Nie wierzę w siebie

Wybierasz profil w liceum z pełną świadomością, bo wiesz, co chcesz i będziesz robić w życiu. Doskonale radzisz sobie w szkole, wyśmienicie zdajesz maturę, dostajesz się na wymarzone studia. Wszystko idzie ci jak z płatka: studia, życie towarzyskie, życie uczuciowe. Umiesz pogodzić pracę z rozrywką. Jesteś pewny siebie, wiesz, czego chcesz i dążysz do tego. Nie masz panu B, ale nie jest on do niczego potrzebny, bo jesteś na tyle dobry, że wszystko ułoży się po twojej myśli. Kończysz studia, dostajesz świetną pracę w zawodzie. W twoim życiu nie ma miejsca na zawahanie, niepewność, możliwość, że coś pójdzie nie tak jak chcesz. Bo wiesz, że jesteś super, że to ci się należy i dążysz do osiągnięcia upragnionego sukcesu. Jesteś pewny, że jesteś tego wart, więc to dostajesz. Bo zasługujesz. Bo inni boją się po to sięgnąć, a ty nie obawiasz się niczego. Bo tego chcesz, więc dostajesz.


Nieraz moje ego w pracy zostaje podbudowane komplementami, że "nadaję się na operatorkę maszyny". Bo znam się na tym, jestem ogarnięta, wiem, o co w tym chodzi. To najprawdziwsza prawda, ale nie chcę się nadawać. Nie chcę być operatorką maszyny. Bo boję się, że nie dam sobie rady. Bo boję się, że gdybym jednak zdecydowała się na awans, to gdy przejdę etap szkolenia i żadna inna operatorka nie będzie zawsze przy mnie, gdy będę sama musiała się wszystkim zajmować. Boję się nadmiaru odpowiedzialności. Nie wierzę w siebie, nie wierzę, że poradziłabym sobie na tym stanowisku.

Tak samo miałam kilkanaście lat temu w szkole czy na uczelni. Nie porywałam się na żadne zadania dodatkowe, bo nie wierzyłam, że sobie z nimi poradzę. Mimo tego, że uczyłam się sumiennie, nie liczyłam na piątki ze sprawdzianów czy egzaminów. Nie doceniałam siebie. Nie doceniałam własnych możliwości. Wolałam ponarzekać, że nie dam rady, a później sama się zaskoczyć, że hej, jednak się udało.

Ostatnio moja ulubiona operatorka maszyny powiedziała do mnie: "Magdalena, poczekaj na mnie po pracy, bo musimy pogadać. I *nowa brygadzistka* też chce z tobą zamienić słówko". O nie. Nienienienienienienienie. Tylko nie to. Doskonale zdawałam sobie sprawę, o co chodzi. Doskonale wiedziałam, w co obie chcą mnie wmanewrować. Chciały, żebym zaczęła się szkolić na operatorkę maszyny. Tylko że ja nie chcę, nie czuję się na siłach, nie nadaję się na to stanowisko. Chciały, żebym chociaż spróbowała. Tylko że ja nie chcę nawet próbować. Wszyscy wokół postrzegają mnie jako cierpliwą, niedenerwującą się, miłą, sympatyczną, zawsze uśmiechniętą, silną psychicznie, acz zadziorną i umiejącą dojebać, jak mnie ktoś wkurwi. Wszyscy wokół wierzą we mnie, mówią mi, jaka to nie jestem śliczna, inteligentna, zajebista. Szkoda, że ja w siebie nie wierzę. Szkoda, że ja postrzegam siebie totalnie inaczej.

Nie wiem niczego. Boję się mnóstwa rzeczy. Nie wiem, gdzie widzę się za parę miesięcy czy lat. Nie doceniam siebie. Nie wierzę w siebie ani w to, do czego jestem zdolna, czego potrafię dokonać. Nie wiem, czego chcę od życia. Ale...

I want something just like this ♪♫♪

Komentarze

  1. Chyba jestem ostatnią osobą, która mogłaby dawać jakiekolwiek przepisy wiary w siebie, bo sama jestem typem "ojej, jestem do niczego, nie dam rady, nie uda mi się, ale źle". Ale od pewnego czasu chodzi mi po głowie pewien post, blogowy "projekt", że tak to ujmę i tym razem dziękuję Ci za pozytywnego kopa w tym kierunku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebym ja tym postem kogokolwiek do czegoś zainspirowała, to ja nie wiem... XD

      Usuń
  2. Ciężko jest uwierzyć w siebie i dokonać pewnych osiągnięć i zmian.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, przez ten cały brak wiary w siebie sporo się traci. Żałuję, że nie da się cofnąć czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co się stało, to się nie odstanie i chyba nie ma co żałować. CHYBA.

      Usuń
  4. Czasami też tak mam. Nie wierzę, że w pracy będę umiała zrobić coś idealnie, tak na 100 procent. A mam mieć pracę, która tego wymaga, mam być redaktorem. I nie wierzę, że uda mi się wydać chociaż jedną książkę bez rażących błędów. Przecież teraz zawsze jakiś przecinek mi się pojawia w złym miejscu, jakiś akapit się omsknie i zepsuje wygląd całego tekstu.
    Ale tłumaczę sobie to tak, ze skoro nie do końca wierzę w siebie, to może uwierzę w siłę przyzwyczajenia. Pewnie czeka mnie przez to więcej pracy, ale jak po raz setny postawię źle przecinek to w końcu się nauczę i automatycznie postawię go dobrze. Może kiedy zrobię dwadzieścia książek z błędami, to dwudziesta pierwszą bez błędów. Każdy się w końcu nauczy, no każdy. I myślę, że do twojej pracy też można to odnieść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będziesz miała łatwej pracy, bo sama wiem, jak bardzo się męczę, gdy chcę opublikować idealnego pod względem przecinkowym, językowym, składniowym itp. posta, a mi nie wychodzi, bo im więcej to samo czytam, tym bardziej się w tym motam i nie dostrzegam rażących błędów.

      Usuń
  5. Muszę przyznać, że i mnie dotyka taki brak wiary w siebie. Ile razy czegoś się nie podejmę, bo po prostu nie widzę i nie wierzę, żeby udało się to dobrze zrealizować. Boję się, że odpowiedzialność przy jakimś ważnym zadaniu będzie tak stresująca, że spartolę to koncertowo. Przez to wszystko wolę lekkie i małe sprawy do załatwiania, niż jakieś grube tematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zdarza mi się, że wierzę w siebie i w to, co mam wykonać, ale to raczej w przypadku, gdy wiem, że MUSZĘ to zrobić i totalnie nie mam innego wyjścia. Ale nie jestem od razu na tyle pewna siebie, że wiem, że zrobię to na 100%.

      Usuń
  6. Mam ten sam problem przez co w życiu, mimo dużych ambicji i mimo wszystko talentu, nie doszłam do niczego. Więc nie bierz ze mnie przykładu. Skończyłam studia administracyjne bo bałam się iść na prawo, że sobie nie poradzę. Administracja chociaż to też prawo była dla mnie pestką. Czemu miałabym więc sobie nie poradzić na prawie? Zmarnowałam w ten sposób kilka lat. Po studiach mogłam zagryźć zęby i czekać na staż, pytać, szukać czegoś w zawodzie. Wybrałam wyjście, które było pod ręką: sklepowa. I tak zostałam sklepową z magistrem. Bo bałam się spróbować walczyć o siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież mam tak samo jak Ty :P Skończyłam studia, jestem Panią Magister Ekonomii, a "pracuję ciężko fizycznie w Holandii" (cytat mojej babci, która jest ze mnie ogromnie "dumna" właśnie przez to, co zrobiłam ;) ).

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. No to witam w klubie...

      Usuń
    2. Koniecznie trzeba nad tym popracować.

