'Cause I got issues but you got 'em too

Mam strasznie trudny charakter. Zdaję sobie z tego sprawę, choć może nie widać tego na pierwszy rzut oka, bo ujawnia się dopiero z czasem, gdy ktoś mnie lepiej pozna. Karol też jest okropnie skomplikowanym człowiekiem, o czym jednak wiadomo, jak tylko się na niego spojrzy i zamieni z nim kilka słów na jakikolwiek temat. Co może wyjść z połączenia dwóch tak trudnych osobowości? Nic dobrego, naprawdę, nic dobrego.

Nauczyłam go wchodzić do mojego pokoju bez pozwolenia/zaproszenia, mimo że nie otwieram ani nie reaguję na jego pukanie, bo pewnie wtedy śpię, więc kiedyś wpadł i wyrwał mnie z łóżka z zapytaniem, czy znam tę piosenkę, która przed chwilę leciała u niego w telewizji muzycznej, bo słyszy ją któryś raz i bardzo mu się podoba, a znowu nie zdążył wrócić z palarni/kuchni/łazienki, nie zdążył zerknąć, jak się wyświetlało. Śpiewa ją jakaś laska, jest trochę podobna do Ellie Goulding, ma taki charakterystyczny głęboki, lekko zachrypnięty głos, dziwny akcent, śmiesznie wymawia niektóre słowa. Pierwsze słyszę. Parę dni później obwieścił mi, że znalazł ją. I piosenkę, i piosenkarkę. Oto 'Issues' i Julia Michaels:


I'm jealous, I'm overzealous
When I'm down, I get real down
When I'm high, I don't come down
I get angry, baby, believe me
I could love you just like that
I could leave you just this fast

Parę dni później w pracy przybiegł do mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. Słyszysz to? Moja piosenka! Od wtedy jestem nią raczona w pracy właśnie dzięki Q-Music-Radio jakieś dwa lub trzy razy dziennie. W końcu ją polubiłam. Do czasu. Do ostatniego czwartku, kiedy była pierwszą piosenką, jaką usłyszałam po wejściu do zakładu pracy i automatycznie chciałam się wtedy rozpłakać...

You do shit on purpose
You get mad and you break things
Feel bad, try to fix things,
But you're perfect, poorly wired circuit
And got hands like an ocean
Push you out, pull you back in


Bo mimo wszystko, niestety tak jest. Oboje mamy trudne charaktery, ale świetnie się dogadujemy i od dobrych paru miesięcy jesteśmy praktycznie nierozłączni. Jeździmy razem do sklepu po zakupy spożywcze, ale też i ubraniowe czy inne, gotujemy razem obiady, gadamy prawie o wszystkim, pijemy piwo, drinki czy absynt, oglądamy filmy animowane, siedzimy razem i milczymy, pomagamy sobie wzajemnie w robieniu prania czy sprzątaniu, przygotowujemy wspólnie kanapki do pracy, śmiejemy się, płaczemy, pocieszamy. Ile słyszałam opinii, że dogadujemy się jak stare dobre małżeństwo. Ale nie zawsze. Czasem mamy takie dni, kiedy jedynymi słowami, jakie zamienimy jest zwyczajne "cześć" po szóstej rano, kiedy mijamy się w kuchni. Kłócimy się o drobnostki, jak i poważne rzeczy, później nie odzywamy się do siebie przez parę dni, a nagle od jednego spojrzenia i uśmiechu przez tydzień znowu jesteśmy najlepszymi nierozłącznymi przyjaciółmi. Ale gdy mi w końcu powiedział, nie, nie powiedział, ale WYKRZYCZAŁ, że jestem okropna, mam cholernie trudny charakter, że próbował mnie zrozumieć, ale jednak nie potrafi tego ogarnąć i najlepiej, żebyśmy przestali się do siebie odzywać, bo to będzie dla nas obojga najlepsze, i wprowadźmy to w życie już natychmiast... Cóż. Zdałam sobie sprawę, że nie chcę. Za bardzo go potrzebuję, za dużo dla mnie znaczy, zbyt wiele mu zawdzięczam, żeby tak nagle zacząć go ignorować, nie móc się odezwać, przytulić, pośmiać, ponarzekać, a dalej mieszkać w pokoju naprzeciwko. Mijać go bez słowa, nie mogąc nawet spojrzeć mu w oczy bez tego cholernego uczucia smutku wypisanego na twarzy. Nie mieć tu nikogo na tyle bliskiego, a obserwować, jak on natychmiast znajduje sobie nowego bliskiego kolegę albo bliską koleżankę. Jestem cholerną zazdrośnicą. Zdałam sobie sprawę, że mimo iż czasami nasza relacja jest bardzo chujowa, po kolejnej kłótni mam ochotę stąd wyjść, siedzieć całą noc na ławce albo na placu zabaw, płakać i nie wracać, nawet rzucać pracę i jechać do Polski, to jednak za moment zmieniam zdanie i liczę na to, że za parę dni albo nawet godzin wszystko wróci do normy i znowu będzie świetnie. Poniekąd syndrom sztokholmski. Niestety coś w tym jest. Jestem na tyle niesamodzielna i nieporadna, że potrzebuję go tu. Tak po prostu.

Yeah, I got issues
And one of them is how bad I need you


Mam(y) prawie trzy tygodnie spokoju od siebie. Karol w końcu dziś pojechał na urlop, z kolei ja jadę w środę, więc trochę się miniemy. Mam(y) prawie trzy tygodnie na zastanowienie się nad swoim zachowaniem i co z tym wszystkim robić. Jeśli chodzi o mnie to i tak wiem, że nic ponadto nie wymyślę. Nawet nie będę próbować.

Komentarze

  1. Tak zazwyczaj bywa w związkach, są dore chwile i złe, a piosenkę znam i uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że my nie jesteśmy razem i raczej nie będzie to miało miejsca. Po prostu się kolegujemy, może nawet - kumplujemy.

      Usuń
    2. Ah no to zupełnie inna sytuacja

      Usuń
  2. Być może to on potrzebuje czasu na przemyślenie tego wszystkiego. Nawet jak oboje macie trudne charaktery to nie powód, aby tak kończyć znajomość. Mam nadzieję, że jednak po urlopie coś się wyjaśni, będzie lepiej. Wysyłam wirtualne hug hug, trzymaj się mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tydzień zwlekał z wyjazdem na urlop, a dzień przed wyjazdem powiedział mi, że to dlatego, że w jakiś dziwny sposób zależy mu na mnie i obawia się, że jak wróci to zobaczy mnie z kimś innym. Bardzo ładne słowa jak na najzwyklejszą na świecie "koleżeńską" relację...

      Usuń
  3. Rozumiem Cię doskonale, też jestem strasznie zazdrosna o wszystko, też mam ochotę na ucieczkę, a po chwili na wspólne przytulanie. Taki typ nic nie zmienimy. Ale nauczyłam się co to jest zaufanie i powiem Ci, że wszystko zmieniło się o 180 stopni. Ja nie naciskam tak na niego, za to on zmienił się w ciepłego i kochającego faceta. Trwało to dość sporo czasu zanim zrozumieliśmy, że zaufanie odgrywa najważniejszą rolę. Wiele kłótni, wręcz awantur, nawet rozstanie na parę miesięcy, ale w końcu się wszystko ułożyło i tobie też tego życzę :*

    Pozdrawiam ~ Blue Butterfly

    OdpowiedzUsuń
  4. Spróbujcie porozmawiać,wspólnie wypracować kompromis. To niby tak niewiele,taka błaha metoda,ale serio dzięki niej dużo można. Macie czas,emocje opadną może łatwiej dzięki temu będzie przeprowadzić spokojną ale konkretną rozmowę. Warto walczyć o wartościowe znajomości. A ta chyba do takowych się zalicza. Powodzenia! Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem. Gdy nic do niego nie mówię, jest źle, gdy mówię o tym, co robi źle, to też jest źle, bo przecież on nic złego nie robi. Ręce czasem opadają.

      Usuń
  5. Jakbym czytała o sobie. Mam okropnie męczący dla innych charakter. Ja to czasem sama z sobą ciężko wytrzymuję a co dopiero inni? ;)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piąteczka! Może Magdaleny już tak po prostu mają...?

      Usuń
  6. Trudne charaktery to jedno, a drugie to fakt, że nie ma relacji idealnych. Póki człowiek się kłóci, rozmawia i próbuje cokolwiek zmienić, to jest sens, aby to trwało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jest pewna różnica pomiędzy "zmieniać" a "próbować zmieniać"...

      Usuń
  7. Z różnymi i do tego nieokiełznanymi charakterami to trudno dojść do ładu. Uwielbiam Issues! ^-^

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz