzić Cię do pionu może również telefonicznie! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie jakby tak zostało na dłużej :D a jak tam dzisiaj Twój humorek i nastawienie? :D

    OdpowiedzUsuń
  6. This is such an awesome post! Have a great new week. :)


    Style For Mankind
    Bloglovin

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytałam posta, ale nadal nie wiem czy historia jest prawdziwa. Jeśli chodzi o spotkanie kogoś ostatni raz to dobrze wiem jak to jest, a zwłaszcza gdy ktoś jest kimś ważnym. Kompletnie nie rozumiem dlaczego nie wrócił, bo przecież wrócić miał.
    Littleredcherrysmile click

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ten post ma być nieprawdziwy? Mój aktualny kraj zamieszkania pisze różne scenariusze i nie jest to Polska, jakby co ;) Ja doskonale wiem z jakiego powodu nie wrócił, ale nie wydaje mi się, że powinnam tu o tym pisać, bo "problemy osobiste" wyjaśniają wszystko albo przynajmniej wiele.

      Usuń
  8. A może jeszcze nie wszystko stracone? Nie chcę Cię do niczego namawiać, bo nie wiem jaka dokładnie jest sytuacja, ale czasami można spróbować zawalczyć. Życzę Ci wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to jest właśnie taka sytuacja, w której ja o nic nie mogę zawalczyć, bo o nie ma najmniejszego sensu, jak ma się inne zobowiązania. Ale dam sobie radę, może nawet już dałam ;)

      Usuń
  9. Ehh nie lubię tak tracić ludzi - czy to najlepszych znajomych czy randomowych ludzi, którzy wprowadzili jakąś zmianę do mojej rutyny w życiu. Trzymaj się mocno, może jeszcze coś się zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam wiele takich historii, gdy ktoś się poznał na wakacjach/ za granicą. Było fajnie, a potem każdy musiał iść w swoją stronę. Długo się znaliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 miesiące, ale razem mieszkaliśmy ^_____^

      Usuń
    2. To na pewno bedziesz za nim tesknic ale to jeszcze jednak malo czasu :)

      Usuń
    3. Czasem bardziej się można do kogoś przywiązać po trzech miesiącach znajomości niż po trzech latach ;)

      Usuń
  11. To smutne, kiedy trzeba się rozstać ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. biedna Norrie! tego najbardziej nienawidzę w ludziach, że przyzwyczajamy się do innych, a potem cierpimy, bo nie da się inaczej. przytulasek!

    OdpowiedzUsuń
  13. Najtrudniej traci się ludzi, którzy zapewniali nam codzienne wsparcie. To uczucie jakby ktoś odebrał nam kości, odsunął krzesło, na którym spokojnie się ułożyliśmy. Jakby zabrał coś, czemu ufaliśmy i byliśmy temu wdzięczni, ale nie myśleliśmy, że tego zniknięcie całkowicie zmieni nam obraz codzienności. To zmiana, ale stworzona przez brak czegoś. Nie znam sytuacji, ale wyobrażam sobie jak może boleć nagła strata kogoś ważnego i nieświadomość dlaczego, z jakiego powodu i co się z nim dzieje. Współczuję bardzo, po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat dlaczego tak się stało to dobre wiem, niby ostrzegał, że tak może być, choć i tak boli tak samo.

      Usuń
  14. Przepięknie napisany tekst. Najbardziej urzekło mnie zdanie: "Kto będzie przychodził do kuchni kręcić fajki tylko dlatego, że akurat ja tam siedzę?" Współczuję Ci tej niewiedzy o tym, że to ten "ostatni raz", ale im mniej wiemy, tym lepiej śpimy. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno nie byłam tym powodem, dla którego przyszedł do kuchni, ale i tak wiem swoje :>

      Usuń
  15. Ludzkie relacje już tak mają, że czasami niespodziewanie się kończą... nie wiem czy chciałabym wiedzieć, że któreś spotkanie jest "tym ostatnim". Za dużo byłoby wtedy łez :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio płaczę w różnych dziwnych momentach, ale wydaje mi się, że akurat przy pożegnaniu obeszło by się bez tego, bo bym się hamowała przy ludziach xD A potem poszłabym na długi wieczorny spacer z muzyk w słuchawkach i byłoby spoko.

      Usuń
  16. Trafiłam tu przypadkiem i od razu na tak emocjonalny post. Rozumiem żal. Bardzo.

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie w wolnej chwili :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem i mi zdarza się pisać w ten sposób ;P

      Usuń
  17. Niespodziewany koniec ważnej znajomości zawsze powoduje straszną pustkę w sercu. Powiedziałam tylko tyle, bo znam sprawę z autopsji i... słowa są zbędne.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Pięknie wyrażasz emocje!Chociaż przykro mi że tak to się skończyło :/.
    Ale czy on po prostu wrócił "do siebie"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jakby "wrócił do siebie", ale ktoś inny był przyczyną tego, że musiał zostać w Polsce.

      Usuń
  19. ojtam, każdy sobie prowadzi swoje stronki tak, jak chce, i każdy ma do nich inne podejście. to Twój instagram i innym uj do tego, no nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  20. wiesz opowiem Ci moją historię. Mojego M poznałam dwa lata temu w wakacje okazało się, że jest z Anglii, więc na wstępie pomyślałam sobie no ok wakacje dobiegną końca on wróci do Anglii ja zostanę, więc lepiej się nie angażować.
    I tak spędziliśmy razem dwa miesiące wakacji, spotykaliśmy się codziennie i czułam się na prawdę szczęśliwa, lecz jak to mówią wszystko co dobre szybko się kończy. Wyjechał, płakałam tupałam nóżką, lecz nic to nie dało. Przez rok myślałam o nim czasem, i zawsze było mi ciepło na sercu, gdy wspominałam. W międzyczasie ja kogoś miałam w Polsce, on spotykała się z kimś w Anglii. Nie utrzymywaliśmy kontaktu bo oboje stwierdziliśmy, że tak będzie łątwiej. Po 11miesiącach napisał, że przyjedzie znowu na wakacje i wiesz co? Bez rozmyślań zostawiłam mojego chłopaka i jestem teraz najszczęśliwsza a mój M jest obok mnie. Zostawiłam wszystko przeprowadziłam się do Anglii i mija już rok. Życie przynosi nam to czego najmniej się spodziewamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnie to może w życiu być, ale i tak się na nic nie nastawiam, bo wiem trochę więcej niż napisałam w tym poście i... Przystojniak może wróci w przyszłym roku do pracy na sezon, ale nikim więcej niż zwykłymi znajomymi nigdy nie zostaniemy ;)

      Usuń

Prześlij komentarz