Nie mam dla ciebie miłości

Za szybko wszystko wokół się zmienia. Boję się nierealnych rzeczy, a nie przejmuję się rzeczywistymi zagrożeniami. Mam nadzieję, że okropne rzeczy się nie powtórzą, a te miłe wręcz przeciwnie, a okazuje się, że to tylko płonne nadzieje i jest dokładnie odwrotnie. Bałam się jesieni, października, a okazuje się, że nie mam czasu leżeć w łóżku. Cieszyłam się, że Daniel wprowadza się na hotel, a po tygodniu doszłam do wniosku, że wcale nie jest tak fajnie, jak myślałam, że będzie. Czasem narzekałam na swoją pracę, po czym brygadzista wysłał mnie na starą sortownię, gdzie prawie płakałam z wkurwienia nad moją nową, na szczęście tylko tymczasową pracą, gdzie miałam iść na jeden dzień, po czym po dwóch tygodniach znowu mnie tam wysłał i nic nie dały krzyki ani sprzeciwy na całą sortownię. Only one day.

Nie wiem, od czego wszystko się zaczęło, ale chyba już w momencie wyjazdu Joasi, kiedy płakała rzewnymi łzami, mimo wszystko jednak lekko się śmiejąc, że zostawia mi Karola, jej niby-chłopaka, z którym to jednak razem nie byli, bo oni tylko się przyjaźnią. Karola, który mieszka w pokoju naprzeciwko i który jeździ przecudowną sportową beemką w kolorze grafitowym. Standardowo wszystko sprowadzało się do siedzenia w kuchni, wspólnego robienia kanapek do pracy i rozmów o wszystkim. Do picia Pisanga i robienia leczo. Do wycieczek do IKEI i składania szafki przez pół nocy, które przespałam, gdy on obok stukał i pukał młotkiem. Do przytulania i mówienia mi, że bardzo mu pomagam i dziękuje mi za wszystko. Do pójścia spać o 4 nad ranem i niemożliwości spania już od ósmej w niedzielę, bo to z wrażenia, że dopuściłam go tak blisko siebie. Do przytulania się na środku kuchni, gdy z jego pokoju dobiega bardzo adekwatna piosenka >"Save Me"<. Do tego, że dobrze, że jestem i trochę go uspokajam, gdy się wkurwi, bo wtedy najchętniej by coś rozpierdolił.

Znowu uczę się zasypiać wtulona w kogoś i budzić w czyichś ramionach. Choć nie idzie mi to łatwo, bo przez większość nocy leżę i myślę, nawet nie wiem, o czym, bo zaraz  tego nie pamiętam. Rano nie mam siły wstawać i iść do pracy, bo najchętniej dalej leżałabym tak wtulona w niego, ale na szczęście pracujemy razem, więc prawie razem wstajemy. Ale z drugiej strony – jest mi cholernie dziwnie, smutno i przykro, gdy muszę spać sama w moim łóżku w moim pokoju, gdy Rozgadana Współlokatorka pojechała na urlop.

***

Rozgadana (i bardzo wtedy pijana) Współlokatorka: Karol, zobacz, jak mam kochaną i śliczną współlokatorkę! Nie wiem, jak ona ze mną wytrzymuje. Powinieneś się w niej zakochać
Karol: ...już się zakochałem.


K: Kochaj mnie, kochaj...
Ja: Nie.
K: Nie da się mnie kochać, nie?


K: A jak się do ciebie przytulę, to mnie nie zjebiesz?
J: Nie.
K: *przytula się*
*5 minut później*
K: Nie chcę cię wypuszczać, bo tak pięknie pachniesz. Najchętniej to bym tak zasnął wtulony w ciebie.


K: Jeśli jeszcze kilka razy się ze sobą prześpimy, to  wiesz, że później już ci nie dam spokoju?


K: Gdzie dzisiaj śpisz?
J: ...u ciebie?
K: No tak. To było pytanie retoryczne.

***
 
Powinnam słuchać >"Nie mam dla ciebie miłości"<, bo taka jest kurwa prawda, ale przez Lusię przypałętała mi się >"Miłość Miłość"< i od wtedy chodzę powtarzając ciebie więcej chcę, musi mi to przejść i minąć. Choć to nieprawda, bo wcale że nie. Ale ostatnio jestem tak rozpierdolona wewnętrznie emocjonalnie, że jeśli tylko zostaję sama w pokoju, to leżę i ryczę. Bez najmniejszego powodu. Dlatego chodzę na noc do K, bo już nie potrafię spać sama. Za 3 dni jadę na prawie miesiąc na urlop. Będzie ciężko. Będzie cholernie ciężko. Ale nie dlatego, że będę tęskniła, że czuję wyrzuty sumienia, że go tu zostawiam na pastwę losu Rozgadanej Współlokatorki, która jakoś niedługo wraca. Nie. Wczoraj K. powiedział mi, że to dobrze, że jadę, choć jeszcze kilka dni temu widziałam jego minę, gdy wspominałam o wyjeździe i kazał mi obiecywać, że do niego wrócę. Pijąc kolejną butelkę Pisanga, spytał się, jak to robię, że każdego dnia podobam mu się bardziej i bardziej. Całą noc mnie tulił i przytulał, jakby się obawiał, że zaraz zniknę. Bo właściwie to znikam. Bez ciebie znikam?

