Check my vital signs to know I'm still alive

Nie pamiętam kiedy dokładnie Green Day ogłosili koncert w Polsce, w Krakowie. Pamiętam za to, że O. od razu mi o tym napisała, a ja odpisałam, że słaby termin, bo styczeń, bo urlop zaplanowałam sobie na listopad/grudzień i raczej nie dam rady ich zobaczyć. (Chyba) Parę dni później przemyślałam wszystko i zmieniłam zdanie. Po czym znowu za jakiś czas przytrafiła mi się spontaniczna propozycja listopadowego wypadu do Korei, więc świadomie bez bólu serca zrezygnowałam z koncertu. Mówiłam, że mi nie zależy, że widziałam ich już na żywo. To było największe kłamstwo świata. Nie wiem, jak w ogóle mogłam powiedzieć coś takiego, że mi nie zależy. Mówiłam, że wybrałam się na wycieczkę do Korei, bo miałam wybór: albo Korea, albo koncert. Sama sobie postawiłam takie ultimatum. W końcu doszłam do wniosku, że... dlaczego mam się ograniczać? Skoro mogę, skoro mam możliwości, pieniądze, towarzyszkę, mimo że jest mi ostatnio wszystko jedno? Dlaczego mam rezygnować z koncertu? Z koncertu, dzięki któremu może ten rok 2017 będzie jednak lepszy niż poprzedni? Z koncertu, który w dalszym ciągu jest moim marzeniem, mimo że uczestniczyłam w takowym trzy i pół roku temu w Łodzi? Z koncertu mojego ulubionego zespołu? Z koncertu, NA KTÓRYM MI JEDNAK CHOLERNIE ZALEŻY?

Nie zrezygnowałam. Złożyłam wniosek o urlop, który został zatwierdzony, a następnego dnia anulowany. I kiedy chodziłam w pracy wkurwiona ze łzami w oczach, bo już wszystko sobie zaplanowałam, i dlaczego moje marzenie zostało po raz kolejny zniszczone, kolejnego dnia, asystentka team leadera powiedziała mi, że jednak mogę jechać na ten urlop. Mimo to do samego końca obawiałam się, że jednak brygadzista znowu zmieni zdanie. Codziennie albo i kilka razy dziennie przez ostatni miesiąc zmieniałam zdanie – raz przeogromnie chciałam jechać, nic mnie nie mogło przed tym powstrzymać, a za moment było mi to totalnie obojętne i nie chciało mi się ruszać z łóżka. Odetchnęłam z ulgą, kiedy wsiadłam do busa do Polski. 1340 km. A w sobotę rano do busa do Krakowa. 300 km. Mimo że jakoś nie czułam tego koncertu. Nie miałam czasu słuchać piosenek zespołu, mimo że zawsze tak robiłam przed zbliżającym się koncertem. Nie miałam ochoty ani siły. Bo wiedziałam, że przed koncertem czeka mnie trudna rozmowa, którą później będę musiała przekazać dalej i to drugie zabolało mnie o wiele bardziej.


Nie pamiętam tego koncertu. Wiem, że skakałam, świetnie się bawiłam z O. i jej dwiema koleżankami, z którymi od razu świetnie się dogadałam i we cztery stworzyłyśmy green gang. Wiem, że poryczałam się jak głupia podczas Boulevard Of Broken Dreams, no bo przecież I'm still alive and I walk alone. Za dużo emocji, za dużo słów ostatnio wypowiedzianych nie wiem, czy tej właściwej osobie, ten tatuaż z kurewsko prawdziwym przesłaniem. Wiem, że wykrzyczałam na całe gardło całe Still Breathing. Obserwowałam trybuny rozświetlone latarkami telefonów podczas ballad. Totalnie nie widziałam, co się dzieje na scenie, ale absolutnie nie przeszkodziło mi to w świetnej zabawie. Nagrałam kilkanaście sekund Good Riddance z przypadkowym fragmentem "for what it's worth, it was worth all the while". Bałam się, że nie mam kondycji, żeby tyle skakać i dobrze się bawić. Bałam się, że już po paru piosenkach na tyle się rozkaszlę od śpiewania i krzyczenia, że nie będę mogła złapać oddechu. Niesłusznie. Wiem, że zagrali 28 piosenek, koncert trwał 2,5 godziny. Nic więcej nie pamiętam. Z nadmiaru skumulowanych we mnie emocji: i tych dobrych, i tych złych.

Półtora roku nie byłam na żadnym koncercie. Z jednej strony jakoś nad tym nie ubolewałam, a z drugiej strony jakoś mi było dziwnie z tego powodu. Poprzednio bawiłam się w Rybniku na Linkin Park. Najwyższy czas, żeby znowu zacząć to zmieniać i planować urlopy właśnie pod tym kątem. Bo właściwie to tylko to mi pozostało. Także następny w połowie czerwca. A kolejny może pod koniec października. Mam nadzieję, że jeszcze jeden wcześniejszy (w nocy po pijaku, pomysł z cyklu "a może zrobimy coś szalonego?") wypali pomimo niesprzyjających na razie okoliczności, ale przez 7 tygodni wszystko jeszcze może się zmienić, prawda?

Komentarze

  1. Wow, tyle emocji w jednym poście! Uwielbiam Green Day i szczerze zazdroszczę koncertu <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio jestem okropnie rozchwiana emocjonalnie, więc to też może dlatego ;) Trzeba było jechać!

      Usuń
  2. Te koncertowe emocje <3 właśnie dlatego kocham koncerty ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam już jak to jest, ale panowie mi przypomnieli :)

      Usuń
  3. kurcze, a ja nigdy nie byłam na koncercie swojego ulubionego zespołu i raczej nigdy nie pojadę, ale nieważne, jakoś to przeżyję. GD lubię, szanuję, ale nie jestem jakąś wielką fanką :P

    OdpowiedzUsuń
  4. weź, depresja to teraz moje drugie imię, ale powoli wychodzę z tego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. no i bardzo dobrze! z tego wpisu bije taka pozytywna energia, aż na Malcie czuć, że dobrą decyzją było wybranie się na ten koncert :D tak trzymaj! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam plakaty reklamujące ten koncert - sądząc po ich wielkości, musiało to być naprawdę niezłe wydarzenie. Niestety od wieków nie byłam na koncercie. I nie wiem, czy na jakimś zależało mi tak jak ci. Może dlatego, że nie słucham takich gwiazd, raczej niszowe, polskie zespoliki, więc nie bywam na wielkich, sławnych koncertach. To całkiem inne odczucia, taka wielka impreza dla której naprawdę warto poświęcić wiele spraw, a kolejny koncert w klubie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba aż tak wielkie jednak nie było, bo do samego końca były dostępne prawie wszystkie rodzaje biletów (wyprzedane były jedynie GC EE). Mniejsze koncerty też są fajne, ale jednak gdy masz świadomość, że przebywasz w jednym miejscu z kilkunastoma tysiącami ludzi, którzy czują dokładnie to samo co ty... to jest coś.

      Usuń
  7. Ja za bardzo nie interesuję się Green Day. Niestety nie jestem taką farciarą, że pojadę na koncerty, na które bardzo bym chciała. Zbyt wiele ograniczeń :C Ale wierzę, że kiedyś spełnię te marzenia!
    Przyznaję, że strasznie podobają mnie się zdjęcia z koncertu <3
    To super, że dobrze się bawiłaś! Nie pokonałaś na darmo kilometrów ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat do tego przypadku nie ma sensu mieszać farta, raczej chęci i możliwości. Ograniczenia zawsze są i będą - raz mniejsze, raz większe; można albo się z nimi godzić, albo wychodzić naprzeciwko.
      Dzięki za miłe słowa :)

      Usuń
    2. Ale żeby dojść do etapu, kiedy mamy możliwości... To jednak jest sztuka, aby w dzisiejszym świecie zorganizować się i spełniać marzenia ;)

      Usuń
    3. Wszystko zależy od danego człowieka :)

      Usuń
  8. Koncerty są takie fajne. A osoby, które umieją się cieszyć ze wszystkiego, jeszcze fajniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie sobie uświadomiłam, że ja też dawno nie byłam na żadnym koncercie. W prawdzie ja wybieram te mniejsze i tańsze koncerty, ale uczucie bycia tam i cieszenia się muzyką jest bezcenne. Muszę to zmienić w tym roku.
    I mam nadzieję, że Ty będziesz mogła częściej cieszyć się koncertami ulubionych zespołów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieważne, czy mniejsze i tańsze czy większe i bardziej huczne - koncert ulubionego zespołu to jest to :)

      Usuń
    2. Dokładnie:) Te emocje są wyjątkowe i za każdym razem jedyne w swoim rodzaju:)

      Usuń
    3. Dlatego ciężko mi stwierdzić, który z dwóch koncertów tego samego zespołu bardziej mi się podobał albo który w ogóle był najlepszy, itp. itd.

      Usuń
  10. Mnie zależało na Nickelback i na Linkin Park, niestety oba były w momencie, gdy nie miałam możliwości się wybrać. Poza tym byłam na koncercie jednego koreańskiego zespołu, nic więcej. Nie wliczam też takich małych imprez jak gościnny występ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo że lubię muzykę Nickelback to w ogóle nie miałam ochoty jechać na ich koncert. A z Linkin Park nie wszystko stracone. Chodź do Krakowa w czerwcu! :D

      Usuń
  11. Cieszę się, że w końcu dałaś radę dotrzeć na koncert :)

    OdpowiedzUsuń
  12. NAWET MNIE NIE STRASZ! to musi być dziewczynka, bo dzisiaj dokupiłam kolejnych milion rzeczy! :O

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam ja te koncertowe emocje, oj dobrze znam :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. O, Green Day! Wielką fanką nie jestem, ale w sumie lubię :) Tak to jest z koncertami-te emocje, świetna zabawa. Nie mogłabym jednak jeździć na nie często, nawet gdybym miała sporo czasu i pieniędzy, bo potem długo odchorowuję taki jeden jak na skrajną introwertyczkę przystało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich dawnych studenckich czasów, w trakcie juwenaliów chodziłam na 3-4 koncerty tygodniowo ;d A przez mój przymusowy odwyk koncertowy tak się stęskniłam, że znowu bym się na coś wybrała!

      Usuń
  15. Uwielbiam koncerty ;) I żałuję, że nie będę mogła być na Linkin Park, za to mam bilet na SOAD ;) Chociaż też nie wiem, czy się zjawię, bo być może wypadną mi egzaminy lub obrona...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Linkini i SOAD nie grają dzień po dniu, bo wtedy to i na ten drugi zespół bym się skusiła :( A może akurat uda ci się pojawić? Na razie nie kracz.

      Usuń
  16. zaakceptowałam zaproszenie i już w dodatku obejrzałam ten Chatroom! :D powiem Ci, że całkiem niezły film, dzięki! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. ach, Zwierzęta Nocy też dzisiaj obejrzeliśmy, ale miałam to już wcześniej w planach :D a to o przyjaźni też już sobie zanotowałam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze jak się nie chce iść na imprezę to jest mega ;p Nawet mama mi tak powtarzała od zawsze i się to zawsze sprawdzało ;p

    OdpowiedzUsuń
  19. I dobrze, że w końcu się udało :) i zgadzam się z Anelise - jak się nie chce iść na imprezę, to później się okazuje jedną z lepszych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również znam z doświadczenia ten dziwny paradoks ;d

      Usuń
  20. Jak się czegoś na prawdę bardzo mocno chce to się to ma :) Trzeba tylko skrycie w to wierzyć :)
    Pozdrawiam ;)
    Tak Po Prostu BLOG [klik]
    Zapraszam w wolnej chwili do mnie! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz