#MyFirst7Jobs

Jakiś czas temu jak grzyby po deszczu na wszelkich możliwych portalach społecznościowych spotykałam się z modnym tagiem #MyFirst7Jobs. Czytałam o pierwszych siedmiu poważnych i tych niezbyt poważnych pracach znajomych, troszkę się denerwując, bo gdzież mi do tych siedmiu prac... Brakowało mi jakichś sześciu. Dopóki nie zaczęłam się nad tym zastanawiać i notować. I tak znalazłam!


1. Praca na wsi
Za dzieciaka wakacje spędzałam u babci na prawdziwej polskiej wsi. Trochę sama, trochę z rodzeństwem, trochę z rodzicami. Bawiłam się, odpoczywałam, ganiałam po dworze, pomagałam babci, a zarazem pracowałam. Jako dzieciak, czyli po prostu – pracowałam, pomagając i dobrze się bawiąc. Kiedy trzeba – karmiłam kury, psa, kota, zabierałam jajka z kurnika, zbierałam warzywa z ogródka, owoce z lub spod drzew czy krzaczków. Trochę pomoc, trochę obowiązek, trochę praca. Nie całkiem zarobkowa, ale dostawałam za to słodkości czy inne małe niespodzianki, gdy wujek jechał do sąsiedniego miasteczka do sklepu.

2. Korepetytorka
Od zawsze byłam dobrą, przykładną i pilną uczennicą, przez podstawówkę i gimnazjum nie musiałam się uczyć w domu, bo wszystko rozumiałam i zapamiętywałam z lekcji. A że nie wszyscy tak potrafili, to prosili mnie o pomoc w zrozumieniu matematyki/fizyki/chemii (na studiach również ekonometrii i statystyki) i tak zostałam korepetytorką. Dzielnie tłumaczyłam: na przerwach w szkole, po lekcjach w bibliotece, KFC, w autobusie czy w czyimś domu, w dni powszednie i weekendy. Dalej nieodpłatnie – czasem za zwykłe dziękuję, czasem za jakiś słodycz czy miły drobiazg.

3. Praca w przedsiębiorstwie zajmującym się przetwórstwem ziół
Pod koniec klasy maturalnej, gdy w pracy mojej mamy potrzebowali studentów do pomocy, zwerbowała i mnie, troszkę nielegalnie, bo jako jeszcze uczennicę i bez książeczki sanepidowskiej, ale byłam kilka dni, fajnie się bawiłam, pakowałam herbatki do bombonierek czy naklejałam naklejki z datą ważności na kartoniki. Szkoda, że tak szybko, jak ta praca się zaczęła, tak szybko się skończyła, ale fajnie wspominam tamte momenty.

GRATIS: Praktyki w ramach studiów
Miałam pewne wątpliwości, czy ten epizod również zaliczyć do mojej kariery zawodowej, ale stwierdziłam, że chyba jednak wypada. Po drugim roku studiów musiałam odbyć dwutygodniowe (albo trzy-?) praktyki w wybranej firmie. Po znajomości trafiłam do pewnej spółdzielczej instytucji parabankowej. W związku z tym, że nie mogłam mieć wglądu do żadnych dokumentów ani pism, bo wszystko było poufne, te dwa tygodnie spędziłam... w domu, co kilka dni meldując się telefonicznie u szefa. Ale praktyki odbębnione, wpis w indeksie otrzymany i studia zaliczone. Jednak brak w tym sensu...

4. Opiekunka do dzieci
Przydarzył mi się również epizod niani. Opiekowałam się siostrzenicą, gdy kuzynka chodziła do dentysty, czy umawiała się z dawno niewidzianymi koleżankami, jak i również trzymałam pieczę nad bratankami, gdy kuzyn wpadał do Lublina, musiał załatwić kilka ważnych spraw, a nie chciał targać chłopaków ze sobą. Karmiłam, zabawiałam, opowiadałam bajki, malowałam, kolorowałam, kładłam spać, ubierałam, chodziłam na spacery. Traciłam cierpliwość. Wszystko zależy od dziecka, bo siostrzenica była małym aniołkiem, ale jednak tej pracy mówiłam stanowcze NIE.

5. Zbiór malin
W akcie totalnej desperacji i totalnym braku pieniędzy postanowiłam kiedyś pojechać z mamą na zbiór malin do jej kolegi. Pożałowałam tej decyzji już wtedy, gdy musiałam zerwać się o 5 w wolny wrześniowy poranek, harować w pocie czoła od świtu do zmierzchu, po czym okazało się, że zarobiłam... 35zł. Więcej nie pojechałam, mimo że usilnie mnie namawiali i mama, i ciocia, i owy kolega.

6. Członek komisji wyborczej
Moja mama czasem ma ciągoty polityczne i tak razem ze swoją siostrą dostały się kiedyś do komisji wyborczej (na wyborach samorządowych, prezydenckich, do Rady Miasta czy jeszcze jakichś innych). Od wtedy za każdym razem startowały w castingach i często udało im się dostać do owych komisji. Spróbowałam i ja, dostałam się i rewelacyjnie się bawiłam! Byłam najmłodszą, ale najbardziej rozgarniętą członkinią komisji wyborczej i to właśnie ja ustalałam zasady m.in. liczenia głosów, żeby wszystko poszło szybko i zgrabnie... Nie mam nic przeciwko, żeby jeszcze kiedyś to powtórzyć!

7. Ekspedientka/kasjerka
W przypływie kolejnej fali desperacji, szukałam pracy po studiach i jedyną odpowiedzią na rozesłane CV jaką dostałam była oferta pracy ze sklepu z sieci niewielkich spożywczych. Poszłam, bo co mi szkodziło, skoro i tak nikt inny mnie nie chciał. Już po godzinie szkolenia uznałam, że to bez sensu, ale pofatygowałam się tam jeszcze przez dwa kolejne dni, po czym zrezygnowałam, bo po jakichś 10 godzinach bezpłatnego szkolenia, szefowa ustaliła, że bardzo dobrze sobie radzę i za dwa dni zostaję w sklepie sama na drugiej zmianie. W sobotę na popołudniową zmianę. A to, że następnego dnia nie mogłam się zjawić na kolejnych godzinach bezpłatnego szkolenia, bo miałam do załatwienia parę spraw na mieście, zostało skwitowane bardzo niezadowoloną i pogardliwą miną, szefowa była zdziwiona, że coś jest dla mnie ważniejsze niż ta praca. Cóż. Podziękowałam, bo jednak na tyle to się jeszcze szanuję.


Czyli jednak podołałam zadaniu. Nie jest ze mną tak źle? Jak to wygląda u ciebie?

Komentarze

  1. Ja kiedyś pracowałam przy wyrobie świeczek zapachowych. Dużo mnie ta praca nauczyła.

    OdpowiedzUsuń
  2. No jak mogłaś nie chcieć pracować na kasie w TYM sklepie? Przecież to z pewnością była praca marzeń!
    Ostatnio miałam propozycję stażu w mieście odległym od mojego o 35 km (dojazdy we własnym zakresie), 800 zł miesięcznie, przy czym w pracy powinnam być od 8 do 18, bo tyle roboty jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jam niegodna :(
      No właśnie. Tyle jest fajnych ofert pracy, a ludzie narzekają, że bezrobocie i nie ma pracy ;)

      Usuń
    2. Haha, no dokładnie! Wystarczy tylko wyrzec się jedzenia i praca jest! :)

      Usuń
    3. ja miałam podobną propozycję jakiś czas temu... w call center ;p
      Też 800 zł (odjąć bilet miesięczny - zostaje 600 zł). Praca również w weekendy, naciąganie ludzi na niewarte swojej ceny odkurzacze, przymus wciśnięcia ludziom 14 zaproszeń dziennie na jakieś spotkania pokazowe, w przypadku nie osiągnięcia pułapu - bezpłatne nadgodziny, ciągłe krzyki - praca marzeń ;p

      Usuń
    4. Call center to nie na moje nerwy. Nigdy bym się nie zgodziła na coś takiego :(

      Usuń
  3. Mnóstwo prac za mną ;D Lubiłam odkąd pamiętam być samowystarczalna ;) Bez problemu bym 7 nazbierała :D hihi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz "lubienia" czasem trzeba jeszcze mieć chęć, co nie?

      Usuń
  4. Ej, tak samo myślałam, że te 7 pierwszych prac, to najwcześniej za 20 lat uzbieram, a jak tak teraz myślę, to nawet teraz mam już więcej niż 7 :P

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie miałam siedmiu prac, w każdej byłam za długo :D w każdym razie ciekawy tag, fajnych rzeczy można się dowiedzieć.
    przetwórstwo ziół ♥
    szczególny respekt za punkt 6 ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Też pracowałam na kasie :D Ale wspominam to całkiem dobrze, mimo ze płacili mi tak mało, że nawet dojazdy z mojej wiochy mi się nie zwróciły. Ale też skąd miałam wiedzieć, ile zarabiają ludzie na kasie?
    udzielanie korepetycji było świetnym zarobkiem, to był jedyny moment w moim życiu kiedy płacili mi za godzinę tyle co moim rodzicom w ich pracy - niestety, trwał bardzo krótko...
    Też jakoś te 7 prac wynajdę, chociaż czasami naciągane, ale też do zeszłego roku moi rodzice w ogóle nie chcieli słyszeć o tym, żebym pracowała, a finanse reperowały mi nagrody i stypendia za naukę, nie robota. Do dwudziestego roku życia na pewno będę miała więcej niż siedem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbowałaś i teraz już wiesz,prawda? Wiadomo, że wszystko zależy od konkretnej osoby, gdzie i w jakim momencie się trafi - ja trafiłam na kasę w nie najlepszym okresie, więc tak wyszło.Do korepetycji trzeba mieć anielską cierpliwość. Teraz już bym tak nie potrafiła.
      Moje prace też są takie ciut naciągane, ale praca to praca :D

      Usuń
  7. Jeśli chodzi o pracę zarobkową, to do tej pory miałam trzy - wszystko to gastronomia, prace dorywcze. Cóż, całe życie przede mną. Jednak nie lubię zbyt dużych zmian, wolę znaleźć pracę, w której będę się dobrze czuć, niż zmieniać je co chwila ;)
    A praktyki na studiach...cóż, to trudny temat. Wszyscy wiemy jak one wyglądają. Rzadko się zdarza, aby faktycznie poszerzyły wiedzę studenta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mojej byłej uczelni wprowadzono jakiś rygor i nowe zasady odnośnie odbywania praktyk, że jednak mają czegoś uczyć i patrząc na moją siostrę oraz jej rówieśników - da się zauważyć zmianę :D

      Usuń
  8. Po przeczytaniu wpisu musiałam się głęboko zastanowić jakie ja miałam prace, i ciężko było sobie przypomnieć. Wiele prac miałam takich jednodniowych, zdarzył się nawet epizod na poczcie - szkoda gadać. A praktyki to totalna porażka jeśli chodzi o nauczenie się czegokolwiek. eh ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też spisanie tego wszystkiego nie przyszło łatwo. Jednodniowa czy wielomiesięczna - praca to praca, więc uwzględniłam tu moje siedem najpierwszych ;P

      Usuń
  9. Chyba sama napiszę takiego posta :D u mnie też wszystko zacznało się na wsi, ale ja dostawałam jakieś pieniądze za to. xd

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja nawet się nad tym nie zastanawiałam. Muszę sięgnąć pamięcią, jak to było u mnie. I przyznaję, że natchnęłaś mnie na napisanie podobnego posta.
    Widać po tym poście, że jesteś zaradna i chętna do pracy :) malin, to ja nigdy nie zbierałam, za to walczyłam z truskawkami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, bo to w zasadzie fajna sprawa :D Truskawki zbierałam tylko dla siebie i tak to mogę zbierać, ale w hurtowych ilościach, to jednak wolę maliny. Choć najlepiej to porzeczki :D

      Usuń
  11. w sumie mam bardzo podobne doświadczenia z pierwszą pracą :) Ja jeszcze latem w piątki sprzedawałam gazety od 5 rano, to było coś, super wspomnienia:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 5 rano... Ale latem, to przynajmniej jasno już było xD

      Usuń
  12. Ale nie napisałaś czym obecnie się zajmujesz ;p Wiem, że pracujesz za granicą, ale w sumie nie wiem przy czym ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam z prostego powodu - bo to się już nie zalicza do moich pierwszych siedmiu prac ;P

      Usuń
    2. To obecna praca jest którą? :D

      Usuń
  13. Ja nie dałabym rady wymyślić aż siedmiu. Pięć to chyba maks. :D

    OdpowiedzUsuń
  14. U mnie wyszło 6 :D A co do bycia opiekunką, to podziwiam - dzieci potrafią być męczące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, potrafią, ale to wszystko zależy od tego, na jakie dzieciaki się trafi.

      Usuń
  15. Pracowałam w sklepie z ubraniami, klienci podnosili ciśnienie, ale dało się przeżyć. Kolejną pracą i na szczęście tylko przez miesiąc było w dużym, znanym supermarkecie przy wykładaniu towaru, praca sama w sobie zła nie była, ale oszustwa i traktowanie ludzi jak niewolników były na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukałam kiedyś pracy w sklepie odzieżowym, ale wymagali doświadczenia w sprzedaży, czego nie posiadałam, więc mnie nigdzie nie chcieli. Po jakimś czasie stwierdziłam, że to chyba dobrze, bo kontakt z klientem nie jest na moje nerwy :)

      Usuń
  16. Wow, zaskoczyłaś mnie ale bardzo pozytywnie bo tez gdybym miała napisać taki post to długo musiałabym się zastanawiać nad nim, ale po Twoim poście tez znalazłabym kilka podobnych propozycji :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisanie tego posta nie zajęło mi kilku czy nawet kilkudziesięciu minut ;P

      Usuń
  17. Studenckie praktyki to po prostu masakra jakaś. Więcej robiłam na praktykach w technikum przez calusieńki miesiąc :D. Potem kilka razy byłam hostessą w sklepie, dawałam korki jednej dziewczynie z matmy, brałam udział w badaniach natężenia ruchu, zajmowałam się stanowiskiem wystawienniczym na jednych z targów transportowych, pracowałam w archiwizacji i aktualnie pracuję w domu przy pracach licencjackich i magisterskich :D.
    W ogóle się nie dziwię, że rezygnowałaś z tych niektórych prac. Szczególnie z TEJ ostatniej cudownej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Badania natężenia ruchu brzmią ciekawie :D I archiwizacja, mimo że może się wydawać nudne i monotonne, ale raczej takie nie jest, prawda?

      Usuń

Prześlij komentarz