      Usuń
    3. Pewnie, że trzeba, ale lenistwo i obawa bardzo to utrudnia.

      Usuń
  8. Po prostu nie lubisz zmian. Wiesz, że jesteś w czymś dobra i nie chcesz zmieniać swojej funkcji. Jeśli chodzi o pracę to też tak mam. Nie lubię dostawać nowych zadań, które potem może i okazują się fajne i nieźle sobie z nimi radzę, ale na starcie też mam zawsze w głowie wielkie O NIE...
    Nie wiem czy to dobrze, czy źle. Pewnie z psychologicznego punktu widzenia źle, bo powinniśmy być otwarci na nowe, ale kurcze - czy ktoś lubi wychylać się ze swojej strefy komfortu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy jakich zmian. Jeśli jest mi z czymś/z kimś/w czymś dobrze, to nie lubię zmian, bo obawiam się, że może być gorzej. Ale jeśli jest średnio, to czemu by czegoś nie zmienić, skoro może być lepiej?

      Usuń
    2. No dokładnie o to mi chodziło. Jeśli czujesz się w pewnej sytuacji stabilnie i pewnie, to nie chcesz nic zmieniać, bo MOŻE BYĆ GORZEJ (często tak myślę :D). A jeśli człowiek nie ma nic do stracenia, to wówczas można nieźle zaszaleć ze zmianami. :P

      Usuń
    3. Dobrze, że się rozumiemy :)

      Usuń
  9. Życzę Ci, żebyś się przemogła, bo pewna jestem, że dałabyś radę.
    Przyznam, że i mi przydałoby się trochę więcej pewności siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem teraz jedno - że nie jestem na to gotowa. Może kiedyś...? Nie wykluczam takiej możliwości, ale na pewno nie teraz.

      Usuń
  10. Mam to samo. Pomyślałam sobie, że mogłabym mieć jakieś stanowisko, bo jestem w czymś dobra, ale po prostu bym się nie odważyła. Muszę z tym coś zrobić, bo nawet nie chcę myśleć, ile fajnych okazji może mnie ominąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym chciała coś z tym zrobić, ale... za bardzo się boję. Błędne koło :D

      Usuń
  11. Skoro tak mówią to na pewno mają rację. Może pora się odważyć i spróbować czy sobie poradzisz? Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychodzę z założenia, że ludzie mówią dużo i różne rzeczy...

      Usuń
  12. Pośrednio opis mnie samej.

    Niektórzy ludzie pokładają we mnie wielkie nadzieje, a ja kompletnie w siebie nie wierzę. Mam wrażenie, że nie poradzę sobie z najprostszą rzeczą, a ciężko znoszę porażkę i krytykę. Wymagam od siebie za dużo i nie pozwalam sobie na błąd, przez co boję się ryzykować. To ogromny problem w życiu i ciężko jest go zwalczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popełniać błędy rzecz ludzka, więc to akurat nie jest aż tak wielkim moim problemem, choć nie zaprzeczam, że czasem jednak jest. Z każdym problemem ciężko walczyć, nieważne, czy jest mniejszy czy większy.

      Usuń
  13. czasami zycie samo weryfikuje nasze demony. Wiem, ze latwo sie mowi ale czasem lepiej zufac ze co ma byc to bedzie i wszystko sie jakos ulozy.
    xoxo
    Patinka
    www.patinkasworld.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, zaufać. Tylko jaką decyzję w międzyczasie podjąć?

      Usuń
  14. Ja odniosę się do wyboru liceum, uważam że wiele osób wybiera tylko dla zasady, wiele z nich nie wie co w życiu chce robić, a wybrać coś trzeba..moim zdaniem to za młody wiek i jesteśmy mało świadomi wyborów, chyba że coś jest naszą wielką pasją.
    Zazdroszczę ludziom,którzy robią w życiu to co kochają i pracują z przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za moich czas, wśród znajomych wszystko rozchodziło się tylko o to czy woli się matematykę czy język polski, ewentualnie czy biologia i chemia jakoś im podchodzi. I również się zgadzam, że 16 lat to zdecydowanie za mało, żeby wiedzieć, co chce się robić w życiu i podjąć decyzję, która może zaważyć na dalszym życiu.