Komentarze

  1. Przepraszam. Nie chciałam Cię zarazić piosenką (choć obie musimy stwierdzić że jest do bólu prawdziwa). Nie mam w tych sprawach doświadczenia zbytniego, ale może po prostu pozwól na to "dzianie się", nigdy nie wiadomo co z tego wyniknie - a tym razem może coś fajnego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi jest dobrze tak, jak jest - jak się tak przesłodko ze sobą kumplujemy. Ale teraz nie mam czasu ani chęci myśleć o czymkolwiek więcej, bo staram się odpoczywać na urlopie. Jeszcze 12 dni.

      Usuń
  2. Jak ja znam ten rozstrój emocjonalny... Mam ochotę ryczeć w tej chwili na przykład, a siedzę przed służbowym komputerem. Szkoda, że nie mogę przesłuchać na razie tej piosenki, bo mam wrażenie, że i mnie by się wkręciła.
    Popieram Lusię, niech się dzieje. ;) Teraz pewnie jeszcze bardziej nie chce Ci się jechać na urlop?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa powody, dla których nie chciałam jednak jechać na urlop, ale K nie był żadnym z nich.

      Usuń
  3. Właściwie to mam ochotę zapytać dlaczego właściwie ryczysz. Praca to tylko praca, zawsze możesz ją zmienić, a przecież masz tego Karola i kiedy go potrzebujesz to jest i płakać nie musisz.
    Ale potem mi się przypomniało, że Karol nie jest pierwszy, który był i Twój płacz musi wynikać z tego, że boisz się, że zniknie jak ten poprzedni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym ci móc odpowiedzieć, chciałabym sama to wiedzieć. Po prostu siedziałam sama w ciemnym pokoju, nie myśląc o niczym, a łzy mi leciały po policzkach.
      Nie chodzi o pracę - naprawdę ją lubię, a te dwa dni, kiedy brygadzista wysłał mnie gdzie indziej... nie były łatwe, ale mam nadzieję, że już się to nie powtórzy.
      Nie wiem, poważnie. Nic nie wiem.

      Usuń
  4. ile się u Ciebie dzieje! kurcze, wiesz co? przed miłością nie uciekniesz, jeżeli naprawdę ją czujesz, to nie wypieraj się jej, bo później będziesz tylko cierpieć. zazdroszczę tych motylków w brzuchu ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio...? Ja mam wrażenie, że nic się nie dzieje, bo tylko praca, dom, obiad, zakupy, a w niedzielę - jeszcze więcej snu i nicnierobienia, może jakiś sklep. I tyle. (Dobra, aktualnie jestem na irlopie, to trochę inaczej.)
      "Przed miłością", phy. Ja już nie wiem, co to jest "miłość".

      Usuń
  5. Zdaj się na los, nie rozmyślaj za wiele. Im więcej myślisz i rozkładasz to wszystko na cząsteczki, tym gorzej. Spróbuj wrzucić na luz, chociaż zdaję sobie sprawę jakie to ciężkie. Wiem to z własnego doświadczenia. Z pracą bywa różnie, mam nadzieję, że się polepszy, szkoda nerwów i łez. Wysyłam Ci wirtualne przytulanki i trzymam kciuki, aby wszystko poszło w dobrym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie jest problem, bo... niewiele myślę. W zasadzie to sama nie wiem, co robię, no judging.
      Od pracy właśnie odpoczywam. W zasadzie to nie potrzebowałam tego urlopu, ale nie mam potrzeby być w Polsce na Boże Narodzenie, więc musiałam jechać teraz :)

      Usuń
  6. Wiem, to chore, ale zazdroszczę Ci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie chore, zazdrość rzecz ludzka.

      Usuń
  7. Nie myśl, korzystaj z tego przytulenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak myślałam to nad innymi rzeczami, bo nie tylko on mi jednak w głowie ;)

      Usuń
  8. Masz ciepłe ramiona kogoś wyjątkowego, to warto się w niego wtulać ile się da. Czerp z tego jak najwięcej radości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli się dawało, to korzystałam ;)

      Usuń

Prześlij komentarz