      Usuń
  15. Brak wiary w siebie-to niestety zdecydowanie i mój problem. Niestety, ale staram się z tym walczyć. Muszę, trzeba zacząć doceniać samą siebie. Bo jak my w siebie nie uwierzymy to czemu inni by mieli?
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie łatwiej jest wierzyć w kogoś innego niż w siebie. Są momenty, kiedy doceniam siebie, kiedy wierzę, że mogę wszystko, ale giną pośród tych, kiedy wmawiam sobie, że nic nie potrafię.

      Usuń
  16. ja poszłam do biochemu bo chciałam być lekarzem. poległam na chemii i fizyce. zamarzył mi się potem j. polski w ostatniej klasie liceum. i mimo że nawet polonistka we mnie nie wierzyła to udało mi się i mam mgr. od zawsze wychodzę z założenia, że marzenia są w zasięgu ręki. grunt to pozytywne nastawienie i wiara że się uda:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W klasie maturalnej (byłam w humanie) wymyśliłam geografię na maturze i skończyłam studia ekonomiczne... :D

      Usuń
  17. Wydaje mi się, że to normalna kolej rzeczy, ostatnio rozmiawiałam na ten temat z koleżanką i okazało się, że ten strach i brak wiary w siebie nie jest uczuciem, które tylko mi czy Tobie się pojawia, i moja przyjaciółka i jej przyjaciółki to mają. Powiem Ci tak - jeśli o czymś marzysz to idź w to, ja odrzuciłam studia, o których marzyłam, bo bałam się, że nie utrzymam siebie w Anglii, teraz marnuje życie nie mając wykształcenia i plując jadem w pracy, która mnie wykańcza, bo 160 godzin na pół etatu i brak przyszłości to przesada. Więc bierz los w swoje ręce póki masz czas :) Trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po komentarzach widzę, że znaczna większość osób nie wierzy w siebie, więc jest to poniekąd pocieszające. Może i chciałabym brać życie w swoje ręce, ale jest problem. Za bardzo obawiam się zmian.

      Usuń
  18. Każde słowo uderzało we mnie jak kometa. "Czy ja czytam swoje słowa?". Mam identycznie, taka bariera utrudniająca funkcjonowanie i dążenie do czegoś więcej. Strach, że nie dam sobie rady. Także doskonale Cię rozumiem i przybijam smutną piątkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że większość komentujących się ze mną utożsamia. Smutne to, ale z drugiej strony trochę pocieszające, że nie jestem z tym sama.

      Usuń
  19. Uwierzyć w siebie jest znacznie trudniej, niż wierzyć w kogoś innego. Jednak warto czasami dać się ponieść temu, co przynosi życie. A może okaże się, że na to właśnie czekałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam chwile, kiedy jestem pełna wiary w siebie i że potrafię wszystkiego dokonać, jednak zdarzają się one dość rzadko.

      Usuń
  20. Wiara w siebie to jedna z najtrudniejszych rzeczy, której chciałabym się nauczyć. Niby podejmuję wyzwania, niby próbuję czegoś nowego ale kosztuje mnie to tyle stresów i niepotrzebnych nerwów, że bardzo często mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wrócić do stanu rzeczy przed zmianami.
    Także - doskonalę Ciebie rozumiem, wiem co czujesz! Chociaż może powinnyśmy dać sobie szansę i nie martwić się co będzie tylko próbować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oironio gdzieś wyżej stwierdziła, że po prostu nie lubię zmian i coś w tym jest. Pewnie z tobą jest podobnie. Jasne, że można próbować, ale jednak za bardzo się boję, że z tych prób nic nie wyjdzie.

      Usuń

Prześlij komentarz